Miklós Horthy (1868-1957) — węgierski admirał, regent Królestwa Węgier w latach 1920-1944, był przychylnie nastawiony do Polski i Polaków. W lutym 1938 roku odwiedził nasz kraj. Głównym punktem tej wizyty było polowanie w Puszczy Białowieskiej.
W sobotę 5 lutego regent przyjechał do Krakowa. Towarzyszyła mu liczna świta. W chwili wjazdu pociągu na dworzec zabrzmiały dźwięki hymnu państwowego Węgier. W sali recepcyjnej dworca dostojnego gościa powitali prezydent RP Ignacy Mościcki, marszałek Edward Rydz-Śmigły, ministrowie — Józef Beck, Wojciech Świętosławski, Antoni Roman, Marian Kościałkowski-Zyndram, gen. Tadeusz Kasprzycki oraz liczni dziennikarze. Przebieg uroczystego powitania transmitowało radio budapeszteńskie.
Po tej ceremonii cały orszak udał się na Wawel, gdzie regent złożył wieńce u trumien marszałka Józefa Piłsudskiego i króla Stefana Batorego. Popołudnie zostało przeznaczone na zwiedzanie przez węgierskich gości zabytków miasta. Wieczorem regent wziął udział w wielkim raucie na Zamku Wawelskim, wydanym na jego cześć przez Prezydenta RP. W raucie uczestniczyło osiemset osób. Regent uhonorował marszałka Śmigłego-Rydza węgierskim Krzyżem Zasługi (Wielka Wstęga). Z kolei prezydent Ignacy Mościcki odznaczył ministra spraw zagranicznych Węgier Kolomana Kanyę Orderem Orła Białego.
Ranek 6 lutego wstał w Krakowie piękny, słoneczny. Regent w towarzystwie prezydenta Mościckiego i marszałka Rydza-Śmigłego odjechał do Warszawy. Stąd węgierscy goście udali się specjalnym pociągiem na polowanie do Białowieży. Prezydent wyjechał przed regentem osobnym pociągiem reprezentacyjnym. Towarzyszył mu minister Józef Beck oraz członkowie domu cywilnego i wojskowego Prezydenta RP.
Pociąg prezydenta RP zatrzymał się na rampie pałacowej w Białowieży o godz. 20.15. Przywódcę państwa powitali wojewoda białostocki Henryk Ostaszewski, gen. Czesław Jarnuszkiewicz i Karol Nejman — dyrektor Dyrekcji Lasów Państwowych w Białowieży. Cała rampa była udekorowana polskimi i węgierskimi sztandarami, a także girlandami z gałązek świerkowych, wśród których paliły się kolorowe lampki — białe, czerwone i zielone. Panował podniosły, uroczysty nastrój. Niebo w tym czasie się przejaśniło i iluminację rampy zaczęły „wspomagać” iskrzące się gwiazdy i księżyc.
O godz. 20.50 do Białowieży dotarł samochodem marszałek Rydz-Śmigły, a po upływie dziesięciu minut przyjechał także pociąg wiozący regenta Węgier i jego świtę. Prezydent Mościcki wraz z marszałkiem E. Rydzem-Śmigłym i gen. Kazimierzem Sosnkowskim w krótkich słowach powitali gości na ziemi białowieskiej i razem udali się samochodami do pałacu myśliwskiego. Za przyozdobionym z okazji tej wizyty budynkiem poczty skręcono w lewo i przez bramę wjechano do parku pałacowego. Już z daleka było widać, że wejście do pałacu także zostało odświętnie udekorowane. Umieszczono nad nim tarczę z herbami Polski i Węgier, a po jej obu bokach wisiały sztandary. Całość oświetlały lampki o barwach narodowych obydwu państw.
Przywódcy Polski i Węgier oraz najwyżsi państwowi dostojnicy spędzili wieczór w pokojach reprezentacyjnych, które mieściły się na pierwszym piętrze pałacu. W pomieszczeniach na parterze omawiano w tym czasie szczegóły mającego się odbyć nazajutrz polowania. O godz. 23.00 w pałacu zapanowała już cisza, gospodarze i goście udali się na spoczynek.
Następnego dnia, o godz. 7 rano, dostojnych gości zbudziły dźwięki sygnału myśliwskiego, odegrane przez strażników łowieckich na tzw. sygnałówkach. Po krótkiej toalecie wszyscy udali się na śniadanie. Punktualnie o godz. 8 odezwał się sygnał wyjazdu na polowanie. Z pałacu wyszedł prezydent Ignacy Mościcki, marszałek Edward Rydz-Śmigły, regent Miklós Horthy wraz ze swym synem Ettelem (uczestniczył on już raz w polowaniu reprezentacyjnym w Białowieży — w marcu 1937 roku), książę duński Axel, poseł węgierski w Warszawie Andre de Hory, gen. Kazimierz Sosnkowski, gen. Kazimierz Schally i inni. Podstawione samochody zawiozły uczestników polowania na stanowiska łowieckie w Nadleśnictwie Narewkowskim. Stanowisk wyznaczono 15.
W tym czasie osoby nie polujące, przeważnie z otoczenia regenta Węgier, oraz spore grono dziennikarzy węgierskich (z regentem przyjechało około trzystu osób!), udały się pod opieką miejscowych przewodników na zwiedzanie Puszczy Białowieskiej. Najpierw obejrzano zwierzyniec żubrowy, który na Węgrach wywarł duże wrażenie. Dziennikarze weszli też na tzw. Górę Batorego, na której kiedyś rozbijał swe namioty myśliwskie król Stefan Batory. Następnie goście zwiedzili Park Narodowy, w którym podziwiali drzewa niespotykanej gdzie indziej wysokości, a także słynny Dąb Jagiełły. Po powrocie z Parku zwiedzono jeszcze muzeum puszczańskie. Wśród zwiedzających byli m.in. Etienne de Uray, gen. Kerszetes Fischer, gen. Tadeusz Kutrzeba, płk Bela de Lengyel, ppłk Georges de Brunswick, ppłk Nicolas de Koos, kpt. Andre Scholtz.
Polowanie, z użyciem naganki, odbyło się przy pięknej, słonecznej pogodzie — jakby specjalnie zamówionej. Wystąpił lekki mróz, a nieco wcześniej spadł śnieg i utworzyła się jego cienka warstwa; do tego czasu w puszczy panowała słota.
Pierwsze pędzenie zwierzyny (tzw. miot) odbyło się według nowego sposobu, opracowanego kilka lat wcześniej przez inż. Hermana Knothego i zaakceptowanego przez prezydenta Mościckiego. Do tego czasu ów sposób był realizowany w mniejszej skali i na mniejszej powierzchni, gdyż wymagał on bardzo licznej naganki i sprawnej obsługi łowieckiej. Zastosowanie nowego sposobu w Białowieży dało już w pierwszym miocie niezły efekt. Regent Węgier ustrzelił pięć dzików, a duński następca tronu książę Axel położył za jednym wystrzałem wspaniałego odyńca. Poza tym padło jeszcze kilkanaście dzików.
Po pierwszym miocie, o godz. 11, nastąpiła przerwa śniadaniowa. Humory myśliwym dopisywały. Książę Axel tak się uradował zdobyczą, że wypił całą butelkę ginu. Niestety, drugi miot, który odbył się tuż po śniadaniu, nie należał już do zbytnio udanych. Ustrzelono zaledwie kilka dzików. Podczas ostatniego miotu naganka napędziła pod linię myśliwych wraz z dzikami także wilki. Marszałek Rydz-Śmigły zabił wspaniałego samca — basiora.
Pierwszego dnia polowania padło ogółem 29 dzików i jeden wilk.
Goście powrócili do pałacu o godz. 17. Po krótkim odpoczynku regent oraz inni uczestnicy polowania reprezentacyjnego udali się do muzeum puszczańskiego, które przed rokiem zostało przeniesione z pałacu do osobnego budynku. Regent z dużym zainteresowaniem i dość szczegółowo oglądał wszystkie eksponaty, zadawał przy tym wiele pytań. Gości oprowadzał w języku francuskim kierownik Parku Narodowego, dr Jan J. Karpiński. Po zakończeniu zwiedzania węgierski dostojnik złożył swój podpis w księdze pamiątkowej muzeum. W następnym dniu, w godzinach przedpołudniowych, kierownik Parku oprowadzał po muzeum grupę wyższych urzędników administracyjnych i policyjnych — węgierskich i polskich. W tym dniu muzeum zwiedzali grupami także kolejarze węgierscy oraz różni funkcjonariusze przybyli do Białowieży w związku z polowaniem.
Po wieczerzy, o godz. 21, odbyła się uroczystość wręczenia przez prezydenta Ignacego Mościckiego regentowi Węgier Miklósowi Horthyemu odznaki myśliwskiej św. Huberta (tzw. „spalskiej”). Następnie gen. Kazimierz Sosnkowski, prezes Polskiego Związku Łowieckiego, w asyście inż. Hermanna Knothego — członka zarządu PZŁ, wręczył dostojnemu gościowi odznakę i dyplom członka honorowego PZŁ. Z kolei dyrektor Lasów Państwowych w Białowieży inż. Karol Nejman przekazał Miklósowi Horthy’emu pamiątkowy album zwierający pięćdziesiąt zdjęć puszczańskiej przyrody, wykonanych przez Jana J. Karpińskiego. Album ten został umieszczony w klonowym ozdobnym pudle, rzeźbionym ręcznie w warsztatach przemysłu ludowego przy Parku Narodowym. Podczas tej uroczystości był obecny marszałek Rydz-Śmigły.
Dalsza część wieczoru upłynęła nie tylko na miłych rozmowach towarzyskich, łowieckich i grze w brydża. Zatroskany o przyszłość i oddany przyjaciel Polski Miklós Horthy odbył rozmowy na tematy polityczne z prezydentem Mościckim, marszałkiem Rydzem-Śmigłym, ministrem Beckiem i gen. Sosnkowskim. Stefan Badeni w londyńskich „Wiadomościach” (nr 25/1953) napisał, że węgierski gość dotknął „drażliwej sprawy korytarza”, wskazując na konieczność porozumienia z potężniejącymi z dnia na dzień Niemcami w obliczu sowieckiego zagrożenia. Argumenty jego nie spotkały się jednakże z odzewem. Polacy dali mu do zrozumienia, że w razie wojny z Niemcami spodziewają się zwycięstwa.
Tego wieczoru regent Węgier przyjął jeszcze osobno, na audiencji prywatnej, ministra spraw zagranicznych RP Józefa Becka. Rozmawiał z nim dłuższy czas m.in. na temat wspólnej granicy polsko-węgierskiej. Przy okazji należy wspomnieć, że Józef Beck nie był myśliwym, a do Białowieży przyjechał właściwie dla przeprowadzenia rozmów politycznych z regentem. Wprawdzie w puszczy sfotografowano go z manlicherem, jednakże w polowaniu brał bierny udział. Łatwo było zauważyć, że te sprawy nie są mu bliskie.
Nazajutrz, 8 lutego, ranek rozpoczął się również od pobudki myśliwskiej. O godz. 8 uczestnicy polowania odjechali samochodami do puszczy. Do myśliwych z dnia poprzedniego dołączyli szef węgierskiej kancelarii wojskowej i cywilnej hr. István Csáky, gen. Keresztes Fischer, gen. Tadeusz Kutrzeba, poseł RP w Budapeszcie Leon Orłowski, dyrektor MSZ Paweł Starzeński.
Piękna słoneczna pogoda wprawdzie utrzymywała się nadal, lecz pierwsze dwa mioty dużych emocji myśliwym nie dostarczyły. Pędzenie odbywało się w bardzo bagnistych oddziałach. Z tego powodu naganka w kilku miejscach przerwała linię, co wykorzystała momentalnie zwierzyna. Sporo dzików oraz kilka rysi ruszyło w powstałe luki i umknęło myśliwym spod strzelb. W rezultacie zdołali oni ustrzelić zaledwie cztery dziki.
Znacznie lepszym okazał się trzeci miot, w którym położono już osiem dzików. Regent ustrzelił dwa wspaniałe odyńce i jednego przelatka (dzik w drugim roku życia). Humory myśliwym poprawiły się.
Po śniadaniu odbył się czwarty miot. Specjalny, gdyż przewidziano w nim rysie. Ale te, dziwnym trafem, gdzieś znikły. Żaden nie wyszedł na linię myśliwych, ani też nie przemknął przez linię naganki.
Ostatni miot odbywał się już przy zachodzącym słońcu. Długie cienie, rzucane przez niebotyczne drzewa, kryły dziki, które licznie wychodziły na myśliwych. W rezultacie padło ich niewiele. Szczęście dopisało kilku myśliwym w ostatnich minutach polowania. Dosłownie na 10 minut przed zakończeniem miotu, na stanowisko syna regenta, Ettela wyszedł ryś, który został położony na miejscu celnym strzałem. W kilka minut później kolejnego rysia (stara samica) udało się ustrzelić ministrowi Orłowskiemu. I kiedy już niemal zupełnie się ściemniło, trzeci ryś wyszedł na regenta Węgier. Horthy trafił go, ale ten uszedł, pozostawiając farbę (krew) na tropie. Regent, nie zważając na swój wiek, przeskoczył przez dość szeroki rów, by naocznie przekonać się o śladach trafienia leśnego kota. Nadchodząca noc uniemożliwiła natychmiastowe poszukiwanie rysia. Ówczesny kierownik białowieskiego łowiectwa, inspektor Maksymilian Doubrawski, zadecydował, że poszukiwania zostaną przeprowadzone nazajutrz rano. Na miejscu pozostawiono dla dozoru dwóch strzelców. Służba łowiecka sprawiła się znakomicie. Ryś złożony został u stóp dostojnego myśliwego następnego dnia, rankiem o godz. 8.30, przed odjazdem pociągu. Regent był tym faktem mile zaskoczony i z dużym zadowoleniem obejrzał swoje trofeum. Ciekawostką jest, że do tropienia postrzelonego rysia wykorzystano posokowca, którego w 1937 roku przywiózł do Białowieży i podarował prezydentowi Mościckiemu generalny łowczy III Rzeszy, Hermann Göring.
Drugiego dnia polowania ubito dwadzieścia dzików i dwa rysie. Łączny rezultat obu dni przedstawiał się następująco: 49 dzików, wilk i dwa rysie. Przy czym należy też pamiętać o trzecim rysiu, pozyskanym po zakończeniu polowania. Prasa łowiecka podkreślała później znakomitą organizację i prowadzenie łowów przez lokalną administrację lasów państwowych.
Po powrocie gości z puszczy, w pałacu odbył się obiad galowy, na którym regent Królestwa Węgier Miklós Horthy odznaczył grono miejscowych urzędników wysokimi odznaczeniami węgierskimi. Komandorię otrzymał dyrektor inż. Karol Nejman, krzyże oficerskie — dr Jan J. Karpiński i inspektor Maksymilian Doubrawski, kawalerskie krzyże zasługi — nadleśniczy Wacław Jankowski oraz leśniczowie Roman Jasiński, Stanisław Karpiński, Czesław Kurażyński, Józef Micigolski i Jan Moj, podłowczy Jan Rychter oraz referendarz Tadeusz Als.
Warto też wspomnieć, że po pewnym czasie od regenta Węgier nadeszły kolejne odznaczenia, tym razem przyznane funkcjonariuszom policji województwa białostockiego za wzorowe pełnienie służby bezpieczeństwa w czasie pobytu gości węgierskich. Białostocki „Mieszczanin” (nr 9/1938) podaje, że oficerskim krzyżem zasługi odznaczony został naczelnik wojewódzkiego urzędu śledczego nadkomisarz Józef Maciejowski, złotym krzyżem zasługi — kierownik wydziału śledczego na powiat bielsko-podlaski aspirant Włóczewski oraz srebrnymi krzyżami zasługi — dziesięciu policjantów.
Na zakończenie dwóch dni polowania w Białowieży nie mogło oczywiście zabraknąć tradycyjnego przeglądu zdobytej zwierzyny. Tzw. sztrekę urządzono pomiędzy grupą starych dębów, rosnących w pobliżu pałacu. Na drewnianym wieszaku podwieszono najpierw duże okazy dzików, potem mniejsze. Osobno wisiały wilk i rysie. Regent Miklós Horthy i pozostali uczestnicy polowania oglądali trofea w świetle palących się smolnych szczap sosnowych. Na cześć każdego ubitego gatunku odgrywała specjalny hejnał myśliwski orkiestra złożona ze strażników łowieckich. Humory u myśliwych były świetne.
Wyjazd gości z Białowieży do Warszawy nastąpił 9 lutego, z rana. Regenta wraz ze świtą przywieziono na rampę pałacową samochodami. Początkowo planowano, że będzie ich odprowadzać do pociągu eskorta honorowa złożona z członków miejscowej drużyny Przysposobienia Wojskowego Konnego „Krakusi”, lecz w ostatniej chwili zrezygnowano z tego pomysłu. Na rampie, do chwili podstawienia pociągu, prezydent RP odbył z regentem jeszcze krótką rozmowę. Pociąg prezydenta, do którego wsiedli także członkowie domu cywilnego i wojskowego oraz książę Axel, odjechał o godz. 9. Pociąg węgierski wyruszył po upływie 15 minut.
Powitanie gości węgierskich i prezydenta RP przez mieszkańców Warszawy odbyło się na wspaniale udekorowanym dworcu wileńskim. Na chodnikach po obu stronach ulicy, którą miał się odbyć przejazd, ustawiły się tłumy ludzi. Przejazdowi przywódców towarzyszyły najpierw dźwięki hymnów obu państw, a następnie oklaski publiczności na całej odświętnie udekorowanej trasie. O godz. 14.30 przy bramie zegarowej na Zamku regenta Węgier i prezydenta RP powitał pluton honorowy kompanii zamkowej. Po godzinnym wypoczynku węgierski gość udał się na pięknie udekorowany Plac Piłsudskiego, gdzie złożył wieniec z wstęgami o węgierskich barwach narodowych przy grobie Nieznanego Żołnierza. Cała ceremonia przebiegała w asyście oddziału wojsk garnizonu warszawskiego i generalicji z ministrem gen. Kasprzyckim na czele.
Mikłós Horthy powrócił do Budapesztu pełen pięknych wspomnień z udanego pobytu w Polsce, ale też i z trwożnym przeczuciem nadchodzących wielkich nieszczęść. Prasa węgierska pisała o tej wizycie bardzo pozytywnie.

