Gomulicki na podglądach żubrów, Piotr Bajko

W wielu publikacjach poświęconych Puszczy Białowieskiej wspomina się o wizytach w niej znanych literatów, między innymi Henryka Sienkiewicza, Elizy Orzeszkowej, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Wacława Sieroszewskiego, Marii Konopnickiej. Nie spotkamy natomiast żadnej wzmianki o Wiktorze Gomulickim (1848-1919), a przecież ten polski poeta, powieściopisarz, eseista, krytyk literacki, kolekcjoner i badacz przeszłości Warszawy, autor autobiograficznej powieści „Wspomnienia niebieskiego mundurka”, także odwiedził Puszczę i pozostawił ślad po tej wycieczce w interesującym szkicu „Żubry”, wydrukowanym w odcinkach w „Kurierze Warszawskim” (numery 269, 274, 278, 279 i 281 z 1907 roku), który następnie trafił do zbioru drobnych utworów pisarza pt. „Pokłosie”, wydanego w 1913 roku z okazji trzydziestolecia jego pracy literackiej.

1.
Wiktor Gomulicki (1848-1919)

Wiktor Gomulicki w lecie 1907 roku przebywał na wczasach w guberni grodzieńskiej. Odwiedził w tym czasie kilka miejscowości związanych z Adamem Mickiewiczem. Niestety, wycieczkom tym nie sprzyjała pogoda. Po jej ustaleniu się poeta zdecydował się odwiedzić Puszczę Białowieską. Do Białowieży dotarł w drugiej połowie sierpnia. To był akurat trudny okres dla Puszczy. Od czerwca tego roku służba leśna walczyła z nadmiernie rozmnożonym motylem – brudnicą mniszką. Wycinano drzewa opanowane przez niszczącego drzewostan owada. W nocy rozpalano ogniska, do których motyle ściągały z najbliższej okolicy i ginęły w ogniu.
Zarząd Apanażowy Puszczy Białowieskiej, kierowany wówczas przez Aleksandra Kołokolcowa, zezwoleń na zwiedzanie Puszczy w sierpniu i wrześniu nie wydawał. Chodziło o to, żeby w okresie, kiedy u żubrów odbywa się ruja, turyści ich nie płoszyli. Pomimo to warszawskiemu literatowi zezwolenie udało się uzyskać. Do opieki i oprowadzania po lesie otrzymał stróża żubrowego, miejscowego Białorusina. Literat nie wymienił w swym szkicu jego nazwiska, ale dał krótki opis stroju puszczańskiego cicerone. Stróż nosił siwą, samodziałową, pasem rzemiennym ściśniętą kurtę, szaro-niebieskie, również samodziałowe, spodnie, a na nogach miał miękkie łapcie z łyka lipowego.
Nie wiemy, ile czasu spędził poeta w Białowieży, domniemywać należy, że jego wizyta zakończyła się w pierwszych dniach września. „Kurier Warszawski” w nr. 251 z 11 września 1907 roku poinformował swych czytelników, że pisarz powrócił właśnie do Warszawy z dwumiesięcznej wycieczki.
Wiktor Gomulicki przypuszczalnie zatrzymał się w Domu Świckim (Myśliwskim), położonym na terenie Parku Pałacowego w Białowieży. W tym czasie przebywali w nim baron Artur Krüdener oraz A. Romanowski-Romańko z Głównego Zarządu Apanażów, a w początku września dołączył do nich wielki książę Mikołaj Mikołajewicz z żoną, wielką księżną Anastazją Mikołajewną.
Wiktora Gomulickiego zainteresowały przede wszystkim żubry. Już podczas pierwszej wyprawy do Puszczy chciał je koniecznie zobaczyć. Poszukiwanie, trwające kilka godzin, znużyło i wyczerpało poetę. Przysiadł więc zobojętniały na wywróconym przez piorun drzewie i obserwował „pożar Moskwy”, który „malowało na niebie zachodzące słońce, przy pomocy chmur, wiatru i kawałka poszczerbionej wczorajszym huraganem puszczy”.
„Sześć godzin brodzenia – żalił się pisarz – wśród zielonego mroku, po trawach, sięgających pasa, po gąszczach, pełnych dziwnego, odurzającego aromatu, po ścieżkach, wygodnych chyba tylko lisowi lub kunie, po czarnych, grząskich, tłusto połyskujących trzęsawiskach, po skrytych mokradłach, z wierzchu łąkom podobnych, a nieostrożnemu mogących stać się strasznym, wodnym grobem… Sześć godzin brodzenia daremnego!”.
Gdy tak siedział, nagle olbrzymi, rudy cień zakrył mu całą przestrzeń. Trwało to krótko, kilka sekund. Zanim zrozumiał, co się stało, usłyszał spokojny głos swego opiekuna: „Baczyli zubra, a, baczyli…?”.
Poeta kompletnie zaskoczony wyszeptał: „Więc to był żubr?”. Powoli dochodziło do jego świadomości, że „upragnione od kilku godzin, z sercem to bijącem, to zamierającem oczekiwane, zjawisko” stało się faktem.

Rycina z ksi??ki Wiktora Gomulickiego pt. "Pok?osie" (1913)
Rycina, ilustrująca szkic W. Gomulickiego w zbiorku „Pokłosie” (1913)

W powietrzu unosił się jeszcze „nikły zapach piżma i krótki, głuchy grzmot, niknący w oddaleniu…”. Stróż uśmiechał się do oszołomionego literata, szczerząc białe zęby, przebijające się spod białawych, obwisłych i konopiastych wąsów. Powtarzał swoje pytanie, aż oszołomiony warszawiak uświadomił sobie, że „poznał to zwierzę najrzadsze, jedyne, którego sama nazwa dreszcz tajemniczy budzi, czasy piastowe, bajeczne, mgłą legend omroczone, na pamięć przywodząc”. W jednym momencie objawiły mu się najistotniejsze właściwości tego zwierzęcego króla puszczy: dzikość, majestat, ogrom, potęga.
Gdy warszawski turysta nieco ochłonął, przewodnik kazał mu stanąć przy olbrzymim dębie i patrzeć w kierunku ledwie widocznego wśród gąszczów przesmyku. Wyjaśnił, że tędy żubry chodzą do rzeczki, by ugasić pragnienie. Poeta wyraził przypuszczenie, że zapewne w niej także się kąpią. Stróż zaprzeczył. Wyjaśnił, że żubry nie lubią kąpieli i na ogół zanurzania się w wodzie. Ale w czasie upałów chętnie brodzą po mokradłach, gdzie im woda sięga prawie po same brzuchy.
Z opowiadań puszczanina Gomulicki dowiedział się także, że żubry są zwierzętami grymaśnymi, mają swoje upodobania i przyzwyczajenia. Mogą być niebezpieczne dla człowieka. Gdy się im nie spodoba, rzucają się na niego. Lubią ludzi „dobrych i cichych”, a nie cierpią „gburów i zarozumialców”. Pisarz pomyślał, że mało różni się z nimi w poglądach.
Stróż ciągnął swą opowieść: „Przy spotkaniu z człowiekiem równie bystro przypatrują się jemu, jak on im. Szczególną niechęć okazują ludziom sztywnym, przejętym swą dostojnością, noszącym wysoko głowy. Już niejednego takiego poturbowały”. Pisarz dowiedział się również, że aby uniknąć napadu, nie należy wchodzić żubrom w drogę. Gdy staną na ścieżce, najlepiej okrążyć je i nie zbliżać się bliżej, niż na trzydzieści kroków. W razie ataku, najlepiej schować się za drzewo, albo wdrapać się na nie.
Gomulicki stał i rozmyślał. Wieczór był cichy, spokojny, z dogasającymi na niebie zorzami. Rozumiał, że cisza – to typowe znamię puszczy na przełomie lata i jesieni. Nasiąkał tą ciszą, jak „ziemia rosą wieczorną”. Zdawało mu się, że z pomiędzy grubych, omszałych pni, zalanych mrokiem, wypełzał smutek, rzucał się na duszę i ją dławił, uciskał. W tym ogromie milczącego życia ukrywało się coś niepojętego, przygnębiającego, budzącego strach. Poecie nagle zechciało się wrócić do miasta, do rozkoszy życia. W jednym momencie opuściło go marzenie o życiu pustelniczym.
Wątek płynących myśli przerwał literatowi dziwny odgłos dobiegający z przesmyku, było to jakby chrząkanie czy mlaskanie. W pierwszej chwili pomyślał, że to pewnie dzik, ale już po chwili zrozumiał, że się pomylił. Z gąszczy wyłoniła się „ciemno-ruda sylweta, olbrzymia postać: kudłata, nastrzępiona, z obwisłą brodą fauna, z wielkim, włochatym garbem”. Potem wyłoniły się jeszcze „dwie inne, brodate i garbate postacie”. Nie było wątpliwości – to żubry. Trzy stare, odbite od stada samce, stanęły na chwilę nieruchomo. Ukryty za drzewem Gomulicki pożerał je wzrokiem, ale ta chwila była za krótka, aby przyjrzeć się królom puszczy dokładnie. Zdążył tylko uchwycić dwa nowe rysy ich charakteru: powagę i melancholię. Zwierzęta pewnie dostrzegły poetę, ale go nie zaatakowały, tylko z „pewną lekceważącą wyniosłością” ruszyły w stronę rzeczki.
Gomulicki zdecydował pójść ich śladem. Podziwiał te zwierzęta o masywnych cielskach, jak z gracją i lekkością przedzierają się przez gąszcz. Zdawało się, że zarośla same przed nimi się rozstępują. Żubry szły zygzakiem. Nagle się zatrzymały. Podążający za nimi obserwator, poparzony pokrzywami i z podartym o krzaki ubraniem, jakby odczytał ich przesłanie: „Zatrzymałyśmy się, aby ci drogę pokazać. Tędy idź za nami – jeśli potrafisz…”. Ruszył i po chwili… wpadł po kolana do wody. To było ciągnące się do samej rzeki trzęsawisko, porośnięte olchami i zamaskowane roślinnością.
Zapadała już noc. Gomulicki wycofał się pośpiesznie. Odnalazł znajomy dąb i podążył ścieżką prowadzącą do gościńca, gdzie czekał jego opiekun. Poeta opowiedział o swojej przygodzie. Białorusin roześmiał się i skomentował: „Szelmy! Umyślnie inną drogą poszły…”.
Poeta był zadowolony. Nareszcie ujrzał żubry w stadzie i mógł się napatrzeć na nie do woli. Po powrocie do domu zanotował: „Stado jest rodzajem gminy, z kilku rodzin złożonej. Żubry, żubrzyce i żubrzęta w doskonale zgodnym zespole. Karność i porządek nadzwyczajne. Łącznikiem, oprócz przywiązania, wzmocnionego osamotnieniem, poczucie idei: „siła w jedności”. (…) Żubr-prowodyr, kilkunastoletni kolos, sprawia rządy w stadzie. Gdy stanie, wszystkie stają; gdy z miejsca ruszy, wszystkie idą za nim. Żubrzyce bywają płoche i lękliwe; żubrzęta skaczą nieraz i podrygują, jak zwyczajne ciołki – żubra-prowodyra nigdy nie opuszcza powaga. Chwilami czyni wrażenie postaci odlanej z brązu. Z powagą łączy surowość. Czy i okrutność?”.
Pisząc o „żubrze – prowodyrze stada”, Gomulicki miał na myśli samca. Prawdą natomiast jest, że grupie żubrów, złożonej głównie z samic i cieląt, przewodzi stara, doświadczona żubrzyca. Dorosłe samce w okresie letnim chodzą samotnie, do stada dołączają tylko podczas rui. Poeta obserwował żubry właśnie w tym okresie, dlatego też wysunął błędny wniosek.
Jeszcze przed przybyciem Gomulickiego do Puszczy w jednej z przypuszczańskich wiosek zaproponowano mu kupno jednorocznego żubrzego cielęcia. Sprzedawca tłumaczył, że zostało ono zabite przez starego żubra. Będąc już w Białowieży, Gomulicki postanowił sprawdzić wiarygodność tego faktu u stróżów żubrowych. Dowiedział się, że przypadki zabicia cielęcia przez dorosłego żubra zdarzają się bardzo rzadko. Bywa, że stary samiec najpierw patrzy na cielę niechętnie, potrąca go, a następnie przewraca na ziemię, uderza rogami, przypiera do drzewa – i jest już po wszystkim. Dlaczego to robi? Nie wiadomo. Samiec nie dba o potomstwo, a samica po skończonych zalotach znaczy dla niego tyle, co nic. W czasie zalotów może poturbować swego rywala, złamać mu kilka żeber, utrącić róg czy przebić bok. Zwykle jednak słabszy rywal ustępuje mocniejszemu. Jeśli zaś chodzi o wspomniane cielę, bezspornie musiało ono paść od kuli bądź noża kłusownika.
Gomulicki usłyszał także od stróżów żubrowych, że zdarza się, iż czasem dwa stada żubrów, liczące po 40 do 50 sztuk, zejdą się na jednym, obfitującym w trawę żerowisku. Zwierzęta wówczas mierzą się wzrokiem, biją racicami o ziemię, a ogonami po swych bokach. I zdaje się, że lada chwila dojdzie pomiędzy nimi do potyczki. Nagle jedno stado, na znak dany przez swego przewodnika, zawraca i spokojnie odchodzi, a drugie równie spokojnie zabiera się do żeru. Po prostu – jedno stado uznało, że jest słabsze od drugiego. Zgodnie z obecnym stanem wiedzy – dwa żubrze stada na ogół żerują na łące w pełnej zgodzie ze sobą. Jeśli dochodzi do zachowań agresywnych, to przyczyna tego leży w czymś innym niż konkurencyjność na żerowisku.
Stado nocuje tam, gdzie je noc zaskoczy, ale następnego dnia próżno byłoby szukać go w tym samym miejscu. O świcie, albo jeszcze przed świtem, przechodzi w inne miejsce. W które, tego nawet stróże żubrowi nie zawsze są pewni.
Pewnego dnia Gomulicki spotkał w Puszczy stado żubrów, złożone z ponad dwudziestu sztuk, które spokojnie pasło się w ostępie. Ze swym opiekunem cicho i ostrożnie podszedł do zwierząt na czterdzieści kroków. Przewodniczka stada uniosła głowę, ale żadnego niebezpieczeństwa nie dostrzegła. Stróż dał znak literatowi, że mogą się posunąć jeszcze dziesięć kroków. Żubry dostrzegły ludzi, lecz nie zareagowały ucieczką, tylko uważnie ich obserwowały. Gomulicki drżącymi rękoma ustawił aparat fotograficzny i gdy miał już nacisnąć spust, stado jakby przez moment pozujące do zdjęcia, z finezyjną lekkością przesunęło się kilka kroków naprzód. Porzuciwszy fotografowanie, poeta ruszył ostrożnie za żubrami, pragnąc przynajmniej nacieszyć oczy ich widokiem. Były piękne i zupełnie niepodobne do tych, które widział na rysunkach, malowidłach, sztychach, czy nawet na fotografiach, zamieszczonych w różnych pismach i atlasach przyrodniczych. W jego oczach żubr jawił się jako gatunek najbardziej posągowy pośród wszystkich zwierząt, w pełni zasługujący na uwiecznienie w brązie lub marmurze.

3.
Gomulicki zachwycał się falistą linią grzbietu żubra, biegnącą od karku aż do nasady ogona, „śmiałą, prawie bezczelną w swym nagłym spadku, a jednak miękko wyginającą się, potoczystą i pełną zarazem niesłychanej energii”. Pełen majestatu łeb żubra, „wielki, ciężki, zawsze nieco pochylony”, wydawał mu się „brzemienny myślami”, a czoło „sklepione i wspaniale, bardziej na szerokość, niż na wysokość, rozwinięte” postrzegał jako „tchnące mądrością”.
Nie uszły uwadze poety także oczy żubra, szeroko rozstawione, wyrażające „dowcip i przenikliwą spostrzegawczość”. Wyraz ich, często tajemniczy, jest trudny do odgadnięcia. Oprawa przypomina „spłaszczoną elipsę”, a źrenica „wydaje się wąską i prostopadłą”. Rogówka, zwykle czarna, „w gniewie zabarwia się czerwono”.
Dopełnieniem harmonijnej całości są nozdrza – „wielkie, czarne i błyszczące, jak ze stali szmelcowanej”, także nogi – „mocne, w miarę grube i długie”, i wreszcie ogon – „nieco do lwiego podobny, z sutą na końcu kiścią, prawie zawsze odsądzony, a niekiedy zadarty i na krzyżu leżący”.
Pisarz za zaletę poczytuje żubrowi również i to, że jest zwierzęciem „niemym”. Zanotuje: „Żubr nie ryczy. Żaden głos nie dobywa się z jego piersi, krtani, gardła. Jest to zwierzę najzupełniej nieme. Jego dusza dla nas nieodgadniona. Zaglądać do niej możemy tylko przez ślepia, ale te ślepia są same przez się zagadką… Wspomniałem wyżej o chrząkaniu żubra. Nie można tego chrząkania nazwać głosem. Tak samo jak parskanie konia, dobywa się ono z nozdrzy”.
Pisarz dowiedział się też, że w okresie wiosny i letnich upałów żubr „rozbiera się”. Bardzo poetycko opisuje przebieg tego procesu: „Zrzuca wówczas swą grzywę królewską, traci gęste, włosiste podgardle, pozbywa się nawet brody, czyniącej go podobnym do fauna i do mędrca. Tak rozebrany, przestaje być poniekąd sobą. I jest to może jeden z powodów wstydliwej dzikości, którą w owej porze objawia. Kryje się wówczas w najniedostępniejszych gąszczach; gdy mu koniecznie wypadnie przejść przez polankę, przesadza ją szalonemi skokami”.
Zupełnie inaczej zachowuje się żubr, gdy jest w swym stroju „paradnym”. „Szuka wówczas – pisze poeta – miejsc otwartych; chętnie wychodzi na polanki; gotów nawet poza obrąb puszczy emigrować i błądzić po sąsiednich lasach, gajach, łąkach… Nie unika też w owej porze człowieka. Możnaby nawet sądzić, że spotkania z nim pożąda. Prawie umyślnie idzie naprzeciw niego – pozwala mu zbliżać się na dwadzieścia, piętnaście, niekiedy na dziesięć nawet, kroków. Zbliżającemu się nie ustępuje. Ledwie go zoczył, staje jak wryty; zwykłą sobie, posągową, przybiera nieruchomość. Piękny, dumny, wspaniały i pewny siebie, każe się człowiekowi – podziwiać”.
Wyraźnie bawi Gomulickiego rozbieżność w określeniu barwy żubra przez osoby, które widziały go tylko przelotem. Twierdzi on: „Jedni będą was zapewniali, że żubr jest rudy, prawie czerwony. Inni powiedzą, że ma barwę habita bernardyńskiego. Inni jeszcze nazwą go zupełnie czarnym”. A następnie wyjaśnia: „Szerść żubra jest naprawdę brunatna; wydawać się wszakże może i rudą, i brudnożółtą, i czarną. Zależy to najpierw: od oświetlenia, powtóre: od pory roku; potrzecie: od wieku zwierzęcia. W ogóle, barwa żubra z latami stopniowo ciemnieje – wszakże i w ciągu jednego roku ulegać może przemianom. Cielę (które rodzi się zawsze w maju) zaraz po przyjściu na świat jest szaro-czerwonawe, niemal rude. Na jesieni, nabiera barwy brunatnej. Ta barwa szybko ciemnieje i już podczas zimy staje się tak ciemną, że zdała, na śniegu, małe żubrzątko nie różni się prawie od niedźwiadka”.
Pisząc o barwie sierści żubra, Gomulicki wspomina też o innych jej właściwościach: „Ta szerść jest wełnista, miękka, uginająca się pod palcami i nadzwyczaj miła w dotknięciu. Już to samo dotknięcie poucza, że się ma do czynienia nie z drapieżnikiem, lecz ze zwierzęciem łagodnem, idylicznem”.
Oczywiście poeta nie przesuwał dłoni po skórze żywego żubra. Wyjaśnia swemu czytelnikowi, że sprawdził subtelność jego włosia na wypchanym starannie zwierzęciu, które zdobiło przedsionek pałacu carskiego w Białowieży. Tam również widział dziewięć medalionów żubrzych, których sierść, w szarej poświacie dnia bezsłonecznego, wydała mu się czarną.
Gomulicki ubolewa, że żubry nie miały dotąd szczęścia do rysowników. Przekonał się o tym dobitnie sam, dopóki znał je tylko z rycin. Krytycznie wypowiedział się o rysunkach zamieszczonych w książce Siegmunda von Herbersteina z 1549 roku, także o rysunkach żubra i żubrzycy „z natury”, wykonanych około roku 1822 przez Jana Piwarskiego, czy też o rycinie Jakuba Sokołowskiego, która trafiła do pierwszej monografii Puszczy Białowieskiej, napisanej przez barona Juliusza Brinkena. Krytycznym uwagom poddał też szkic świetnego rytownika Dietricha-ojca, który, ulegając wpływom Sokołowskiego, „uwydatnił głównie dzikość zwierzęcia, która nie jest bynajmniej głównym rysem jego fizyczności, ani charakteru”. Większość zagranicznych wizerunków żubra uznał za płody czystej fantazji.
Zdaniem Gomulickiego, wszyscy portreciści zanadto zwracali uwagę na szczegóły, tracąc przy tym całość obrazu. Żaden z nich nie podpatrzył i nie odtworzył na przykład pięknej linii grzbietu, która wyraża plastyczną odrębność tego zwierzęcia. Na wszystkich rycinach, żubr wydaje się zwierzem ociężałym, co jest zupełnym fałszem. „Żubr, choć bardzo ciężki, nie ujawnia ani trochę ociężałości. Krok jego sprężysty, swobodny, odznacza się zarówno wdziękiem jak lekkością” – podkreśla pisarz. „Żubr stąpa tak cicho, że go o dwadzieścia kroków nie słychać”. Natomiast, gdy spłoszone stado pędzi cwałem – „wówczas ziemia dudni, a szum i huk i trzask rozchodzą się po całej puszczy”.
Gomulicki zdaje się poznał wszystkie niuanse żubrzego poruszania się: „Zwykły chód żubra jest cichy, ostrożny, lekko rozkołysany. Żubr, brodzący wśród traw gęstych, zdaje się nie stąpać, lecz płynąć. Potężne jego mięśnie, prawie zupełnie od powłoki tłuszczowej wolne, poruszają się widomie i rytmicznie. Ten ruch, jak fala na wodzie, rozchodzi się od karku po całym tułowiu. I przypomina falujący chód pięknej, harmonijnie zbudowanej (…) kobiety”.
Któregoś dnia Gomulicki dowiedział się, że za zabicie żubra grozi kara w wysokości pięciuset rubli. Opiekun zwierzył się jednocześnie, że zabicie żubra uważa za okropność. Na tak podły krok nigdy nie odważy się serce szlachetnego człowieka, nawet za najwyższe wynagrodzenie. Ale zdarzają się też i tacy, którzy podjęliby się tej zbrodni.
Poeta zastanawia się: „Jak można zabijać żubra? Jak można, dla igraszki lub zysku, pozbawiać życia stworzenie boskie, piękne, szlachetne, mądre, rzadkie? Zabić żubra to tyleż prawie, co zabić człowieka. Któż z nas zresztą zna i ocenić potrafi duszę tego milczącego olbrzyma? A może ona więcej warta od niejednej duszy, tylko de nomine ludzkiej?”.
Przychodzi mu na myśl wystawiony w Białowieży obelisk, upamiętniający polowanie króla Augusta III w 1752 roku. Trupem położono wówczas czterdzieści dwa żubry. Poeta napisze, powołując się na Brinkena: „Naganka jęła napędzać biedne, oszołomione zwierzęta. Rozpoczął się mord. Grzmiał strzał po strzale. Krew tryskała purpurową fontanną; płynęła dymiącemi strugami. Piękne, olbrzymie, milczące ciała rzucały się w drgawkach śmiertelnych… A ile razy dumne, szlachetne zwierzę z nóg się zwaliło, konni dojeżdżacze uderzeli w trąby – zwycięska fanfara ulatywała ku niebu. Oszczepnicy dobijali konające zwierzęta. Polanka zmieniła się w krwawe jezioro…”.
Szkic o żubrach Wiktora Gomulickiego urzeka poetyckim opisem białowieskiej przyrody. Jest piękny, mądry, na wskroś przepojony troską o los zwierzęcego króla puszczy. Należy tylko żałować, że nie wywołał on większego zainteresowania u czytelników z początku XX wieku, a po upływie ponad stu lat stał się utworem całkowicie zapomnianym.

Komentarze

  1. I’m very happy to read this. This is the type of manual that needs to be given and not the accidental misinformation that’s at the other blogs. Appreciate your sharing this greatest doc.

  2. j2HOjH Wow, superb blog structure! How lengthy have you been blogging for? you made blogging glance easy. The whole glance of your web site is great, let alone the content!

  3. Yesterday, while I was at work, my sister stole my iphone and
    tested to see if it can survive a forty foot drop, just so she
    can be a youtube sensation. My apple ipad is now broken and she has 83 views.

    I know this is totally off topic but I had to share it with someone!