Strona główna » Czasopis » Nr 02/10 (LUTY/ ЛЮТЫ 2010) » Od redaktora
Od redaktora
Jerzy Chmielewski
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...

Spośród pocztówek z życzeniami świąteczno-noworocznymi, których znów otrzymaliśmy niemały stosik, szczególnie miło było wziąć do ręki pięknie udekorowane kartki od gminnych bibliotek. Część z nich od lat nasze pismo prenumeruje, niektórym — z uboższych gmin — wysyłamy je bezpłatnie. Wśród bywalców bibliotek mamy całkiem spore grono swoich czytelników.

I oto dowiaduję się, iż ministerstwo kultury aż czterokrotnie obniżyło w tym roku dofinansowanie tych placówek. Takie radykalne posunięcie zmierza do pozostawienia ich wyłącznie na garnuszku samorządów. Jednak według nieoficjalnych jeszcze informacji jest już gotowy rządowy projekt nowelizacji odpowiedniej ustawy, zwalniający gminy z tego obowiązku. Skąd takie rewolucyjne przymiarki? Otóż biblioteki publiczne (a także domy kultury, które czeka podobna rewolucja) dla obecnych władz są pozostałością minionego systemu i reliktem odchodzącego świata.

Oficjalny argument jednakowoż jest inny — to z roku na rok postępujący spadek czytelnictwa. Władze najwyraźniej chcą wykorzystać przyczyny obiektywne. Bowiem w dzisiejszym świecie, cyberprzestrzeni zdominowanej przez nowoczesne technologie z internetem na czele oraz zagonionym stylem życia pod dyktando masowych produkcji telewizyjnych, jest coraz mniej miejsca (i czasu) na obcowanie z tradycyjnym nośnikiem informacji i kultury, czyli słowem drukowanym. Tylko czy rządzący powinni temu jedynie wtórować, a może jednak jakoś przeciwdziałać? Na Zachodzie biblioteki cały czas funkcjonują i wciąż mają się całkiem nieźle, a korzystających z nich aż tak bardzo nie ubywa.

Jakieś działania w sferze czytelnictwa są wszakże nieodzowne. Mimo ekspansji internetu liczba wydawanych tytułów książkowych wcale nie spada. Tyle że zdecydowana większość z nich sprzedaje się słabo, albo wcale. Dziś książkę może wydać każdy. Nie trzeba zezwoleń ani rekomendacji. Wystarczy mieć pieniądze na druk. A że wielu ma takie ambicje, to fundusze znajduje, w ostateczności wykłada własne. Nikt się przy tym nie przejmuje ani poziomem książki, ani tym, czy ktoś ją przeczyta.

W naszym środowisku również każdego roku ukazuje się cała masa książek, często nawet wartościowych, ale przeważnie bez większego odzewu. Pełną garścią korzystamy z możliwości pozyskiwania na ten cel publicznych pieniędzy, stawiając na ilość, nie na jakość. Nasi wydawcy nie przykładają większej wagi tak do starannej redakcji tych książek, jak i ich poziomu technicznego. Nie przejmują się też dystrybucją, z reguły niemal cały nakład (drukuje się przeważnie 200-300 egz.) przekazują autorowi jako honorarium. Autor później nie wie za bardzo co z tym zrobić. Trochę rozdaje rodzinie, znajomym, wysyła do bibliotek... Niektórym kilka egzemplarzy udaje się czasem sprzedać przy okazji białoruskich imprez.

Najnowszym przykładem takiej „produkcji” są „Kryszynki” Wasila Pietruczuka, wydane na początku roku przez stowarzyszenie „Białowieża”. Są to wspomnienia, które od kilku lat były w odcinkach drukowane w „Cz”, ale o tym wydawca nawet nie wspomniał. Ba, jakimś cudem do druku trafiła pierwsza, robocza, wersja sprzed korekty. Gdyby tylko nas poproszono, udostępnilibyśmy tekst wyczyszczony nie tylko z literówek, ale i z uwzględnieniem przeinaczonych faktów, które zauważył autor. Książka została wydana dość siermiężnie, niezgodnie ze sztuką drukarską. Czyta się ją niezbyt komfortowo, gdyż w wielu miejscach druk jest nienaturalnie rozstrzelony i niewyraźny. Ta niezwykle cenna książka, bo drobiazgowo dokumentująca przedwojenną nędzę naszej białoruskiej wsi, ale i jej bogaty folklor, w niczym nie zasłużyła na taką ignorancję. Autor nie może przeboleć, że wydano ją z tyloma błędami. Gdyby tak zdarzyło się za czasów PRL, zwierzył się nam rozgoryczony, to poszedłby na skargę do komitetu partii. A tak, liczy, prapało...

Okazuje się, że dzięki publikacjom w „Cz” nasi autorzy z powodzeniem wzbogacają swój wydawniczy dorobek także w formie książkowej. „Kryszynki” nie są wyjątkiem. Ukazało się już kilka książek — m.in. Alesia Czobata i Sokrata Janowicza — które najpierw drukowaliśmy w odcinkach w „Cz”. W ubiegłym roku Tamara Bołdak-Janowska wydała od razu dwie książki, zamieszczając w nich m.in. swoje szkice, znane z naszych łamów. Umożliwiło to jej stypendium ministra kultury. Książki opublikowało olsztyńskie stowarzyszenie „Borussia”. Ale i ono, tak jak „Białowieża”, o „Cz” słowem nawet nie wspomniało. Czytelnik nie dowiaduje się też, że ma do czynienia z autorką silnie akcentującą swoje białoruskie pochodzenie i broniącą białoruskich spraw. Czyżby przyznawać się do tego w Olsztynie było niewygodne? Bo chyba z tym nie jest tak, jak w jednej z tych książek („Co dobrego było w peerelu?”) opowiedział o Ameryce mąż („sekretarz”) malarki Tamary Tarasiewicz, przebywający od kilkunastu lat na emigracji w USA:

„U nas w Ameryce (podkr. — red.) to normalne, że jak jakiś pisarz jest zbyt przenikliwy, że jak się dokopie do jakiejś obrzydliwej prawdy, to gruby Bolek sprawi, że zamilknie na zawsze. Najpewniejszy sposób to sprokurowanie samobójstwa”.

Калі гаварыць пра бібліятэкі, дык прыйшоў для іх сапраўды нялёгкі час. Інтэрнэт адбірае ім усё больш карыстальнікаў — перад усім вучняў і студэнтаў, якія раней гарталі ў бібліятэках энцыклапедыі, слоўнікі і даведнікі. Цяпер усю інфармацыю хуценька знаходзяць не выходзіўшы з хаты, праз камп’ютар. Але бібліятэкі — гэта і храмы літаратуры, малыя культурныя цэнтры. Нельга іх ліквідаваць от так сабе, трэба ім дапамагчы. Не іх жа віна, што людзі перастаюць чытаць кніжкі і часопісы, задавальняючыся бяздушным тэкстам на маніторах камп’ютэраў. Электронныя літары ніколі не дараўняюць тым раздрукаваным на паперы. А інтэрнэтам таксама трэба ўмець пакарыстацца. Пашыраецца ў ім прымітывізм і паўторны анальфабетызм, непісьменнасць. Па-беларуску ад сябе мала хто там выказваецца. Ёсць, праўда, нямала беларускамоўных сайтаў, але ўсе яны даволі штучныя. А каментары на інтэрнет-форумах пішуць найчасцей моўныя калекі.

Пра лёс друкаванага слова я аднак спакойны — яго аматары не знікнуць нам, бо яно перавышае электроннае слова не толькі эстэтыкай, але і мацатою. Як прыклад магу падаць тэкст у студзеньскім „Часопісе”, у якім пералічылі мы сёлетнія датацыі беларускім арганізацыям. Інфармацыю пра датацыі можна знайсці і ў інтэрнэце, але толькі калі мы надрукавалі яе на паперы, тады і выклікалі зацікаўленасць чытачоў. Мелі нават адгалоску, што ўрэшце пачынаем дзейнічаць пры „адкрытай заслоне”...

Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Tamara Bołdak-janowska
Comment
Usprawiedliwienie
Komentarz #1 wysłany 2010-02-04, 09:13:02
Panie Redaktorze! Brak adnotacji, że szkic "Hasta maniania" i ankieta pt. "Co dobrego było w peerelu?"z mojej książki pt. "Co dobrego było w peerelu" były publikowane w wersji skróconej w "Czasopisie" to częściowo moja wina czy też nieuwaga; byłam pewna, że mówię o tym we Wstępie. Szkic "Co dobrego..." był publikowany również (w innej wersji) z olsztyńskim piśmie VariArt. Nie mam pojęcia, w jaki sposób zdanie o tym wypadło mi ze Wstępu. Teraz dopiero widzę, że wypadło i jest mi przykro wobec "Czasopisu" i "VariArtu". Tak się stało również z powodu pośpiechu - książka miała być obecna na Regionalnych Targach Książki w Olsztynie, a tu nie można było jej wyrwać od osoby, która ją składała. Ostatecznie nie zdążyliśmy na te targi. Ponadto z powodu niemożności wyrwania jej od składacza (ukrywał się przed nami w bliżej nieokreślonych katakumbach) i tego pośpiechu jest w niej kilka paskudnych literówek. Nie miałam możliwości dokonania ostatecznej korekty. Tak więc "Borussia" jest tu najmniej winna. To ja przepraszam.
tamara bołdak-janowska
Comment
Jeszcze coś
Komentarz #2 wysłany 2010-02-14, 17:49:01
Jeszcze raz przeczytałam Pana Redaktora komentarz i dodam: w Olsztynie na forum gazeta.pl z upodobaniem są atakowani Ukraińcy, ofiary akcji "Wisła". Jeśli są jacyś Białorusini, to się kryją z pochodzeniem, a także wyznaniem. Ja się tak nie kryję. W Olsztynie forum żyje tropieniem agentów i pierdołami o poszukiwaniu "dobrych agencji towarzyskich, czyli burdeli. Ot. i wszystkie potrzeby olsztyńskie. Olsztyn dusi kulturę, nie pielęgnuje talentów.Miasto staje się martwe kulturowo, choć kultura tu mogłaby wrzeć.Tu mamy naprawdę wybitnych pisarzy. Upada pismo "Portret". Pismo "Borussia" nie ma charakteru literackiego, a jedynie historyczny.Wydawnictwo "Borussia" działa na zasadzie wolontariatu - dobrze, że jest. W całej tej sytuacji pismo "Czasopis" to ewenement.To nasze dzieło. Tworzymy ten cud my, ludzie barwni, dwukulturowi. Olsztyn może nam jedynie zazdrościć, ale nawet tego nie potrafi. Od kilki lat Olsztyn pogrąża się w martwocie intelektualnej, choć to miasto uniwersyteckie. Co tam mówić o przyznawaniu się do pochodzenia, kiedy to się nie przekłada na wrzenie kulturowe.Urzędnicy już przypilnują, aby tego wrzenia nie było, a moderatorzy forum przypilnują, aby wrzenia nie było i na forum, bo lepiej, aby wątki toczyły się o burdelach i o "mafii ukraińskiej". Pełna żenada.
Tamasz
Comment
Re: Od redaktora
Komentarz #3 wysłany 2010-02-16, 01:29:27
Na analogicznych forach województwa podlaskiego można znaleźć i liczne wątki promujące ukraińskość (co oczywiście samo w sobie nie jest złe, dopóki nie zaczyna wiązać się z alergicznym zaprzeczeniem białoruskości w każdym jej przejawie) i nagminne traktowanie Białorusinów jako osadników sprowadzonych przez cara w celu wyparcia stąd jakichś mitycznych Polaków i wreszcie standardowe wręcz już wpisy, że żadnych Białorusinów na Podlasiu nie ma, tylko Polacy siłą "zmuszeni przez cara" do przejścia na prawosławie. Ba! Co tam fora internetowe. Przecież jeden z podlaskich prominentów na antenie ogólnopolskiego radia tak właśnie bronił się przed "oskarżeniem", iż ma prawosławną żonę (żona jest prawosławna tylko dlatego, że ją do tego car zmusił!). Pełne pomieszanie pojęć, z którego można wyciągnąć jednak masę konkretnych wniosków. Nie zgadzam się w tym kontekście z opinią, którą kiedyś wygłosił pan redaktor komentując histerię wokół nazw dwujęzycznych. Nie wystarczy skwitować takich wypowiedzi stwierdzeniem, iż wypisują to jakieś oszołomy. Taki jest właśnie stan głów! To nic innego, jak podlaska "świadomość społeczna" przemawia na tych forach. To nasza "opinia publiczna" w pigułce.

Dodatkowo dzięki telewizji i prasie Białoruś nie kojarzy się Polakom dosłownie z NICZYM, poza Alaksandram Łukaszenką i perypetiami SPB. Toteż i na forach Podlasia i na każdym innym forum w Polsce głos wstawiający się za sprawą białoruską spotka się natychmiast z koronnym kontrargumentem o prześladowaniu na Białorusi Polaków (bo tylko taką kliszę wbiła do głów polska telewizja i prasa). Przez to mniejszość białoruska staje się zakładnikiem konkretnej sytuacji politycznej, co przy wyżej opisanym stanie głów sprawia, że nie tylko internetowe dyskusje odnośnie naszej mniejszości już zawsze toczyć się będą w cieniu z jednej strony prześladowanych Polaków mitycznych (zły car), a z drugiej strony prześladowanych Polaków już realnych (zły Łukaszenka) .

Podobne zasady rządza zapewne i dyskusjami w wirtualnym Olsztynie. Myślę, że tam z kolei wzmianka w jakimkolwiek kontekście o Ukraińcach obrzucona zostanie, czy trzeba czy nie trzeba, przypominaniem po tysiąckroć zbrodni na Polakach (bo z kolei Ukraina nie kojarzy się prawie z niczym innym niż Bandera). Nawiasem mówiąc wiem, że w Olsztynie na uniwersytecie działa filologia ukraińska i myślę, że środowisko to ma potencjał uczynienia dla kultury miasta czegoś dobrego.
tamara bołdak-janoska
Comment
Re: Od redaktora
Komentarz #4 wysłany 2010-02-19, 11:24:15
Nie, uniwerek olsztyński nie przyczynia się do fermentu kulturowego, i nie pomoże w tym filologia ukraińska. Uniwerek separuje się od mieszkańców, żyjąc sam sobą. Stagnacja kulturowa w Olsztynie jest porażająca. Ludek żyje stereotypami. Ludek nie chce fermentować myślą. Młodzi uciekają za granicę i to jeszcze bardziej pogłębia stagnację. Potrzeba tu prężnego wydawnictwa, ale kiedy próbowałam to zrobić, miałam na karku całą armię urzędników.Płać na ZUS, i to ile.To już dobija na wstępie wydawniczą przedsiębiorczość, a nie powinno tak być. Poza tym dystrybutorzy książek w Polsce są beznadziejni. Tworzą sieć i rozprzestrzeniają chłam. W księgarniach leżą potem całe stadiony chłamu. Nie dziwota, że ludzie już nie chcą w ogóle książki. Jest tu tylko nadprodukcja chłamu i nic więcej, i rzadko co więcej.Jaki tam może być ferment kulturowy czy wielokulturowy, kiedy mechanizmy są chore. Kultura jest po prostu dobijana na każdym kroku. Nigdy w Polsce nie zostało podtrzymane to, co było w kulturze nowe. Nawet nie udrożniono innych mecenatów niż państwowy. A przecież w cywilizowanych krajach biznesmeni oddają obowiązkowy i niemały procent swoich zysków na kulturę, czyli przy państwowym mecenacie drożne są mecenaty prywatne . U nas nie. A niech kultura zdycha. No to zdycha. Zdychają całe miasta w związku z tym. W tej sytuacji ludek będzie pasł się stereotypami narodowościowymi czy wyznaniowymi i będzie się czuł bardzo miło, gdy już się o nic spierać nie trzeba. Nawet biblioteki w małych miejscowościach chcą nam likwidować, podczas gdy w całej Europie maj się one dobrze. Ludek ze stereotypami w głowie - to mamy, zamiast fermentu. Tak jest lepiej, ciszej. Ludek zamiast umysłu ma mieć w tym miejscu brzuszysko, wypasione stereotypami. Hadko to widzieć.Tę hadkość mamy w telewizjach (misyjnych) i radiu (misyjnym) - dopieszczają tam stereotypy. Hadko! Hadko!