Strona główna » Czasopis » Nr 11/09 (LISTOPAD/ ЛІСТАПАД 2009) » Od redaktora
Od redaktora
Jerzy Chmielewski
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...

Od kilku lat w naszym województwie przeprowadzany jest wielce pożyteczny konkurs na najlepiej zachowany zabytek wiejskiego budownictwa drewnianego. W tym roku była to juz piąta edycja. Organizator — urząd marszałkowski we współpracy z muzeum rolnictwa w Ciechanowcu, przyznał laury dziewiętnastu obiektom. Są to przeważnie wiekowe, utrzymane w dobrym stanie, budynki mieszkalne. Nagrodzono też stodołę, spichlerz, dawną wiejską szkołę zaadaptowaną na izbę regionalną, oraz plebanię i wiatrak.

Trzymam oto przed sobą pięknie wydany kolorowy katalog ze zdjęciami wszystkich budynków zgłoszonych do tegorocznej edycji. Zamieszczono w nim też mapkę z zaznaczonymi miejscowościami, gdzie się one znajdują. Od razu rzuca się w oczy wielkie zagęszczenie w granicach powiatu hajnowskiego oraz częściowo bielskiego i białostockiego. Oznacza to, że dawna drewniana architektura zachowała się w województwie w zasadzie jedynie na terenach zamieszkałych przez ludność białoruską. Dla przykładu, z powiatów monieckiego, zambrowskiego i grajewskiego nie było ani jednego zgłoszenia.

Aby zrozumieć diametralne dziś różnice w krajobrazach zachodniej i wschodniej Białostocczyzny, należy sięgnąć do historii i to wcale nie tak odległej. W czasach PRL, zwłaszcza w epoce gierkowskiej, rządzący województwem towarzysze ważniejsze inwestycje, a w ślad za nimi infrastrukturę (drogi, wodociągi) lokowali przeważnie na zachód od Białegostoku. To od razu przełożyło się na skokowy rozwój tych terenów. Powstały nowoczesne jak na tamte czasy gospodarstwa rolne, które zresztą do dziś dobrze funkcjonują. Podobnie jak wioski, przebudowane pół wieku temu z drewnianych właśnie na murowane.

Preferującej mazurskie obszary „władzy ludowej” chodziło o przekonanie do socjalizmu ich mieszkańców. Nas przekonywać nie musiano. Ale skutki tej polityki są już nieodwracalne. Wystarczy dziś przejechać się w poprzek województwa, by poczuć się jak w dwu różnych krajach — u nas zabudowa niska, uboga, we wsiach smutnie bezludnie, gdy u nich rozmach i ruch na ulicach.

Podczas przeglądania pokonkursowego katalogu daje się też zauważyć, że tylko niewielka część nagrodzonych budynków ma na co dzień swego gospodarza. Te mieszkalne są zamieszkałe tylko okresowo. Są to zamiejskie domy mieszkańców Białegostoku, Bielska, Hajnówki. Dawny styl zabudowy i jej wystrój zachowano zapewne z sentymentu do czasów dzieciństwa. Ale patrząc na trzony kuchenne, portrety na ścianach, kapy, makatki, wyszywane ręczniki, ma się wrażenie, że jest się w skansenie.

W tych naszych wyludnionych wsiach możemy natknąć się i na nowe domy. Stawiają je także przyjezdni — z Białegostoku, a nawet gdzieś z Warszawy, Śląska. Te domy od razu rzucają się w oczy, bo z reguły w ogóle nie pasują do otoczenia i burzą harmonię krajobrazu. Czyżby do ich właścicieli nie dotarła szczytna idea konkursu urzędu marszałkowskiego, by docenić i uszanować walory tradycyjnej zabudowy? Obawiam się, że przekonać do tego jest bardzo trudno, choć niektórzy próbują nawiązywać do otoczenia, umieszczając na domach lokalne elementy zdobnicze, okiennice itp. Prawie nikt jednak nie ryzykuje urządzania po dawnemu wnętrz. Bo to rzeczywiście jest dość problematyczne. Dawny charakter wnętrz mieszkalnych był narzucony odmienną niż dziś ich funkcjonalnością. W chłopskim świecie dom nie służył jedynie do mieszkania, był też warsztatem pracy. W dzisiejszym odczuciu, co tu ukrywać, tchnął też prymitywizmem. Aby dostosować go do obecnych standardów, należy przede wszystkim wygospodarować w nim łazienkę i pokój dzienny, którym kiedyś była kuchnia (ale czy w kuchni jest miejsce na kanapę z telewizorem?).

Ktoś, kto mocno weźmie sobie do serca modną dziś filozofię feng shui, czyli sztukę funkcjonalnego urządzania wnętrz i zagospodarowania przestrzeni w harmonii z otoczeniem, w tym przypadku od razu się podda. Tego w pełni zastosować po prostu się nie da, nawet przy użyciu luster, dzwonków wietrznych czy innej magii... Przed tym dylematem kilka lat i ja stanąłem, remontując dom swoich rodziców. W trakcie robót przewinęło się kilku majstrów, a jeden z nich — inżynier budownictwa — udzielił mi w tym temacie kilku logicznych wskazówek. Otóż twierdził on, że zmodernizować typowego drewnianego domu z naszych stron tak, by odpowiadał współczesnym standardom, nie da się bez choćby częściowej jego rozbudowy (poszerzenia). I najlepiej, by budynek stał wzdłuż, a nie prostopadle do ulicy. Jak wiadomo nasze wsie to ulicówki, gdzie domy stawiano tym drugim sposobem ze względu na wąskie podwórka. Majster inżynier zwierzył mi się z niecodziennego zlecenia, gdy wynajęto go do przebudowy właśnie takiego domu i właściciel zażyczył sobie, aby go... obrócić.

Nasze leciwe wiejskie domy odnawiane są dziś na przeróżne sposoby. Każdy robi to po swojemu i rzadko kiedy próbuje zastosować miejscowe tradycyjne wzorce. Źle to wróży konkursowi urzędu marszałkowskiemu, gdyż niebawem może zabraknąć zgłoszeń. Dlatego należałoby pomyśleć o wydaniu solidnego praktycznego poradnika budowlanego na ten temat. W ostatnim czasie ukazało się co prawda kilka albumów ze zdjęciami tradycyjnej architektury drewnianej na Białostocczyźnie, a nasz autor z Białowieży, Janusz Korbel, wydał nawet wzornik architektoniczny dla regionu. To jednak ciągle za mało.

Obce formy architektoniczne w naszym regionie są już zjawiskiem masowym. Jeśli tego procesu nikt nie powstrzyma, z unikatowego krajobrazu kulturowego, którym tak szczycą się władze województwa, wkrótce niewiele co zostanie. Ratunkiem byłyby rozwiązania prawne, obowiązujące w innych krajach europejskich. W Niemczech, Szwecji czy Norwegii taka dowolność w architekturze jak u nas jest nie do pomyślenia. Tam urzędy, wydając pozwolenie na budowę, skrzętnie pilnują, by budynki i sposoby zagospodarowania terenu wokół nich nie burzyły klimatu regionu. Czy nasze władze gmin i powiatów nie mogłyby podobnych wymogów opracować dla swego terenu? Tu nie trzeba wcale czekać na odgórne wytyczne z Warszawy, wystarczy decyzja (uchwała) samorządu. Nasi radni i wójtowie nie są świadomi, że nic w tym kierunku nie robiąc, przejdą do historii jako... burzyciele ładu kulturowego na swej — przodków — ziemi.

Ганна Кандрацюк, настаўніца з Нараўкі,таксама нядаўна выдала прыгожую кніжачку „Хата поўная экспанатаў”, у якой змясціла шмат здымкаў са свайго вясковага дзяцінства на Гайнаўшчыне. Загаловак кніжцы аўтарка ўзяла з аднайменнага верша Віктара Шведа. Сапраўды, седзячы на канапе ў цёплай беластоцкай кватэры ды гартаючы старонкі выдання можна пазахапляцца старадаўнімі печамі, куфрамі, кілімамі ці сярмяжнымі табурэткамі. Толькі каму сёння хацелася б у такіх хатах жыць?

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Czasopis.pl na Facebook