Strona główna » Czasopis » Nr 06/09 (CZERWIEC/ЧЭРВЕНЬ 2009) » Od redaktora
Od redaktora
Jerzy Chmielewski
Kliknij by zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach...

Od kilku miesięcy na łamach „Cz” piszemy o znaczeniu przemian ustrojowych, jakie dokonały się w Polsce po 1989 r., w życiu naszej białoruskiej społeczności. Dziś wydarzenia sprzed dwudziestu lat, zapoczątkowane o dekadę wcześniejszym zrywem I Solidarności, mają już rangę historyczną. Daje się zauważyć, że PRL, jako nazwa polskiego państwa po II wojnie światowej, powoli zanika z użycia, bo modne stało się określanie tamej epoki okresem komunizmu, który upadł — jak umownie przyjęto — 4 czerwca 1989 r. 20 lat, jakie właśnie mijają od tamtej pory, szumnie nazywa się teraz latami wolności. Dla naszej społeczności takie nazewnictwo jest niezrozumiałe, gdyż zniewolenia nikt z nas wtedy specjalnie nie odczuwał. Wręcz przeciwnie, dla większości był to okres społecznego awansu. Do dziś czasy „za komuny” wspominane są przez starsze pokolenie z dużym sentymentem. Dlatego zmiany, jakie zaszły w Polsce po 1989 r., a zaszły ogromne, łatwiej nam jest nazywać po prostu transformacją ustrojową. I pomimo sentymentów oraz utrzymującego się po dziś dzień poczucia niepewności bilans tych zmian także dla nas jest zdecydowanie dodatni. Bo przecież nawet w najbiedniejszych gminach regionu poziom życia jest teraz wyższy niż w czasach PRL. Mówię o tym w opublikowanym w tym numerze wywiadzie, jakiego jeszcze zimą udzieliłem uczennicom jednego z białostockich liceów. Podobne rozmowy przeprowadziły one jeszcze z innymi osobami z naszego środowiska. Wyłania się z nich nieco inny obraz rzeczywistości przed 1989 r. i późniejszych przemian, niż przedstawiany teraz w mediach. Nie tak radykalny. A już w ogóle nie pasuje on do więzienno-pacyfikacyjnego wizerunku PRL, malowanego przez IPN.

Niedzielę 4 czerwca 1989 r. pamiętam jak dziś. Kończyłem właśnie białostocką politechnikę i niebawem miałem opuszczać jej mury z dyplomem inżyniera elektryka w kieszeni. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w wyuczonym zawodzie nie będzie mi dane pracować. Wszystkim wokół udzielała się atmosfera rozpalonych nadziei. Byłem wówczas przewodniczącym uczelnianego koła Białoruskiego Zrzeszenia Studentów. Wspólnie z kolegami rozklejaliśmy po mieście plakaty NASZYCH kandydatów — Eugeniusza Mironowicza do Sejmu i Sokrata Janowicza do Senatu („Пра нашы справы будзем гаварыць самі!”). Tydzień przed głosowaniem byłem w zwierzynieckim parku na wiecu przedwyborczym opozycji, startującej wówczas jako Komitet Obywatelski „Solidarność”. Takie tłumy widziałem potem w Białymstoku tylko podczas wizyty papieża. Wtedy, w ostatnią niedzielę maja, do głosowania na opozycyjnych kandydatów do kontraktowego jeszcze Sejmu i już całkowicie wolnego Senatu zachęcał znany polski satyryk Jan Pietrzak. Jego „Żeby Polska była Polską” wielotysięczny tłum śpiewał z ogromnym entuzjazmem. Rozdawano kartki, na których kandydatom można było zadawać pytania. Napisałem i ja. Pamiętam, upomniałem się o Sokrata Janowicza i zapytałem, dlaczego Solidarność w tych wyborach odcięła się od naszej mniejszości. Do dziś mało kto wie, że sztab KO w Warszawie naciskał na Białystok, by Janowicz był jednym z dwóch kandydatów opozycji z ówczesnego województwa białostockiego. Miejscowi działacze stanęli jednak okoniem, nie dali się przekonać nawet legendarnemu Jackowi Kuroniowi. Gdyby nie to, Janowicz zostałby senatorem, gdyż dla opozycji nie tyle były to wybory, co ogólnopolski, z góry wygrany, plebiscyt. Dzięki temu napięte relacje polsko-białoruskie na Białostocczyźnie na pewno uległyby rozmiękczeniu. Niestety, tak się nie stało. Przywiezione z Warszawy kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy odezwy Lecha Wałęsy do mniejszości — wcześniej przetłumaczonej ekspresowo na białoruski przez Janowicza — w większości... spalono w jednej z białostockich kotłowni.

Wtedy, w zwierzynieckim parku, przyszły poseł (jak się okazało także kilku następnych kadencji) Krzysztof Putra zdawał się rozumieć ten błąd. Odpowiedź na zadane przeze mnie pytanie zaczął słowami: „Bracia Białorusini!...”. O Sokracie Janowiczu powiedział — pamiętam — że jest „niezwykle mądrym człowiekiem i antykomunistą”. — Ale my też mamy mądrych kandydatów — kontynuował prowadzący wiec i zapowiedział występ kolejnego wykonawcy, który podgrzewał patriotyczny nastrój w polsko-katolickim wydaniu.

Chociaż w ciągu minionych dwudziestu lat pod względem materialnym życie większości z nas wyraźnie się poprawiło, to wciąż daleko nam jeszcze do ekonomicznego dobrobytu, takiego jak na Zachodzie. Nie to jest jednak najważniejsze dla tożsamości naszej mniejszości, bo wzrost — powolny, to powolny, ale jednak — zamożności nie idzie jakoś w parze z umacnianiem się poczucia odrębności i świadomości, że mamy inne niż polskie korzenie. Bogactwo naszej tradycji zostało jednak w końcu w regionie zauważone, także przez jego władze. Trochę za późno, gdyż ta promocja coraz bardziej tchnie skansenem.

W połowie maja byłem oto na prezentacji podlaskich gmin na placu przed Teatrem Wielkim w Warszawie. Ta impreza rokrocznie w stolicy wzbudza spore zainteresowanie i potwierdza, że nasze województwo na zewnątrz postrzegane jest — jakżeby inaczej — jako „kresowe”, z wyraźną dominacją białoruskości. W tym roku rej wiodły gminy Gródek i Orla. Przy ich stoiskach pełnych swojskiego jadła, tudzież trunków i ludowego rękodzieła, przygrywały białoruskie kapele, śpiewały chóry. Orla pokazała się z nowym zespołem „Werwoczki”, wykonującym ludowe pieśni w miejscowej gwarze. Na podobną wschodnią nutę śpiewały nawet zespoły z odległych od nas gmin, jak zasuwalski Filipów. Tylko słowa piosenek były polskie, chociaż nie do końca (...czarne oczka, czarne oczka, jak treba / ożenić się już trzeba, już trzeba).

O autentyzm kulturowy będzie już u nas coraz trudniej. Jak większość polskiego społeczeństwa my także nową rzeczywistością trochę się zachłysnęliśmy. Wykorzystując nowoczesne technologie nierozważnie w dużym stopniu zburzyliśmy już swój tradycyjny krajobraz. Na szczęście coraz więcej z nas to sobie uświadamia. Dlatego można mieć nadzieję, że dawny charakter naszych wsi i miasteczek w jakimś stopniu uda się jeszcze odbudować i przekazać następnym pokoleniom.

Выглядае на тое, што і Беларусь — ці хоча гэтага, ці не — паверне на шлях, які Польшча абрала дваццаць гадоў таму назад. Калі не ў палітычным, то напэўна ў эканамічна-цывілізацыйным вымярэнні. Гледзячы на падзеі і перамены, якія адбыліся на працягу мінулых двух-трох дзесяцігоддзяў у нашым кутку Еўропы можна заўважыць адну аналогію. Ва ўсіх краінах, якія памянялі дзяржаўны лад, спярша або падчас трансфармацыі пабываў рымскі папа. Так было з Польшчай, Літвой, Украінай... І вось некалькі тыдняў таму запрашэнне наведаць Беларусь рымскаму папу завёз у Ватыкан сам кіраўнік дзяржавы Аляксандр Лукашэнка. Гэта, вядома, яшчэ не абазначае, што пасля пілігрымкі папы ў Беларусі адразу адбудуцца палітычныя перамены. Але напэўна будзе гэта вялікая падзея, якая пацягне радзіму нашых суродзічаў у Еўропу. Аляксандр Лукашэнка такі выбар ужо зрабіў далучаючыся і да Усходняга партнёрства Еўразвязу. Не абазначае гэта, аднак, што тым самым Беларусь адвернецца ад Расеі. Такое проста немагчымае па эканамічных і палітычных прычынах. І калі нават гэтыя сувязі з часам

будуць аслабляцца, то, на жаль, у культурна-тоесным вымярэнні ўжо дашчэнту абруселая Беларусь будзе рабіцца яшчэ больш рускай, хаця мабыць не расійскай. Лукашэнка рымскаму папу завёз жа не беларускі Альфабэт, але рускі Буквар. І то насуперак нават Каталіцкаму касцёлу, які ў Беларусі ў значнай ступені толькі што перайшоў на беларускую менавіта мову.

Kliknij, by wyświetlić formularz...Kliknij, by ukryć formularz... Napisz komentarz
  • Wymagane pola zostały oznaczone *.
  • Komentarze są publikowane po przeczytaniu przez moderatora serwisu.
  • Prosimy Państwa o staranne wpisywanie adresów e-mailowych — Państwa adresy nie są ani publikowane, ani komukolwiek ujawniane, jednakże w niektórych przypadkach prawidłowy e-mail jest nam niezbędny do wyjaśnienia z autorem kwestii, które mogą budzić nasze wątpliwości w nadesłanym przez niego komentarzu.
  • Moderator jest w 100% człowiekiem, a nie programem komputerowym, więc publikacja może potrwać czas jakiś — cierpliwości.
  • Komentarze nie na temat — jest on zadany przez powyższy artykuł — będą odrzucane.

* Kod:
 
Wpisz ten kod (dwie litery i dwie cyfry) w odpowiednie pole formularza podczas wysyłania komentarza. Jeśli nie możesz go odczytać, spróbuj wygenerować inny...
Czasopis.pl na Facebook