Janusz Korbel – Dziedzinka

felietonisci-03Ambicje, urazy, sprzeciwy. A puszcza umiera. Uczeni, praktycy, eksperci. A puszcza umiera. Narady, decyzje dokumenty. A puszcza umiera. Polityka, wpływy, interesy, pieniądze, pieniądze, pieniądze – to słowa Simony Kossak z 2001 roku, zacytowane ze wstępu do jej książki „Saga Puszczy Białowieskiej”, które pisała w czasie, gdy Puszcza Białowieska była jeszcze intensywnie wycinana. Simona Kossak, wnuczka Wojciecha, córka Jerzego Kossaka była postacią bardzo znaną w Białowieży, dokąd przyjechała z rodzinnej Kossakówki w Krakowie zaraz po studiach biologicznych. Znana i popularna była też wszędzie tam, gdzie docierały jej audycje radiowe oraz wśród czytelników popularyzatorskich książek o przyrodzie. W marcu minie 8 lat od jej śmierci. Ogromną popularność przyniosły jej krótkie audycje, w których opowiadała o przyrodzie i które nadal na antenie żyją. Legenda Simony tworzyła się jednak dużo wcześniej, bo już w latach 70. w tygodnikach młodzieżowych (Świat Młodych, Radar) pojawiały się zdjęcia młodej dziewczyny z warkoczami w otoczeniu dzikich zwierząt. Autorem tych zdjęć był absolwent Akademii Sztuk Pięknych, fotograf Lech Wilczek, życiowy partner Simony. Lech był zafascynowany zwierzętami, ale także krajobrazem okolic puszczy. Spotkali się w leśniczówce „Dziedzinka”, położonej na skraju Białowieskiego Parku Narodowego, kilka kilometrów od Białowieży, blisko do granicy państwa, bez prądu, dostępnej tylko gruntową drogą leśną, często rozjeżdżaną przez ciągniki wywożące drewno. Simona prowadziła tam swoje badania nad jeleniowatymi, a Lech fotografował przyrodę. W latach 90. głośny był jej protest przeciw metodom łapania dzikich zwierząt do badań i przeciw zakładaniu im obroży telemetrycznych. W tym czasie Simona zaangażowała się też w projekt kulturowy, wydając we współpracy z Piotrem Bajko broszurę o zabytkach kultury w Puszczy Białowieskiej. Lech Wilczek jest z kolei autorem bogato ilustrowanej jego wspaniałymi zdjęciami książki „Spotkanie z Simoną Kossak”. Powstały także dwa filmy, z których telewizyjny Beaty Hyży-Czołpińskiej z roku 2014, ustami najbliższych Simonie osób podsumowuje chyba najlepiej jej życie w Dziedzince, opowiadając przy okazji o miłości, uwikłaniu w lokalny kontekst i niezrozumieniu zarówno przez naukowców, jak i lokalne środowisko (http://bialystok.tvp.pl/15242951/miejsce-w-raju).

Przy okazji realizacji tego filmu Lech pokazał nam kilka swoich prac malarskich sprzed 60 lat, na których uchwycił ówczesny krajobraz okolic puszczańskich. Sama Dziedzinka jest drewnianą leśniczówką, nawiązującą nieco charakterem do polskiej architektury. Położona z dala od ludzi, przy historycznej Drodze Browskiej, od setek lat przecinającej Puszczę z południa na północny wschód. Bliżej Białowieży przy tej drodze leżał a kiedyś niewielka osada założona przez Krzysztofa Engelkhardta w 1816 roku. Był on od 1797 roku białowieskim leśniczym i zarządcą folwarku białowieskiego. Badacz historii Puszczy, Tomasz Samojlik, pisze, że w 1800 roku założył w swoim domu pierwszą w Białowieży szkołę. Wioska przy Drodze Browskiej powstała prawdopodobnie na początku XIX wieku i od imienia założyciela nazywano ją Krysztapowem. W Białowieży żywa jest też legenda, że i dawniej stała tam cerkiew, a mieszkańcy tamtej dawniejszej wsi, zmarli na skutek morowego powietrza, pochowani są w mogile przy żółtym szlaku, prowadzącym do rezerwatu pokazowego zwierząt. Świadectw historycznych czy archeologicznych na to jednak nie ma. Dzisiaj Droga Browska, z kilkoma pięknymi, wielkimi drzewami alejowymi, biegnąca dalej przez puszczę wzdłuż parku narodowego, kończy się ślepo na granicy Unii Europejskiej. Droga Browska wynurza się jeszcze niespodziewanie na chwilę w obszarze ochrony ścisłej BPN, by zaraz zniknąć pod zwałami powalonych drzew. Przypomina inne fragmenty prastarych dróg, które w różnych miejscach rezerwatu pojawiają się nagle oczom wędrującego przez pierwotny las, by za chwilę zniknąć pod wodą lub w gęstwinie powałów. Ślady niegdysiejszego użytkowania.

W sąsiedztwie leśniczówki powstał też tajemniczy ogród, w którym obok form przypominających realizacje Gaudiego można było zobaczyć kamienną maskę i płaskorzeźbę z piaskowca z elewacji kamienicy zburzonej podczas wojny. Dzisiaj przyroda zakrywa ostatnie po nim ślady. Zapamiętałem słowa Simony, kiedy mówiła mi, jak bardzo zakochała się w Dziedzince. Lech Wilczek tak opisał w książce o Simonie klimat domu: „Postukiwanie kołatków w masywnych belkach nad głową, skrobanie myszy pod podłogą, jaskółki regularnie gniazdujące u stropów ganków i wlatujące do mieszkania z zamiarem lepienia gniazd pod sufitem, ciepło kaflowych pieców zimą, bijące stare zegary, kuny kamionki z tupotem ganiające po strychu – wszystko to umacniało atmosferę zadomowienia i poczucia bezpieczeństwa”. Simona była nieodłączną częścią tej Puszczy i także kulturowego jej krajobrazu. Obecnie Dziedzinka służy jako kwatera strażników parku. Czasami ktoś tam podjeżdża rowerem, bryczką lub podchodzi popatrzeć zza płotu na to siedlisko związane z osobami, które zapisały się wyjątkowo w historii Puszczy Białowieskiej.

Komentarze

  1. W miesięczniku przy tym artykule są też dwie prace Lecha Wilczka: cmentarz prawosławny na wzgórzu i ulica w Kleszczelach. W podpisie jest – jak się okazało – błąd, to nie są prace z lat 60. ale z lat 50!!! Wczoraj rozmawiałem z autorem prac i powiedział mi, że namalował je podczas pleneru, kiedy był studentem na ASP i było to wkrótce po wojnie. Dlatego też na ulicy są pozamykane domy z zabitymi oknami, bo to opustoszałe domy pożydowskie. Cmentarz z ogromnymi sosnami jest gdzieś z tamtych okolic Dasz, Kleszczel…

  2. An allergic reaction to this drug may cause a sudden increase in weighht due tto swelling,
    although weight gain isn’t a standard side effect of testosterrone
    supplements.