Na YouTube oglądałam sobie filmiki o Białorusi, słuchałam muzyki białoruskiej. Po to, aby pobyć u siebie. I otóż na YouTube natknęłam się na filmik ze starszą kobietą, Białorusinką z Białorusi. Miała na głowie moherowy beret. Czy te moherowe berety to jakieś umundurowanie bojówek kobiecych i u nas, i tam?
Ta kobieta, spytana o stosunek do opozycji, naględziła niestworzonych rzeczy! Z zaciętą twarzą wołała o to, aby opozycję rozstrzelać, wywieźć daleko na zsyłkę, do gułagów, pozamykać w więzieniach! Powtarzała to i powtarzała. Rozstrzelać, wywieźć. Raz na zawsze skończyć z opozycją, bo opozycja niszczy wszystko, ład społeczny, ład ustrojowy, rodzinę, zatruwa dusze młodym, chce zniszczyć państwo, Łukaszenkę. A przecież jest dobrze. Lepiej być nie może. Co drugie słowo brzmiało u niej „rozstrzelać”. O Łukaszence wyrażała się jako o najlepszym na całej ziemi prezydencie, który zapewnia Białorusi wolność, nie chce zachodnich pieniędzy i zapewnia ład społeczny. Według niej, tak dobrze na Białorusi nie było nigdy. Według niej, opozycja to sami przestępcy, opłacani przez Amerykę, przez zagranicę, a oni chcą zniszczyć Białoruś. Rozstrzelać ich. Ona pierwsza zaczęłaby strzelać do opozycji, gdyby tylko Łukaszenka wydał na to pozwolenie. A najlepiej, według niej, sprawę opozycji załatwiłby Stalin.
Przeraziło mnie to.
Kobieta mówiła po rosyjsku.
Zdaje się, że te moherowe berety na Białorusi nie mają charakteru marginalnego, nie są kanalizowane przez media typu „Radio Maryja”, jak u nas. To po prostu trzon wszystkiego, całej sytuacji na Białorusi?
Rozstrzelać opozycję. Bo na przykład mówi w języku ojczystym. Wynikałoby z tego, że mnie również należy rozstrzelać, bo słucham muzyki białoruskiej, bo na naszym zjeździe rodzinnym muzyki białoruskiej mieliśmy dużo i z tego bardzo się cieszyliśmy. Gdyby nas minimalnie przesunąć za Świsłocz, gdyby ta kobieta znalazła się obok, wołałaby: rozstrzelać!
Tę kobietę z Białorusi do żywego drażni białoruskość. To jest straszne.
Już chciałam napisać list otwarty do Łukaszenki z prośbą o wyjaśnienie mi, dlaczego jego państwo nazywa się Białoruś, skoro białoruskość jest w nim niemożliwa, skoro język białoruski jest w nim tłumiony, ale nie mogę wyjść poza to jedno pytanie. Toteż niech to będzie to jedno pytanie: Panie Prezydencie, dlaczego, w jakim celu jest utrzymywana nazwa państwa: Białoruś, skoro niemożliwa w nim jest budowa tożsamości białoruskiej, a zachowywana jest tożsamość typu sowieckiego, czyli nijaka, bo przecież jest to nijakość, już nieobecna nawet w Rosji. I czy nie jest tak, że o własnych sprawach powinniśmy rozmawiać w języku ojczystym, ponieważ zawsze i wszędzie to język ojczysty jest najlepszym sposobem na wyrażanie naszej mentalności, jeśli tylko żyje, a z tego, co wiem, żyje, więc czy nie jest morderstwem na języku ojczystym, wciąż żywym, tłumienie go i usuwanie ze szkół?
Wiem, że moje pytanie pozostanie bez odpowiedzi.
Wracając do moherowej kobiety.
Chwaliła reżim Łukaszenki, jego milicję, pałującą białoruskojęzyczną młodzież i żądała więcej: rozstrzelać ich, wywieźć, usunąć raz na zawsze z pola widzenia normalnych ludzi.
W życiu nie widziałam tak rozeźlonej kobiety. Tak głupio gadającej. Tak krwiożerczej w swoich żądaniach.
Gdyby chociaż posługiwała się językiem białoruskim. Od biedy można by wtedy zrozumieć, że taka właśnie jest białoruskość, że nie życzy sobie wrednej globalizacji, wykluczającej 80% społeczeństwa na rzecz kilku procent bogacących się, kosztem tej większej reszty. Ale przecież kobiecie nie o to chodzi. Jest Białorusinką, a białoruskości nienawidzi.

