Nowe portrety Eugeniusza Briańskiego

W styczniu 2014 r. – trzy lata po ukazaniu się artykułu o Eugeniuszu Briańskim („Artysta odnaleziony po latach”, „Czasopis” 2011, nr 1,2) – poszukiwał mnie ks. prof. Henryk Paprocki. Okazało się, że w swych zbiorach posiada portret młodego Jerzego Klingera (1918-1976), prawosławnego duchownego, teologa i ekumenisty, prorektora Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, a prywatnie teścia obecnego właściciela obrazu. Eugeniusz Briański namalował młodzieńca w 1937 r., podobnie jak i portret jego ojca, profesora Uniwersytetu Poznańskiego Witolda Klingera (1875-1962), który jest w posiadaniu jego wnuka, syna Jerzego – dr. Michała Klingera.

brianski01
Portrety Witolda Klingera i jego syna Jerzego, namalowane przez Eugeniusza Briańskiego w 1937 r.

Te dwa portrety, przedstawiające dwie wybitne postacie świata nauki, wzbogacają tak nikły zbiór zachowanych dzieł Eugeniusza Briańskiego, artysty o tragicznym losie. Próbowałam dojść, co przed II wojną światową łączyło Eugeniusza Briańskiego z rodziną Klingerów? Czy poznali się w cerkwi prawosławnej w Poznaniu? Czy były też inne okoliczności ich znajomości? Eugeniusz Briański wyprowadził się z Wilna 18 czerwca 1936 r. i sprowadził się do Poznania – z żoną Marią, córką Galiną i synem Włodzimierzem. Żona studiowała romanistykę, którą ukończyła w 1937 r. Być może to ona poznała profesora Witolda Klingera, a być może była jego studentką.

Briańscy mieszkali przed wojną w Poznaniu przy ul. Grottgera 3 m 7 z siostrą Eugeniusza – Walerią (Lalą) i matką Katarzyną, która wcześniej z leśnikiem Włodzimierzem Puchawko sprowadziła się z Podbrodzia pod Wilnem do nadleśnictwa Mochy pod Poznaniem. Eugeniusz Briański miał pracownię malarską przy ul. Chełmońskiego. Klingerowie po II wojnie światowej utrzymywali kontakt z Walerią Briańską, o czym pamięta dr Michał Klinger. Do ukazania się w „Czasopisie” artykułu o Eugeniuszu Briańskim rodzina Klingerów nie wiedziała, co stało się z autorem przechowywanych w zbiorach rodzinnych portretów. A jak się okazało, ich portrety wzbogaciły jakże skromny dorobek nieźle zapowiadającego się artysty, ucznia Ferdynanda Ruszczyca i Ludomira Sleńdzińskiego. Wbrianski02 1937 r. Eugeniusz Briański miał zaledwie 32 lata i stał na progu kariery. Niestety, lata wojny i powojenny ład rzuciły go w głąb Rosji – do rodzinnego Tambowa i rodzina w Poznaniu przez długie lat nie wiedziała, czy żyje. Pozostało kilka zaledwie jego obrazów. Dlatego niezwykle cenne są jego prace przechowywane w zbiorach rodziny profesora Witolda Klingera. Wzbogacają one niewątpliwie skromny ocalały dorobek artysty, ale także przedstawiają w artystyczny sposób wybitnych przedstawicieli świata nauki. Ciekawe, jakie prace Eugeniusza Briańskiego jeszcze mogą się kryć w zbiorach prywatnych w Poznaniu. Przecież musiały one powstawać w pracowni przy ul. Chełmońskiego, bez względu na proces sądowy, który wytoczono artyście i tragedię rodzinną (śmierć żony – 5 czerwca 1937 r.).

W końcu los uśmiechnął się i do Eugeniusza Briańskiego. W połowie lat 70. został odnaleziony w Związku Radzieckim i w marcu 1976 r. sprowadzony do Poznania, gdzie pozostał do śmierci – 16 listopada 1980 r. Ks. prof. Jerzy Klinger nie doczekał jego powrotu z ZSRR, zmarł 3 lutego 1976 r. Od 1962 nie żył też prof. Witold Klinger, od 1963 r. – matka artysty, Katarzyna. Z jego pokolenia żyła jeszcze siostra Waleria, która pewnie mu opowiadała o losach osiadłych w Poznaniu białych Rosjan, które też nie były proste ani w czasie II wojnie światowej, ani po niej. Eugeniusz Briański po powrocie do Poznania nawiązał kontakt z przedwojennymi kolegami z Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, którzy po różnych perypetiach osiedli w Polsce – z Barbarą i Ildefonsem Houwaltami w Poznaniu, z Aldoną Romanowiczową, Ireną Kołoszyńską, Muszką Gintyłłówną w Warszawie, z Adolfem Popławskim w Sopocie.

Okazało się, że długie bezowocne poszukiwanie śladów zmarłego 35 lat temu artysty Eugeniusza Briańskiego, łącznie z utratą jakiejkolwiek nadziei na nowy trop, miało sens i mam nadzieję, że portrety Witolda i Jerzego Klingerów nie są ostatnimi odnalezionymi jego pracami.

Helena Głogowska

Komentarze