Strona główna » Czasopis » Nr 04/10 (KWIECIEŃ/ КРАСАВІК 2010) » Linia na moście
Linia na moście
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...

Paweł Grześ (1983) ukończył informatykę na Politechnice Warszawskiej i Instytut Twórczej Fotografi i w Opawie. Mieszka w Gródku

Janusz Korbel

Polsko-białoruska granica, koniec Unii Europejskiej. W strefie przygranicznej żyją Białorusini i Polacy. Przez ponad rok Paweł Grześ odwiedzał ich i fotografował, nagrywał ich krótkie wypowiedzi, w których się przedstawiają, tworząc subtelny dokument.

„...Wszystko to tchnie zbędnością, przypadkowym jestestwem” — pisze Sokrat Janowicz w tekście towarzyszącym wystawie Pawła Extremum Europae. Bo faktycznie, na zdjęciach jest jakiś świat nie tyle pogranicza, co schyłku. Końca Europy. A przecież Europa tu się nie kończy. To raczej granica fizyczna i granica warunków. Dotknęły ludzi, którzy przez setki lat żyli nieprzedzieleni, a teraz pada na nich cień granicy dwóch różnych przestrzeni politycznych i ekonomicznych.

Po ścianie biegnie „bizantyjski” pas barwnych fotografii świata, uchwyconego trochę jak w zbiorze starych znaczków pocztowych. A w opozycji sekwencje słów ludzi, którzy przypominają, że ten świat istnieje naprawdę, że coś robią, mają imiona, gdzieś pracują albo nie robią nic. Czasami nawet nie czekają. To krótkie filmiki, jakie autor nagrał z bohaterami swoich zdjęć i teraz pokazuje na ścianie sali w galerii, w sąsiedztwie obrazów anonimowych, jakby z nie całkiem realnego świata. Fotografie Pawła porównuje się czasami do prac Zofii Rydet. Miałem przyjemność znać panią Zofię i pracować z nią w tej samej katedrze kompozycji plastycznej, 30 lat temu w Gliwicach. Wspominam to na marginesie, bo dzielą oboje dwa pokolenia, natomiast stosunek pani Zofii i Pawła do fotografowanych ludzi jest taki sam. Ta sama delikatność i skromność, pozwalające uchwycić aurę ich świata.

Widziałem dwa inne projekty Pawła, kiedy zdjęcia były eksponowane w otwartej przestrzeni, na płotach rzeczywistych ulic i korespondowały z ich mieszkańcami, stając się swoistym dokumentem. Było tak w Mieleszkach przed pięciu laty i przed rokiem na ulicy Pohulanka w Krynkach. Tym razem, w salach galerii Arsenał, ludzie ożyli właśnie poprzez krótkie filmy pokazane w sąsiedztwie dokumentalnych zdjęć. W świecie projektu Pawła wszystko jest krótkie, minimalne, nie przegadane.

Sokrat Janowicz przyrównuje twarze na fotografiach do twarzy Indian, utrwalonych na dawnych zdjęciach. Ich oczy wyrażają podobny smutek. Mnie natomiast utkwił w pamięci słup graniczny, za którym w otwartej przestrzeni jakiś człowiek łowi w Świsłoczy ryby. Podobny do ptaka, dla którego granica też przecież nie istnieje, są tylko miejsca, gdzie można zdobyć pożywienie.

Pytam Pawła, dlaczego zajął się granicą? — Kiedyś zająłem się Mieleszkami, okolicą najbliższą — odpowiada — następnym krokiem jest teren wokół granicy, niedaleko Gródka, gdzie mieszkam. Kiedy otwarto granicę, miałem 8 lat. Wcześniej, jeszcze w przedszkolu, jeździliśmy nad granicę i mocno to zapamiętałem. Granica była zamknięta, a nas zawożono na most na Świsłoczy, gdzie pośrodku wymalowano biało-czerwoną linię. Nie wolno jej było przekroczyć, a wychowawcy tłumaczyli nam, że po drugiej stronie jest inne państwo, są inni ludzie. Tylko że tych ludzi nie było widać. Była linia na moście, rzeka, a potem las. Słowa, że żyją tam jacyś ludzie, pozostawały dla nas tajemnicze, a nawet magiczne. Kiedy granicę otwarto, my, dzieci, zobaczyliśmy ich. Okazało się, że wyglądają podobnie do nas, nawet mówią podobnie, tak samo jak nasi rodzice. Tylko samochody są trochę inne i mają inne rejestracje. Kiedy miałem siedemnaście lat, dostałem paszport i zacząłem odkrywać zagraniczną Białoruś, jeżdżąc po przygranicznych miejscowościach. A teraz pojechałem z aparatem fotograficznym i kamerą, żeby utrwalić chwilę, kiedy realizuje się projekt, skonfrontować siebie z wcześniejszymi wyobrażeniami, począwszy od tej dziecięcej tajemniczości.

Chciałeś zapisać chwilę zanim minie?

— Na tym polega siła dokumentu. Dzisiaj nie wiemy, co będzie za parę lat. Może granica zniknie, a może będzie znowu zamknięta i znowu pozostanie tylko linia na moście, a za nią wiadomo co.

Co podczas realizacji projektu najbardziej utkwiło ci w pamięci?

— Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, ma charakter estetyczny. Kiedy przekracza się wschodnią granicę, zaczyna się dominacja koloru niebieskiego. Chociaż wielu ludzi tego nie zauważa. Dla mnie jest to więc też granica estetyczna: niebieski kolor na wschodzie i jasny, średni i ciemny orzech na zachód od granicy.

Jaki będzie twój następny projekt?

— Zacząłem go już wcześniej i zamierzam kontynuować. Opowiem o duchowych miejscach ludzi. Wszyscy, nawet ateiści, mają jakieś swoje duchowe miejsca w swoich domach. Miejsca, gdzie na przykład mogą się skupić, medytować lub pomodlić. Fotografuję tylko miejsca w domach i tylko bez ludzi.

A na razie warto obejrzeć wystawę Extremum Europae o bliskiej granicy i ludziach, których osobistych historii możemy się tylko domyślać z fotograficznej i filmowej dokumentacji. Będzie ona czynna do 11 kwietnia br.

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Czasopis.pl na Facebook