O ścieżkach rowerowych i nie tylko
Parę lat temu zjeździłem na rowerze prawie wszystkie ścieżki rowerowe wokół Puszczy Białowieskiej i w promieniu kilkudziesięciu kilometrów wokół Mochnatego. Mój przyjaciel, też zapalony cyklista i wielbiciel ziemi orlańskiej, poradził mi, abym spróbował rozpropagować poprzez „Niwę” i osobiste kontakty z włodarzami ziemi hajnowsko-bielskiej, pomysł wykorzystania toru kolei Bielsk — Hajnówka jako ścieżki rowerowej.
Pisałem o tym w „Niwie”, byłem z tym w starostwie bielskim i hajnowskim. Nic to nie dało. Na betonie ziarno nie rośnie, w przeciwieństwie do toru kolejowego, który już prawie jest całkowicie zarośnięty.
Dlaczego piszę do „Czasopisu”? Ano dlatego, że może urzędnicza inteligencja gminno-powiatowa nie umie czytać „bukwau”? Kiedy tak, to po polsku chyba umie czytać i nawet rozumie, o czym jest mowa. Chociaż nie wiadomo, bo od dwudziestu lat z okładem piszę o wprowadzeniu podwójnych nazw polsko-białoruskich miejscowości w gminach zamieszkałych w większości przez Białorusinów. Wójtowie boją się nawet rozmawiać na ten temat. Wójt Puńska ich zaprosił, aby podzielić się doświadczeniem we wprowadzaniu podwójnych nazw w swojej gminie, a oni zignorowali zaproszenie. Rozumiem, że może gdyby zaprosił premier Tusk, albo prezydent Kaczyński, albo inna ważna osobistość, to polecieliby na skrzydłach.
Nie wiem, czy jeszcze są unijne pieniądze na tego typu inwestycje, jak budowa ścieżki rowerowej z Hajnówki do Bielska po torze kolejowym? Jak nie ma, to strata nie tylko dla turystów, ale i mieszkańców miejscowości leżących blisko dawnej kolei.
