Strona główna » Czasopis » Nr 09/09 (WRZESIEŃ/ ВЕРАСЕНЬ 2009) » To nie naukowcy budują granice
To nie naukowcy budują granice
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...

Profesor Władimir Gołubkow jest znanym, cenionym specjalistą od porostów, odkrywcą wielu gatunków. Jednak, żeby móc zdobyć obecną wiedzę, potrzebował wielu lat badań i ekspedycji, na co jego szefowie nie wyrażali zgody. Był jednak zdeterminowany, sam więc musiał zdobyć na ten cel pieniądze. Zajmował się m.in. masażem i bioenergoterapią, co pozwoliło mu zarobić pieniądze i powrócić do swojej specjalności. Obecnie profesor wykłada botanikę na uniwersytecie w Grodnie, a specjalizuje się w glonach, grzybach i porostach.

Rozmowa z Władimirem Gołubkowem z Grodna.

Ile razy był pan w Polsce?

— Trzy. Pierwszy raz, kiedy miałem 18 lat. Służyłem wtedy dwa lata w Legnicy, jako żołnierz Armii Czerwonej. Drugi raz przyjechałem na zaproszenie kolegi, by pomagać mu w badaniach porostów. Spędziłem wtedy kilka dni w Białymstoku i kilka w Lublinie. Trzeci raz przyjechałem w ramach wspólnej pracy nad porostami z kolegami z Uniwersytetu w Białymstoku. Kiedyś pracowałem w Akademii Nauk w Mińsku. Gdybym mieszkał tam nadal, pewnie moje badania potoczyłyby się inaczej, ale mieszkam w Grodnie i sam decyduję teraz o zakresie swojej pracy badawczej.

Co pana sprowadziło tym razem?

— Szczególnie interesuje mnie Puszcza Białowieska. Uważam, że powinni ją badać uczeni z różnych krajów, bo puszcza jest tylko sztucznie podzielona granicą. Jest ona jednym organizmem i dlatego powinniśmy ją badać po obu stronach. Dla mnie niedorzecznością jest mówienie o odrębnym dorobku naukowym białoruskim i polskim na temat tej samej Puszczy. Dlatego planujemy wymianę i wspólną pracę, także na obszarach transgranicznych, pomiędzy Rosją, Polską, Białorusią i Ukrainą. Mam nadzieję, że w projekcie będą brali udział uczeni z tych wszystkich krajów. Granice powinny być otwarte. Nad Puszczą, swoim domem, latają ptaki i jest to ich dom, i nie wiedzą czy są w Białorusi, czy w Polsce, są u siebie w domu. Po obu stronach granicy żyją tacy sami ludzie. Dlaczego człowiek nie może być tak swobodny jak ptak?

Dlaczego ważne jest badanie roślin?

— Historia roślin związana jest ściśle z historią człowieka. Kiedy poznajemy skąd i kiedy przyszły rośliny, poznajemy też wędrówkę człowieka. Kiedyś żyliśmy w lesie. Później zmieniliśmy otoczenie, ale świat roślin, które nam towarzyszyły przez wieki, pozostał. Dzięki poznawaniu roślin dowiadujemy się, co z nami działo się wcześniej

Co by pan powiedział ludziom, którzy są niechętni badaniom i powiększaniu obszarów chronionych?

— Odpowiem tak: przyroda nigdy nie była przeciw człowiekowi, zawsze ludziom pomagała. Według wierzeń, od czasów pogańskich przyroda jest dla człowieka źródłem wszystkiego i dzięki niej człowiek może cieszyć się zdrowiem. Jeśli jakiś człowiek tego nie rozumie, to jest to człowiek nieszczęśliwy i wówczas przyroda może go pokarać chorobami i na inne sposoby. Mówiąc krótko — im bardziej człowiek od przyrody się oddala, tym więcej spotyka go nieszczęść, a im bliżej niej żyje, tym jest szczęśliwszy. Człowiek nie tylko oddycha powietrzem, ale ma także rozum, który też jest cząstką przyrody. Rozum jest tworem przyrody na drodze ewolucji po to, żeby człowiek rozumiał związki, w jakich ze światem natury żyje. Ten rodzaj rozumu nie jest potrzebny psu, ale jest potrzebny ludziom, którzy podejmują decyzje, politykom. Niekoniecznie nawet naukowcom, bo oni są jak mrówki — pracują. Natomiast ludzie podejmujący decyzje powinni rozumieć, że mają służyć one wszystkim i całej przyrodzie, bo jest to jeden system.

To brzmi dobrze na poziomie ogólnym, ale ludzie powiadają, że chcą żyć na wyższym poziomie, że człowiek jest przecież ważniejszy niż jakieś tam żabki, tymczasem przyrodnicy chcieliby nas, ludzi, zamknąć w rezerwacie...

— Kiedyś ludzie nie mieli takich narzędzi jak dzisiaj. W czasach najdawniejszych nawet tę przyrodę czcili. Stąd przetrwały np. wierzenia w świętość dębów. Dzisiaj żyją inni ludzie i jeśli przyrody nie rozumieją, stają się bardzo niebezpieczni, bo mają narzędzia, jakich nie było kiedyś. Ot, chociażby komputer, przy pomocy którego mogą rozpowszechniać informacje czy stereotypy dalekie od prawdy, powodując jeszcze większe niezrozumienie.

Tylko że ludzie myślą raczej o swoich osobistych korzyściach, a nie o jakiejś tam przyrodzie...

— To egoiści i ludzie małej wiary. Kiedy chodziliśmy po obszarze ochrony ścisłej, znajdowałem dużo gatunków antropogenicznych, zawleczonych przez ludzi. Gdyby nasz stosunek do przyrody był należyty, chronilibyśmy ją przed tym, chociażby zmieniając obuwie wchodząc do lasu pierwotnego, ale to brzmi dla zarozumiałego człowieka jak obraza. Moim zdaniem z parku narodowego nie należy robić parku kultury i wypoczynku, parku rozrywki. To nie ta funkcja. Bardzo mnie smuci to, co dzieje się na przykład w naszym parku narodowym, a podobne tendencje są i po stronie polskiej. Dlatego nie dyrektorzy, a przede wszystkim naukowcy prowadzący badania po obu stronach granicy, powinni ściśle ze sobą współpracować, żeby wyniki badań mogły służyć należytej polityce wobec całej puszczy. Tę wspólną politykę powinny prowadzić dyrekcje po obu stronach. Na razie nie słyszę o takim myśleniu, słyszę tylko o tym, jak z Puszczy Białowieskiej zrobić jeszcze większy ośrodek turystyczny. Co z tego więc, że po naszej stronie mamy duży park narodowy, skoro może on się zmienić w park kultury i wypoczynku. Będzie wyglądał przyzwoicie, z pojemnikami na segregowane odpady na każdym skrzyżowaniu, z wyasfaltowanymi ścieżkami, z licznymi kioskami z pamiątkami, ale przecież nie o to chodzi...

A co w tym złego?

— Antropopresja powoduje, że znikają gatunki. Kiedy ustąpią najrzadsze gatunki, odejdą stąd naukowcy, bo przeniosą się do ciekawszych regionów...

I wielu będzie szczęśliwych, bo nie wszyscy lubią naukowców...

— Tylko że park rozrywki można zrobić wszędzie, a Puszcza Białowieska przestanie być czymś wyjątkowym i wartościowym dla świata. Wie o tym Europa, wie UNESCO. Jeśli to zniszczymy, zakładając w park rozrywki, to przestaniemy być szanowani jako narody cywilizowane. Kulturę krajów cywilizowanych mierzy się tym, jak człowiek odnosi się do dzikiej przyrody. Kiedy w przyrodzie widzimy śmieci — możemy od razu stwierdzić, że kultura jest tam niska. Przekonać trzeba o tym przede wszystkim samorządy, a także polityków na wyższych szczeblach, ośrodki podejmujące decyzje i zarządzające obszarami. To nieustanna, ale najważniejsza praca — przypominanie, że jesteśmy częścią przyrody. Opluwać przyrodę to tak, jakby opluwać własną duszę.

Czy widzi pan szansę na ściślejszą współpracę naukową pomiędzy naszymi krajami?

— Niestety, nie jest z tym łatwo. Nie udało się nawiązać współpracy przy wspólnym projekcie z prof. Cieślińskim, bo moi szefowie nie byli tym zainteresowani. Niestety, niewiele w tych sprawach zależy ode mnie. Cóż, przyjeżdżam więc częściej do Polski, do Białegostoku, i tutaj prowadzę swoje prace badawcze. Biorę urlop i przyjeżdżam do Puszczy Białowieskiej, gdzie odpoczywam wraz ze swoimi przyjaciółmi — komarami i innymi dzikimi gatunkami. I oczywiście z naukowcami. Zawsze mam wolny wybór. W nauce człowiek musi być wolny, bez odgórnego kierowania. Kiedy „góra” nakazuje nam, co powinniśmy badać, to nie jest właściwe dla nauki.

Jaki powinien być naukowiec?

— Naukowiec to — moim zdaniem — człowiek, który dobrze wie, co powinien badać i nikt nie powinien przy tym mieszać. Nie rozumiem, jak naukowiec może działać wbrew interesom przyrody. I oczywiście nauka jest jedna. Politycy mogą budować granice, ale nie naukowcy. Bo nauka to prawda, a jej nie można dzielić. To prawda o wolnej przyrodzie.

Rozmawia pan po białorusku, a przecież w Mińsku mówi się raczej po rosyjsku...

— Tak, po wojnie Mińsk należał do ZSRR i odbudowywali go Rosjanie. Ci ludzie tam zamieszkali, zasymilowali się, tam żyją ich dzieci. Język rosyjski stał się powszechny. Po białorusku rozmawiali ci, którzy przyjeżdżali do Mińska z różnych stron Białorusi, ale oni też przyjmowali język rosyjski. To się powinno zmienić. Kiedy ludzie zaczną mówić po białorusku, to wówczas wrócą do tego języka i urzędnicy, i sam prezydent. Teraz mieszkam w Grodnie i tutaj jest już inna sytuacja, tutaj więcej ludzi pamięta o mowie ojczystej. Polacy i Białorusini powinni się nawzajem rozumieć, a to jest możliwe, kiedy mówimy w swoim języku, po białorusku. Kiedy teraz rozmawiam po białorusku, a ktoś pyta mnie po rosyjsku, to rosyjski odczuwam jako język obcy.

Co pan sądzi na temat białoruskojęzycznych informacji w polskiej części Puszczy Białowieskiej, a polskich po stronie białoruskiej?

— To oczywiste, że takie napisy powinny być! To prawdziwa zagadka, dlaczego ich nie ma, skoro są w wielu innych językach.

Rozmawiał Janusz Korbel

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Czasopis.pl na Facebook