Po przeczytaniu artykułu Sławomira Iwaniuka „Szkolnictwo białoruskie jesienią 1944” w październikowym „Czasopisie” nasunęło mi się kilka retrospekcji.
Urodziłem się w Rudni (wsi, która znajdowała się na obszarze zalanym obecnie wodami Siemianoúskaha Woziera (w jęz. polskim: Zalew Siemianówka). W latach 1957-1964 chodziłem do szkoły podstawowej w Rybakach, o której m. in. pisze autor artykułu. Nie nazywała się ona już wtedy „Białoruska”.
Rybaki znajdują się w gminie Michałowo, nie w gminie Narew (jak pisze S. Iwaniuk), w parafii prawosławnej Juszkaú Hrud (w jęz. polskim nie wiadomo dlaczego: Juszkowy Gród). „Hrud” w j. białoruskim oznacza wysokie, suche miejsce w podmokłym terenie, a „gród” w j. polskim — warowną osadę czyli haradzisko w języku białoruskim.
Przy okazji: miejscowość Haradzisko (w języku polskim: Grodzisko) znajduje się koło Naraúki (po polsku: Narewka), ok. 10 km na południe od Juszkawaho Hruda. Rybaki należą też do jurysdykcji parafii katolickiej w Jałoúcy (w j. polskim: Jałówka).
Kiedy byłem w pierwszej klasie, to kierownikiem szkoły był Gryko. Nazywano go Bazyluta — nie wiem dlaczego. Pochodził z sąsiedniej wsi Bahniuki (w j. polskim: Bagniuki). Mówił z uczniami i rodzicami w języku białoruskim, w szkole i poza szkołą. Był bardzo szanowany przez uczniów i przez okoliczną ludność. Inni nauczyciele mówili w szkole po polsku. Chociaż moja wychowawczyni — Stanisława Sidorska (nazwisko po mężu) pochodząca z wsi Boútryki (w j. polskim: Bołtryki) mówiła w szkole po polsku, a poza szkołą; z dorosłymi po białorusku a z nami — dziećmi, po polsku, też była szanowana przez uczniów i okoliczną ludność. Boútryki zostały także wysiedlone z powodu Siemianosúkaha Woziera.
W szkole, na początku, w mojej ocenie, uczyły się same białoruskie dzieci, mówiące w białoruskiej gwarze, bardzo zbliżonej do literackiego języka białoruskiego. Wszystkie dzieci uczyły się białoruskiego. Dopiero kiedy byłem w szóstej lub siódmej klasie, to w szkole uczyły się dzieci przyjezdnej polskiej pary nauczycielskiej — Snarskich. One nie uczyły się białoruskiego. Tłumaczono nam, że te dzieci rozpoczynały naukę w szkołach, gdzie nie był nauczany język białoruski i teraz już nie nadrobiłyby programu.
Większość dzieci była prawosławnymi Białorusinami. Miejscowi, rdzenni katolicy, w naszych stronach to też Białorusini. Mają charakterystyczne białoruskie nazwiska, mówią (przynajmniej moje pokolenie) w gwarze języka białoruskiego. Pochodzą oni z rodzin, które przeszły na katolicyzm z prawosławia po tzw. tolerancyjnym ukazie carskim z 1905 r. Tak mówi moja mama, która to wie od swoich rodziców i dziadków, którzy pamiętali, jak wszyscy w okolicznych wsiach: Harbarach — też wysiedlonych (w j. polskim Garbary), Boútrykach, Bachurach, Rybakach, Szymkach i innych, byli prawosławi. Jakie były przyczyny i mechanizmy tego przechodzenia na katolicyzm — nie wiem. Jest to ciekawy temat dla historyków.
Uczyłem się religii w szkole w latach szkolnych 1957/58 i 1958/1959. Są oceny z tego przedmiotu na świadectwach szkolnych. Prawosławnych uczył batiuszka a. Dzimitryj, z parafii Juszkaú Hrud, Ukrainiec z narodowości, a katolików — ksiądz (mówiliśmy: ksiendz) z katolickiej parafii w Jałoúcy. Później nauka religii została usunięta ze szkół i odbywała się na plebanii. Języka białoruskiego uczyłem się od II do VII (końcowej) klasy. Szkoły w Rybakach nie ma już od wielu lat, od powstania tzw. szkół gminnych. Budynek szkoły wybudowany po I wojnie światowej, w której uczyło się pokolenie naszych rodziców, zachował się w dobrym stanie.
Паважаны спадар рэдактар Хмялеўскі!
Далучаюся да ліку тых, з кім Вы падчас летняга сэзону вялі ацэначныя гутаркі пра „Часопіс”, і выказваю Вам падзяку за яго. З прыемнасьцю мушу прызнаць, што Ваша публікацыя багатая зьместам, умела рэдагуецца. Поўнасьцяй згаджаюся з тымі, хто бачыць у ёй „высокі інтэлектуальны ўзровень”. Мы з жонкай зь вялікім зацікаўленьнем адкрываем кожны сьвежы нумар і знаходзім у ім масу цікавых вестак, разнастайную тэматыку і здаровыя рэдакцыйныя развагі. Шчодра ілюстраваныя бачынкі значна дапамагаюць успрыйманьню інфармацыі. Дарэчы, гэта ня толькі наша думка, але й тых, каму мы перадаём нумары далей для чытаньня.
„Часопіс” — рэдкая публікацыя, якая прыносіць нам у Амэрыцы весткі пра жыцьцё й праблемы нашых суродзічаў, сярод якіх маем шмат сяброў і знаёмых. У дадатак, выданьне дае магчымасьць назіраць за Беласточчынай як свайго роду ўнікальнай этнічнай лябараторыяй, яно цікава адлюстроўвае ўзьдзейваньне заходне-эўрапейскай палітыкі на эканамічныя й культурныя працэсы ў Польшчы.
Шчыра жадаю Вам і супрацоўнікам усякае памыснасьці ў Вашай плённай працы на выдавецкай ніве.
