Rozmowa z Aleksandrem Karskim, wnukiem Jauchima Karskiego, pioniera białoruskiego językoznawstwa.
Co pana skłoniło do zabrania się za napisanie biografii dziadka, wybitnego białoruskiego językoznawcy?
— Badam ją skrupulatnie od ośmiu lat. W Petersburgu, gdzie mieszkam, w archiwach zachowały się ważne dokumenty, do których nikt wcześniej nie zaglądał. Życie i działalność Jauchima Karskiego znane są wprawdzie z licznych publikacji naukowych, lecz ich autorzy nigdy nie dotarli do archiwów w Petersburgu. Trzeba do nich uzyskiwać — jeśli mieszka się za granicą — specjalne zezwolenia. Zorientowałem się że w tych archiwach przechowywane są dokumenty, dzięki którym da się odtworzyć w miarę pełną biografię Jauchima Karskiego. W jego życiorysie jest bowiem wiele białych plam. Chociaż jestem z zawodu inżynierem, sam postanowiłem tym się zająć.
Najpierw dotarłem do prac naukowych poświęconych dziadkowi, wydanych w Białorusi, Ukrainie i w Polsce. Są one niepełne, brakuje w nich wielu faktów i zdarzeń, o których przeczytałem, wertując zbiory archiwalne. Dotychczas badacze koncentrowali się na dorobku naukowym Jauchima Karskiego, artykułach, książkach, analizując badania filologiczne. Zbyt mało uwagi poświęcali natomiast życiorysowi naukowca, ponieważ o wielu faktach po prostu nie wiedzieli. W ich pracach nic nie znajdziemy o najbliższej rodzinie, braciach i siostrach.
A o rodzicach?
— O rodzicach, czyli moich pradziadkach, również niewiele dotąd było wiadomo, poza tym, że ojciec miał na imię Fiodor. Udało mi się ustalić, że nazwisko Karski nosił po matce, po ojcu zaś nazywał się Nowicki. Urodził się, zanim rodzice się pobrali (w 1861 r.). Jego bracia byli już Nowickimi. W rodzinnych przekazach nie zachowało się też, jak na imię miała matka. Znana tylko była pierwsza jego litera — M. Dlatego domyślano się, że mogła mieć na imię Maria. W 2008 r. pojechałem do Wołmy pod Mińsk, gdzie zmarła. Odnalazłem w księdze zgonów, że na imię miała Magdalena. Była córką Onufrego i została ochrzczona jako unitka.
Fiodor był cerkiewnym psalmistą. W końcu lat 50. XIX w. w jako zaledwie siedemnastolatka skierowano go do Łaszy na Grodzieńszczyźnie. Była to dość duża wieś z cerkwią, siedziba dekanatu. Diakon Fiodor był samoukiem, nie posiadał seminaryjnego wykształcenia. Prawdopodobnie potem był sierotą. Do posługi cerkiewnej przygotowywał się w monasterze w Grodnie.
Początki jego diakoństwa przypadły na czasy, gdy przy cerkwiach zakładano cerkowno-prychodskije uczyliszcza (szkółki parafialne). W Łaszy Fiodor oprócz śpiewania na nabożeństwach uczył też dzieci śpiewu.
Mogiłę Fiodora Nowickiego udało mi się odnaleźć dopiero w 2008 r. Okazało się, że spoczął on we wsi Budcza nad rzeką Łaj na ziemi brzeskiej. Zmarł w 1918 r., prawdopodobnie w styczniu.
Fiodor był przenoszony z parafii na parafię. Potem wyświęcono go na samodzielnego diakona, a z czasem na batiuszkę. Na początku XX w. trafił pod Pińsk. W każdej parafii, gdzie się tylko pojawiał, natychmiast rósł poziom chóru. Widać był niesłychanie umuzykalniony. Zresztą syn Jauchim również śpiewał w cerkwi.
Jauchim poszedł w ślady ojca?
— Tak, uczył się w seminarium duchownym w Mińsku. Ale po ukończeniu czterech klas jako prymus skorzystał z możliwości i po zdaniu egzaminów rozpoczął naukę w Nieżyńskim Filologiczno-Historycznym Instytucie im. hrabiego Kuszelowa-Biezborodki na Ukrainie. Studiował na wydziale historyczno-filologicznym. Wybrał kierunek słowiańsko-rosyjski. Studiując, był na pełnym utrzymaniu państwa. Bezpłatne studia musiał jednak potem odpracować — za jeden rok półtora nakazanej pracy. Studia ukończył w 1885 r. Otrzymał skierowanie na etat nauczycielski w Wilnie. Osiem lat przepracował w Gimnazjum Wileńskim, które mieściło się wówczas w budynkach zamkniętego w 1832 roku Uniwersytetu Wileńskiego.
W Wilnie i okolicy mieszkało wielu Białorusinów. Sądząc po późniejszej karierze profesora miało to duże znaczenie dla jego pracy naukowej.
— Niewątpliwie. W Wilnie istniała bogata biblioteka, w której przechowywano cenne druki, rękopisy. I w ogóle Wilno było wówczas prężnym ośrodkiem intelektualnym i kulturalnym, mającym silne związki także z białoruskością. Karskiemu poszczęściło się. Prowadził zajęcia dydaktyczne, a oprócz tego pracował w dziale rękopisów Biblioteki Wileńskiej, badając starobiałoruskie druki.
To wtedy zainteresował się naukowo językiem białoruskim?
— Wcześniej. Na czwartym roku studiów opracował przegląd fonetyki języka (narzecza) białoruskiego. Temat ten stał się następnie przedmiotem jego pracy dyplomowej. Promotor, profesor Brandt, pomógł mu tę pracę opublikować najpierw w naukowym czasopiśmie, a potem w oddzielnej książce, która została wydana w Moskwie w 1886 r.
Na wakacje przyjeżdżał do rodziców. Ojciec był już wikarym parafii we wsi Biarozauka koło Nowogródka. Jauchim, wypoczywając, wspólnie z siostrą spisywał śpiewane w okolicy pieśni. Poświęcił im swój pierwszy naukowy artykuł.
Trzeba dodać, że wszyscy jego bracia uczyli się w seminarium. Świaszczennikom został jednak tylko jeden z nich, Iwan, który trafił do parafii pod Kleckiem. Matuszka Nadieżda szwagrowi Jauchimowi dostarczyła do pracy naukowej sporo materiału źródłowego, spisując okoliczny folklor.
W tamtych czasach o języku i folklorze białoruskim nie mówiono jeszcze jako o czymś samodzielnym w rodzinie słowiańskiej.
— W pracy „Obzor zwukow i form biełorusskoj reczi”, ogłoszonej w Moskwie w 1885 r., Karski zauważył, że „narzecze białoruskie powinno być traktowane jak samodzielne: ogólna liczba i spójność jego charakterystycznych cech nie występuje w żadnym języku słowiańskim”. To stwierdzenie było przełomowe. Chociaż w rosyjskiej Dumie oficjalnie uznawano już odrębność geograficzną Białorusi i Ukrainy, to pod względem językowym wciąż były to obszary z „narzeczami języka rosyjskiego”. Dopiero prace naukowe mego dziadka ten stereotyp zaczęły przełamywać. Oczywiście w tamtych czasach wymagało to pewnej odwagi.
Czy to przekonanie wyniósł z domu? W jakim języku rozmawiała rodzina? Prawosławni duchowni byli wszak rosyjskojęzyczni.
— Sądzę, że posługiwano się trzema językami. Domowym i w kontaktach z parafianami był z pewnością białoruski. Rosyjski używany był w sferze życia cerkiewnego, jako urzędowy. Dobrze znano też polski. W tamtych stronach w połowie XIX w. polska była tam przecież administracja.
Pana dziadek, po kilku latach pracy jako nauczyciel, zrobił wielką karierę naukową.
— Niewątpliwie musiał mieć wielki talent. Jako nauczyciel codziennie miał co najmniej pięć lekcji, ale wieczorami i w dni wolne całkowicie oddawał się pracy naukowej. Pisał referaty, przygotowywał się do wykładów, dużo czytał. Mobilizował go jego promotor, profesor Brandt. W listach zachęcał do kontynuowania badań językowych etnosu białoruskiego. W Wilnie Jauchim na podstawie dawnych druków zaczął odtwarzać proces kształtowania się tego języka. Swoje wnioski i spostrzeżenia na bieżąco publikował w artykułach pisanych do czasopisma naukowego Russkij fiłołogiczeskij wiestnik, z którym zaczął współpracować jeszcze jako student. Zaczęto zauważać go w świecie naukowym. W Warszawie uzyskał stopień magistra. Uniwersytet zaproponował mu pracę na stanowisku lektora języka rosyjskiego. W 1893 r. stał się profesorem nadzwyczajnym.
Był już żonaty?
— Tak. Ożenił się w 1887 r. z wielkiej miłości. Jego wybranką stała się Zofia Ściepużyńska, którą poznał tuż po skończeniu studiów w swych rodzinnych stronach. Była uczennicą żeńskiego gimnazjum w Mińsku. Kiedy skończyła naukę, Jauchim poprosił o jej rękę, a przyszłym teściom oświadczył, że nie będzie domagać się posagu. Od dwóch lat pracował już jako nauczyciel i w miarę nieźle zarabiał. Dorabiał też korepetycjami i miał wiele innych dodatkowo płatnych zajęć. Gdy się ożenił, mógł zatem sobie pozwolić na wynajęcie samodzielnego mieszkania. Profesor Brandt, kiedy się o tym dowiedział, zaniepokoił się, że jego zdolny student pracę naukową już zarzuci. „Uczonego z pana już nie będzie” — prowokacyjnie napisał mu w liście. Jauchim przeczytał te słowa żonie. Zachowały się jej wspomnienia, w których wyczytałem, że Zofia poprzysięgła sobie, że męża od pracy naukowej odwodzić nie będzie. W 1888 r. urodził się im pierwszy syn. Kiedy wyprowadzali się w 1893 r. do Warszawy, żona spodziewała się już drugiego dziecka. Zamieszkali na ulicy Siennej.
Jaki to rejon Warszawy?
— Jeździłem, chcąc odszukać tę ulicę. Myślałem, że może dom jakimś cudem się zachował. Według moich ustaleń kamienica, gdzie mieszkali moi dziadkowie, mogła stać w miejscu obecnego Pałacu Kultury i Nauki. Tak wynika z dziewiętnastowiecznej mapy Warszawy.
W 1894 r. urodziła się córka Natalia. Znałem ją. Przeżyła ponad 90 lat, mieszkała w Moskwie. Od niej usłyszałem bardzo wiele o jej ojcu i późniejszych losach całej rodziny. Karscy mieli jeszcze jednego syna, Aleksandra, mego ojca.
Jak przebiegała dalsza kariera naukowa profesora Karskiego?
— Błyskawicznie obronił pracę doktorską. Wciąż zgłębiał naukowo język białoruski i białoruską historię. Poczynając od 1895 roku na szeroką skalę prowadził ekspedycje w terenie, głównie w okresie letnim. Miały on na celu określenie zasięgu języka białoruskiego, przede wszystkim w kierunku zachodnim. Ponieważ chciał odwiedzić jak najwięcej miejscowości, rzadko pozwalał sobie na dłuższy pobyt w jednym miejscu. W 1897 r. w Krakowie ukazał się pierwszy tom cyklu Michała Federowskiego „Lud białoruski na Rusi Litewskiej”. Latem 1899 r. Karski ruszył na ówczesną Grodzieńszczyznę, chcąc sprawdzić dokładność zapisów Federowskiego. Wtedy odwiedził Zabłudów, stację kolejową Żednia, Gródek i Wołkowysk. Wcześniej, w 1896 r., był we wsi Żuki w powiecie sokólskim. Latem 1901 r. Karski prowadził badania na Suwalszczyźnie, w rejonie Augustowa, gdzie zanotował wiele żywych jeszcze wówczas słów białoruskich.
W 1902 r. został członkiem — korespondentem Akademii Nauk. Latem 1903 r. udał się z ekspedycją na wschodnie i południowe obrzeża Białorusi. Jadąc pociągiem, zatrzymywał się na stacjach kolejowych i robił wywiady w okolicznych wsiach. Wynajmował furmankę lub chodził pieszo. W ten sposób dotarł do około siedemdziesięciu miejscowości. W drodze powrotnej zatrzymał się w Białowieży, skąd udał się koleją — przez Bielsk, Białystok, Sokółkę — do Grodna. Po drodze dwa razy wysiadał, udając się w kierunku Choroszczy, a potem do Suchowoli. Była to jego najdłuższa wyprawa naukowa, pokonał ponad cztery tysiące kilometrów. Materiały z tych badań pozwoliły mu wytyczyć granice zasięgu języka białoruskiego. Opracował etnograficzną mapę osadnictwa białoruskiego, którą dołączył do pierwszego tomu swej fundamentalnej pracy „Biełorusy”, który ukazał się w 1904 r.
Kiedy swą książkę o życiu i pracy naukowej dziadka chce pan wydać?
— Chciałbym, by ukazała się w 150. rocznicę urodzin Jauchima Fiodorowicza. Będę starał się wydać ją jeszcze w tym roku. Dziadek urodził się bowiem 20 grudnia 1860 r. według starego stylu, a 1 stycznia 1861 r. według nowego.

