Historia pewnej znajomości, Helena Głogowska

Pamięci Aleksandry Bergmanowej – w 10. rocznicę śmierci

Tak chciałabym opowiedzieć tę historię Aleksandrze Bergman. Ale niestety, nie żyje od dziesięciu lat – zmarła 20 czerwca 2005 r. Ta historia zaczęła się u schyłku lat 80. minionego wieku. Gdyby nie Aleksandra Bergman i jej „Sprawy białoruskie w II Rzeczypospolitej”, pewnie brat nigdy nie poznałby siostry, a siostra brata. Opowieść tęzacznę od końca.

Telefon od profesor Hanny Niżankowskiej

Jesienią 2006 r. usilnie poszukiwała mnie Hanna Niżankowska z Wrocławia, jak się potem okazało znana profesor okulistyki. Poszukiwała przez Uniwersytet w Białymstoku. Sekretarka z dziekanatu strzegła bardzo mojej prywatności, podając wreszcie dociekliwej pani z Wrocławia mój telefon domowy w Białymstoku, wiedząc przy tym, że praktycznie jestem trudno osiągalna pod tym numerem. Żeby tylko dała wreszcie spokój. Sekretarka wspominała mi o tym przy okazji. I pewnego grudniowego dnia po powrocie do domu po zajęciach w drzwiach przywitał mnie dzwonek telefonu: „Nazywam się Hanna Niżankowska. Dzwonię z Wrocławia i od dawna pani poszukuję. Jest pani członkiem naszej rodziny”. Zdumiałam się: „Ależ ja pani nie znam! A we Wrocławiu nie mam rodziny!”. Gdy zaczęłam tłumaczyć, że to pewnie pomyłka, usłyszałam: „Pani znalazła ślady mego teścia, o którym nasza rodzina nic nie wiedziała. Jesteśmy pani bardzo wdzięczni”. Nazwisko Niżankowska kojarzyło mi się z drugą żoną Bronisława Taraszkiewicza – Wierą Andrejeŭną i jej córką Ireną, z którą ciągle utrzymuję kontakty. Po dłuższej rozmowie okazało się, że drugi mąż Wiery Andrejeŭny, Władysław Niżankowski, był ojcem męża mojej rzmówczyni – Andrzeja.

Siła internetu – Kamunikat.orgni „Listy” Mariana Pieciukiewicza

10 listopada 2006 r. Mariusz Niżankowski wpadł do domu rodziców przy ulicy Agrestowej we Wrocławiu z sensacyjną informacją. Mamę zastał w kuchni i zapytał: „Czy tata wie, że ma siostrę Irenę?”. Od dawna chciał się czegoś dowiedzieć o dziadku Niżankowskim, ale nikt z najbliższych nie był w stanie nic mu powiedzieć. Tak się potoczyły losy kresowej rodziny nauczycielskiej, która doświadczyła najpierw wielkiej miłości, a następnie rozczarowania i rozstania. W zatarciu śladów skutecznie pomogła historia. Część przedwojennych mieszkańców Kresów w wyniku repatriacji znalazła się na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Taki los stał się też udziałem małego Andrzeja Niżankowskiego, jego matki nauczycielki oraz jej drugiego męża, także nauczyciela, Rudolfa Gajczaka, ojczyma Andrzeja. Wychowywał go, był kochającym i opiekuńczym „tatkiem”. W świadomości Andrzeja prawdziwy ojciec nie istniał, rodzice rozstali się, gdy miał 2-3 lata. Wiadomo było, że zginął w 1943 r.
Mariusz Niżankowski, szukając w internecie informacji o swym dziadku, trafił na krótki jego biogram w „Listach” Mariana Pieciukiewicza, wydanych przez Białoruskie Towarzystwo Historyczne w Białymstoku w 2005 r. (właściwie na początku 2006 r.). Jarosław Iwaniuk, prowadzący stronę internetową kamunikat.org, zamieścił je w tej wirtualnej bibliotece.

Władysław Niżankowski, Wiera Andrejeuna, Bronisław Taraszkiewicz

Pod jednym z listów Mariana Pieciukiewicza do Aleksandry Bergman z 1965 r. znalazły się krótkie informacje o Władysławie Niżankowskim (17.01.1904 Rawa Ruska, woj. lwowskie – 3.11.1943 Radoszkowicze), polskim nauczycielu, „który wcześniej pracował w szkole w Widzach; w Radoszkowiczach był dyrektorem szkoły powszechnej; po ślubie z Wierą Andrejewną został zwolniony z pracy i skierowany do szkoły podstawowej w Wadowicach; w l. 1939-1941 pracował w szkole w Radoszkowiczach, został zastrzelony przez partyzantów” (s. 55). O tym, że Władysław Niżankowski, drugi mąż Wiery Andrejeuny, był nauczycielem, wiedziałam od niej. Ale tak naprawdę, gdy odwiedzałam Wierę Andrejeuną w Radoszkowiczach w ciągu ostatnich dziesięciu lat jej życia, rozmawiałyśmy o Śnitkach, najwięcej o „Tarasie” (Bronisławie Taraszkiewiczu) oraz o innych działaczach białoruskich. Od niej dowiedziałam się, że w kościele w Radoszkowiczach ochrzczono klasyka literatury białoruskiej Jankę Kupałę. Chętnie opowiadała o dawnych czasach – o ojcu Andrzeju Śnitce, założycielu Muzeum Cerkiewno-Archeologicznego w Mińsku w 1912 r., o senatorze Aleksandrze Własowie, rodzonym bracie jej mamy, o przedstawieniu „Paulinka”, o gimnazjum białoruskim w Radoszkowiczach, o Zambrzyckich – właścicielach majątku Wiazynka. Od niej po raz pierwszy usłyszałam o Stanisławie Swianiewiczu, wielkim przyjacielu Białorusinów, który przeżył Katyń i po wojnie napisał książkę „W cieniu Katynia”, którą też po raz pierwszy zobaczyłam w jej radoszkowickim domu. Wszyscy ci ludzie ożywali we wspomnieniach Wiery Andrejeuny. Mimo wielu tragedii rodzinnych i nielekkich czasów zachowała niezwykłą pogodę ducha oraz doskonałą pamięć. Mówiła, że najnieszczęśliwszą datą w jej życiu był 15 czerwca – tego dnia w 1943 r. zginął jej ukochany syn Sławik, w 1954 r. – zmarła mama Jelizawieta, w 1969 r. – brat Andrzej. Mimo sędziwego wieku miała piękne rysy twarzy oraz arystokratyczne maniery. Kochała kwiaty – w jej ogródku pełno było różnokolorowych gladioli (mieczyków).
Wiera Śnitczanka urodziła się 21 lutego 1901 r. w majątku Karlsberg na Mińszczyźnie. Miała dwóch starszych braci – Usiewaład zginął w 1915 r. na froncie, Andrzej (urodzony w 1895 r.) po I wojnie światowej studiował w Pradze i tam pozostał do śmierci. Został pochowany na cmentarzu Olszańskim, niedaleko cerkwi.

mama P2

Wiera uczyła się w gimnazjum żeńskim w Mińsku i w Smolnym Instytucie dla dobrze urodzonych panien. Po traktacie w Rydze ich majątek został przedzielony polsko-radziecką granicą państwową, która przebiegała niedaleko ich domu – tzw. „fermy”. Ten znalazł się po polskiej stronie, podobnie jak folwark Mihauka Aleksandra Własowa. Większość ziemi z dworem pozostała za granicą. W 1922 r. odbywały się wybory do Sejmu i Senatu. Dziadźka Wiery, Aleksander, jako stary działacz białoruski (m.in. wydawca „Naszej Nivy” i „Sachi”) zaangażował się w kampanię wyborczą i z Bloku Mniejszości Narodowej trafił do Senatu. Do jego Mihauki przyjeżdżali różni działacze białoruscy. Jednym z nich był autor gramatyki białoruskiej, dyrektor gimnazjum białoruskiego w Wilnie – Bronisław Taraszkiewicz (urodzony 20 stycznia 1892 r. w Maciuliszkach na Wileńszczyźnie). Zaimponował młodej Śnitczance manierami i kulturą. W wyniku wyborów został posłem na Sejm – był prezesem Klubu Białoruskiego. Wiera Śnitczanka była niezwykłej urody panną. W 1923 r. zawarła związek małżeński z „Tarasem” (jak do nazywała) – najpierw w cerkwi prawosławnej w Warszawie, a dwa tygodnie później w kościele św. Mikołaja w Wilnie ślubu udzielił ks. Adam Stankiewicz, również poseł na Sejm. 9 stycznia 1925 r. (na trzeci dzień prawosławnych świąt Bożego Narodzenia) urodził się syn Radosław (Sławik). Wtedy też szczęście rodzinne zostało zmącone wielką aktywnością polityczną Bronisława Taraszkiewicza – zaangażował się w tworzenie Białoruskiej Włościańsko-Robotniczej Hromady, która cieszyła się niezwykłą popularnością wśród ludności białoruskiej, rozczarowanej II Rzeczpospolitą, bowiem władze niewiele czyniły, by zrealizować białoruskie postulaty narodowe oraz polepszyć byt Białorusinów na Kresach. W styczniu 1927 r. Bronisława Taraszkiewicza wraz z innymi działaczami BWRH aresztowano, zarzucając im zdradę stanu, a BWRH zdelegalizowano. W wyniku procesu sądowego głównych aktywistów skazano na kary więzienia. Wierna żona „Tarasa” przeniosła się z Wilna do Radoszkowicz, wychowywała syna i odwiedzała męża w więzieniach, gdzie odsiadując wyrok tłumaczył na język białoruski „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza i „Iliadę” Homera. Po powtórnym aresztowaniu w 1931 roku 6 września 1933 r. został wymieniony na białoruskiego dramaturga Franciszka Olechnowicza (więźnia Sołowek) i znalazł się w wymarzonej Białorusi. Stamtąd wysłano go do Instytutu Agrarnego w Moskwie, gdzie pracował do kolejnego aresztowania. Wiera z synem nie pojechała za nim do Związku Radzieckiego, gdyż żal jej było samotnej matki. Ojciec Andrzej zginął w 1920 r. na Ukrainie, gdzie rodzina Śnitków była w bieżeństwie.
Wiera została więc z synem w Radoszkowiczach. W 1932 roku do miasteczka przysłano nowego dyrektora szkoły powszechnej Władysława Niżankowskiego, wcześniej pracującego w Widzach, gdzie została jego żona Antonina z synem Andrzejem (urodzonym tam w 1931 r.). Odwiedzała go w Radoszkowiczach, ale samotnemu na co dzień dyrektorowi widocznie wpadła już w oko ciągle piękna Wiera Taraszkiewiczowa. Zresztą pewnie z wzajemnością. W 1934 r. „Taras” ożenił się w Moskwie po raz drugi z Niną Polańską. W 1936 r. Wiera wyszła za mąż za Władysława Niżankowskiego. 7 maja 1937 r. Bronisława Taraszkiewicza aresztowano pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Polski i 29 listopada 1938 r. rozstrzelano w Mińsku w ramach czystek stalinowskich.

Irena i Andrzej

Za „pierwszych sowietów” (po 17 września 1939 r.) Niżankowscy z matką Jelizawietą i Sławikiem musieli opuścić rodzinny dom – urządzono w nim szpital. Wynajęli mieszkanie przy rynku, niedaleko kościoła. Szczęśliwie udało im się uniknąć deportacji na wschód. Miejscowi zebrali podpisy, żeby ich zostawić na miejscu – Jelizawieta Śnitkowa leczyła ludzi, stanowiąc nawet konkurencję dla miejscowych lekarzy.

26 maja 1940 r. w rodzinie Wiery i Władysława Niżankowskiego urodziła się córka Irena. Sławik miał wówczas 15 lat. Jesienią 1943 r. trafił do oddziału partyzanckiego. Zginął pod sam koniec wojny – 15 czerwca 1944 r. w okolicach Behomla (na północ od Mińska) i spoczął w zbiorowej mogile. Wcześniej – 3 listopada 1943 r. – zginął tragicznie Władysław Niżankowski.

W czasie okupacji niemieckiej Niżankowcy z rodziną wrócili do służbówki, w której i dziś mieszka Irena. Obecnie do domu prowadzi ulica Bronisława Taraszkiewicza. Wiera Andrejeuna zmarła 6 maja 1998 r. i spoczęła na miejscowym cmentarzu, obok męża i matki oraz symbolicznej mogiły syna. Za życia nie doczekała się należnego upamiętnienia „Tarasa”, choć w niepodległej Białorusi marzyła o muzeum. Nie oddano jej też ani domu, ani ziemi z majątku Karlsberg.
Na początku 2005 r., opracowując listy Mariana Pieciukiewicza do Aleksandry Bergman, zadzwoniłam do Ireny do Radoszkowicz, by podała podstawowe dane o swym ojcu, który tak naprawdę mnie wcześniej nie interesował. Marian Pieciukiewicz w liście do Aleksandry Bergman napisał w 1965 r., że znał osobiście Wierę Andrejewną, że wyszła ona za mąż po raz drugi. Potrzebny był przypis, tym bardziej, że Marian Pieciukiewicz nie pamiętał nazwiska jej męża.
Okazało się, że Irena pamięta ojca jak przez mgłę. Wspomniała, że po rozwodzie z pierwszą żoną i ślubie z jej mamą władze oświatowe pozbawiły go posady kierownika szkoły w Radoszkowiczach i wysłały do pracy w Wadowicach. Przez rok uczył tam małe dzieci, a potem rzucił rzucił pracę i wrócił do Radoszkowicz. Zarządzał majątkiem teściowej, pracując na gospodarce. Za „pierwszych sowietów” otrzymał posadę nauczyciela w szkole białoruskiej, chociaż słabo władał tym językiem. W czasie okupacji niemieckiej zarządzał majątkiem żony i pewnego razu (3 listopada 1943 r.), gdy wiózł robotników, został zastrzelony przez partyzantów, którzy wzięli go za Niemca. Władysława Niżankowskiego zgubiła pasja samochodowa, gdyż przesiadł się za kierownicę, mimo że obok siedział kierowca – Niemiec, który natychmiast zawrócił do Radoszkowicz. Władysława Niżankowskiego pochowano na miejscowym cmentarzu.

Po wojnie nie było łatwo. Kobiety nadal mieszkały w służbówce, ich dom nadal zajmował szpital. Po wojnie Radoszkowicze były mocno zniszczone. Wiera Andrejeuna zaczęła pracować jako księgowa w rejonowym centrum zdrowia. Przed emeryturą musiała jeszcze pracować jako księgowa w szkole. Irena uczyła się w miejscowej białorusko-rosyjskiej szkole. Od dzieciństwa chorowała. Po ukończeniu dziesięciolatki podjęła pracę w centrali telefonicznej w Radoszkowiczach, a następnie w Mińsku. Historia zawsze ją pasjonowała. Potrafi o niej pięknie opowiadać.
W 1954 r. zmarła Jelizawieta Śnitko – mama Wiery. Z czasem przyszło zainteresowanie Bronisławem Taraszkiewiczem jako białoruskim bohaterem narodowym i Aleksandrem Własowem jako wydawcą „Naszej Niwy”. Ulicy, prowadzącej do „Fermy”, jak nazywano jej posiadłość, nadano imię przywódcy Hromady. Wiera Andrejeuna chętnie przyjmowała gości – historyków, krajoznawców, etnografów, dzieliła się wspomnieniami. W sowieckiej rzeczywistości nic innego jej nie pozostawało. Zawsze towarzyszyła jej córka Irena, którą wychowała w duchu poszanowania dla przodków oraz białoruskiego patriotyzmu. Pamiętam, jak pewnego dnia, odprowadzając mnie w Radoszkowiczach, powiedziała, że chociaż jej ojciec był Polakiem, ona jest Białorusinką. Tak została wychowana przez mamę.

Andrzej Niżankowski urodził się 10 sierpnia 1931 r. w Widzach na Brasławszczyźnie. Dzieciństwo do roku 1945 spędził w Drui, gdzie przeniosła się jego matka wraz z ojczymem, Rudolfem Gajczakiem. Z nim po rozwodzie, przeprowadzonym przez Sąd Konsystorski Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w Wilnie, zawarła ślub w tymże Kościele 5 lipca 1936 r. W 1938 r. Andrzej rozpoczął naukę w szkole powszechnej w Drui, przerwaną w czasie wojny i kontynuowaną przez matkę, która utrzymywała się w czasie okupacji z dorywczej pracy. Jej mąż walczył w partyzantce AK, a po wkroczeniu Sowietów został wywieziony na Syberię. W maju 1945 roku, po uzyskaniu zezwolenia na „repatriację”, Andrzej z matką osiedlili się w mieście Góra na Dolnym Śląsku, gdzie w 1946 r. po powrocie z Kaługi odnalazł ich ojczym. Oboje rodzice podjęli pracę jako nauczyciele. Andrzej rozpoczął naukę w drugiej klasie gimnazjum, którą kontynuował w liceum ogólnokształcącym do 1951 r. W 1956 r. ukończył wydział mechaniczny na Politechnice Wrocławskiej.

Pracę zawodową rozpoczął jako pracownik naukowo-dydaktyczny w macierzystej uczelni. Do przemysłu przeniósł się w 1959 r., gdy we Wrocławiu zaczęto organizować Zakłady Elektroniczne ELWRO. Został tam zatrudniony na stanowisku głównego technologa. Bardzo zaangażowany emocjonalnie w organizację tej nowatorskiej gałęzi przemysłu, stworzył koncepcję i opracowanie graficzne logo ELWRO – zakładów, w których wyprodukowano pierwszy w Polsce komputer UMC-1. Pracę zawodową zakończył w Instytucie Komputerowych Systemów Automatyki i Pomiarów we Wrocławiu, w 2005 r.

W 1959 r. Andrzej założył własną rodzinę – 9 maja ożenił się z absolwentką Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej we Wrocławiu, Marią Hanną Klimczewską. W latach studenckich oboje ukochali Wrocław i z nim związali życie swoje i kolejnych pokoleń. Tu 15 kwietnia 1962 r. urodził się ich syn Mariusz, który poszedł w ślady ojca – ukończył wydział mechaniczny Politechniki Wrocławskiej, ale zawodowo pozostał związany z komputerami. Jest ojcem Filipa Rafała – studenta architektury (1991 rocznik) i Agaty Dominiki – studentki medycyny (1993 rocznik). Pasjonuje się od niedawna dziejami rodziny Niżankowskich.

mama P11

Aleksandra Bergman

O tym, że w Radoszkowiczach mieszka żona Bronisława Taraszkiewicza, powiedziała mi w 1987 r. Aleksandra Bergman. Pisząc o nim książkę, kilkakrotnie ją odwiedzała, potem korespondowała. Były niemal równolatkami. Aleksandra Bergman, a właściwie Chawa Kuczkowska, urodziła się 1 maja 1906 r. w Grodnie. W 1923 r. ukończyła klasyczne gimnazjum Waldmana, w którym zetknęła się z ruchem komunistycznym. Będąc działaczką Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi, poznała męża Stefana Bergmana (Beniamina Epsztejna), za którego wyszła za mąż w 1931 r. W 1934 r. wyjechała do Mińska, gdzie urodziła córkę Zofię (Zorę). 6 listopada 1935 r. został aresztowany Stefan Bergman, a w grudniu Aleksandra. Byli zesłani do łagrów na Syberii. Spotkali się dopiero po wojnie w Polsce, dokąd pierwszy powrócił Stefan i zadbał o powrót żony. Początkowo osiedli w Łodzi. W 1947 r. urodziła się tam córka Eleonora. W 1948 r. przeprowadzili się do Warszawy wraz z wydawnictwem KC PPR „Książka”, w którym pracował Stefan. Aleksandra po przejściu w 1958 r. na rentę zaczęła zajmować się działalnością naukowo-badawczą, początkowo w zakresie ruchu robotniczego, a następnie białoruskiego ruchu narodowego. Akurat w 1956 r. powstało Białoruskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne i białoruskojęzyczny tygodnik „Niva”. Tam w kole naukowym poznała Mariana Pieciukiewicza (ur. w 1904 r.), który znał Bronisława Taraszkiewicza i jego żonę. Wiele pomógł jej przy pisaniu książki „Rzecz o Bronisławie Taraszkiewiczu”. Właściwie poza Aleksandrą Bergman w Polsce w latach 60. i 70. ubiegłego wieku nie prowadzono badań nad historią Białorusi. Dołączył do niej Jerzy Turonek, który polemizował z nią na łamach „Niwy”.
To, że poznałam Aleksandrę Bergman, zawdzięczam szczególnemu zbiegowi okoliczności. Już po studiach jechałam do Warszawy. W jednej z białostockich księgarń nabyłam na drogę jej książkę „Sprawy białoruskie w II Rzeczypospolitej”, która okazała się niezwykle ciekawą lekturą. Opowiedziałam o tym koleżance, u której się zatrzymałam. Nie słyszałyśmy wcześniej o takiej autorce. W książce telefonicznej znalazłyśmy jej telefon. Zadzwoniłam. Zostałam zaproszona do mieszkania w Alejach Ujazdowskich. W progu witała mnie staruszka. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, ile miała lat. Rozmawiając z nią o książce, zdołałam zdobyć jej zaufanie. Niedługo potem wiedziałam już, że sama będę badać „sprawy białoruskie”. Aleksandrę Bergman odwiedzałam podczas pobytów w Warszawie. Gdy w 1989 r. wybierałam się do Mińska, poprosiła mnie, abym odwiedziła Wierę Andrejeuną w Radoszkowiczach. Przekazała jej prezent, czułam się w obowiązku dostarczyć go pod wskazany adres. Nie znałam wówczas ani Mińska, ani tym bardziej Radoszkowicz. Zatrzymałam się u docent Anny Wołoszenko z Instytutu Pedagogicznego w Mińsku i jej opowiedziałam o misji do spełnienia. Pewnej jesiennej soboty z nią i jej synem Jurą pojechaliśmy do Radoszkowicz. Było chłodno, mżył deszcz. W ogródku pod wskazanym adresem zobaczyliśmy staruszkę kopiącą ziemię. Umówiliśmy się na następny dzień. Jura nie mógł uwierzyć, że to żona Bronisława Taraszkiewicza. Zaprzyjaźniłam się z Wierą Andrejeuną i jej córką Ireną. Wielokrotnie je odwiedzałam podczas częstych pobytów w bibliotekach i archiwach białoruskich w pierwszej połowie lat 90.

mama P12

Aleksandra i Stefan Bergmanowie na urlopie w Gołdapi, 1978 r.

Pewnego razu, przed moim wyjazdem na Białoruś, Aleksandra Bergman wyjęła plik listów od Mariana Pieciukiewicza z prośbą o przekazanie ich białoruskiemu historykowi Uładzimirowi Michniukowi, co też i posłusznie wykonałam. Jaki los spotkał te listy – nie wiem, gdyż w 2004 r. Uładzimir Michniuk zmarł i chyba nie zdążył zrobić z nich użytku. Wiadomość o jego śmierci tym samym mnie bardzo zaniepokoiła. Na szczęście zrobiłam sobie kopie tych listów i pomyślałam, że może warto je wpisać do komputera. Aleksandra Bergman od połowy lat 90. w szybkim tempie zaczęła tracić pamięć. Pomysł wydania korespondencji Mariana Pieciukiewicza poparło Białoruskie Towarzystwo Historyczne. Pozostała mi żmudna praca – wpisywanie i opracowanie listów zajęło ponad trzy miesiące. Od 2006 r., od telefonu profesor Hanny Niżankowskiej, wiem, że warto było się poświęcić.

Epilog

Podałam profesor Hannie Niżankowskiej telefon do Radoszkowicz. Niżankowscy skontaktowali się natychmiast z Ireną i zaprosili do Wrocławia. 2 maja 2007 r. Irena przyjechała, by poznać brata Andrzeja, o którego istnieniu wiedziała od swojej mamy, ale nigdy go nie spotkała. Andrzej zaś poznał siostrę, o której istnieniu nawet nie wiedział. Okazało się, że są do siebie podobni – odziedziczyli geny po ojcu. W lipcu tamtego roku Andrzej pojechał z synem Mariuszem na grób ojca do Radoszkowicz i do siostry Ireny. Dzięki niej nawiązali kontakt z rodziną Niżankowskich w Polsce, która okazała się nie taka mała. 9 maja 2009 r. wszyscy spotkali się w Michałowicach z okazji złotych godów Hanny i Andrzeja.
A ja do dziś cieszę się, że moja praca nie poszła na marne, choć chciałam tylko rzetelnie opracować powierzone mi materiały. Nie myślałam, że moja wewnętrzna potrzeba osobistego poznania Aleksandry Bergman w 1987 r. w przyszłości połączy siostrę i brata.

Komentarze

  1. 8AemiN This is one awesome article post.Really looking forward to read more. Awesome. this link