My, Białorusini, zachowaliśmy naszą prastarą słowiańskość do momentu masowego wyskoczenia z wiosek. Świętowaliśmy to, co było wcześniej świętowane. Mieliśmy przed chrześcijaństwem i stypę, i swadźbę, i chrzest, i kolędę, i paschę, i dożynki, i chrzciny, i melodie zabalanek, kałychanek, drażniłek i piosenek — tak sądzą współcześni badacze. Poznaliśmy greckość, kontynuując słowiańskość.
My, polscy Białorusini, jesteśmy słowiańskim skarbem Polski. Czy jesteśmy, czy tylko byliśmy? Nigdy nie byliśmy męczący dla większości. Szliśmy przez życie jak mówiona wielogłosowa książka i tej książki prawie nie ma. Prawosławie nas nie przeinaczało. Nie było i nie jest ludowe. To dojrzały, elitarny rodzaj chrześcijaństwa i w tej właśnie postaci zostało przyjęte. Nie było nigdy czegoś takiego jak Cesarstwo Bizantyjskie — było Cesarstwo Rzymskie, Zachodnie i Wschodnie. Ta gorliwa sztuczka nadrozdarcia powielana jest w podręcznikach i wszędzie. To, co się nazywa prawosławiem, jest w istocie greckie ze Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego, zwanego po grecku Basileja ton Romajon aż do swego upadku. Stała się taka rzecz: organy ze Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego przewędrowały do Zachodu, a zachodni śpiew do Wschodu. Można było doskonalić liturgię w sensie rozwijania sakralnej zachodniej sztuki śpiewu, a także greckiego obrazu, i czyniono to. Liturgia to nie śpiewanie w stylu jak cię mogę, a jak nie mogę, to przez nogę — to uprawianie muzyki symfonicznej przy pomocy samych strun głosowych na słuchu, który musi być absolutny, dodajmy jeszcze równie wyrafinowaną muzykę na wielu dzwonach — ten rodzaj muzyki przewędrował z Cesarstwa Rzymskiego Zachodniego do Wschodniego — przenikanie się łacińskości i i greckości przy braku uprzedzeń, jak widać, wzbogaca wzajemnie — muzyka organowa nie była łacińska, łacińska była muzyka na dzwonach; dodajmy jeszcze bardziej wyrafinowany odważny intelektualizm typu sokratesowskiego w postaci saloityzmu, czyli walenia prosto z mostu w sprawach zasadniczych państwowo-życiowych — to przetrwało w mentalności wyznawców; dodajmy brak dewocji; dodajmy obnażanie prawdy ducha w liturgii, co zwało się z grecka aleteją i dodajmy chwilę aletei jako autentyczne przeżycie sztuki dotknięcia tego, co pozaludzkie. Tak dodawać możemy bez końca. Wszystko to zaspokajało nasze potrzeby duchowo-kosmologiczne, identyczne z potrzebami człowieka na całej ziemi i nie były to potrzeby z góry założone jako łacińskie czy bizantyjskie. Nie przeinaczało nas nasze prawosławie, ale też nie wzmacniało w nas pierwiastka białoruskiego, a gdyby wzmacniało, byłoby prawdziwie ludowe. Obecnie prawosławie w Polsce jest wyznaniem w pełni widocznym jako elitarne, inteligencko-miejskie, ponieważ jest elitarne jako kosmologiczne, jako takie — w istocie grecko-filozoficzne. A jesteśmy obecni jakoś pokątnie. Jesteśmy ostatnimi ludźmi, którzy rozumieją SCS w wersji liturgicznej. To nie jest klasyczny SCS i my go rozumiemy w całości. To coś daje — słowiańską umysłową zwinność. Jesteśmy jeszcze zwinni w rozumieniu naszej słowiańskiej starości. Jesteśmy wsłuchani nie w tę, co trzeba stronę?
Istotą prawosławia pozostaje brak sakralizacji narodu, czyli podciągania kategorii ludowości do znaczeń politycznych, nacjonalistycznych, w istocie dziewiętnastowiecznych. Kazania oczywiście powinno się było głosić po białorusku — w odpowiednim czasie, kiedy żyliśmy tłumnie w wioskach i miasteczkach. Teraz w grę wchodzą inne języki — każdy język wiernych, przeniesionych.
Bardziej archaiczna i bardziej ludowa jest liturgia unicka — w brzmieniu przypomina liturgię starowierów połączoną z ludową żarliwością. W tym roku nie mogłam pójść na bożonarodzeniowe nabożeństwo, rozbolał mnie kręgosłup, więc włączyłam telewizję rosyjską, transmisję wsienoszcznej, ale z powodu zimowej zadymy zacinało wizję i fonię, i wtedy natknęłam się na Radio Olsztyn w telewizorze, na radiową transmisję grekokatolickiej wsienoszcznej — zaczęłam słuchać i wciągnęłam się. Niesamowity był recytatyw Ojcze Nasz na wdechu z końcowym śpiewnym zaokrągleniem frazy. Niesamowity recytatyw Credo na wdechu — z przerwami na śpiewne zaokrąglenie frazy. W ogóle niesamowite nabożeństwo. Powiedziałabym: źródłowe. Szczere. Wciągające. Ograniczone zostało jednak do Ukraińców, czyli sakralizuje naród. Nie nasz, sąsiedzki.
Szkoda, że unicka szlachta białoruska po likwidacji unii uciekła do kościoła rzymskiego. Co tam wniosła? Nic. Nasza szlachta nas zdradziła. I nasza własna szlachta nas kolonizowała. Też mi reakcja na zaborcę Rosję: uciec od białoruskości, stać się Polakami i modlić się po łacinie, i kolonizować swój lud. Ładnie. To z tego powodu, z powodu opuszczenia ludu przez unicką szlachtę, prawosławie zaczęło być traktowane jako ludowe, wiara chłopów, ponieważ to chłopi zostali przy wschodniej liturgii — pragnienie łączności z Rzymem znalazło się zatem poza granicami pragnienia kosmologicznego. Tak czy inaczej, mieliśmy bezdennie głupią szlachtę, która nas porzuciła i od dawna nie mamy związku z kimś, kto stoi wyżej w społeczeństwie klasowym; na Białorusi ten związek został scedowany na baćków sowieckich, ale u nas nie; u nas jesteśmy egalitarni od wieków. No i mamy te bezdennie głupie stereotypy na temat prawosławia. Nawiasem mówiąc: chciałam wejść na internetową stronę Związku Szlachty na Białorusi, ale ona się nie otwiera. Chciałabym wiedzieć, co dla białoruskości (nie dla kółka wzajemnej adoracji i adoracji forsy) dziś nasza szlachta zamierza zrobić. Dlaczego szlachta musi zawsze roztrąbić ojczyznę na tych terenach? Ale coś jeszcze: część naszej szlachty została schłopiona przez fakt odmowy „antyruskiej” ucieczki do rzymskiego katolicyzmu. To w ogóle nie tak, że prawosławie zostało wyłącznie przy chłopach. Przy chłopach została część szlachty i odtąd byliśmy razem, właśnie egalitarnie, w poziomie, jak trawa, pole i kąkole.
Co do grekokatolicyzmu — łączność z Rzymem nie czyni z Kościoła prawosławnego Kościoła rzymsko-łacińskiego! Jesteśmy ze Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego, które miało wygląd grecki. Prawosławie to głębia duchowa całego chrześcijaństwa. Rzymski katolicyzm jest solidnie rozbudowany jako instytucja polityczna, z własnym państwem, a przez to pierwiastek kosmologiczny trwa w stałym zagrożeniu atrofią — dziś nieustannie słyszy się, że „ruguje się z Boga”, że „jest w kryzysie”, że „duchowni chcą wszędzie państw wyznaniowych”, a myśliciele mówią, że „polska wiara” obecnie to wiara bezwierzeniowa wskutek atrofii duchowej. Prawosławie oskarża Kościół rzymski o prozelityzm. Nie wiem, jak jest obecnie żywotny. Wiem, że w trakcie rozmów o jedności występują tendencje do „poprawiania” tradycji greckiej. Sprawa jedności Kościołów, czyli przywrócenie wzajemnej łączności grekorzymskiej, byłaby do rzetelnego obgadania i pomyślnego „załatwienia” tylko pod warunkiem: chcemy zostawienia nam naszej greckiej kosmologii, w całości, z tą charakterystyczną cechą tej całości — brakiem instytucji i z całą tradycją oraz komunią pod dwiema postaciami. Wszyscy jesteśmy z jednego Cesarstwa Rzymskiego — dziś badacze tożsamości chrześcijan są co do tego zgodni. Powtórzę: nie było „Cesarstwa Bizantyjskiego”, a ci, których dziś nazywa się Bizantyjczykami, nazywali siebie Rzymianami, Romajami. Po co dalej ciągnąć paplanie o wrogiej rozdzielności rzymsko-bizantyjskiej i kierować bizantyjskość w stronę gorszości, kiedy to była jednia? Rywalizujemy o prymat „lepszej rzymskości”, koniecznie łacińskiej? A nie można nie dać sobie amputować drugiego płuca? Jak długo można się zaciągać duchem w jedno płuco i myśleć, że wytrzyma? Nie można chronić drugiego płuca? Owszem, wykształciło się państwo bizantyjskie ze wschodnich ziem Cesarstwa Rzymskiego — państwo, nie cesarstwo, ale potem zjedli je Turcy. Zjadł islam. Co, nie smakowało nasze drugie płuco? Trzeba było naszą wspaniałą Hagia Sofię uzdatnić, przerobić, doprawić? My, Białorusini, nie jesteśmy Bizantyjczykami, jesteśmy Romajami. Do państwa bizantyjskiego (ale wciąż jako Rzymu, „nowego Rzymu”) odwoływało się prawosławie w Rosji. Wyjęło i przeniosło jak skarb to, co było zjadane przez islam, a zwało się wciąż Basileja ton Romajon. Takie słowa jak „Bizancjum”, „Bizatyjczycy”, „bizantyjskie” zacierają nasz rodowód — równoprawną greckość z Basileja ton Romajon. To nie tak, że mam kompleks bizantyjski. Chcę ustawić prawosławie na źródłowym miejscu — jako przynależne przecież nie wyłącznie Rosji. Słowa „Bizancjum” nadużywa się w złym znaczeniu, poprzez pejoratyzację.
Rzymski katolicyzm sakralizuje naród polski, czy to u nas, czy to na Białorusi, a narodu Białorusinów nie sakralizuje w ogóle. Chcąc nie chcąc stajemy się Polakami poprzez to wyznanie.
Konflikt kościoła i wiernych. Niemal każdy ksiądz jest za coś obgadywany niemal w każdym katolickim domu! Tak nie można! Tak się dzieje! Dlaczego tak się dzieje? Ksiądz podlega obserwacji moralnej: widzi się go jako wzór osoby niezakłamanej. Stopień konfliktu jest dziś jaskrawo obecny poprzez stopień antyklerykalizmu w domach, a ten się nasila i jest to sytuacja skrajnie kryzysowa.
Kościół rzymskokatolicki szczególnie w Polsce, popadając w nieustanne konflikty z wiernymi, o czym wspomniałam, a znam ten problem z autopsji — wierni dosłownie nie zostawiają suchej nitki na biskupach i duchownych, ostatecznie powoduje zmęczenie wiernych, a przy tym przecież sami wierni męczą kościół. Kościół ciągle jest podejrzewany o ciągoty do budowy państwa wyznaniowego — zawłaszczania każdego kąta w państwie z pozycji władzy totalnej.

