Sąsiedzi z Lublina widziani
Lublinianie kochają Białorusinów nie mniej ani więcej niż reszta Polaków, ale czasem przypominają sobie o swoich sąsiadach w sposób szczególny. Dowodem tego jest wydany niedawno piąty numer dwumiesięcznika Lublin. Kultura i społeczeństwo (nr 5-6, wrzesień — grudzień 2008), prawie w całości poświęcony historii, literaturze i kulturze białoruskiej w różnych odsłonach. Tu czytelnik znajdzie trochę mądrości i trochę ironii, poezji i prozy, dokumenty i relacje, wyliczanki nazwisk poetów i niepoetów, garść zdjęć potrzebnych i portrety wieszczów, wschodni patos z drwiną artysty. Przed redakcją pisma stało niełatwe zadanie wyboru tego, co w białoruskiej kulturze promować warto, co należy odkrywać, co drukować, stąd różnorodność prezentowanych tu tekstów, która dla jednych jest wadą, bo wprowadza chaos i przypadkowość, dla innych zaletą, bo ukazuje jedynie wybrane, godne uwagi, fragmenty białoruskiej rzeczywistości. Trzeba przyznać, że ten, kto szuka w białoruskiej kulturze tego co wartościowe i piękne, często błądzi po omacku, tym bardziej więc należy docenić trud włożony w przygotowanie białoruskiego numeru.
Najpierw znajdzie wiersze Franciszka Skaryny, żeby nie grzeszyć, rodziców szanować, dołków pod nikim nie kopać, a przede wszystkim ziemię swoją miłować. Potem Eugeniusza Kabatca, który opowiada o swojej książce Czarnoruska kronika trędowatych, o swoim rodzinnym Wołkowysku, sytuacji Polaków na Białorusi, którzy nie znajdują w sobie wyrazistej, określonej do końca tożsamości, wreszcie o polityce i historii. To budujące, że przychodzi taki moment w życiu człowieka, że już nie musi się na nikogo kreować, nikogo udawać, niczego ubarwiać i może mówić o sobie tak po prostu, jakby opowiadał wnukom o sprawach, którymi żyje od lat, które go fascynują i które pozwalają mu nazywać rzeczy po imieniu, bez obaw o brak dyplomacji.
W piśmie przeczytamy również obszerną relację z wystawy Nasi sąsiedzi — Białoruś, która odbyła się w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie. Ta interesująca ekspozycja prezentowała ziemie białoruskie, ich historię i współczesność w oparciu o przewodniki, opracowania, pamiętniki, artykuły prasowe, pocztówki, znaczki, banknoty i bilety. Jej autorki, Agata Kozioł oraz Marta Tomasik, szczególne miejsce poświęciły mniejszości polskiej na Białorusi. Na wystawie zaprezentowano zarówno opracowania dotyczące dzisiejszej sytuacji mniejszości, jak i liczne prace poświęcone okresowi powojennemu. Osobną ekspozycję stanowiły działy dotyczące stosunków polsko-białoruskich, związku samego Lublina z Białorusią (tu prezentowane były opracowania i dokumenty związane z Euroregionem Bug), rozwoju turystyki na Białoruś, a także prawosławia, etnografii, sztuki białoruskiej, języka. Oglądając tę wystawę można było odnieść wrażenie, że jest się w niewłaściwym miejscu, bo przecież powinna to być Hajnówka. Tylko Hajnówka.
Istotne miejsce w piśmie zajmuje proza i poezja Uładzimira Karatkiewicza w świetnych przekładach Wojciecha Pestki, Jazepa Januszkiewicza i Bogdana Knopa, a także teksty o tematyce historycznej (W.Wardowki, Wyprawa mozyrska — heroiczna walka o Białoruś), literackiej (S. Kowalow, Idea Unii w zwierciadle poezji, J. Januszkiewicz „Ty jesteś skałą...” lub szczyty ducha na które nie ma zapotrzebowania, S. Špokevičius, W. Piotrowicz, Studium o przyczynie śmierci Adama Mickiewicza, A. Strzałkowska, Krótki przewodnik po białoruskich powieściach kryminalnych), kulturowej (P. Gajew, Mickiewicz na pomnikach, R. Šalna, Krótka historia powstania pomników Adama Mickiewicza na Litwie). Z zainteresowaniem czyta się również wiersze, poematy i opowieści Uładzimira Niaklajewa w przekładach Czesława Seniucha i Wojciecha Pestki. Na uwagę zasługuje także napisana specjalny do tego numeru bajka Filipek Siarhieja Kowalowa, a także proza goszczącego niedawno w Lublinie Anatola Krejdzicza.
Dwumiesięcznik wydaje Lubelski Oddział Stowarzyszenia Pisarzy Polskich dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Miasta Lublin, numer można zamówić drogą telefoniczną (081-741 63 57) lub elektroniczną: froncze@wp.pl.
U biłoruśkum teatrovi absurdu
Альгерд Бахарэвіч, „Праклятыя госьці сталіцы”, Мінск, Выдавец І. П. Логвінаў, 2008, 228 стар.
U Vrocłavi v minułum roci, u seryji perekładuv Kolegium Europy Wschodniej, vyjšli opovjadania Alhierda Bachareviča „Talent do jąkania się”. Usiêch, chto lubit dobru literaturu, ja horačo namovlaju ne polinovatisie i zdobyti siêtu knižku — vona dvuchmovna, okrum perekładuv tam i biłoruśki oryginały. Knižka važna šče i tomu, što vona — perše zahranične knižne vydanie 33-liêtnioho piśmennika, kotory v Minśku vže pospiêv opublikovati štyry knižki. Jak dla mene, to Bacharevič — najvažniêjšy biłoruśki piśmennik mołodoho pokoliênia, kotory stojit na porozi velikoji słavy i šyrokoho, europejśkoho pryznania.
Dostati knižku „Праклятыя госьці сталіцы”*, pro jakuju ja choču ode napisati paru słôv, bude namnôho tiažêj — vona vyjšła nakładom 300 ekzemplaruv (takije teper nakłady biłoruśkich knižok u Minśku). A siêta knižka bačytsie mniê jakraz najbôlš odpoviêdnioju dla čytača, kotory choče doznatisie čohoś istotnoho pro prozu Bacharevič i ne rozčarovatisie z peršoho pudychodu. Knižka maje svojiê braki i słabyje mistia. Ale braki i słabyje mistia v dobroho piśmennika — to často nedosiahalny rečy dla słaboho.
„Праклятыя госьці сталіцы” — roman pro teatr, kotory v horodi podôbnum do Minśka zakładaje tajemničy personaž Nazar Minus. Minus bere v arendu koliśni kinoteatr imja Ždanova, stavlaje tam napuvprozrystu stinu, čerez kotoru vôn može bačyti scenu i tych, chto v sali hledačôv (a vony joho niê), i nabiraje sobiê kilkuosobovu grupu hledačov, z kotorymi bude divitisie na svojiê spektakli. A potum najmaje salu na raznoho rodu „imprezy” — promociju „likarstva na vsiê chvoroby”, konkurs krasy dla divčeniat z jakojiś zadrypanoji fabryki, zjiêzd opozicijnoji partyji, rock-koncert, etc. — i zo svojimi hledačami, jakije perejšli na bôk joho realnosti, nahladaje z-za svojeji stiny za spektaklami absurdu z toji druhoji realnosti, to značyt, z našoho nibyto realnoho žytia. Chto je napravdu aktorom, a što hledačom u siêtum absurdalnum sviêti — that is the question, jak chtoś uže koliś skazav.
To jakraz typovy Bacharevič, kotory pohovoruje, što lubit čytati Vladimira Nabokova i včytisie pisati od joho. Nabokov byv entomologom i lubiv prykołuvati svojiê puddosliêdny ekzemplary pered tym, jak jich opisati. Bacharevič robit štoś podôbne, stavlajučy napuvprozrystu stinu pomiž svojimi očyma i tym, na što vony divlatsie. U joho nema miêstia na štoś, što možna było b nazvati compassion abo, koli vžyti słova z ulublanoji Bacharevičom nimećkoji movy, Mitgefühl. Dekoraciji rozstavlany, maryjonetki na miêsti, usiê nitki trymaje autor, pro što vôn ne dozvalaje nam ni na chvilu zabyti. O jak kunčajetsie opisanie rock-koncertu v teatrovi Nazara Minusa: „Ён [rock-vokalist] засьпяваў, не прыбіраючы свайго трывожнага пальца, паўтарыў аўтаматычна словы, утаропіўшыся з цудоўна ўдаваным жахам у самы канец залі, і ўсё паказваў туды, нібы там, за сьцяной, хаваўся прывід, здань, мроя, непатрэбнае закрэсьліць.”
Bôh, los, tato z mamoju (nepotrêbne zakresliti) dali Bacharevičovi rêdki dar zapisuvania słôv na vmirajuščuj movi, kotora šče ne pospiêła vykazati sebe samoji. Było b velmi škoda, koli b vôn skorystav siêty dar tôlko na prykołuvanie ludśkich komašok i rozhladanie jich čerez lupu abo mikroskop.
Takie jest zapotrzebowanie
Rozmowa z Mariuszem Chorużym, kierownikiem zespołu estradowego „Kalinka” z Załuk w gm. Gródek, który zdobył w swej kategorii I miejsce na festiwalu piosenki białoruskiej w Białymstoku.
Z jakich głównie pobudek powstają u nas od czasu do czasu nowe zespoły śpiewające popularne piosenki białoruskie? Czy ten rynek muzyczny, czyli głównie oprawa swojskich imprez (najczęściej wesel) rozwija się, czy kurczy?
— Myślę, że w większości przypadków nowo powstające grupy są odpowiedzią na zapotrzebowanie słuchaczy na taki gatunek muzyczny. Nieważne, jaką formę przyjmują — zespołu weselnego, grupy folklorystycznej. czy typowego chóru. Każda z nich jest kultywowaniem białoruskich tradycji muzycznych, czyli bardzo potrzebna. Pod jednym wszakże warunkiem — śpiewanie i granie musi mieć dobrą jakość wykonania. Trudno powiedzieć, czy ten rynek się kurczy, czy rozwija. Z pewnością stanowi alternatywę w stosunku do monotonnej pop-sieczki, która płynie do nas codziennie z odbiorników radiowych i telewizyjnych. Coraz częściej obserwuję tzw. „powrót do korzeni” wśród młodych ludzi. Świetnie się bawią na imprezach z muzyką białoruską. To dobrze rokuje na przyszłość.
Nietrudno zauważyć, że większość naszych białoruskich zespołów estradowych w swoim repertuarze ma od lat te same piosenki, tylko niektóre nagrywają wciąż nowe. Ta monotonia płynąca z głośników radiowych odbija się niekorzystnie na kulturze białoruskiej prowadząc do spowszednienia naszej muzyki. Jak temu można zaradzić?
— To dosyć złożony problem, którego przyczyna leży raczej po stronie słuchaczy. Dzisiejszy szybki styl życia wymusza też prostotę muzyki. Ludzie nie chcą, albo nie mają czasu zastanowić się nad jakością słuchanych utworów. Wsiadają do samochodu, włączają odtwarzacz i „byle coś grało”. Stąd sporo zespołów — amatorów dzięki takiemu podejściu słuchaczy znajduje swoje miejsce na naszej białoruskiej scenie muzycznej. To oczywiście niekorzystnie wpływa to na wizerunek kultury białoruskiej. Recepta na ten problem jest jedna. Publiczność sama musi chcieć czegoś lepszego, wtedy rynek zespołów sam się zweryfikuje, a muzyka białoruska zyska na wartości.
Kiedy można będzie posłuchać „Kalinki” z płyty?
— Wszystko wskazuje na to, że w przeciągu dwóch miesięcy. Nagrania w studiu mamy już za sobą. Teraz jesteśmy na etapie prac związanych z wydaniem płyty.
