Strona główna » Ostrów — Krynki » Mój widnokrąg » 20 lat minęło...
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...
20 lat minęło...
Jerzy Chmielewski

... I wcale nie jak jeden dzień (jak w piosence z serialu „Czterdziestolatek”). Ale jeśli wczytać się w pełne euforii refleksje i komentarze w związku z przypadającą 4 czerwca 20. rocznicą zmian ustrojowych w Polsce, to czasy „za komuny” jawią się jako coś mrocznego, ponurego i przygnębiającego. Dlatego niektórzy ostatnie dwadzieścia lat szumnie nazywają oto latami odzyskanej wolności. Osobiście bardzo daleki jestem od takiej retoryki, bo przed 1989 r. zniewolenia wcale nie odczuwałem. Tu, gdzie dorastałem, nie było totalitaryzmu w dzisiejszym rozumieniu tego strasznego słowa. Przeciwnie lata PRL dla zdecydowanej większości społeczeństwa były latami małego dobrobytu. W porównaniu do okresu przedwojennego nastąpił skokowy awans cywilizacyjny. Znikły głód i nędza, ludzie nauczyli się wreszcie czytać i pisać. Nie było jak dziś żadnych problemów z pracą, każdy miał dostęp do nauki. Prawdziwym dobrodziejstwem stały się praktycznie darmowe mieszkania w blokach, chociaż trzeba było na nie czekać latami.

Moi okołoosiemdziesięcioletni już rodzice uważają, że poprzedni ustrój na naszych terenach był wybawieniem. Gdyby nie komuna, nadal żylibyśmy w nędzy. Kiedy poszedłem do szkół, mnie również uczono, że socjalizm to najlepszy i najsprawiedliwszy ustrój na świecie. Ale jak — już „za demokracji” — pojeździłem trochę po tym świecie, nabrałem nieco innego przekonania. Po wojnie startowaliśmy przecież z tego samego pułapu, co identycznie wówczas zacofane rolnicze regiony Włoch czy Portugalii. Tam w warunkach kapitalizmu byt ludziom poprawił się dużo szybciej niż u nas. Nie trzeba zatem było na to wcale komunistycznego systemu. A socjalizm nie był wcale taki sprawiedliwy, bo często załatwienie nawet drobnostki wymagało znajomości i układów. Pamiętam lata osiemdziesiąte. Kolejki w sklepach, kartki na podstawowe — oprócz chleba i mleka — artykuły spożywcze, problemy z maszynami rolniczymi. W tamtych czasach niewielu rolników miało traktory, jak przed wojną gospodarstwa obrabiali konno. Zatem można powiedzieć, że w porównaniu z obecnymi czasami wtedy także żyło się w nędzy. Dziś tego tak nikt jednak nie postrzega, bo głodu przecież nie było. Ale ja na poprzednim ustroju się zawiodłem. Może dlatego, że nie dane mi było skonsumować jego dobrodziejstw, zasmakować tamtego „dobrobytu”. Po bardzo wielu latach oczekiwania w kolejce mieszkania w bloku tak i nie dostałem (tak się mówiło, bo tego się nie kupowało, wymagany wkład finansowy był niewielki), z darmowych wczasów też nigdy nie skorzystałem...

Obecny system także nie jest „sprawiedliwy”, ale daje więcej możliwości i swobody działania. Ma jednak oczywiście i minusy. Nie będę się tu nad nimi rozwodził, bo nasłuchaliśmy się o tym po uszy w tylko co przebrzmiałej kampanii przed wyborami do europarlamentu. O dziwo, nikt jednak jakoś nie akcentuje tego, nad czym ja mocno ubolewam i nie mogę się pogodzić. Chociażby z postępującym zanikiem natury. Dobrze pamiętam jeszcze smak prawdziwego chleba, naturalnej żywności, której dziś już w sklepach nie uświadczysz. Rozczarowany jeszcze jestem tandetą, która zepchnęła w niebyt piękno naszych krajobrazów, tradycyjnych domów, podwórek. Do tego doszła tandeta intelektualna, skutkująca wtórnym analfabetyzmem. Ludzie zachłysnęli się nową rzeczywistością i zatracili właściwe wzorce osobowości, zachowania i samoedukacji. Zaglądając czasem na portal Nasza Klasa, szybko stamtąd uciekam, widząc jak nieporadni w piśmie stali się moi dawni koledzy ze studiów — ich komentarze to sklecane na chybcika infantylizmy, istna dziecinada... Jak dobrze, że zgoła inne są — przynajmniej na razie — wypowiedzi na naszej witrynie. Szkoda tylko, że póki co jest ich niewiele. Dlatego znów zachęcam do komentowania — albo całości, albo wybranych materiałów, bloków. Proszę wpisywać się też do książki gości.

4 czerwca 2009 r.

P.S. Na witrynie pojawiło się trochę nowych rzeczy. Szczególnie polecam „Słownik języka prostego”, czyli rdzennej mowy naszych terenów. Chciałbym, aby powstawał on przy jak najszerszym udziale znających lub pamiętających ten język. Przypominam, że ideą słownika jest spisanie słów wyjątkowych, oryginalnych, a nie dobrze znanych i podobnych jak w językach sąsiednich.

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Daniel Paczkowski
Comment
zdanie odmienne
Komentarz #1 wysłany 2009-06-05, 19:55:09
W komunizmie przeważnie spokój miał ten, kto nie wybijał się ponad przeciętność lub nie próbował zmieniać rzeczywistości. Historia Sokrata Janowicza, który doświadczył za swój brak pokory dobrodziejstw poprzedniego systemu wyraźnie pokazuje totalitarny wymiar tamtej rzeczywistości.

Dziś moim zdaniem, pozbyliśmy się wielu absurdów PRLu. Ale przykład Dariusza Ratajczaka, który stracił prawo do pracy na uczelni po opublikowaniu swej książki, czy ostatnio Pawła Zyzaka, który stracił pracę w archiwum IPN po publikacji dotyczącej Lecha Wałęsy pokazują, że nie żyjemy w zupełnie wolnym państwie.

P.S. Czytam ostatnio z wielkim zainteresowaniem i radością "Przygody Kaziuka Surwiłly" publikowane w Czasopisie.
Jerzy Chmielewski
Comment
Dlaczego zdanie odmienne?
Komentarz #2 wysłany 2009-06-08, 19:38:43
Ja też tak sądzę. Tylko, że to nie była wcale pasywność, ale w pełni świadoma powszechna akceptacja tamtej rzeczywistości, a nawet jej gloryfikacja. I trudno mieć o to do naszej społeczności pretensje. Była to całkiem naturalna reakcja. Gdy ktoś dostanie w kość, to potem do szczęścia już mu mało potrzeba. I dlatego absurdy tamtych czasów dla nas nie były aż takie znowu dotkliwe.
Daniel Paczkowski
Comment
Dlaczego odmienne?
Komentarz #3 wysłany 2009-06-10, 12:44:57
Nie potrafiłbym zgodzić się z następującymi zdaniami:

"Osobiście bardzo daleki jestem od takiej retoryki, bo przed 1989 r. zniewolenia wcale nie odczuwałem. Tu, gdzie dorastałem, nie było totalitaryzmu w dzisiejszym rozumieniu tego strasznego słowa."

Otóż to - akceptacja i gloryfikacja systemu powodowała swego rodzaju świadome lub mniej współuczestnictwo. Podobnie wyglądało to w społeczności polskiej (nazywam ją tak wyodrębniając od mniejszości białoruskiej). Tam też występowała akceptacja zastanej rzeczywistości (zwłaszcza wśród członków PZPR czy ludności żyjącej na wsi i korzystających z dobrodziejstw epoki Gierka, czy też generalnie awansu cywilizacyjnego wsi).

Ale inteligencja, ludzie wypowiadający zdanie odmienne, czy też generalnie rzecz ujmując, ludzie podejrzani doświadczali na codzień totalitarnego wymiaru systemu (zainteresowanie służb, problemy z paszportem, itp.).