Po pięciu latach od śmierci papieża Jana Pawła II cała Polska znów na wiele dni pogrążyła się w żałobie. Kwietniowa katastrofa prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem wywołała w kraju absolutny szok, wzbudzając — co prawda przy aktywnym udziale mediów — ogromne poruszenie, żal i współczucie na całym świecie. Ta bezprecedensowa w dziejach polskiego państwa tragedia dotknęła każdego bez wyjątku jego obywatela. Katastrofa bezpowrotnie pochłonęła znaczną część polskiej klasy politycznej, aparatu władzy, dowództwa armii, autorytety moralne, duchownych.
Wielkie wyciszenie i smutek ogarnęły i naszą społeczność. Zwłaszcza, że w katastrofie zginął hierarcha naszej Cerkwi, władyka Miron. Premier Donald Tusk podczas ceremonii na warszawskim lotnisku po przylocie ciał zmarłych, wymieniając nazwiska przywiezionych ofiar, powiedział o Nim, że był „szczerym polskim patriotą”.
Polska straciła pod Smoleńskiem głowę państwa, prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wyznawanych przez Niego wartości, wielkiego oddania swemu narodowi i postaw szczerego patriotyzmu powinniśmy się uczyć także my w odniesieniu do własnej historii, tradycji, wiary. Warto przypomnieć, że po kądzieli posiadał On białoruskie korzenie. Jego dziadek, Aleksander, był urzędnikiem, który trafił na Zachodnią Białoruś z etnicznej Polski. Ze strony matki pochodził zaś z rodu Jasiewiczów, wywodzącego się ze spolonizowanej starobiałoruskiej szlachty. Obie rodziny poznały się przed wojną w Baranowiczach, gdzie Kaczyńscy mieli dwa domy, wielki sad i 12 ha lasu. W 1939 r. dziadek Aleksander, wysoki urzędnik kolejowy, został skierowany do Brześcia, gdzie kupił dla rodziny wielką kamienicę, ale zamieszkać w niej już się nie udało, gdyż wybuchła wojna. Syn Aleksandra, inżynier Rajmund Kaczyński, uczestnik powstania warszawskiego, w 1948 r. w Warszawie poślubił Jadwigę Jasiewicz, filologa. W następnym roku urodziły im się bliźnięta, Jarosław i Lech. Ich rodzice powracali potem na Białoruś tylko we wspomnieniach.
Prezydentura Lecha Kaczyńskiego była dla nas okresem wdrażania w życie ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych, która prawnie uregulowała wiele niezwykle istotnych dla naszej społeczności aspektów. Pod koniec maja w Lublinie odbędzie się konferencja z okazji piątej rocznicy obowiązywania tego aktu. W wypracowaniu niektórych przepisów wykonawczych ustawy swój udział miała też kancelaria nieżyjącego prezydenta, która w wyniku katastrofy poniosła tak wielką stratę.
Dziewięć kwietniowych dni wielkiej żałoby narodowej na długo zapamiętamy też jako okres szczególnych nabożeństw w intencji ofiar, które odbywały się również w cerkwiach. Modliliśmy się za spokój duszy novo predstavlennogo arcybiskupa Mirona, jak też wszystkich, którzy wraz z nim zginęli w tej tragedii. W niedzielę nazajutrz po katastrofie żałobne panichidy celebrowano w diecezji smoleńskiej i wielu cerkwiach w całej Rosji. Wszyscy Polacy byli poruszeni niespotykanie solidarną i otwartą postawą wobec tragedii najwyższych rosyjskich władz państwowych i zwykłych Rosjan. Prezydent Miedwiediew i premier Putin zrobili dużo więcej niż nakazuje to kurtuazja i protokół dyplomatyczny. Poniedziałek w całej Rosji był dniem żałoby narodowej. Taka postawa niewątpliwie wpłynie na polepszenie chłodnych w ostatnich latach stosunków polsko-rosyjskich. Przełom, co ważne, nastąpił też wobec wydarzeń sprzed 70 lat, na rocznicowe obchody których nie doleciał prezydencki samolot. Kilka dni wcześniej premier Władimir Putin uklęknął przed mogiłami ofiar w Katyniu i z wielkim potępieniem mówił o tym jako o zbrodni stalinowskiej, dla której nie może być żadnych usprawiedliwień. Ale i do Polski nareszcie dotarło, że pokutujący dziesiątki lat stereotyp, że „Rosjanie wymordowali Polaków”, jest niesprawiedliwym, krzywdzącym uproszczeniem. W Katyniu rozstrzeliwano niewinnych ludzi nie bacząc na ich przynależność narodowościową czy religijną, lecz jedynie ze względu na tzw. pochodzenie klasowe, jako „wrogów ludu”. Do świadomości Polaków wciąż jakoś nie może się przebić, że w Lesie Katyńskim oprócz ponad czterech tysięcy polskich oficerów, policjantów, nauczycieli i urzędników państwowych II RP spoczywa też 8-10 tys. obywateli b. ZSRR, ofiar NKWD z lat 30. Tak po polskiej, jak i rosyjskiej stronie cmentarza leżą także prawosławni i Białorusini. Takich zaś miejsc kaźni jak ten w Katyniu w okresie czystek stalinowskich było w ZSRR wiele. Zgładzono tam miliony ludzi. Można wspomnieć chociażby o lesie w Kuropatach pod Mińskiem, gdzie zginęło od 30 tys. do 50 tys. przedstawicieli białoruskiej i polskiej przedwojennej inteligencji.
Reakcja oficjalnej Białorusi na tragedię w Smoleńsku była wyraźnie stonowana. W odróżnieniu od Rosji i innych państw ościennych władze w Mińsku nie ogłosiły dnia żałoby, ograniczając się do złożenia kondolencji. Także na pogrzebie prezydenckiej pary Białoruś reprezentowała delegacja niższej niż pozostałe kraje rangi. Na takie zachowanie Mińska z pewnością wpłynęły nie najlepsze ostatnio polsko-białoruskie relacje. Szkoda, że Białoruś nie wzięła przykładu z Rosji i nie stanęła ponad politycznymi i historycznymi sporami, co z pewnością poprawiłoby jej obecny wizerunek w świecie.
Spośród polskich polityków poległych w katastrofie samolotu pod Smoleńskiem osobiście zetknąłem się kilkakrotnie z wicemarszałkiem Sejmu Krzysztofem Putrą. Pierwszy raz na wiecu przed wyborami 4 czerwca 1989 r. w Białymstoku. Był jednym z dwóch kandydatów opozycji do kontraktowego Sejmu w okręgu białostockim. Pamiętam, na kartce napisałem pytanie, dlaczego w tych wyborach Solidarność odcięła się od naszej mniejszości. Odpowiedział mądrze i... politycznie, wypowiadając się o „braciach Białorusinach” bardzo ciepło i sympatycznie. Po kilkunastu latach ponownie zacząłem Go widywać w mych Krynkach, gdzie wydawałem gminny miesięcznik i z tej racji uczestniczyłem w różnych spotkaniach i uroczystościach. Był przyjacielem ówczesnego wójta, co bezpośrednio przekładało się nieraz na przyznawane ubogiej i wyludnionej gminie funduszy z zewnątrz.
Ostatni raz spotkaliśmy się w pociągu, gdy wracałem z Sokratem Janowiczem z Warszawy ze spotkania autorskiego. Rozmawialiśmy głównie o sprawach białoruskich, w których był dość dobrze obeznany. Interesował się naszymi problemami i jako parlamentarzysta deklarował swą pomoc. Janowicz, korzystając z okazji, zwierzył się, że chce wydać historyczną monografię Krynek. Był już akurat na ukończeniu najważniejszy jej rozdział, zlecony zaprzyjaźnionemu historykowi z Grodna, który swą pracę oparł na dokumentach przechowywanych w tamtejszym archiwum (nikt wcześniej do nich nie zaglądał). Publikacja była przygotowana z myślą, by wydać ją dwujęzycznie — po polsku i białorusku pod jednym grzbietem. Krzysztof Putra żywo i szczerze tym się zainteresował. Obiecał nam pomoc i wstawiennictwo parlamentarzysty w pozyskaniu funduszy. Mieliśmy się jeszcze przy okazji spotkać, by do tematu powrócić. Nie wiedzieliśmy, że nie będzie to już nam dane.

