U ciahniku Biełastok-Harodnia čytała ja artykuł J. Sulžyka pra... padarožža Biełastok-Harodnia. Uźnikła uražańnie, što Harodnia (i zaadno — Biełaruś) niejk niaǔtulnaja, niejk niepryvietlivaja, niejk čužaja. Što dobra tam pabyć, a ǔsio taki jašče lepš adtul viarnucca.
A ja naadvarot, ja ǔsia ǔ knižkach siadžu ǔ Biełastoku, redka viartajusia dadomu (bo navuka, bo škoła), redka razmaǔlaju pa-biełarusku, chiba kali baćka patelefanuje. Redka mahu pajści ǔ biełaruski teatar, chiba kali taki pryjedzie ǔ Biełastok. Zredku kancerty, niašmat pa-biełarusku čytaju... i tak užo mocna-mocna chočacca biełaruskaści, tak šalona pa-maładomu chočacca samabiełarusizavacca, tak ciahnie mianie pajechać u Biełaruś, nadychacca hetym, čaho ǔ mianie niama!
I jedu.
La vakzała ǔ Harodni vitaje mianie taksist, jaki pytajecca pa-rasiejsku, ci nie zanadta chutka ja razvučyłasia rasiejskaj movy ǔ Polščy. Potym ludzi buduć albo złavacca, što nie razmaǔlaju pa-rasiejsku, albo mianie pryncypova nie razumieć (bo, maǔlaǔ, „harbata”?! Što takoje harbata? Nu dyk gavarycie „čaj”), albo mnoju zachaplacca — biełaruskamoǔnaja dziaǔčynka — dzie jana ǔ Polščy znajšłasia takaja, brava, brava. A jašče da mianie źviartacca ahulna — „Vy, palaki”.
Ja sama šmat čaho nie razumieju z taho, pra što ludzi na vulicy havorać (rasiejskaj movy nie vyvučała). Nie razumieju, što heta „Słužba byta”. Čamu ǔ telefonnym aǔtamacie mušu pacisnuć „Otviet”, kab mianie čuli. Čamu kartu SIM mahu nabyć tolki ǔ siadzibie apieratara i tolki tady, kali pradstaǔlu svoj pašpart? Čamu ǔ kasie teatra žančyna za samy „dziešovyj” kvitok choča ad mianie ǔ dziesiać razoǔ bolej čym pavinna?
U Minsku ekzotyka na kožnym kroku — Lenin, univiermahi jak biełastocki Central z časoǔ majho dziaciństva, „Podvigu naroda žyć v viekach”. Praspiekt Niezaležnaści aśvietleny pa-śviatočnamu vyhladaje jak Rio de Janeira. Na jaho kancy nacyjanalnaja biblijateka što ǔdzień nahadvaje šalonych raźmieraǔ dziciačuju cacku nočču pieratvarajecca ǔ śvietłavoje šoǔ. Heta kraina, dzie ǔ telebačańni kažuć, što adkrylisia ǔžo punkty prodažu jołak, tradycyjnaha simvału Novaha Hoda (!). Heta miesca, dzie Hałoǔny Dzied Maroz padjaždžaje pad Hałoǔnuju Jołku Krainy na traktary Biełaruś. Dzie stalica pyšnicca marmurami, a navakolle ǔ ciemry nočy skryvaje svoj raspad. Dzie staviać adzin bietonny płot u ružovym kolery daǔžynioj na ǔsio siało, chacia kala jaho stajać narmalnyja „indyvidualnyja” płaty, a pomniki architektury tymčasam nikim nie abaraniajucca i marniejuć abo restaǔrujucca praz razbureńnie i adbudovu „ǔ takim ža vyhladzie”.
Nie mahu zrazumieć hetuju krainu i jaje žycharoǔ. Nia viedaju navat, što dakładna jany dumajuć, ci jany ǔva ǔsim hetym mohuć być ščaślivymi. Susied za ścianoj kidaǔšy matam na haz i na prezidenta vykrykvaǔ u adkaz svajoj žoncy, što nijakaha „kahiebe” jon nie baicca, a moj znajomy student ličyć, što z taho, što jon pračytaǔ u Časopisie, my ǔ Polščy ǔjaǔlajem sabie zanadta ciomny vobraz Biełarusi.
Dziaržava Biełaruś heta nie maja radzima, nie maje ludzi. Nia budu razvažać, chto sapraǔdny biełarus — my tut, jany tam, nichto, ci moža — usie. Sprava ǔ tym, što my nie roǔnyja, nie adnolkavyja. I mianie krychu biantežyć hetaje našaje adroźnieńnie, ale i padabajecca. I chočacca bolš daviedacca pra ICH i paznać. Cikava, ci kaliś zmožam być adnym narodam, biaz vizaǔ i biaz miežaǔ. Dašlu list Dziedu Marozu z takim žadańniem, moža adnojčy na traktary Biełaruś pryviazie jon Źmienu...

