Czerwcowe wybory prezydenckie w naszym regionie pokazały, iż na politycznej mapie województwa niewiele się zmieniło. Podlaskie tradycyjnie pokazało swoje konserwatywne oblicze. Tak jak w każdych wyborach i teraz mieszkańcy zachodnich i północnych powiatów zdecydowanie opowiedzieli się za kandydatem PiS. Natomiast na wschodzie i południu, gdzie zamieszkuje nasza mniejszość, wyraźne poparcie uzyskał pretendent do prezydenckiego fotela z ramienia PO. Oznacza to, że partia Donalda Tuska przejęła już w dużej części prawosławno-białoruski elektorat, który jeszcze niedawno gremialnie głosował na lewicę. W naszym województwie wybory prezydenckie tradycyjnie zatem przybrały formę politycznego plebiscytu. Oferty programowe kandydatów prawie się nie liczyły, zresztą w kampanii wyborczej niemal ich nie było. Głosowano za wartościami i symbolami. Nasza społeczność zaś bardzo często oddaje głos nie tyle za, co przeciwko. To jedna z typowych cech białoruskich, mająca wszak historyczne uzasadnienie.
Nasza mniejszość z natury jest lewicowa. Tę postawę zrodziły jeszcze rządy II RP, gdzie Białorusini często byli ludźmi drugiej kategorii. Naszych dziadków i pradziadków z nędzy wybawiły dopiero czasy PRL. I chociaż poprzedni system zbankrutował już ponad dwadzieścia lat temu, tęsknota za państwem socjalnym bardzo mocno tkwi w nas do dziś. W tym numerze w rozmowie ze mną czasy PRL pod niebiosa wychwala sędziwy już Bazyli Pietruczuk, autor drukowanych w „Cz” wspomnień „Kryszynki” i niedawno wydanej książki „Blizny”. Jest on twardo przekonany, iż gdyby nie „komuna”, nigdy nie wyrwałby się z półsierocej doli przymierającego głodem wieśniaka i do końca życia byłby parobkiem. To nie jest wcale odosobniony pogląd. Tak uważa niemal całe pamiętające tamte czasy pokolenie, które opinię tę starało się też przekazać dzieciom i wnukom. Dzisiejsza młodzież, wyrosła po 1989 r., dawnymi czasami nie zaprząta jednak sobie głowy. Dla niej najważniejsza jest przyszłość — atrakcyjna praca i coraz lepsze warunki życia. A ze spraw nadrzędnych najbardziej martwi ją to, że zarobki w Polsce są jednymi z najniższych spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej. Znamienne, że żaden z kandydatów na prezydenta w swej kampanii tej kwestii nie podnosił.
Lewica wystawiła tym razem młodego kandydata, który co prawda swą przedwyborczą postawą urósł do rangi lidera, jednak w naszym regionie porwać za sobą tłumów nie zdołał. Grzegorz Napieralski to już nie to co legendarny „nasz” Włodzimierz Cimoszewicz, który zresztą jeszcze przed pierwszą turą swe poparcie przekazał Bronisławowi Komorowskiemu. Do obecnego oblicza polskiej lewicy w wydaniu SLD, mimo że na wskroś nowoczesnego, europejskiego, białorusko-prawosławny elektorat podchodzi z wyraźnym dystansem. Także dlatego, że liderzy tego ugrupowania — również z naszego regionu — próbując zawłaszczyć sobie niejako wyłączność na polityczną reprezentację tej społeczności, są niezwykle łakomi na dobrobyt. Nie ma w nich typowej dla prawdziwej lewicy wrażliwości na krzywdy innych i niesprawiedliwość społeczną. Pod tym względem dużo bardziej lewicowy jest... PiS ze swą narodowo-socjalistyczną ofertą.
Jarosław Kaczyński z bezkompromisową wizją Polski, kreowany na męża stanu, nawet nie próbował jednak dotrzeć do naszych wyborców. Mając tak silne i jednoznaczne poparcie polityczne z kręgów kościelnych, w prawosławnym elektoracie musiał wzbudzić obawy i nieufność. Trzeba jednak przyznać, że ta nieufność nie była już tak wielka, jak kilka lat temu, kiedy PiS był przy władzy. Tamte rządy budziły w nas strach. Dążenie do życia nade wszystko w spokoju, co również jest narodową cechą Białorusinów, było wówczas każdego ranka zakłócane rozdmuchanymi aferami politycznymi i spektakularnymi aresztowaniami ludzi z pierwszych stron gazet. Teraz PiS takiej wojowniczości starał się nie prezentować, ale uczucie strachu chyba jeszcze pozostało. Tym niemniej nie możemy też zapominać, że to za rządów PiS przyznano fundusze na wznowienie działalności Radia Racja i uruchomienie telewizji Biełsat. Ale również wtedy z błahego powodu ukarano BTSK wstrzymaniem na trzy lata dotacji.
Mimo wszystko jest w PiS coś, z czego i my powinniśmy brać przykład. To przywiązanie do narodowej historii, tradycji, wiary. Tak niemodny dziś patriotyzm.
W kampanii wyborczej najwięcej gestów i zabiegów, by pozyskać nasze głosy, uczyniła PO. Ugrupowanie to akcentowało bogactwo kulturowe naszego regionu i deklarowało tolerancyjność i otwartość. Naszych przedstawicieli zaproszono też, by weszli w skład podlaskiego komitetu honorowego Bronisława Komorowskiego. To Sokrat Janowicz, Leon Tarasewicz i Antoni Mironowicz. Sygnał poparcia dla kandydata PO wysłała też Cerkiew. Na zakończenie Hajnowskich Dni Muzyki Cerkiewnej Komorowskiemu umożliwiono wygłoszenie w soborze Świętej Trójcy przemówienia, zaś metropolita Sawa kazał odśpiewać mu „Mnohaja leta”. To wówczas też Komorowski spotkał się prywatnie z Włodzimierzem Cimoszewiczem w jego podhajnowskiej leśniczówce. Goszczący w tym samym czasie na festiwalu lider SLD Grzegorz Napieralski takiego zaproszenia nie otrzymał. I mimo wyraźnego w Polsce przebudzenia się lewicy nasze gminy na jej kandydata już tak gremialnie nie głosowały. Posłuchano Cimoszewicza?
Нашы людзі палітычна крыху разгубленыя. Старэйшае пакаленне гэта сіроты па Народнай Польшчы, а цяпер яшчэ і па лявіцы, якая раптам сталася не іхняй. Малодшыя наогул хочуць жыць па-за палітыкай, бо ў дзейных партыях яны не знаходзяць для сябе аўтарытэтаў. Гэта таму, што няма ў нас (і ва ўсёй Польшчы) сапраўднай інтэлектуальнай эліты. Мы, беларусы, таксама не маем яшчэ інтэлігенцыі. Тое, што шмат хто з нас мае дыплом магістра, інжынера ці нават званне прафесара, гэта мала. А ўсё таму, што так як паўвеку таму, так і цяпер, ідзем мы вучыцца не для ведаў, але для хлеба, лепшага жыцця. Пакуль такі падыход не памяняецца, эліты ў нас не будзе. А як кажуць вучаныя людзі: няма інтэлігенцыі — няма нацыі. Нядаўна звярнуў мне на тое ўвагу Віктар Шалкевіч, вядомы эстрадны спявак і акцёр з Гродна. Ён бывае з канцэртамі ў нас вельмі часта. На Беласточчыну прыязджае з пачатку 90-х гадоў. Цяперашнюю сітуацыю з беларускасцю ў нас акрэслівае як драматычную. — Дзе падзеўся ў вас той патрыятызм, змаганне за беларускасць? — пытаецца. — Дзе цяпер Лёнік Тарасэвіч, Сакрат Яновіч, Ян Максімюк, браты Мірановічы?..
Віктар Шалкевіч, зразумела, бачыць заняпад беларускасці і ў самой Беларусі. Але там прынамсі ёсць свая дзяржава, якой яна там ні была б.

