Strona główna » Czasopis » Nr 09/10 (WRZESIEŃ/ ВЕРАСЕНЬ 2010) » Ostatni taki trialog
Ostatni taki trialog
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...

Сакрат Яновіч дае інтэрв’ю беларускім журналісткам

Jerzy Chmielewski

To był ostatni Trialog Białoruski w dotychczasowej formule. Od przyszłego roku organizację tego sympozjonu od Stowarzyszenia Villa Sokrates przejmie powstała niedawno na jego bazie fundacja. Została ona powołana głównie w trosce o dorobek i imię Sokrata Janowicza, ale także po to, by teraz, kiedy ma już on swoje lata i problemy ze zdrowiem, zapewnić mu opiekę i odciążyć go w misji jego życia.

Trialog tradycyjnie odbył się w końcu lipca w agroturystycznym pensjonacie „Natura” w malowniczych Łapiczach koło Krynek. Sokrat Janowicz zaprosił około tuzina intelektualistów od nas, z Białorusi i Europy. Poza jednym wyjątkiem osoby te gościły tu już w latach poprzednich. Wystąpieniom przysłuchiwały się m.in. dziewczyny z zespołu „Zaranica” — niedawno powstałego, jak podkreślają, „pierwszego po wojnie chóru białoruskiego w Krynkach”. Ich wieczorny koncert był niezwykłą ucztą duchową.

Inaczej niż w latach poprzednich tym razem prawie obyło się bez dziennikarzy, których Sokrat Janowicz jakoś specjalnie już nie zapraszał, pragnąc by to elitarne spotkanie odbyło się w spokoju i bez szukanych na siłę medialnych sensacji. Na swój sposób, nieco sarkastycznie, wytłumaczył to, otwierając trialog. — Культура мае творцаў і спажыўцоў — powiedział. — Мы ад дванаццаці гадоў арганізуем гэтыя трыялогі як важныя найперш для культуры беларускай. Спрашаем аўтараў, якія хочуць зацікавіць ёю свет. Гэтай справе яшчэ нядаўна служылі таксама журналісты, але цяпер яны працуюць не для культуры, але для інфармацыі, якая, на жаль, мала каго ўжо парушае і цікавіць...

Do Łapicz na krótko zawitały wprawdzie Natalia Gierasimiuk z Radia Racja i Hanna Kondratiuk z „Niwy”, ale już po wypowiedzeniu przez sędziwego gospodarza tych gorzkich słów. Szkoda, że wyjechały, gdy sympozjon właśnie nabierał rozmachu.

Sokrat Janowicz w powitalnej mowie przypomniał jeszcze, że zawiązane z jego inicjatywy Stowarzyszenie Villa Sokrates działa już dwanaście lat. — Гэта апостальскі лік, — powiedział z dumą. — Тыя гады не прапалі марна, бо выпусцілі мы хаця б аж адзінаццаць тамоў штогодніка „Annus Albaruthenicus”.

Z nadzieją, choć bez dużego entuzjazmu, pisarz wypowiedział się o nowo powstałej fundacji. — Гэты фонд будзе мець што рабіць, — stwierdził. — На жаль, наўрад ці нам, заснавальнікам, будзе каму дапамагчы, бо ўсе навокал — не толькі журналісты — глядзяць толькі як тут на нас падзарабіць або нам нават пашкодзіць.

Pisarz, który pełni funkcję przewodniczącego rady fundacji, z niepokojem wypowiedział się o obecnych możliwościach pozyskiwania funduszy na kulturę białoruską. — Ашаламляе колькасць гэтак званых беларускіх імпрэзаў, але ці гэта ёсць развіццё культуры? — zapytał retorycznie.

O historii

Jako pierwszy miał swoje wystąpienie prof. Oleg Łatyszonek z Uniwersytetu w Białymstoku, przewodniczący Białoruskiego Towarzystwa Historycznego. Ostatnio zgłębia on dzieła Joachima z Fiore, zmarłego na początku XIII w. włoskiego teologa, filozofa i mistyka. W jego pracy „Descriptiones terrarium” historycy natrafili na pierwszy zapis nazwy Biała Ruś. Łatyszonek postanowił zbadać to dokładniej. W czasach Joachima z Fiore, jak też wcześniejszych i późniejszych, słowo „biały” nie odnosiło się tak do koloru, jak pozytywnych cech człowieka, w rodzaju dobry, przyjazny. Nazwa Biała Ruś dotyczyła terytoriów nie do końca pokrywających się z obecnym państwem białoruskim. Łatyszonek nie ma jednak teraz wątpliwości, że ta nazwa należy do kręgu kultury zachodnioeuropejskiej.

Po raz drugi gościł na trialogu dr Viaczasłau Szved, historyk z uniwersytetu w Grodnie. Opowiadał o polskiej masonerii na ziemiach białoruskich na początku XIX w. Działało tam wtedy jedenaście loż masońskich, m.in. w Nowogródku, Mińsku, Nieświeżu i Słucku. W dyskusji uczestnicy spotkania zastanawiali się, czy taki ruch istnieje także w obecnej Białorusi. Wiadomo bowiem, że co najmniej kilka znanych osobistości w tym kraju to potomkowie mistrzów dawnych loż masońskich.

Uniwersytecki kolega Szveda, dr Vital Karnialuk, swoje wystąpienie poświęcił I wojnie światowej w pamięci dzisiejszego narodu białoruskiego. Skoncentrował się na grobach z tamtych czasów (prawie ich już nie ma) oraz na wspomnieniach z bezcennej jak się okazuje książki „Бежанства 1915 г.”, wydanej dziesięć lat temu przez białostocką „Niwę”. Znalazły się tam m.in. wspomnienia matki Sokrata Janowicza, Aleksandry, która z bieżeństwa przywiozła też niezwykłe imię, nadane swemu pierworodnemu.

Oleg Łatyszonek wysnuł wniosek, że gdyby nie przewrót bolszewicki w Rosji, większość bieżeńców pozostałaby tam, nawet mając możliwość powrotu w ojczyste strony. Żyło się im tam bowiem całkiem dostatnio, lepiej niż w wygłodniałych wsiach białoruskich, które musieli opuścić. Bieżeństwo pochłonęło wiele ofiar, tyle że przeważnie podczas podróży tam i z powrotem (choroby, głód, zimno).

Historyczną tematykę kontynuował dr Artur Kozłowski z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku. Jego ojciec pochodził z podkrynkowskiego Ostrowia Północnego, a matka jest Kaszubką, dlatego on sam — jak przyznał w Łapiczach — ma nie lada kłopot z określeniem swej narodowości. Znalazł jednak wyjście i w poprzednim spisie powszechnym podał po prostu — europejska. W przyszłym roku zrobi to samo. Z wykształcenia jest politologiem, naukowo zajmuje się problematyką geopolityki Europy Środkowo-Wschodniej oraz przemianami cywilizacyjnymi. Na trialog przywiózł referat na temat misji reintegracji Europy. Dlaczego reintegracji? Bo Europa już nieraz się jednoczyła. Szczególnie dużo uwagi autor poświęcił trwającemu cztery wieki integrowaniu się wschodniej części kontynentu, które przyjęło kształt Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Tamta jedność została zerwana w wyniku rozbiorów, dwóch wojen światowych, czystek etnicznych, masowych przesiedleń ludności, sowietyzacji. Możliwości ponownej integracji tej części Starego Kontynentu stwarza jednoczenie się Europy w ramach Unii Europejskiej. Niestety, jak skonstatował autor, Bruksela w tym względzie mało robi, gdyż wśród decydentów przeważają postawy komformistyczne.

O literaturze i krajobrazie

Stałymi bywalcami trialogów od kilku lat są Eugeniusz Kabatc, mający podlaskie korzenie, urodzony w Wołkowysku, pisarz z Warszawy oraz zaprzyjaźniony z nim warszawski krytyk i literat Janusz Termer. Swoje wystąpienia w Łapiczach poświęcili oni tym razem Elizie Orzeszkowej — „polskiej pisarce ziemi białoruskiej” (patronce m.in. szkoły w Krynkach), w stulecie jej śmierci.

Szkoda, że z Białorusi nie przyjechała prof. Alena Tabolicz. Na zamówienie organizatorów trialogu dokonała ona przekładu na język angielski utworów Łarysy Hienijusz, mającej rodzinne korzenie w Krynkach. Prezentacja tej twórczości podczas trialogu miała być także jubileuszowym akcentem — w stulecie urodzin poetki (у незалежных літаратурных колах ў Беларусі 2010 год адзначаецца як Год памяці Ларысы Геніюш).

Po raz drugi do Łapicz przyjechał Peter Templi z Węgier. Ten młodziutki naukowiec, syn Rosjanki i Węgra, w swym wystąpieniu zestawił obok siebie sylwetki pisarza białoruskiego Zmitruka Biaduli i przedwojennych pisarzy ze Słowacji.

Jedynym nowicjuszem na trialogu był Aleksander Hoscieu, który przybył do Łapicz z iście nowatorską tematyką. Z wykształcenia jest on inżynierem programistą. W tym charakterze pracował w grodzieńskim kombinacie „Azoty”, ostatnio jest nauczycielem metodykiem pierwszego liceum w Grodnie, gdzie z uczniami realizuje projekty krajoznawcze. Nie mają one jednak nic wspólnego z turystyką. Hoscieu zajmuje się krajoznawstwem jako dziedziną naukową. W naszym świecie naukowym próżno doszukiwać się analogii. W poświęconym temu wystąpieniu prelegenta było wiele mistyki i duchowości. Omówił on pojęcie krajoznawstwa w kontekście wyznaczania... genetycznego kodu miejscowości.

Konkretniej krajobrazem na trialogu zajął się współpracujący z „Cz” Janusz Korbel z Białowieży. Przygotował blisko dwugodzinną prezentację na temat postępującej deformacji tradycyjnego krajobrazu wsi białoruskiej na Podlasiu. Na wyświetlanych z projektora setkach rysunków i fotografii pokazał on jak zmieniała się nasza wiejska architektura z biegiem czasu, od kurnych chat i ulicówek po obecną pstrokatą zabudowę styropianowo-plastikową.

Trialogowano prawie trzy dni. Uczestnicy zjechali do Łapicz w czwartek po południu, a ostatni z nich odjechali w niedzielę rano. Wszyscy do domów powrócili naładowani cennymi myślami.

Pokłosiem trialogu jak zwykle będzie kolejny numer rocznika „Annus Albaruthenicus. Год Беларускі”, którego dwunasty już tom ukaże się pod koniec roku. Znajdą się w nim wszystkie wygłoszone w Łapiczach referaty, a także teksty innych autorów oraz przekłady poezji i prozy. Część materiałów zostanie przetłumaczona na język niemiecki lub angielski, by zgodnie z zamysłem Sokrata Janowicza kulturę i literaturę białoruską zadomawiać w Europie.

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Czasopis.pl na Facebook