Strona główna » Czasopis » Nr 09/09 (WRZESIEŃ/ ВЕРАСЕНЬ 2009) » Niech oni najpierw napiszą po polsku
Niech oni najpierw napiszą po polsku
Janusz Korbel
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...

Byłem na zebraniu pewnego szacownego gremium, które spotyka się, by radzić nad ochroną przyrody i kultury obszaru leżącego po polskiej i białoruskiej stronie granicy. Rozmawialiśmy oczywiście o stronie polskiej, bo nic nam do sąsiadów. Ponieważ jednym z planowanych zadań były tablice informacyjne, zadałem pytanie, czy gremium nie sądzi, że byłoby dobrze, by na tych tablicach oprócz języków polskiego, angielskiego, francuskiego, rosyjskiego i włoskiego znalazł się także tekst w języku białoruskim. Uzasadniłem to tym, że obszar graniczy z państwem Białoruś i że jego polska część zamieszkała jest przez ludność w znacznym procencie deklarującą się jako Białorusini.

Zaskoczyła mnie reakcja kilku osób mieszkających tu znacznie dłużej ode mnie. „Niech oni najpierw napiszą po polsku u siebie!” — to było zdanie skierowane do (nieobecnych) Białorusinów zarządzających białoruskim obszarem. „U nich nikt nie mówi po białorusku, mówią tylko po rosyjsku” — dodał tłumacz i naukowiec polski. W przerwie podszedł do mnie dyrektor dużej fundacji działającej na Podlasiu i chcąc mnie oświecić wyjaśnił: Jeśli by pan wprowadził te nazwy, to tylko dla Sokrata Janowicza, bo już tylko on rozumie po białorusku. Przypomniały mi się słowa innego naukowca, który kiedyś, gdy go zachęcałem do przeczytania Czasopisu, powiedział, że „do ręki tego nie bierze”.

Kiedy to piszę, przed moimi oknami przechodzi rozbawiona grupa młodzieży szkolnej, rozmawiająca... po białorusku. Są z Polski, z Białegostoku, spędzają tu wakacyjny czas na warsztatach. Niedługo przyjedzie, przyjmowana z otwartymi rękoma przez dyrektor Parku, grupa licealistów z Mińska, którzy również posługują się językiem białoruskim. To młodzież znanego z filmu Jerzego Kaliny „partyzanckiego liceum” Kołasa. Cieszę się, że dyrektor fundacji się myli. Martwię się jednak, że niektórzy moi rodacy uważają, iż to najpierw „oni” muszą nam coś dać, żebyśmy my mogli uczynić coś dla „nich”. A przecież zachowanie „ich” kultury to także wzbogacanie kultury „naszej” — jeśli już chcemy koniecznie tak dzielić na tym obszarze wspólnego przecież dziedzictwa. Żeby uszanować innych, trzeba zauważyć ich kulturę, a nie tylko samą obecność. Ale skoro moi rodacy tego nie czytają, to pewnie gadam jak dziad do obrazu.

Nasuwa mi się banalne spostrzeżenie, że w czasach społeczeństwa konsumpcyjnego dialog, który jest naturalnym i niezbędnym elementem kultury, ograniczył się do wąskich elit. Dla reszty kultura to kupowane produkty i pielęgnowane stereotypy. Pozorne dialogi, służące podtrzymywaniu stereotypów, prowadzą zarówno politycy, jak i autorzy reklam i wielu dziennikarzy, szczególnie prowincjonalnych, usłużnych wobec ośrodków decyzyjnych. Bo tego oczekują elektoraty i konsumenci. Schlebiania stereotypom i mitom. Udało się przekonać wielu, że trzeba siedzieć cicho i kupować, i popierać, bo przecież demokratycznie wybrane władze nas reprezentują i za nas wszystko załatwią.

Lokalni politycy, pozbawieni nacisku ze strony obywateli, nie podejmą raczej dialogu międzykulturowego i to nigdzie na świecie, bo poruszenie jakiegokolwiek trudnego tematu nie przysporzy im głosów. Lepiej siedzieć cicho i narzekać, że jacyś „inni” nie dają nam dość pieniędzy, albo nas nie szanują, albo oszukują i w obliczu zagrożeń ze strony tego wroga budować swój elektorat. Niestety, utrwalanie stereotypów wydaje się być na rękę politykom, niezależnie od ich orientacji. I nie tylko politykom, także wszelkim gremiom podejmującym decyzje o kształcie naszego życia społecznego i środowiska kulturowego. Istotą kultury jest jednak stereotypów obalanie. W ostatnim dwudziestoleciu wytworzyły się nawet pewne formuły i przestrzenie służące temu celowi. Na konferencjach i sympozjach spotykają się więc ludzie przekonani do potrzeby dialogu, tolerancji i otwartości na inne kultury, narody, religie. Tylko że oni siebie przekonywać nie muszą. Doświadczenie dialogu pojawia się wtedy, kiedy konfrontujemy dwie strony. Nie musimy wcale czekać, aż „oni” coś zrobią. Zaproszenie do dialogu musi wyjść z czyjejś strony. Po co nam to potrzebne? Po to, żebyśmy sami siebie nie zredukowali do produktu uniwersalnego. Po to, żeby moim rodakom, Polakom na Podlasiu, zależało na tym, by Białorusini tutaj się nie spolonizowali. Frazesy, stereotypy, a czasami i tzw. „wartości” trzeba poddawać nieustannym próbom w tyglu kulturowym, bo inaczej zredukujemy siebie do widowni teatru, w którym wystawia się tylko jeden spektakl. A dlaczego właściwie nie chcemy pierwsi napisać na tablicy informacji także po białorusku? Wstydzimy się czegoś?

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Paweł G
Comment
Zgadzam się...
Komentarz #1 wysłany 2009-09-07, 09:43:01
Zgadzam sie z Panem. Jestem tego samego zdania. To nie prawda , ze tylko Sokrat Janowicz rozumie po białorusku. U mnie na wsi wszyscy rozmawiamy po białorusku i tutaj małe dzieci wszystko rozumieją, dziesiątki tysięcy ludzi rozmawia w tym języku. Wystarczy przjechać do Bielak Podlaskiego Czy Hajnówki na rynek w jakikolwiek dzień np: czwartek i wszystko stanie się jasnym.


Nie zgadzams iez takim myśleniem,że najpierw oni a później my-to świadczy o Polakach. Oni się boją, są niechętni, zawsze byli. Polski naród nie jest dumny, ale zarozumiały. NIe widzi swoich przywar, wad, które wytykane na forum publicznym są jakoby obrazą majestatu. Pytam --jakiego majestatu ??

Wstyd Polacy.
Czasopis.pl na Facebook