Tej jesieni minęło pięć lat od ukazania się ostatniego numeru miesięcznika „Tutaj” (W Krynkach i Okolicy). Byłem jego głównym pomysłodawcą, redaktorem i autorem znacznej liczby tekstów. Pierwszy numer wydałem pod Wielkanoc 2001 r. Czytelnikom przedstawiłem się jako „człowiek stąd, urodzony w Krynkach syn Żeni i Wańka z Południowego Ostrowia”. Tą gazetę, pamiętam, narobiłem w gminie trochę zamieszania. Ale o to właśnie mi chodziło. Opublikowany w pierwszym numerze mój manifest brzmiał:
„Swoja, miejscowa gazeta to nie tylko źródło informacji o życiu i problemach najbliższej okolicy, to także sposób na poznanie dziejów rodzinnej miejscowości. Pismo lokalne jest wreszcie ważnym miejscem do dyskusji o pomysłach na polepszenie codziennego życia oraz skutecznym narzędziem kontroli i oceny tutejszej władzy”.
„Tutaj” ukazywał się przez dwa i pół roku. Wydałem 31 numerów na bardzo przyzwoitym jak na posiadane możliwości poziomie. Miałem bowiem na to mizerne fundusze – wyżebrane w fundacjach, a na koniec u wójta. Kto dziś uwierzy, że za swoją pracę nad gazetą prawie nie brałem pieniędzy? Wszystko szło na druk i paliwo. Z dzisiejszej perspektywy „Tutaj” nieźle się rozchodził, a nie był za darmo, bo jeden numer kosztował prawie trzy złote.
W swej domowej bibliotece przechowuję skompletowane wszystkie egzemplarze jako coś dla mnie bardzo cennego, o znaczeniu wręcz historycznym. Sam nie wierzę, że czegoś takiego dokonałem. Muszę być wszak sprawiedliwy – wszystkiego w pojedynkę nie dokonałem. Tekstowo mocno wspierali mnie Monika Michniuk (Pietkiel) no i Sokrat Janowicz. Jak mogli pomagali też bibliotekarka Lucyna i właścicielki sklepów, zapewniając niemal bezpłatnie kolportaż.
Największe znaczenie ta gazeta miała dla propagowania lokalnej historii. Gdyby nie „Tutaj”, wiele dat i faktów historycznych uległoby całkowitemu zapomnieniu. A tak nasza miejscowa historia na łamach gazety została w miarę uporządkowana, co szczęśliwie wykorzystali nauczyciele, studenci i lokalni pasjonaci (nieoceniona Cecylia Bach-Szczawińska). To właśnie „Tutaj” dał impuls do starań o przywrócenie Krynkom praw miejskich.
Kiedy gazeta przestała się ukazywać, wielokrotnie namawiano mnie do jej wznowienia. Czyniłem nawet jakieś kroki w tym kierunku, ale ostatecznie na to już się nie odważyłem. Zaważył postępujący w gminie marazm. Szczególnie widoczny jest właśnie teraz, późną jesienią. Coraz mniej ludzi tu mieszka i coraz mniej się dzieje. W takich warunkach żywej gazety wydawać po prostu się nie da. Widać to po biuletynie, który co kilka miesięcy jakiś czas temu zaczęła wydawać gmina. Martwe to-to i nieciekawe, nie wiem czy jeszcze nawet się ukazuje...
Z ludźmi z Krynek spotykam się nader często i wszyscy narzekają na brak perspektyw. Młodzieży tu jak na lekarstwo. Pracy ani warunków do własnego interesu nie ma i nie będzie. I nie to, że żyje się tu bardzo biednie. Nie, niektórym materialnie powodzi się znacznie lepiej niż tym, którzy wyjechali do Białegostoku i dalej. Tylko atmosfera jest przygnębiająca.
Zastanawia mnie jeszcze niemoc gminnych władz, by to jakoś przezwyciężyć. Budżet cały czas jest więcej niż skromny. W porównaniu z ościennymi gminami środków zewnętrznych (dotacji) pozyskuje się niewiele. Mało tego, w wyniku czyichś zaniedbań na gminę nałożono krociową karę za niewłaściwą eksploatację oczyszczalni ścieków...
Gdyby w Krynkach działo się tyle co w Gródku czy Szudziałowie – budowano by „Orliki”, asfaltowano kilometry dróg, odnawiano szkoły, domy kultury, wiejskie świetlice – byłoby o czym i pisać w swojej gazecie. A tak...
Jerzy Chmielewski
P.S. Wydawane przeze mnie numery „Tutaja” wkrótce tu zamieszczę (w wersji PDF). Szkoda, że już archiwalne.

Komentarz #1 wysłany 2009-12-14, 21:12:41
Komentarz #2 wysłany 2012-01-16, 02:41:03