Sprostowanie
Pan Michał Mincewicz w swoim artykule „Tablice po białorusku tak, ale ...”, opublikowanym w numerze 12/11 „Cz”, porusza m. in. kwestie wprowadzenia na terenie gminy Orla języka białoruskiego jako pomocniczego przed organami Gminy oraz ustawienia dwujęzycznych tablic z nazwami miejscowości, z napisami w języku polskim i języku białoruskim. Wymowa artykułu jest taka, jakby Wójt Gminy Orla był przeciwnikiem wprowadzenia języka białoruskiego jako pomocniczego i ustawienia dwujęzycznych tablic z nazwami miejscowości, a jedyną osobą walczącą o to był autor artykułu. Jest to nieprawda. Jako Wójt Gminy Orla zawsze byłem zwolennikiem zarówno wprowadzenia języka białoruskiego jako pomocniczego oraz ustawienia dwujęzycznych tablic. Absurdalne i nie mające nic wspólnego z rzeczywistością jest twierdzenie, że „temat ten zaczął jakoby drażnić i stawać się kłopotem dla włodarzy”. Przeczy temu fakt, że język białoruski został wprowadzony jako język pomocniczy przed organami Gminy Orla oraz fakt, że na terenie Gminy zostały ustawione dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości. Odbyło się to na skutek inicjatywy uchwałodawczej Wójta Gminy Orla, a nie radnego Michała Mincewicza, mimo że obowiązujące przepisy przyznają radnym prawo inicjatywy uchwałodawczej. Faktem jest, że proces ten był rozciągnięty w czasie, ale wynikało to wyłącznie z określonej przepisami prawa procedury z tym związanej.
Wyrazem megalomanii autora artykułu jest twierdzenie, że to jego osoba, jako „aktywnego radnego” i ewentualne składane przez niego wnioski i zapytania w języku białoruskim mogłyby wywołać problem w Urzędzie Gminy Orla. Wiadomym jest, że radny Michał Mincewicz nie posługuje się literackim językiem białoruskim, a wszystkie jego teksty, np. drukowane w tygodniku „Niwa”, pisane są po polsku, a następnie tłumaczone w redakcji „Niwy” na białoruski i w tym języku drukowane.
Wydźwięk artykułu jest taki, jakby mieszkańcy gminy Orla byli przeciwnikami dwujęzycznych tablic z nazwami miejscowości. W swoim artykule Michał Mincewicz przytacza wyłącznie anonimowe wypowiedzi osób, które w większym lub mniejszym stopniu są przeciwnikami dwujęzycznych tablic. Brak jest głosów „za tablicami”. Tymczasem na terenie gminy mieszkają również ich zwolennicy. W „Przeglądzie Prawosławnym”, w numerze 11/2011 r., w artykule Michała Bołtryka pt. „Orlańskie tablice” przytaczane są wypowiedzi takich osób, a najważniejsze jest to, że osoby te wypowiadają się pod własnym imieniem i nazwiskiem. Nie wydaje się, aby dotarcie do tych osób mogło sprawić Panu Michałowi Mincewiczowi jakiś problem. Dziennikarska rzetelność wymagałaby, aby przytaczać również głosy mówiące z aprobatą o dwujęzycznych tablicach.
Sugestie („młodej emerytki wyznania katolickiego”), że wyniki poprzedniego spisu powszechnego z 2002 r. zostały sfałszowane w Urzędzie Gminy Orla są tak absurdalne, że pozostawiam je bez komentarza. Twierdzenia takie powinny być przekazane do prokuratury celem przeprowadzenia odpowiedniego postępowania.
Sprawa miejscowości, w której mieli noclegi pracownicy firmy ustawiającej dwujęzyczne tablice była wyłącznie jej wewnętrzną sprawą. Gmina Orla podpisała z wykonawcą umowę na wymianę tablic. Sposób realizacji tej umowy i wszystkie sprawy z tym związane pozostawały poza kompetencjami Wójta Gminy Orla.
Jeżeli chodzi o kary umowne, to warunki umowy łączącej strony oraz fakt, że zadanie to w całości było finansowane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, obligowały Gminę do ich naliczenia oraz do potrącenia z wynagrodzenia wykonawcy, z powodu braku zapłaty ich w określonym terminie.
Artykuł Michała Mincewicza, poza kwestiami nauczania języka białoruskiego w Zespole Szkół w Orli, nie pomaga ani Białorusinom w gminie Orla, ani Białorusinom w innych gminach, którzy by chcieli wprowadzenia języka białoruskiego jako pomocniczego i dwujęzycznych tablic z nazwami miejscowości na terenie swoich gmin. Daje wyłącznie argumenty tym, którzy są przeciwnikami rozwoju białoruskości, a przynajmniej są za utrzymaniem stanu istniejącego mniejszości białoruskiej — mniejszości, która w wielu gminach wschodniej Białostocczyzny jest większością. Przytaczanie wyłącznie negatywnych opinii niweczy starania o zatrzymanie, jakże szybkiego procesu, tracenia poczucia tożsamości narodowej przez białoruską społeczność naszego regionu.
Redaktor Naczelny „Czasopisu”, pozwalając na drukowanie artykułów nieobiektywnych, o znikomej zawartości prawdy, neguje tym samym działania podejmowane w gminie Orla. Nam wszystkim powinno zależeć na zachowaniu tożsamości narodowej, języka i naszej kultury, a artykuły tego typu mają skutek wręcz odwrotny.
Z poważaniem
Drogi „Czasopisie”,
Pozwolę sobie zwrócić uwagę na pewną nieścisłość, która zakradła się do „wstępniaka” Jurki Chmielewskiego w grudniowym numerze. Jako obserwator z ramienia „Niwy” warszawskiego szczytu Partnerstwa Wschodniego (29-30 września), byłem świadkiem, że — wbrew temu co pisze autor „wstępniaka” — udało się na jego zakończenie przyjąć deklarację w sprawie Białorusi. Podpisali ją przywódcy państw unijnych i przedstawiciele struktur UE. Nie złożyli podpisu partnerzy wschodni, a więc szefowie Armenii, Azerbejdżanu, Gruzji, Mołdowy, Ukrainy, no i oczywiście Białorusi, która w ogóle na tym szczycie nie była reprezentowana (nawet przez ambasadora RB w Polsce). Trudno twierdzić w tym kontekście — jak pisze Jurka Chmielewski — o niepowodzeniu wrześniowego (dopiero drugiego) szczytu PW. Udało się bowiem w jego trakcie wypracować wspólne stanowisko krajów zjednoczonych w UE i piątki wschodnich partnerów w sprawach m.in. energetyki, bezpieczeństwa, wspierania małych i średnich przedsiębiorstw czy działalności organizacji pozarządowych. Określono konkretne kwoty, dotyczące wspierania różnorodnych form współpracy.
Choć Białoruś nie podpisała w Warszawie ani wspólnej deklaracji, ani tym bardziej dołączonej do niej deklaracji w sprawie sytuacji na Białorusi władze tego kraju — jak się potem okazało — nie wycofały się z dalszego uczestnictwa w PW. Pozostaje pytanie, czy brak podpisu przedstawicieli władz Białorusi pod wspólną deklaracją warszawskiego szczytu oznacza, że ten kraj nie zgadza się z jej zapisami? Jeśli tak, jaki jest sens uczestnictwa Białorusi w Partnerstwie Wschodnim? Przed następnym szczytem (druga połowa 2013 r.) warto, żeby przewodniczący Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej oraz liderzy państw członkowskich odpowiedzieli na pytanie, jaki jest sens dalszego uczestnictwa oficjalnej Białorusi w tym programie. Moim zdaniem, miejsce dla oficjalnej Białorusi jak na razie (obserwując sytuację na Białorusi) powinno pozostać. Tylko, że puste.
