Strona główna » Czasopis » Nr 12/11 (GRUDZIEŃ/ СНЕЖАНЬ 2011) » Tablice po białorusku tak, ale...
Tablice po białorusku tak, ale...
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...
Michał Mincewicz

Do Zespołu Szkół z Dodatkowym Nauczaniem Języka Białoruskiego im. Ziemi Orlańskiej w Orli w roku szkolnym 2011/2012 uczęszcza 205 dzieci (w tym 34 — do oddziałów przedszkolnych, 105 — do szkoły podstawowej i 66 — do gimnazjum). Na dodatkową naukę języka białoruskiego uczęszcza 89 uczniów, 55 — w szkole podstawowej i 33 — w gimnazjum, i jest to spadek w stosunku do lat ostatnich. W 2008 roku języka białoruskiego uczyło się w tej szkole 142 uczniów — 109 uczniów (62,3%) w szkole podstawowej i 33 uczniów (42,8%) w gimnazjum.

O możliwościach wprowadzenia jako pomocniczego języka białoruskiego w gminie Orla radni mówili już na początku 2008 roku, ale tylko zdawkowo, informacyjnie. Na jednym z posiedzeń komisji wójt Piotr Selwesiuk oznajmił radnym, że projekt uchwały w tej sprawie jest już przygotowany, ale dłuższy czas nie był kierowany pod obrady sesji. Wręcz przeciwnie, temat ten zaczął jakby drażnić i stawać się kłopotem dla włodarzy. Absurdalnie „powodem” sprzeciwu stała się podobno moja osoba jako aktywnego radnego. Podejrzewano, że zacznę teraz wnioski i zapytania pisemne składać w języku białoruskim i powstanie w urzędzie gminy problem z udzieleniem mi odpowiedzi po białorusku. Trzeba nadmienić, że w składzie rady jest nauczycielka języka białoruskiego.

Gdy temat ucichł, jako radny złożyłem w marcu 2008 r. na ręce wójta pisemne zapytania:

1) Co stoi na przeszkodzie, by wprowadzić jako pomocniczy język białoruski na terenie gminy Orla?

2) Co jest powodem, że do tej pory projekt uchwały nie został wprowadzony pod obrady na komisje, a następnie na sesję?

Wójt moje zapytania zignorował i odpowiedział wymijająco: „Wójt Gminy nie miał i nie ma uprawnień do opracowywania porządku obrad, bądź też do akceptacji zmiany w porządku obrad — należy to tylko i wyłącznie do kompetencji Rady Gminy”.

Sprawę tablic przyspieszyła zapewne zorganizowana pod koniec 2008 roku w Hajnówce konferencja Związku Młodzieży Białoruskiej. Niemałą rolę odegrał tu i „Czasopis”, publikując, informując i nagłaśniając to wydarzenie, jak i sam temat dwujęzyczności. Wreszcie najlepszym argumentem okazał się — dla Rady Gminy i wójta — naglący czas, bo jeżeli należało podjąć uchwałę to właśnie teraz, wyprzedzając innych, by być w tej kwestii pierwszymi na Białostocczyźnie. Tak też się stało.

12 lutego 2009 r. radni jednogłośnie przyjęli uchwałę „w sprawie wyrażenia zgody na wprowadzenie języka białoruskiej mniejszości narodowej jako języka pomocniczego przed organami gminy Orla”. Z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji wpłynęło do Urzędu Gminy Orla pismo, w którym poinformowano o wpisaniu „z dniem 7 maja 2009 roku do urzędowego rejestru gmin, w których używany jest język pomocniczy”. Czy i kiedy dojdzie do głosowania nad uchwałą w sprawie ustalenia dodatkowych nazw miejscowości, radni wtedy praktycznie nie wiedzieli. Stało się to jak gdyby w zaplanowanej tajemnicy. Wiedział o tym tylko wójt.

Ta sprawa trafiła pod obrady Rady Gminy 30 września 2009 r., choć porządek obrad nie przewidywał podjęcia takiej uchwały. Na początku sesji głos zabrała sekretarz gminy Irena Odzijewicz, oznajmiając, iż zgłasza w imieniu wójta punkt dotyczący „ustalenia dodatkowych nazw miejscowości w języku białoruskiej mniejszości narodowej”. Podczas głosowania na piętnastu obecnych radnych uchwałę poparło dwunastu, trzech — dwóch z Orli i jeden z Mikłasz — wstrzymało się (nie chcieli nazwy „Орля”, tylko „Вурля”). Projekt uchwały przegłosowano w kompletnej ciszy.

W styczniu 2011 r. do Urzędu Gminy w Orli wpłynęło pismo z MSWiA, w którym zawiadamiano o wpisaniu gminy do „rejestru gmin, na których obszarze używane są nazwy w języku mniejszości”. Do rejestru zostało wpisanych 26 dodatkowych nazw miejscowości, znajdujących się na terenie gminy Orla.

Do przetargu, który odbył się w lipcu br., na wykonanie i zainstalowanie dwujęzycznych tablic w ilości około stu sztuk (w zasadzie około dwustu, bo w większości z napisami po obu stronach), zgłosiło się aż siedem firm, głównie z głębi kraju, oferując bardzo zróżnicowane ceny, sięgające prawie 180 tys. zł. Przetarg wygrała firma z Bytomia, która zaoferowała dwukrotnie tańsze usługi. We wrześniu podpisano z tą firmą umowę. Koszty w całości miało pokryć Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.

We wrześniu śląska firma przystąpiła do pracy. Nie wiadomo dlaczego pracownicy firmy (kilka osób) na noclegi musieli każdorazowo udawać się do sąsiedniej gminy — Dubicz Cerkiewnych. Firma pracowała nawet w soboty i niedziele. Miejsca ustawienia tablic ustaliła powołana wcześniej w urzędzie gminy specjalna komisja, która na bieżąco nanosiła poprawki (należało zmienić ustawienie m.in. w Szczytach-Dzięciołowie).

Na terenie gminy pojawiło się także wiele nowych tablic — w miejscach, w których wcześniej ich nie było (np. w Orli kilka tablic większych rozmiarów, wskazujących kierunek do Hajnówki) oraz ustawiono dodatkowe dwujęzyczne drogowskazy w związku z wybudowaniem fabryki Ikei.

20 października, po kilku tygodniach prac, instalowanie tablic zakończono. Rozmawiałem z pracownikami firmy kilka dni wcześniej, gdy ustawiano tablice przy ulicy Polnej w Orli. Byli przekonani, że dwujęzyczne tablice nikomu przeszkadzać nie będą. Niestety, dzień przed zakończeniem prac jedną z nich, przy wjeździe do Orli od strony Bielska, zamalowano żółtą farbą. Pracownikom firmy tuż przed odjazdem udało się na szczęście ją zetrzeć.

Ale to nie wszystko. Okazało się, że prace — zamontowanie tylu nowych tablic i rozmontowanie starych, wydłużone dojazdy ze względu na noclegi aż w Dubiczach Cerkiewnych, naprawa dewastacji — zajęła więcej czasu niż planowano. Termin zakończenia prac według umowy opiewał na 10 października. Po konsultacji z ministerstwem podpisano aneks i termin ten przesunięto. Jednak zgodnie z umową za każdy dzień zwłoki musiano potrącić 1% od całej należności (ok. 900 zł). Firma ze Śląska straciła przez to prawie 9 tys. zł. — Nie dało się tu czegokolwiek zmienić — twierdzi Irena Odzijewicz, sekretarz gminy.

A co o tablicach dwujęzycznych sądzą mieszkańcy gminy? Zapytałem osoby w różnym wieku, różnego wyznani i miejsca zamieszkania.

W spisie powszechnym z 2002 r. w gminie Orla aż 68,5% mieszkańców zadeklarowało swą narodowość jako białoruską, a 71,6% miało posługiwać się swoją białoruską gwarą. Z pewnością są to wyniki zaniżone, ponieważ daje się zauważyć, iż niektórzy wstydzą się swoich korzeni, pochodzenia, nawet prawosławnej wiary czy „ruskiego” imienia.

Nowe tablice informacyjne z językiem białoruskim obok polskiego większość mieszkańców przyjęła bez kompleksów i strachu, ale też i bez entuzjazmu. Tu zdecydowana większość moich rozmówców stwierdziła, iż była to inicjatywa zbędna. Jako główny tego powód podawali wysokie koszty (zważywszy, że na tym terenie żyje się stosunkowo biednie), nieważne, że w całości pieniądze na to wyłożyło ministerstwo. Często wyrażali też obawę, a nawet przekonanie, że tablice będą niszczone.

Wśród zdecydowanych przeciwników, oburzonych i wystraszonych tablicami, były głównie osoby wyznania rzymskokatolickiego, a także prawosławne z mieszanych związków małżeńskich, które wróciły z miasta do rodzinnej Orli na emeryturę. Ich wypowiedzi, zważając, że żyjemy w demokratycznym państwie, a teraz i we wspólnej Europie, wydają się bezpodstawne i nieprzekonywujące, wynikają z kompleksów i niesprawiedliwych uprzedzeń. Oto kilka przykladów:

— Tablice…? Bardzo brzydko to wygląda. Cała Polska tak mówi. Powiedz, czy jak my byliśmy mali (pół wieku temu), to były takie napisy po białorusku? Nie było! A dlaczego na tablicach w Orli pisze np. Hajnówka po polsku? Bo oni (w Hajnówce), by tego nie chcieli. Spis powszechny wykazał około 80% w gminie osób narodowości białoruskiej? Wcale tak nie było. Ankiety były wypełniane ołówkiem, a potem w urzędzie gminy to przeprawiali, wiem o tym… I po mojemu jest to 40%, a nie 80%. Dziś są „dżipiesy”, nie potrzeba tablic, każdy, i kierowcy ze wschodu też, trafią gdzie im trzeba.

(Orla, młoda emerytka wyznania katolickiego)

— Tablice..? Bardzo mi się to nie podoba. Dlaczego? Bo, po pierwsze, mieszkamy w Polsce. Po drugie, koszty. Po trzecie, bo to jest publiczne.

(Orla, rozmówczyni zmieniła wyznanie po wyjściu za mąż za katolika)

— Co oni zrobili z tymi tablicami…? Przecież tu w Orli nigdy nie było Białorusi! To dlaczego mają być tablice po białorusku? W Orli od początków dziejów mieszkali Żydzi — to dlaczego nie ma tablic po żydowsku? Powinny być po żydowsku.

(Orla, prawosławny emeryt, ożeniony z katoliczką)

— Rozmawiasz po swojomu.

— Ja do języka nic nie mam.

— A do wyznania prawosławnego?

— Kiedyś i ono zginie.

— Co sądzisz o tablicach…?

— A na szto wony? Ot, durnaja rada gminy.

— Dlaczego?

— Bo zaraz będzie to samo co i w Puńsku, poniszczą… A przecież te tablice, to dużo pieniędzy. Niepotrzebne! U nas w Malinnikach nawet „ruskie” (około dziesięciu mężczyzn z tej wsi wzięło sobie za żony kobiety z Białorusi — aut.) wychowują swoje dzieci po polsku. To po co te tablice? Moje dzieci (już pełnoletnie) umieją dobrze rozmawiać po swojomu.

— A to, że Rada wprowadziła pomocniczy język białoruski w urzędzie dla petentów — to też niepotrzebne? Gdzie byś nie zaszedł, to wszystko załatwiasz i tak po polsku.

-Nie wiem, ale spokojnie! Nasza howorka ne zahine.

(Malinniki, rolnik rencista, prawosławny)

— A po co te białoruskie tablice? Duże pieniądze na to poszły. Fakt jest taki, że starzy ludzie tego już nie przeczytają, zresztą niedługo umrą, a młodym nie będzie to potrzebne.

(Paszkowszczyzna, prawosławny rolnik)

— Ludzie mówią, że to niepotrzebne koszty.

(Paszkowszczyzna, inny prawosławny emeryt)

— Tablice… Niepotrzebne! Dlaczego? — ludzie mówią, obawiają się, że zaraz ktoś dopisze na tablicach: „Won do Łukaszenki”.

(Wólka Wygonowska, prawosławny rolnik)

— Tablice nam niepotrzebne. A dla tych „turystów” ze Wschodu, to owszem — będzie jechał i sobie przeczyta, gdzie jechać.

(Koszele, prawosławny rolnik)

— Nie mieli de hroszy wpakowaty!

(Mikłasze, prawosławny rolnik)

— Szkoda hroszy. A jak poniszczą i znowu koszty?

(Spiczki, prawosławny rolnik)

— Wójt w mediach powiada, że te tablice to „także taka promocja gminy”. A co one promują? Lepiej niech gmina wybuduje wreszcie dom kultury, a to aż wstyd Zatrzymuje się pewnego razu jakiś pan samochodem i pyta mnie: „A gdzie w Orli dom kultury?”. To ja sam zacząłem się zastanawiać, czy coś takiego jest. Dom kultury, to ten gospodarczy budynek? I nie potrafiłem mu odpowiedzieć. (Na 2012 rok zaplanowano „Sporządzenie dokumentacji projektowej na budowę Gminnego Ośrodka Kultury w Orli”, łączny koszt opiewa na ponad 55 tys. zł — aut.). W Orli nawet nie ma słupa na ogłoszenia, a ten co jedyny był koło przystanku PKS, gmina skasowała. Ogłoszenia na mecz czy jakieś inne wieszają na drzewach. Takaja u nas promocja.

(Koszele, rolnik rencista, prawosławny)

— Te napisy mogą być, ale trudno sobie wyobrazić, żeby były na dłuższą metę.

(Orla, pracownicy urzędu gminy)

— Bywało, jedzie jakiś ruski po wsi i pyta, jak trafić do Spiczek? I jak mu tłumaczyć, on tablicy polskiej nie rozumie, a teraz lepiej, sam przeczyta i trafi.

(Szernie, prawosławny emeryt)

— Z Orli od dawna się naśmiewają, głośno w mediach. Kiedyś za poprzedniego wójta robili reportaże… (z tytułu nadużywania napojów wyskokowych — aut.), a teraz z tymi tablicami…

— A kto będzie czytał te tablice? Jak rodzice nie posyłają dzieci na naukę języka białoruskiego. Ośmieszyli się z tymi tablicami.

(Orla, klienci w sklepie)

— Szkoda pieniędzy! Lepiej było wydać te pieniądze na dzieci z biednych rodzin.

(Orla, emerytowana nauczycielka języka białoruskiego)

Rzeczywiście, media, zwłaszcza telewizyjne (z Warszawy i nie tylko) prawosławną Orlę ukazują tradycyjnie w czarnym, zacofanym świetle, typu pralka „Frania” (np. w filmie Piotra Nesterowicza), widok psów na ulicy, same stare domy… Latem tego roku TVP Białystok usiłowała zrobić materiał filmowy o miejscowej szeptusze. Dziennikarze na wesoło zadawali pytania: „Jak leczyć się bez lekarza?”, ale oburzeni ludzi odmawiali wypowiedzi.

Z nauczaniem języka białoruskiego faktycznie z roku na rok jest gorzej. W tym roku zmienił się dyrektor szkoły w Orli i po raz pierwszy w historii wśród uczniów klasy pierwszej zabrakło wystarczającej liczby chętnych do nauki języka białoruskiego. Jeżeli sytuacja się powtórzy za rok, to język białoruski jako dodatkowy przedmiot zniknie z nazwy szkoły. Póki co połączono klasę pierwszą (pięciu chętnych uczniów) z drugą (ośmiu chętnych uczniów).

Oprócz rodziców zachęcać dzieci do nauki rodzimego języka powinni też nauczyciele, a zwłaszcza dyrektor szkoły. Wspaniałą i owocną inicjatywą w tym względzie wykazał się poprzedni dyrektor Dariusz Horodecki (człowiek rodem z Łańcuta), wprowadzając do szkoły cykliczną coroczną imprezę Dzień Białoruskiej Kultury.

We wrześniu na sesji Rady Gminy, gdy było omawiane „sprawozdanie o stanie realizacji zadań oświatowych gminy”, korzystając z obecności nowej dyrektor Marii Tomczuk, zadałem kilka pytań w tym temacie:

— Panie radny, decyzja o nauczaniu języka białoruskiego jest deklarowana wyłącznie przez rodziców. Rodzice deklarują — dyrektor organizuje nauczanie.

— A pani dyrektor nic nie może zaradzić?

— Ja staram się radzić. Podejmować będziemy działania, żeby ten język białoruski był interesujący. Trudno kogoś zmusić, albo namówić.

Zwróciłem uwagę, że w nazwie szkoły mamy „z dodatkowym nauczaniem języka białoruskiego”. Zapytałem, dlaczego w otrzymanym przez radnych nowym numerze dwumiesięcznika „Szkolne Echo” wszystkie teksty są w języku polskim, podczas gdy w poprzednich była jedna strona po białorusku.

Przewodniczący i wiceprzewodniczący rady jednak odebrali mi głos. Dyrektor zdążyła tylko zaapelować do radnych:

— Ja bym prosiła też radnych, jeżeli macie na to wpływ, jeżeli się spotykacie z rodzicami — proszę ich zachęcać. Bo nie wszyscy rodzice przychodzą na zebrania i nie z każdym mogę osobiście porozmawiać, a państwo mają rozeznanie.

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
czytacz
Comment
tutejszyja
Komentarz #1 wysłany 2011-12-25, 13:01:19
Typowo tutejsza mentalność. Czapkowania. Raptom wyrzuty sumienia, bo hroszy zmarnowali. Państwo. A kulki państwo wydaje. Odprawa posłów - 10 mln, rządu - nastupny miliony. Jakichś 2 roki tomu wydali podrucznik do "seksu", jaki odrazu pujszow na "przemiał" , bo okazawsia "gniotom". Bagatelka - 30 tys. euro. Zaraz wsiudy budut "strylali" sylwestry, to za czyje? Naczelny "Cz" podaje sumy , jakija idut na media, szto nadajut w kosmos. Miliony. Miliony na stypendia Kalinowskoho, a to ne naszy obywatele, bo naszym na kniżku nema.
I szce odne - szto dumaje osoba, kotora każe "TEN język białoruski", a toje, że pojawiatsia zdjęcia na NK, czyli portalu , jalki dla wielu jest randkowym (delikatnie każuczy) - żenada. Powtorajuczy za klasykom - i smiszno i straszno.
podlaszuk
Comment
Obłuda w Orli
Komentarz #2 wysłany 2012-01-09, 14:00:07
howory po swojomu a nie "pa biełaruski".
skąd ten "biełaruski" w Orli przecież tam nikt nie mówi "pa biełarusku"
chyba tam coś Eugeniusz Czykwin się przyczynił

HOWORY po SWOJOMU, a nie "pa biełarusku"

OBŁUDA w Orli
OBŁUDA!!!
Czasopis.pl na Facebook