Strona główna » Czasopis » Nr 11/09 (LISTOPAD/ ЛІСТАПАД 2009) » Legenda miejsca
Legenda miejsca
Janusz Korbel
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...

Każda kultura ma swoją legendę. Przez wiele lat mieszkałem na południu Polski. Miałem tam przyjaciół, znajomych, uczestniczyłem w życiu studenckim, w życiu artystycznym.

Na wielu obszarach Polski żyją ludzie, którzy trafili tam w wyniku historycznych splotów okoliczności. Krajobraz których jest krajobrazem kultury masowej wyobraźni, a nie identyfikacji ze swoim gniazdem. Z tymi przyjaciółmi angażowaliśmy się wspólnie w różne projekty, ale nie miałem im wiele do opowiedzenia bez sięgnięcia do swojej historii. Owszem, można mówić o tym jak zarządzać krajobrazem, żeby go nie zniszczyć, jak projektować architekturę, by zachowała lokalną tożsamość, ale są to stereotypy, uniwersalne zasady zachowania ładu, przydatne wszędzie. Ale to jeszcze nie opowieść. Cóż, poza tymi stereotypami, można mówić ludziom, z którymi nie dzielimy doświadczeń wspólnej legendy? Kiedy wracałem na „swoje” Podlasie, było to jak powrót do domu. Być może to jakiś nienowoczesny sentyment, być może jakieś romantyczne skłonności powodują, że czasami czujemy się częścią bardzo konkretnego krajobrazu. Na ów krajobraz składa się zarówno przyroda, jak i historie, legendy, mity. Kiedyś także architektura, ale ostatnimi czasy coraz rzadziej. Jest ona raczej świadectwem najmniej ciekawych skłonności człowieka do zbytku i upodobnienia się do uniwersalnych wzorów. Znalazłem w Internecie strony dwóch moich dawnych kolegów, tych „ludzi znikąd”. Obaj są nadal aktywnymi artystami. W swojej młodości byli artystami awangardowymi, zupełnie nie zainteresowanymi historią miejsca, do którego zawiodły losy ich rodziców. A dzisiaj obaj działają w lokalnych stowarzyszeniach, jeden jest nawet prezesem stowarzyszenia, które odwołuje się do nazwiska od dawna nieżyjącego lokalnego patrioty i miłośnika kultury regionu. Pewnie w miarę upływu lat ludzie mają skłonność do odczytywania legendy kultury mniej uniwersalnej, a bardziej swojej, z jakichś powodów bliskiej. Młodość mniej dba o tradycję.

Tymczasem niedawno zadzwonił telefon i młody — sądząc po głosie — człowiek zapytał, czy mogę mu pomóc w przedsięwzięciu, do którego się szykuje. Otóż razem z żoną kupili stary, drewniany dom. I chcą w nim zamieszkać, spędzić życie. Ten dom od razu stał się dla nich opowieścią i oni nie chcą jej zepsuć przez swoją nieuwagę. Dom ma sto lat, a więc działo się w nim dużo. Ale jest w dobrym stanie. Wymaga oczywiście remontu — nowego dachu (planują pokryć go wiórem), izolacji, ocieplenia. Nowy właściciel kilkakrotnie powtarzał, że na surowych ścianach największej izby są świetnie zachowane, pisane cyrylicą fragmenty ewangelii. Jest też data poświęcenia chałupy. Jak to dobrze! Są jakieś przybudówki ceglane, ale je można usunąć — dodał — i przebudować dom, żeby przywrócić mu pierwotną harmonię i piękno. Potem napisał mi w mailu, że płot będzie budowany od nowa, ale z takich samych desek, jakie były pierwotnie, tylko lepiej zabezpieczonych. Wymurowany niedawno ganek z pustaków nowi właściciele chcą rozebrać i postawić drewniany, nawiązujący do tradycyjnych w regionie, a także wymienić częściowo szalówkę, korzystając z desek z innych, przebudowywanych domów, żeby nie mieszać nowych desek sosnowych ze starymi, zachowując pierwotne podziały i zdobienia. Mają też ambitne plany posadzenia lokalnych gatunków drzew, w tym historycznych już drzew owocowych.

Brzmi to nieprawdopodobnie? A jednak to prawda, i to są zamierzenia młodych ludzi, którzy wybrali region, w którym chcą kontynuować jego i swoją legendę zapisaną w kształtach, słowach, krajobrazie, gatunkach roślin. A może to właśnie jest normalne, tylko świat dookoła zwariował? Życzę im tylko, żeby w konfrontacji z miejscowymi służbami budowlanymi nie zniechęcili się słysząc słowa: „Panie, kto dzisiaj tak buduje? Kto w takiej chacie chce mieszkać! Nowocześnie trzeba! Wymurować ogrodzenie i wstawić żelazny, ozdobny parkan, wymienić okna na plastikowe ze złoconymi szprosami między szybkami, a nie bawić się w powtarzanie tradycyjnych podziałów okien skrzynkowych, polbrukiem wyłożyć podjazd, a dom, jak pan chce mieć regionalnie, to obłożyć wyprofilowanymi, półokrągłymi deseczkami w złotym kolorze lakierowanej sosny...”.

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Czasopis.pl na Facebook