Strona główna » Czasopis » Nr 7-8/10 (ЛІПЕНЬ-ЖНІВЕНЬ 2010) » Pamiętnik z niewoli
Pamiętnik z niewoli
Paweł Kozłowski

Czas płynie ze zmianami. Często wysadzają pociągi. Strasznie rozszerzyły się bandy, tak że wciąż nie dają spokoju. W kwietniu rozpoczęła się ofensywa na froncie południowym, tak że w maju Krym i całe wybrzeże Morza Czarnego zostało zabrane przez bolszewików, którzy doszli aż pod Budapeszt. Cały Wołyń także zabrany. W połowie czerwca Anglo-Amerykańcy wysadzili desanty w Normandii (wybrzeże Francji) i posuwają się w kierunku Paryża.

W pierwszych dniach lipca rozpoczęła się ofensywa na froncie północnym, tj. w rejonie Witebska, Homla i Bobrujska. 4 lipca został zajęty Mińsk i Sowieci posuwają się w kierunku Wilna. 9 lipca zostało zajęte Wilno i Lida, a także Baranowicze. Armia niemiecka ucieka w popłochu — moc dezerterów i rozbitków, szukających swoich oddziałów. Pociągi osobowe nie chodzą od 5 lipca, tylko wyłącznie wojenne. Szosą ciągną się tabory bieżeńców i samochody wojskowe w jedną i drugą stronę. Ludność tutejsza jest w popłochu. Uciekają do wsi oddalonych od szosy i torów kolejowych. Każda godzina przynosi nowe wiadomości.

11 lipca 1944 r. sowieci przybliżają się coraz bardziej. Już od Wołkowyska 30 km, a od nas jakieś 90 km. Armia niemiecka w zupełnym popłochu. Żołnierze wprost uciekają do domu, rzucają broń i inny sprzęt wojenny. Armia, dywizje, są zdziesiątkowane, a żołnierze stracili zupełnie wiarę w zwycięstwo.

12 lipca 1944 r. Wszystkie rzeczy z biura już są załadowane, i z magazynu także. Po południu całe biuro chodzi jak błędne owce, a inspektor do domu nie zwalnia. Prosi stale, aby poszukać mu samogonki. Udałem się do swego mieszkania, spakowałem wszystkie rzeczy i schowałem. Dostałem jeszcze z magazynu około 15 litrów i to wszystko schowałem w piwnicy. Nocowałem z 12 na 13 lipca u Ziny. 13 lipca zebrałem swoje graty i udałem się do domu piechotą. Przyszedłem do Skroblak do braci. Bratowa opowiada, że Niemcy chcieli konia zabrać, ale jakoś uratowali. Siostra urodziła dziecko — chłopczyka. Potem udałem się do domu. Dom pusty. Żona wszystko pochowała — część w ziemi, część gdzie indziej i tak czekamy, co będzie. Ludzie z wioski kopią okopy.

14 lipca przyjeżdża jakiś major i wystawił 5 tabliczek — na co, nie wiedziałem. Potem, na drugi dzień, 15 lipca przychodzą ludzie organizacji Tod i zaczynają ryć okopy. Okopy przechodzą koło mego domu, przez podwórze i chlew szwagra. Stoi dużo żołnierzy. Biją świnie, krowy i kury. Kupiłem od nich jedną butelkę wódki i butelkę ¾ l koniaku. Często częstują wódką, tak że w niedzielę, tj. 16 lipca, dosyć się upiłem.

Próbowali kilkakrotnie łapać moją kobyłę, ale nie mogli złapać. 17 lipca po południu zaczyna walić na tamtą stronę rzeki artyleria. Powstają pożary. Niemcy zaś zrywają tor kolejowy i mosty.

18 lipca rano część ruskich przeprawiła się przez rzekę i strzelają z karabinów maszynowych w odległości około 700 m od wioski. Udaliśmy się okopem do schronu i tam siedzimy. Po jakimś czasie jadą czołgi niemieckie wprost około tego schronu, gdzie my siedzieliśmy. Wylazłem i udałem się do ścian niedokończonego domu i tam stoimy — jest nas około pięcioro. Przechodzi jeden z oficerów ulicą i mówi do naszych ludzi, żeby natychmiast opuścili wszyscy wioskę na odległość 10 km. Więc zabraliśmy pakunki na plecy i poszli na wędrówkę. Konie i bydło pasły się na polach.

Okres IV

Udaliśmy się gęsiego do sąsiedniej wioski Łużany. Tam przed wioską jakiś feldfebel zebrał wszystkich i kazał jednemu żołnierzowi odprowadzić nas do wioski. Zaprowadzono nas do pustej chałupy i kazano czekać. Ludzie jednak zaczęli się rozchodzić. Ja, żona, syn i szwagier z żoną i córką zostaliśmy na końcu. Wszyscy udali się na prawo, a my na lewo, doszliśmy do pierwszego lasu i tam zasiedliśmy. Rozpoczęła się kanonada, najgorzej psuła psuła nerwy kobiet bateria, która stała około stu metrów od nas i cały czas strzelała. Postanowiliśmy przenocować pod bokiem artylerii. Porobiliśmy prowizoryczne schronienie przeciwdeszczowe i tak zasypiamy.

19 lipca rano w dalszym ciągu jeszcze strzela artyleria niemiecka, potem gdzieś około godziny 5.00 ucichła. Wstałem, pochodziłem, aby wyprostować swoje kości, potem około godziny 6.00 znowu się położyłem spać. Po jakimś czasie szwagierka mnie budzi i mówi, że ktoś jedzie drogą. Wstałem, przeszedłem się w jedną stronę, zobaczyłem stado bydła. Potem — w drugą — na drogę. Zobaczyłem wojsko posuwające się, lecz nie samochodami, a wozami, w odległości 200 m. Nie mogłem rozpoznać, ale słyszałem rozmowę w języku rosyjskim. Więc udałem się do swojej grupy i mówię szwagrowi, aby on też szedł zobaczyć. Stwierdziliśmy, że to są wojska sowieckie, więc zabieramy pakunki i idziemy do domu. Przyszliśmy do domu i zobaczyliśmy, że wszystko jest na miejscu, tylko nie ma koni. Zobaczyłem, że wojsko sowieckie faktycznie nosi naramienniki. No i pod względem wyposażenia, tj. umundurowanie, wyżywienie i przewozowe kolumny, o wiele stoi gorzej, jak armia niemiecka. Też wszystko biorą — wozy, konie, no i co się da. Na razie władzy żadnej nie ma.

Dzisiaj 23 lipca. Chodziłem do Skroblak, ale jeszcze nie puszczają. 22 lipca zabrali Waliły i Krynki.

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Czasopis.pl na Facebook