30 września 2009 r. na sesji Rady Gminy Orla radni podjęli uchwałę w sprawie ustalenia dodatkowych nazw miejscowości w języku białoruskiej mniejszości narodowej. Podczas głosowania uchwałę poparło 12 radnych, trzech — dwóch z Orli i jeden z Mikłasz — wstrzymało się od głosu.
Wcześniej, 12 lutego 2009 r., radni przyjęli uchwałę — wtedy jednogłośnie — o wprowadzeniu pomocniczego języka białoruskiego. Potem wójt Piotr Selwesiuk otrzymał z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji pismo, w którym poinformowano: „Nawiązując do wniosku z dnia 14.04.2009 r. uprzejmie informuję, iż na podstawie art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 6 stycznia 2005 r. o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz języku regionalnym Gmina Orla została wpisana z dniem 7 maja 2009 r. do urzędowego rejestru gmin, w których używany jest język pomocniczy”.
Zaraz po wrześniowej sesji przewodniczący Rady Gminy Aleksander Klin, a zarazem i sołtys wsi Krywiatycze, w rozmowie ze mną stwierdził:
— Jest to konsekwencja tej pierwszej naszej uchwały — trzeba było uchwalić tę drugą. Jesteśmy w Europie i mamy możliwość skorzystania z takiego prawa.
Zastępca przewodniczącego Rady Gminy Antoni Gołub, rolnik z Dydul, tak to tłumaczy:
— Sięgając do historii, to w I Rzeczypospolitej było państwo polskie i Wielkie Księstwo Litewskie, czyli Korona i Litwa. W Wielkim Księstwie Litewskim ten język, którym my się tu posługujemy, był jednym z języków urzędowych. Czas zrobił jednak swoje — ten nasz język w państwie polskim stał się już językiem martwym; nie był już ani urzędowym, ani nie otrzymał statusu języka literackiego — pozostał tym „tutejszym”, w którym tylko my mówimy. Czy dobrze, że Rada przyjęła..? Dla mnie dobrze, a dla młodego pokolenia to czas powinien pokazać. Moje dzieci rozmawiają „po swojemu” i wszyscy rodzice powinni tak wychowywać własne dzieci. Wiem, że teraz w mieście następuje powrót do tradycji, dzieci zaczynają mówić „po swojemu”
Niestety, na wsi dzieci w większości rozmawiają już po polsku. W mojej gminie z roku na rok — trwa to już od jakichś dwudziestu lat — coraz mniej osób posługuje się w codziennych kontaktach tutejszą gwarą. Starsze pokolenia powoli odchodzą, a młodsze posługują się już niemal wyłącznie językiem polskim. Cieszy jeszcze tylko to, iż rodzice dzieci w wieku szkolnym między sobą porozumiewają się po swojemu. Cieszy też fakt, że większość młodych ludzi chętnie uczy się literackiego języka białoruskiego w zespole szkół z dodatkową nauką języka białoruskiego w Orli.
Jeszcze długo przed podjęciem uchwały o języku pomocniczym interesowałem się, co sądzą o całej tej sprawie sami mieszkańcy gminy. Starsze osoby, które o to zapytałem, odpowiadały z niedowierzaniem, przyznawały, że chętnie by przystały na dodatkowe tablice, o ile ich wprowadzenie jest możliwe. Zdarzało się, że po chwili namysłu ktoś dodawał: „A po co one?”. W ludziach wciąż tkwi jakaś obawa przed wytykaniem ich odmienności, w tym przypadku również odmienności naznaczonej dodatkowymi tablicami...
Po przyjęciu uchwały o języku pomocniczym nie dało się zauważyć jakichś szczególnych emocji wśród mieszkańców. Mieszkańcy darzą zaufaniem swoich radnych i gospodarzy gminy — jeśli więc tamci podjęli uchwałę, to z pewnością wiedzieli, co robią.
W listopadzie 2009 r. wójt powiedział mi:
— Dokumenty wysłaliśmy do Białegostoku i czekamy. Tutaj są same pozytywy, a negatywów żadnych nie ma.
W podobym duchu wypowiedział się też sołtys Krywiatycz:
— Czy mieszkańcy wsi coś komentują? Ci, którzy na początku nie rozumieli, to owszem, mówili: „A po co te nazwy, dowody osobiste trzeba będzie zmieniać i inne takie rzeczy”. Gdy jednak wytłumaczyliśmy ludziom o co chodzi, to wyszło na to, że całkiem pozytywnie odnoszą się do tej sprawy. Na pewno dodatkowe nazwy nie będą im szkodziły.
Według spisu z 2002 roku w gminie Orla — zamieszkałej wówczas przez 3647 mieszkańców — narodowość polską zadeklarowało 1070 osób, a białoruską — 2514 (68,5%), ale do posługiwania się językiem białoruskim na co dzień przyznało się już znacznie więcej, bo 71,6% ogółu mieszkańców. Narodowść ukraińską zadeklarowało 37 osób (1%). W szkole w Orli nie jest prowadzona nauka języka ukraińskiego z powodu niewystarczającej liczby chętnych dzieci.
Tyle mówią fakty. Faktom tym jednak starają się zaprzeczyć osoby spoza gminy. W grudniu 2009 r. nieoficjalnie dowiedziałem się od Aleksandra Klina o pisemnym sprzeciwie przewodniczącego Związku Ukraińców Podlasia, skierowanym do władz wojewódzkich, a postulującym ponowne rozpatrzenie przez Radę Gminy propozycji tradycyjnych nazw miejscowości.
Wojewoda może wnosić ewentualne zastrzeżenia co do podjętych przez Radę Gminy uchwał, więc na posiedzeniu 27 grudnia 2009 r. zapytałem o to wójta Selwesiuka. Ten odpowiedział wszystkim radnym:
— Bez wchodzenia w jakieś szczegóły. Pokamiś ja budu wojtom w tej gmini — taja gmina nigdy ne bude ukraińska, bo taja gmina nigdy ne buła ukraińska, a probowanie i zapereczuwanie tomu, jak my howorymo tutaj, jak lude śpiwajut, jak lude zachowujutsia, jakije majut tradyciji i wsio do toho, czyli nas wsiech nazywanie ukraińciami, ukraińskoscieju i kreowanie wizerunku ukraińskoho tutaj na tych terenach jest zachowaniem mało przyzwoitym. I pokamiś ja budu wojtom tutaj, taja gmina nigdy ne bude ukraińska, ani z nazwy, ani z historii.
Radni nagrodzili wójta brawami. Wójt przytoczył także spotkanie z dziennikarzem audycji „Ukraińska dumka”, który zarzucał radnym brak przyzwoitości przy podejmowaniu uchwał. Wójt miał mu wtedy odpowiedzieć:
— Dla mene przyzwoitość polehaje na tym, że chtoś zawsze znaje, de wojt funkcjonuje. I ne tolko tohdy, jak wiete prychodite, koli wam treba hroszy na festyn ukraiński — tohdy to wiete znajete, de wojt funkcjonuje, ale koli pisati protest do pełnomocnika d/s mniejszości u wojewody, to wiete ne znali de wojt je, ani de funkcjonuje... I to jest przyzwoitość..?
— Uże wony za dużo zaczynajut tut podskakiwaty — głośno skomentował to jeden z zamiejscowych radnych.
W czasie przeznaczonym na wolne wnioski na posiedzeniu 29 grudnia 2009 r. głos zabrał Aleksander Orda, rencista z Mikłasz (dawny członek Zarządu Głównego Związku Ukraińców Podlasia, uważajacy się od niedawna za Rusina), który starał się kwestionować podjętą uchwałę w sprawie dodatkowych nazw. Powoływał się na przyniesiony egzemplarz pisma „Nad Buhom i Narwoju”. Według niego, nazwy powinny odpowiadać napisom na cmentarnych krzyżach. Odpowiedział mu wójt P. Selwesiuk:
— Jeżeli chodzi o te nazwy, oczywiście można cytować prof. Sajewicza. Tylko że jeśli słuchałbym prof. Sajewicza dosłownie, to okazałoby się, że wszystko co było przed nami sto, dwieście, trzysta lat temu — to o czym mówiłem radnym ostatnio: ludzie, nasze obrzędy, zachowanie — jest według was, Związku Ukraińców Podlasia, ukraińskie. A ja, który tu, na tej ziemi, się urodziłem, na której żyję, howoru jak howoru, i podejrzewam, że pewnie tu i umrę — ja nigdy nie czułem się Ukraińcem i ne budu czuwsia. I pojdu szcze krok dalej — pokamiś ja tut jestem, taja gmina nigdy ne bude ukraińska, tolko bude albo prawosławnaja, albo białoruskaja.
Ostatnie słowa wójt wypowiedział na stojąco, zbierając gromkie brawa radnych. Potem głos zabrał jeszcze wiceprzewodniczący Antoni Gołub, który wszedł w polemikę z Aleksandrem Ordą na temat historii Orli, języka, którego tu używano na przestrzeni dziejów oraz obecnego poczucia narodowego mieszkańców gminy. Dyskusję tę jednak uciął przewodniczący Klin, stwierdzając że nie wnosi ona postępu do całej sprawy.
P.S. Wójt i radni podczas sesji i na posiedzeniach komisji często zabierają głos po swojemu. Na potrzeby artykułu w oryginale zacytowano tylko niektóre ich wypowiedzi.


Komentarz #1 wysłany 2010-02-20, 18:01:52