Strona główna » Czasopis » Nr 10/09 (PAŹDZIERNIK/ КАСТРЫЧНІК 2009) » Życie na powierzchni
Życie na powierzchni
Janusz Korbel
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...

Mój nauczyciel sprzed kilkudziesięciu lat powiedział (być może cytując lub parafrazując kogoś), że niewolnik to ktoś taki, kto czeka aż inni go uwolnią. Bardzo przekonało mnie to stwierdzenie. Usłyszałem je w czasach zniewolenia, choć przecież nie bardzo uciążliwego. Ani ja, ani wielu moich przyjaciół nie czuliśmy się niewolnikami. Patrząc z tej perspektywy ważniejszy okazuje się stan naszego umysłu i gotowość do podejmowania starań o jak największy obszar wolności, niż faktyczne jej granice. Co więcej, mając już tę wolność można być nieźle zniewolonym, bo procesy społeczne i kulturowe niepostrzeżenie budują wokół nas różne mury, bariery, albo prowadzą do unifikacji, odbierając po kawałku to, co może nam być bliskie.

Czasami słyszę pytanie: po co się w coś angażować, po co narażać się na krytykę? Świata i tak nie naprawimy, a nawet i naszego otoczenia za furtką. A już kultura białoruska w Polsce? Kultura mniejszości jest i tak skazana na odejście — mówi kolega z Krakowa, chyba że potrafisz to sprzedać. Lepiej myśleć pozytywnie niż zadawać niewygodne pytania, szukać wyjaśnień, przyczyn, że coś jest nie tak, że trzeba coś zachować. Wiele lat temu rozmawiałem z Olgą Tokarczuk, w jej wiejskim domu pod Wałbrzychem, i — pamiętając, że jest psychologiem — spytałem, co sądzi o „pozytywnym myśleniu”? — Jak ja tego nienawidzę! — odparła spontanicznie — tych wszystkich afirmacji, tego sposobu życia na powierzchni, żeby było miło i przyjemnie. Olga dodała wtedy coś o tym, że w ten sposób, unikając problemów, tracimy życie na głębszym poziomie. Trwamy i urządzamy sobie spokój, ale tylko pozorny. Trwa spektakl, zabawa, ale w końcu będziemy musieli się określić w obliczu ukrytych na razie problemów i dramatów. Chowanie pod dywan nie jest rozwiązaniem. Może żyjąc tylko na powierzchni też stajemy się niewolnikiem? Nic nie trzeba wyjaśniać, poddawać w wątpliwość, krytykować, niczego się nie domagać — to postawa sługi idealnego dla każdej władzy — bo wszystko już zostało wyjaśnione, bo inni za mnie o tym myślą. Ale to także postawa uczestnika sekty. Przypomniałem sobie te dawne słowa, czytając Hienadzia Sahanowicza, piszącego o tym, jak to artykuł Stalina o narodzie i leninizmie ustawił kiedyś na lata niepodważalną w państwie niewolników tezę, że wszystkie ruskie narody to naprawdę jeden naród. Przy takim założeniu podboje można już łatwo nazywać zjednoczeniem. Nie jestem historykiem i myślę, że to wszystko jednak nie jest takie proste. Niezależnie od koloru skóry i języka wszyscy jesteśmy gatunku Homo sapiens i byli już tacy, co to chcieli nas „zjednoczyć”, oczywiście pod swoim przywództwem. Tymczasem mimo globalnej wioski i znikania języków, co raz pojawiają się nowe tendencje do samostanowienia o sobie i swojej kulturze (chociażby niedawny casus Ślązaków). A może wolność to jest sprawa kultury? Dzięki kulturze powstają mosty między światopoglądami i duchowościami, podczas gdy dzięki politykom są one przerabiane na własną modłę. Służą tezom i ideom, usprawiedliwiającym różne formy zniewolenia i jednoczenia. Kultura to emocje, podczas gdy w świecie polityki króluje rachuba i propaganda. Ot, taki paradoksalny przykład, bo odnoszący się do emocji religijnych, który znalazłem w pięknym albumie Michasia Ramaniuka „Białoruskie krzyże ludowe”. Pisze on tam, że w roku 1864 Murawiow wydał zakaz wznoszenia i odnawiania krzyży na polach przy drogach i w lasach, z obawy, że mogą one upamiętniać wydarzenia z czasów powstania przeciwko Rosji. Wydaje mi się, że człowiek naprawdę religijny nie może być nigdy niewolnikiem. Dlatego krzyże przetrwały w krajobrazie tyle nieprzychylnych epok. Kupiłem sobie reprint „Białowieża w Albumie” Zygmunta Glogera z roku 1903 i na jednym ze zdjęć widzę, wbrew zakazowi Murawiowa, samotny, wysoki krzyż na przecięciu dróg puszczańskich. Dzisiaj nie ma po nim śladu. Wiele znaków tożsamości nie przetrwało, wiele zostało usuniętych, żeby nie przypominać. Lub zostały schowane „do szafy”, żeby żyć miło i przyjemnie — ale na powierzchni.

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Czasopis.pl na Facebook