Kiedy wyjechaliśmy na niewielkie wzniesienie, z którego od dzieciństwa oglądałem panoramę rozległej doliny rzecznej, z wtopionymi harmonijnie liniami wsi i liniami drzew, wyznaczających drogi biegnące przez mozaikę pól, moim oczom ukazał się zupełnie nowy krajobraz — płaski, odsłonięty, bezdrzewny. Z rozebranego przed kilkunastu laty dworku pobliskiego majątku pozostały cztery kolumienki z dawnego portyku, a między nimi pasły się w lecie unijne krowy z żółtymi plastikami w uszach. Drzew w alei prowadzącej do nieistniejącego dzisiaj dworku powoli ubywa. Nawet na cmentarzu zostało już tylko pięć ostatnich drzew. Pamiętam z dzieciństwa wielkie drzewa przy wejściu na cmentarz, a pod nimi żeliwne krzyże prawosławne. Tych grobów wówczas już nikt nie odwiedzał. Kilkanaście lat temu drzew już nie zastałem, a jeden z krzyży, chyba ostatni, leżał ułamany i wyrzucony na stertę śmieci przed bramą cmentarną. W otoczeniu dużych, geometrycznych, murowanych domów, takich samych jak na przedmieściach wszystkich polskich miast, ktoś postawił wiatrak. Wygląda zaskakująco w takim kontekście. Za to widok spod niego rozpościera się szeroki, niczym nie przysłonięty.
Zmiany są nieuchronne. Czy jest jeszcze miejsce na architekturę krajobrazu? Jaka jest dzisiaj rola architektury? W renesansie architekt z szeregów rzemieślników wstąpił do grona artystów. Idee architektury jako sztuki próbowały łączyć aspekt technologiczny z aspektem poetyckim. Dom, jako dzieło architektury i krajobraz, jako dzieło świadomego kształtowania otoczenia, dającego poczucie tożsamości, regionalizmu, tworzący szacunek do regionalnej specyfiki, swoisty patriotyzm miejsca, łączy najbardziej wszechstronnie różne aspekty naszego życia. Im bliżej wsi, tym bardziej z obszaru sztuki architektura przesuwała się do obszaru użyteczności, bo bieda zawsze była matką funkcjonalności. Kiedy nastała rewolucja w technologii i materiałach, a proces globalizacji zatarł różnice regionalne, architektura stała się z powrotem budownictwem, a zawód architekta się spauperyzował i rozmył, bo większości projektów wszak nie robią architekci lub są one projektami z katalogów, a nie wynikają z uwarunkowań miejsca. W miarę zasobności inwestora pojawiają się jednak pretensje do estetyki, „sztuki”, tyle, że rodem z kolorowych magazynów i seriali telewizyjnych. Krajobraz gdzieś całkowicie zgubiliśmy. Kończy się na granicach własnej działki. A jednak to architektura krajobrazu i budynków łączy różne aspekty życia, „antropologiczne, społeczne, ekonomiczne, estetyczno-artystyczne itd.” — jak napisała Elżbieta Gieysztor-Miłobędzka.
Zatrzymałem samochód na wzniesieniu, w pobliżu jakiegoś zagłębienia przy dawnym siedlisku, dzisiaj wypełnionym śmieciami i patrząc na rozległy, szary krajobraz, pozbawiony drzew, czując jeszcze zapach spalenizny wypalonych traw na poboczu, zastanawiałem się, jakich możliwości, gustów, jakiego stosunku do otoczenia jest wyrazem ten pejzaż? To jest mój krajobraz w czasach szybkich zmian. Jest jak otwarta księga: pokazuje różne procesy, które mnie też dotyczą. Domy w tym otoczeniu pokazują, do czego dążymy, za czym tęsknimy, czy chcemy uchodzić za kogoś innego niż jesteśmy? Czy w ogóle za kogoś chcemy uchodzić?


Komentarz #1 wysłany 2010-09-15, 23:11:59
Komentarz #2 wysłany 2011-04-22, 13:58:08