Strona główna » Czasopis » Nr 03/10 (MARZEC/ САКАВІК 2010) » Minął miesiąc — opinie
Minął miesiąc — opinie

Гульні „нашых” хлопцаў

Нават году не працаваў Уладзіслаў Праховіч як дырэктар беластоцкага аддзела Польскага тэлебачання. Яго намінацыя на гэту пасаду многім была вялікай нечаканасцю. Хутка высветлілася, аднак, што Праховіч трапіў у вір палітычнай тусоўкі вакол публічных медыяў, якія пераняла экзатычная кааліцыя правых з левымі (PiS i SLD). Праховіча ўзялі, вядома, левыя. Кажуць, што ягоную кандыдатуру моцна прабіваў Збігнеў Кшывіцкі, адзін з лідэраў беластоцкай лявіцы. Аднак, падтрымка, аказалася недастатковай. Летам Праховіча нечакана вызвалілі. Але восенню зноў апынуўся ён у дырэктарах, гэтак жа нечакана. Ну, і ўрэшце, 11 лютага адклікалі.

На месца Праховіча прыехала з Варшавы ў Беласток Агнешка Рамашэўская, якая будзе кіраваць Беластоцкім тэлебачаннем і, як і дагэтуль, тэлеканалам Белсат. Няма таямніцы, што за Рамашэўскай PiS, бо бацька да нядаўна быў сенатарам ад гэтай партыі (яго выключылі, бо не падпарадкаваўся дысцыпліне падчас аднаго з галасаванняў). Таму найбольш праўдападобна, што гэтая ператусоўка — вынік нейкага новага палітычнага перападзелу пасадаў у Краёвай радзе радыёвешчання і тэлебачання. Але не без значэння магло быць тут і тое, што Праховіч у ролі дырэктара паводзіў сябе даволі адважна. Нічога не кансультуючы з Варшавай пачаў слаць жабрацкія лісты прадстаўнікам усіх уладаў у рэгіёне, нават войтам, епіскапам, лямантуючы прытым, што „няма грошай”.

Закалот вакол публічных медыяў нейкі час яшчэ працягнецца. Пакуль не памяняецца закон, усяго яшчэ можна чакаць. Хаця б таго, што Праховіч, які ўзяў — з „беднай” фірмы — немалую фінансавую адпраўку-кампенсацыю (меў падпісаны трохгадовы кантракт), ізноў вернецца ў Радыё Беласток. Але не як рэдактар перадачаў „Пад знакам Пагоні”, толькі як шэф усяго радыёвяшчання, якім цяпер часова кіруе іншы наш хлопец — родам з Зубава — доктар Міхал Лісоўскі.

Юрка Хмялеўскі

Mikołaj Buszko, prezes Fundacji „Muzyka Cerkiewna” w Hajnówce:

— Cieszymy się, że organizowany przez nas od 1982 roku i jedyny tej miary na świecie festiwal uzyskał wysoką (trzecią w kraju) ocenę niezależnych ekspertów, co spowodowało powrót ministerialnego dofinansowania do poziomu z 2008 roku. Martwi nas natomiast, że fakt ten jest przez niektóre środowiska komentowany w kontekście niskiej oceny i braku dofinansowania dla innych imprez, w tym dla imprezy korzystającej z naszego dorobku, będącej kopią i plagiatem naszego festiwalu oraz braku reakcji tych środowisk, gdy w 2004 roku to my nie otrzymaliśmy dofinansowania.

(jk)

Łukastwa

Takim słowem komentator pierwszego kanału państwowej telewizji rosyjskiej nazwał krętactwa białoruskiego prezydenta w sporze naftowym Mińska z Moskwą. Aleksander Łukaszenko w noworocznym orędziu do narodu mocno uskarżał się na naciski Kremla. — Popatrzcie tylko — mówił — od dwóch lat wszędzie na świecie cena ropy stoi w miejscu, a nawet tanieje, a nam każą płacić drastycznie więcej. Komentator spokojnie wyjaśnił zatem, że przez ostatnie trzy lata Białoruś płaciła Rosji ulgowe cło za import ropy w wysokości jednej trzeciej normalnej stawki, bez narzuconych limitów dostaw. Białoruskie rafinerie pracowały dniem i nocą, by jak najwięcej paliwa, a nawet nieprzetworzonego surowca, odsprzedać — już po cenach światowych — za granicę (także do Polski).

Radykalnej zmiany tych zasad można się tylko domyślać. Kreml po prostu nie widzi potrzeby dalszego ekonomicznego wspierania Białorusi. Rosyjski kapitał zdążył już przejąć co intratniejsze firmy w tym kraju, łącznie z potentatem przesyłu gazu ziemnego.

W 2010 r. Białoruś bez cła otrzyma tylko 6,3 mln ton ropy. Na tyle oszacowano zapotrzebowanie wewnętrzne na ten surowiec. Ale rafinerie są przystosowane do przerobu znacznie większych ilości. Planują przerobić — na eksport — jeszcze 16 mln ton, za które Mińsk zaplaci już pełną stawkę celną, czyli łącznie 2,6 mld dolarów. Wydatek ten mocno uderzy w finanse Białorusi. Miedzynarodowy Fundusz Walutowy ocenia, że aby poradzić sobie ze skutkami „naftowego szoku”, Mińsk będzie zmuszony do zaciągnięcia za granica nowych pożyczek.

— Nie ma zmiłuj się — mówią władze na Kremlu. A w rosyjskich mediach rządy w Mińsku coraz śmielej nazywane są, jak w Polsce, „reżimem Łukaszenki”. I słucha tego naród białoruski, bo rosyjskie stacje telewizyjne mimo wszystko wciąż są w Białorusi o wiele chętniej oglądane niż rodzime.

(jch)

Akcja jak z filmu

3 lutego białoruska milicja zatrzymała Iwana Szulhę, dziennikarza współpracującego z Telewizją Biełsat. Zatrzymanie poprzedziła akcja niczym z filmu sensacyjnego. Białoruskie specsłużby chciały wtargnąć do mińskiego mieszkania wynajmowanego przez oficjalnego przedstawiciela stacji, Michała Jańczuka. Było w nim kilka osób, które natychmiast się zabarykadowały. Milicja odcięła im prąd. Zabarykadowani współpracownicy Biełsatu natychmiast telefonami komórkowymi powiadomili zagranicznych dziennikarzy i dyplomatów. W świetle kamer i fleszy milicja odstąpiła od dalszych działań, zatrzymując tylko Szulhę, który rzekomo miał obrażać funkcjonariuszy, a jednego z ich uderzyć i zerwać milicyjną odznakę. Jako powód interwencji podano, że sąsiedzi mieli się uskarżać na notoryczne spożywanie alkoholu w tym mieszkaniu.

Iwan Szulha został oskarżony o drobne chuligaństwo i skazany na dziesięć dni aresztu.

Różne oblicza konfliktu

Sytuacja wokół białoruskich Polaków znowu się zaogniła. Isterykę rozpętano jednak trochę sztucznie. Winne są tu przede wszystkim białoruskie władze, które siłą próbują zaprowadzić porządek w tym podzielonym środowisku. Ale i rząd w Warszawie, który wspierał i jak się okazuje nadal wspiera finansowo polską mniejszość w Białorusi, jak dotąd nie znajduje pomysłu, by skutecznie rozwiązać pęczniejący od co najmniej pięciu lat problem.

Pomysł na jego rozwiązanie rok temu miał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Zaproponował on jednoczesne ustąpienie Józefa Łucznika z legalnego ZPB i Andżeliki Borys z ZPB nielegalnego, a następnie wybór szefa już zjednoczonej organizacji, którego zaakceptowałby zarówno Mińsk, jak i Warszawa. Szkoda, że plan ten upadł.

Obecny konflikt wokół ZPB strona białoruska widzi zupełnie inaczej, niż pokazuje się to w Polsce. Ambasada Białorusi wydała obszerne oświadczenie, które jest całkowicie sprzeczne ze stanowiskiem w tej sprawie strony polskiej. Podkreślono w nim, że Dom Polski w Iwieńcu, o który rozgorzał spór, „nie przechodzi ani na własność państwa, ani na własność jakichkolwiek osób prywatnych”. Białoruska ambasada twierdzi, że w konflikcie chodziło tylko o zmianę kierownika iwienieckiego ZPB i przypomina, że Teresa Soból pełniła tę funkcję z ramienia legalnego odłamu, a nie grupy Andżeliki Borys. W oświadczeniu padają sugestie, że poszło o pieniądze. Soból miała dopuścić się malwersacji finansowych przy wydatkowaniu funduszy państwowych (wszystkie Domy Polskie w Białorusi, choć wybudowane za pieniądze z polskiego budżetu, od 2005 r. są finansowane niemal wyłącznie przez rząd białoruski).

Jawne oskarżenia natury finansowej białoruska ambasada wysunęła też pod adresem Borys. „Jej grupa musiała podgrzewać do siebie zainteresowanie, by nie stracić poparcia ze strony Polski, przede wszystkim finansowego. Właśnie to jest głównym motywem działań A. Borys, która robi wszystko, by otrzymać kontrolę nad własnością Związku” — napisano w oświadczeniu. Wpisuje się to w nurt perypetii finansowych grodzieńskiej firmy Polonika, której dyrektorem jest Andżelika Borys. Na początku lutego nałożono na nią grzywnę w wysokości 71 mln białoruskich rubli (równowartość 25 tys. dolarów), co oznacza faktycznie jej likwidację. Inspekcja podatkowa zarzuciła Polonice prowadzenie nielegalnej działalności charytatywnej poprzez wydatkowanie pomocy finansowej z zagranicy (z Polski) — m.in. na prowadzenie szkoły społecznej, w której języka polskiego uczy się ponad 400 osób — niezgodnie z obowiązującym w Białorusi prawem.

„Białorusi ten konflikt nie jest potrzebny. Polakom Białoruskim też. Jest on na korzyść tylko tym, kto, pragnąc nadal korzystać z pieniędzy podatników polskich w swoich celach osobistych, stara się pokłócić dwa sąsiednie kraje — Polskę i Białoruś” — napisano w oświadczeniu.

Ambasada podkreśliła też, że Związek Polaków na Białorusi zrzesza 8 tysięcy „etnicznych Polaków” i jest najliczniejszą organizacją społeczną w tym kraju. Jednocześnie przypomina, że we wrześniu ub.r. odbył się VII zjazd tej organizacji, na którym wybrano nowego przewodniczącego, Stanisława Siemaszko.

Wiele w tym pewnie racji i niektóre sam nawet mogę potwierdzić, gdyż na wrześniowym zjeździe byłem obserwatorem. Trudno jednak zgodzić się ze stwierdzeniem, że to tylko konflikt w łonie samej organizacji. Aparat państwowy jest bowiem w to mocno zaangażowany. Świadczy o tym chociażby łapanka na działaczy nieuznawanego ZPB, których zatrzymywano pod absurdalnymi pretekstami (bo np. rysopis zgadzał się ze zdjęciem poszukiwanego listem gończym). Znamienne jest też to, że nowy szef legalnego ZPB nie potrafi po polsku... rozmawiać.

Na koniec można się zastanawiać, dlaczego konflikt na nowo rozgorzał akurat w tym momencie, rykoszetem uderzając w chwiejne mury łagodzenia polsko-białoruskich stosunków międzypaństwowych. Wizyta ministra Martynaua w Warszawie zdawała się potwierdzać, że sprawy idą w jak najlepszym kierunku. Zaraz potem zaczęła się jednak w Białorusi nagonka na polskich działaczy. Prawdopodobnie Łukaszenkę rozsierdziło ich niepodporządkowanie się władzy. Ale Mińsk też pewnie nie spodziewał się aż tak gwałtownych reakcji z Warszawy.

Na szczęście w porównaniu z konfliktem sprzed pięciu lat dziś mało kto już próbuje w spór ten wciągać naszą mniejszość. Jako bogu ducha winnych zakładników całej tej przykrej sytuacji.

Jerzy Chmielewski

Беларусь — гэта мы

У апошніх гадах у Рэспубліцы Беларусь былі арганізаваныя дзяржавай грандыёзныя прапагандысцкія акцыі „Мы — беларусы” i „За Беларусь”. На пачатку лютага пачалася наступная — „Беларусь — гэта мы”. У яе рамках на велізарных канцэртах у краіне і за мяжой выступяць такія зоркі, як Дзяржаўны акадэмiчны сiмфанiчны аркестр Беларусi, Нацыянальны канцэртны аркестр Беларусi, народны хор iмя Г. Цiтовiча i народны аркестр iмя І. Жыновiча, Прэзiдэнцкi аркестр Беларусi, Дзяржаўны ансамбль танца, харэаграфiчны ансамбль „Харошкi”, салiсты Нацыянальнага акадэмiчнага Вялiкага тэатра оперы i балета, ансамблi „Песняры”, „Сябры”, „Верасы”.

Акцыя закончыцца вялiзным гала-канцэртам у сталiцы. Плануецца, што адбудзецца ён у нядаўна пабудаваным комплексе „Мiнск-Арэна”.

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Czasopis.pl na Facebook