Jak my z tatom učylisie v pudstavôvkach

Najperuč ja učyłasie v Pudstavovuj Školi nr 4. Jijie vsie nazyvali ćvičeniuvkoju. Vona nachodiłasie v Zespole Szkół Mechanicznych i Zawodowych. Naša pudstavôvka była tam jakby na pryčêpku.

Pry školi my mieli kusok horôdčyka i na zaniatkach z pryrody chodili tudy siejati, połoti, pudlivati. Učylisie, jak sieje vsio robiti. Na vakacijach ja často chodiła tudy pudlivati, kob našy varyva i kvietki ne posochli. Korystali z jich, musit, učytelki, nu bo de ž vony potum divalisie? Prosto dva v odnôm, taki škôlny pakiet.

Na przerwach my hrali v gumu, skakali na skakankach, chłopci vybihali na boisko pokopati mjačyka. A zimoju stavali kruhom, odna dievčyna poseredini mieła v rukach chustočku, inšy bralisie za ruki, chodili kružka i spivali:

Mam chustczke haftowaną, wszystkie cztery rogi,
Kogo kocham i szanuje, ściele mu pod nogi.
Tej nie kocham, tej nie lubie, tej nie pocałuje,
A chusteczke haftowaną tobie podaruje.

Dievčynka z serediny pudychodiła do kohoś i podavała chustočku nastupnuj, i tak išło daliej.

Abo šče my hrali v Mało nas do pieczenia chleba i Stary niedźwiedź mocno śpi. I v mnôho inšych ihrôv. Ne nudilisie, o nie, ne było na siete času.

Klasuv u pudstavôvci menšało z kažnym rokom, i koli ja była v četvertuj klasi, pud kuneć roku vsie stali hovoryti, što našu škołu rozvežut, a diti perevedut do Škoły nr 1 abo do novoji, tak zvanoji zbjorčoji. Ne byli my zadovolany, oj nie, bo po-perše my našu škołu lubili, a po-druhie vona nachodiłasie dosyć bliźko našoji hulici. Ne treba było daleko choditi.

Tohdy mojie baťki zadecydovali, što mene treba posłati do Pudstavovoji Škoły nr 3, de včyli i biłoruśkoji movy. Tato znav dyrektora toji škoły, bo sam nedavno kunčav tam pudstavovu edukaciju. Tak-tak. Było takoje zarządzenie v 1970-ch litach, što vsiem, chto chotiev korystati z raznych świadczeń z boku deržavy, treba było formalno zakônčyti pustavovu edukaciju. Ja, musit, była v tretiuj klasi, koli môj tato kunčav pudstavôvku. Usie učytelie namavlali joho, kob išov učytisie i v licejovi, ale jomu ne chotiełosie. Bo tato prychodiv z roboty velmi zmučany (vôn praciovav na budovi jak murarz-tynkarz-akrobata – tak tohdy žartôvno nazyvali robôtnikuv-budovlanciuv). Lekciji za joho odrablała mama, kotora skônčyła siomu klasu v školi v Zubovi; tato často navet ne viedav, što vona jomu v zešytovi napisała. Odnoho razu včytelka joho zapytałasie, čom vôn tak dumaje, jak napisav v svojôm vypracovani, a tato odkazav, što včytelci treba spytatisie pro siete v joho žônki.

Ja, sidievšy doma, koli mieła vôspu, pročytała tatovy škôlny knižki, usie vieršy, jakije tam byli, naučyłasie na pameť i nekotory pomniu po diś deń. U nas doma tohdy knižok ono para štuk było, ne toje što teper… Vieršy Bronievśkoho abo Puškina zdavalisie mnie takije dramatyčny i chorošy, što prosto sami vchodili do hołovy. Ono Majakovski čomś mnie ne pasovav…

Odnoho dnia tato pryjšov z roboty do domu i siev poobiedati, a ja jomu vyrecytovała ciełu (musit, 13 abo 14 zvrotok) Elegiu o śmierci Ludwika Waryńskiego Bronievśkoho:

Jeżeli nie lekasz sie pieśni
stłumionej, złowrogiej i głuchej,
gdy serce masz meżne i jeśli
pieśń kochasz swobodną – posłuchaj.

(…)

Już dziąsła przeżarte szkorbutem,
już nogi spuchniete i martwe,
już koniec, już płuca wyplute –
lecz palą sie oczy otwarte.

Poranek marcowy. Jak cicho.
Jak dziwna sie jasność otwiera.
I tylko tak cieżko oddychać,
i tylko tak trudno umierać.

(…)

Wypalą sie oczy do końca,
a kiedy zabraknie płomienia,
niech myśl, ta pochodnia płonąca,
podpali kamienie wiezienia!

Raz jeszcze sie dźwignął na boku:
– Ja musze… tam na mnie czekają… –
i upadł w ostatnim krwotoku,
i skonał. I wrócił do kraju.

 

Pravda, jakoje dramatyčne i strašne? Tato vysłuchav i ažno zumievsie:

– Halinko! – skazav vôn. – Ty zavtra idi zo mnoju do škoły i skažy dla pani siety vierš, a vona mnie postavit pjontku.

Odnoho razu, koli ja studyjovała tatovu knižku, pudliezła do mene Ania i porvała odnu kartku. Ja velmi perelakałasie, što baťki na mene budut kryčati. Mało dumajučy, ja tuju kartku zusiem vyrvała i spaliła. Ono pilnowałaś, kob Ania ničoho ne bačyła. I nikoli nichto ne zoryjentovavsie, što tam čoho-leń brakuje. A taja knižka do pôlśkoji movy to peretryvała v nas šče para liet, bo i Ania často jijie perehladała, okładki v jôj odletieli, až nakuneć mama jijie spaliła v plitie, uže v novuj chati.

Mnie robiłosie strašno, koli ja dumała pro novu škołu. „Trôjka” była daleko od nas, iti treba čerez ciełe miesto. I tôlko novych diti… Ale što ž, baťki skazali i vsio. I tak do pjatoji klasy ja pušła do zusiem novoji škoły. Što pravda, para koležanok i koleguv taksamo trafiło do „trôjki”: Basia, Bogdan, Słavek, i chtoś, pevno, šče, ono vže ne vspomniu chto. Ale vsiorômno było vže inakš. Nu i pro nas vže stali hovoryti „mołodiož”, ono môj diaďko Gienik hovoryv na nas velmi nefajno: „przerośnieci gówniarze”.

My trafili do klasy Va, de vychovavčynioju była pani Nina S., žônka dyrektora, učytelka bijologiji. Ja stała včytisie biłoruskoji movy, ruśkoho jazyka, a mojeju učytelkoju pôlśkoji movy stała pani Matysiuk, kotoru ja velmi polubiła. Dojšli novy predmiety: historyja, geografija. Mieli tože godzine wychowawczą, na kotoruj my hovoryli pro našy klasovy spravy i razny problemy. A od gimnastyki pryjšła nova učytelka, zusiem šalona. Kryčała na nas strašenno, my musili mieti na gimnastyku čyrvony škarpetki, kotory v tamtych časach tiažko było kupiti, bo v sklepach naohuł ničoho dielnoho ne było. Haniała nas nemožebno kruhom škoły i po pjatnadceť razôv.

Treba było mnie i raniej vstavati, i bôlš učytisie. Ale ja šče chodiła spivati do škôlnoho choru i tanciovati oberki, kozački i polki-bulby do tanečnoho zespołu v bielśkum Domi Kultury. My z chorom jiezdili na razny konkursy i vystupali na vsiech važniejšych akademijach u školi. Najperuč ja spivała druhim hołosom (altom), a potym pan pereniôs mene do sopranuv. Najchorôšč nam vychodiła „Pieśń o dzielnym żołnierzyku”:

Poprzez walki dym,
Poprzez ognia blask
Szedłeś, dzielny żołnierzyku,
Tam gdzie szumiał las.

Na chôr ja chodiła až do kuncia pudstavôvki, a v liceji my mieli muzyčno-tanciovalny grupu „Iskrynki”, ale to vže zusiem inša historyja.

Nuditisie času v mene ne było, a doma, vjadomo, ja zajmałasie menšoju sestroju, i lekcijuv tože prybyło. A ščê ž na čytanie treba było vyhospodarovati jakiś čas, bo ja bez knižok ne mohła nijak obujtisie. Škôlny lektury mnie ne chvatali. Nichto mene na zaniatki ni samochodom, ni autobusom ne voziv, usiudy chodiła sama abo z koležankami, ale na vsio času chvatało. Teper, koli jiezdžu samochodom, a času i tak ne chvataje, sama divujusie, jak vono koliś było. Dobre, što energiji na čytanie zo škôlnych liet ostałosie mnie i na diś. Našu lubov do knižok my peredali svojim synam, ono dočka čytaje menš. Zatoje vona malujetsie dovš, cym ja koliś i teper 😉


Halina Maksimjuk

Jan Maksimiuk. Taraškievič i inšaje

Možna aburacca zahadam z Varšavy źniać imja Branisłava Taraškieviča z nazvaŭ vulicy i liceja ŭ Bielsku, ale varta i treba pry hetaj nahodzie, kali krychu astynuć hałovy, zrabić prahmatyčnyja vysnovy na budučyniu. Hetyja vysnovy pavinny hruntavacca nie na pačućci histaryčna-symbaličnaj kryŭdy ŭ adnosinach da susiedziaŭ (jakaja nikoli nie pakidała biełarusaŭ, dzie b jany ni žyli), a na narodnym dośviedzie. Narodny ž dośvied vučyć pa-pieršaje, što suprać łomu niama pryjomu, i pa-druhoje, što dobra užo było, dalej budzie tolki horš.

Kali ja pravilna razumieju sytuacyju, to jana takaja: pavodle rasparadžeńnia padlaskaha vajavody imja Taraškieviča nieŭzabavie źniknie z nazvy vulicy i z tablicy na licei ŭ Bielsku, ale prava prapanavać novyja nazvy zastajecca ŭsio ž za bielskimi radnymi? Kali tak, to zamiest taho, kab płakać i pisać ślaźlivyja apraŭdańni Taraškieviča niemaviedama kamu i navošta, biełarusam varta chutka padumać, jakoje imja prapanavać na jaho miesca. Mnie asabista zdajecca, što było b niabłaha, kali b ciapier licej (jak i złučanaja ź im vaśmiklasavaja škoła) nasiŭ imja Jarasłava Kastyceviča (1896-1971) – stvaralnika liceja i jaho šmathadovaha dyrektara (1949-1965). Kastycevič – nia prosta zasłužany čałaviek dla biełaruskaha školnictva na Padlaššy, ale i padlašuk pavodle naradžeńnia. I da jaho ŭ polskich dekamunizataraŭ niama pretenzii. Vulica Kastyceviča ŭ Bielsku ŭžo jość, tak što dla pierajmienavańnia ciapierašniaj vulicy Taraškieviča treba prapanavać niejkaje inšaje imja. Varta, zrazumieła, prapanavać imja niejkaha padlaskaha biełarusa.

Pra druhuju vysnovu ź siońniašniaj sytuacyi ja napisaŭ raniej, kali jašče hetaj sytuacyi nie było (Ci jość u nas plan B?, Czasopis 06/2017). Paŭhodu tamu ja zadaŭ pytańnie – što budzie ź biełaruskim rucham na Padlaššy, kali Varšava abreža abo j zusim zabiare svaje datacyi? Majo pradčuvańnie zmročnaje: amal uvieś hety ruch skončycca, i tyja jaho aktyvisty, jakija žyvuć na dziaržaŭnyja hrošy, pojduć šukać sabie inšaha zaniatku. Ničoha suciašalnaha ŭ adkaz na hetaje pytańnie ja ad nikoha z hetych aktyvistaŭ nie pačuŭ. Ja tady zaprapanavaŭ – i ciapier paŭtaraju hetuju prapanovu – zasnavać svoj finansavy fond na czarną godzinę, pry dapamozie jakoha možna było b zachavać choć rudymenty niepadkantrolnaj dziaržavie biełaruskaj aktyŭnaści na Padlaššy ŭ vypadku značnaha pahoršańnia palityčnaj i finansavaj sytuacyi ŭ kraine. Sabrać hrošy, kab, naprykład, stvaryć niezaležny ad dziaržaŭnaha finansavańnia i kantrolu biełaruski internetny resurs…

Ja nie chaču tut skazać, što ciapierašni polski ŭrad zadumaŭ začynić „Nivu” i „Časopis”. Ale ŭsim vidavočna, što ŭ palityčnym planie Polšča imkliva skočvajecca ŭ aŭtarytaryzm i nacyjanalizm, u jakim ni svabodnaj žurnalistyki za dziaržaŭnyja hrošy, ni mahčymaści ŭ jaje adstajać prava na ŭłasny pohlad, nia budzie. Biełaruskich aktyvistaŭ, jakija ciapier pracujuć na apłočvanych dziaržavaj pasadach, u niedalokaj budučyni čakaje pieravychavańnie ŭ duchu „adzinasłušnaj partyjnaj linii”, jak za kamunistyčnym časam. Chtości moža zaŭvažyć, što i za kamunistyčnym časam ludzi rabili niešta biełaruskaje na Padlaššy. Tak, rabili, a da čaho darabilisia?

Ja viedaju, što biełaruski kanfarmizm znojdzie apraŭdańnie sabie ŭ kožnaj sytuacyi. Ale ŭ siońniašnich abstavinach taki kanfarmizm bačycca mnie jak amal raŭnaznačny z adračeńniem ad svajoj nacyjanalna-relihijnaj tojesnaści. Voś zadumaje Varšava vulicu Jakuba Kołasa ŭ Hajnaŭcy pieranazvać imiem Ramualda Rajsa-Buraha, i padlaski vajavoda padpiša takoje rasparadžeńnie… Jak tady być biełaruskamu žurnalistu na dziaržaŭnaj zarpłacie?

Spivati čy niê?

Koli ja małoju byvała v Ploskach, to časom pilnovav mene diaďko Gienik, najmołodšy brat moho tata. Ja ob jôm uže pisała, ale teper prypomniłosie mniê, što to vôn navčyv mene hrati v viêšanie. Siêta hra vyhladaje bôlš-menš tak: pišetsie peršu i ostatniu literu słova i tôlko kresok, kôlko literuv šče treba v słovi. Osoba, kotora odhaduje słovo, vymovlaje jakujuś literu i koli vona je v słovi, to jeji vpisujetsie, a koli nema, to začynajetsie rysovati šubeniciu, šnurok, a potum čołoviêčka. Na počatku to mnie diaďko davav łatvy słova, ale potum prychodili štoraz tiažšy. Mojiê słova Gienik odhaduvav velmi chutko. Až ja napisała jomu h- – – – – -i. Nu i diaďko začav łomati hołovu. Nijak jomu ne jšło. Udałosie mniê „poviêsiti” joho, musit, zo try razy. Vôn strašenno na mene zazłovav. Tym bôlš, što takoho słova ne było, bo ja zamiś nahavici napisała hanavici. I diaďko posli siêtoho vže ne zachotiêv hrati zo mnoju v viêšanie.

Koliś ja jomu zaspivała odnu piêsniu. Vôn najperuč dovho smijavsie, a potum zachotiêv, kob ja joho navčyła, bo vôn choče zaspivati jijiê svojôj diêvčyni. Po pravdi kažučy, to mene na počatku zatkało. Diêvčyni spivati takije pisniê? A de romantyka? Nu što ž… Ale naučyti diaďka spivati – było velmi trudnym zadaniom.

Hej z Bielska chłopaki,
Towarowe młyny,
Latają od jednej,
Do drugiej dziewczyny.

Najperuč diaďko povtorav za mnoju słova. I siête šče išło dobre. Najhôrše pryšło, jak vôn počynav spivati… – Choč ty zavjazuj očy i v sviêt utikaj – jak by skazała moja mama. Bo diaďko ne miêv za hrôš hołosu ani słuchu do spivania. Falšovav, až robiłosie strašno. Ale što ja miêła robiti? Musit z puv dnia mniê sieje zaniało. A vôn vybiravsie na randku i chotiêv siêtu piêsniu zaspivati svojôj diêvčyni vže vvečery.

– A može, Gieniku, ty jôj ne spivaj? – radiła ja diaďkovi.

– A čom? To ž to takaja smiêšna piêsnia, – tiêšyvsie Gienik. – Davaj daliêj.

 

Latają latają,
Sami nic nie mają,
Jeden od drugiego
Spodnie pożyczają.

Pożycz mi ach pożycz,
Drogi przyjacielu,
Zaraz je ci oddam
Po moim weselu.

 

Nu i diaďko navčyvsie ciêłoji piêsni, a vona była dovoli dovha. Ne znaju, čy vona tohdy spodobałasie joho diêvčyni, ale musit randka vdałasie, bo na druhi deń diaďko byv velmi zadovolany. A piêsniu to spivav šče zo dva tyžni. I vse nakuneć velmi smijavsie:

 

Dali mu karabin,
Cebulą nabity,
Kazali mu strzelać,
Do swojej kobity.

Kobita dostała,
Z krzesełka zleciała,
Na tym się skończyła
Historyjka cała.

 

A mnie sieja piêsnia tak obrydła, što ja jijiê naohuł perestała spivati.

Koliś ja najšła v knižci abo v časopisi takoje zdanie: Kto nie potrafi śpiewać, ten krzyczy.

– O, to pro tebe, Gieniku! – skazała ja. Diaďko na mene tohdy obrazivsie. I musit zo dva dniê złôsny chodiv. A diêd smijavsie.

– Ot i dołožyła, – hovoryv diêd. – Spivati jomu zachotiêłsie.

A tak pry okaziji, to diêd tože ne vmiêv spivati. Ja od joho čuła odnu piêsniu – Rozkwitały pąki białych róż… – na poli, pry vybirani truskavok, i pomniu, jak moja Ania zapytałasie tohdy na pôlśko-svojôj miêšanci:

– Dziadku, a čom ty hovoryš piosenku?

Teper dumaju, što sviêt ne byv by taki cikavy, koli b usiê robili vsio odinakovo.

 

Halina Maksimjuk

Jan Maksimjuk. Ode

Sioho lita złožyłosie tak, što ja pryjiêchav z Prahi do Biłostoku na čuť ne štyry tyžni, jakraz tohdy, koli Joanna i Michał Troc provodili teatralny festyval ODE. To było četverta edycija festyvalu – až ne viêrytsie, što minuli vže try roki z hakom od času, koli Joanna poprosiła mene znajti jakojeś naše słovo dla nazvy festyvalu, kob vono, z odnoho boku, było tôlko pudlaśkie, a z druhoho – miêło „tołkove” značenie, kotore pasovało b do sytuaciji jeji Teatru Czrevo. Dumaju, što zaproponovana mnoju nazva – ODE (tut) – adekvatno „pryklejiłasie” do festyvalu, z kotoroho boku ne hlanuti. Jak u minułych litach, teper tože byli spektakli, do kotorych ja dokładav svôj hrôš abo j dva jak perekładčyk na pudlaśku movu: „PustaJa”, „Andersen po-svojomu”, „Vovčok Movčok” (premjera spektaklu dla diti), „Popeł i pameť” (jak dla mene – najvažniêjša kulturna podiêja sered biłoruśkoji menšosti za ostatni 10 liêt). To velmi fajne odčuvanie byti udiêlnikom kulturnoho procesu, kotory napravdu „čêplaje za žyvoje” našych ludi, a na dodatok – robiti spektakli i čytani tekstuv po-svojomu dla diti… Podôbne fajne odčuvanie ja miêv uže davno tomu, na počatku 1990-ch, koli prochodili peršy „Basovišča”. Z disiêjšoji perspektyvy čołoviêka, kotory divitsie na Pudlaše z odlehłosti 800 km, skažu, što „Basovišča” počatku 1990-ch i teatr Joanny Troc 2010-ch – najliêpše, što zdaryłosie v nefolklornuj kultury našoji menšosti i pujšło v naš narod posli rozpadu komunistyčnoji systemy.

Ne viêdaju, čy i po jakôm časi nastupit toj moment, koli našy lude znudiatsie teatrom na pudlaśkuj movi abo perestanut rozumiêti siêtu movu i ne schočut prychoditi na spektakli Joanny Troc i Kumpaniji. Maju nadiêju, što taki moment pryjde nechutko abo i vohule ne nastupit. U kažnum razi, spotkavšysie z Joannoju v Biłostoku pry kavi, my hodiny dviê „zmovlalisie”, što nam robiti daliêj z pudlaśkim repertuarom i naohuł z biłoruśkim nôrtom po-svojomu. Pomysłuv u nas mnužêń, ono realnosť ne pospivaje za našymi idejami – ciêły čas istniêje velika problema: skôl uziati profesijonalnych aktoruv, kotory choroše i bez pôlśkoho akcentu hovoryli b po-pudlaśki? Našy lude pudčas spektakluv zvoročujut na vymovlenie veliku vvahu, a tomu z siêtym ne može byti žadnoji chałtury. Ale kromi Joanny i Julianny (Doroš), Teatr Czrevo maje tôlko Tomka (Tarantu) i perspektyvu dołučyti Magdu (vychovanku Joanny z liceja, kotora siêtoju osenieju začała včytisie v aktorśkuj školi). Ot i na razi vsio – značyt, šče ne treba zamachuvatisie na postanôvki z bôlšoju grupoju, a daliêj praciovati z troma-štyroma aktorami…

Kadrova problema Teatru Czrevo povinnna v perspektyvi štyroch-pjati liêt rozvezatisie sama – Joanna kaže, što jôj vdałosie zacikaviti teatrom mołodych ludi z hajnuvśkoho i biêlśkoho licejuv natôlko, što v najbližšych litach do aktorśkich akademijuv planuje pujti hurma mołodych pudlašukôv. Zrozumiêło, u akademijach ne naučat jich hovoryti po-svojomu, ale poka šče žyvyje na Pudlašy lude mojoho pokoliênia, to takich jak ja, naturalnych učytelôv pudlaśkoji movy ne zabrakne. A potum – chto znaje – može začnut učyti po-pudlaśki v školi? U Hajnuvci abo v Biêlśku? Našto, zapytajete – kob pudderžati Teatr Czrevo i festyval ODE? Ne tôlko. Pered usiêm na toje, kob buduščy pokoliêni pudlaśkich biłorusuv umiêli hovoryti ne tôlko tak, jak hovorat tam, ale tože tak, jak hovorat ode.

Babina i diêdova „pravda”

– Babo, nudno tut u vas, diti do zabavy ne maju! – narykała ja kotorohoś razu v Ploskach.
– To davaj budu tebe včyti hovoryti po-ruśku, – dała proponovu baba i počała: – Skátierť – znaješ što to?
Ja ono pokrutiła hołovoju.
– To obrusok bude po-našomu, – objasniuvała mniê baba. – A kirpíč to cegła.
– A skôl vy sieje znajete? – divovałasie ja.
– Nu, z biêženstva. Jak my žyli v Rosiji, to musili koje-što navčytisie. Inakš to vony z nas smijalisie, nu, tyje lude, – objasniuvała daliêj moja baba. – O! A siélezień – viêdaješ što to takoje? To kačôr.
– A čoho vy pojiêchali v toje biêženstvo? To daleko?
– Utikali pered niêmciom. Oj daleko, velmi daleko… – zadumałasie raptom baba. – Jiêchali i jiêchali. I vse nas posyłali daliêj i daliêj. Baťki velmi nervovalisie, my z sestrami musili byti ticho, tato velmi kryčali…
Diś ja škoduju, što ne słuchała baby uvažniêj, bo mało što pomniu z toho, ob čôm mniê rozkazuvała…
– Rozkažy mniê, babo, kazku, – prosiła ja vvečery, ležačy z baboju v posteli.
– Ja žadnych kazok ne znaju, – odkazuvała vse baba. – Ale jak chočeš, to rozkažu tobiê pravdu.
I počynała:
Odin čołoviêk išov dodomu z miêsta, ale zastała joho nôč. A do domu było šče dobry kusok dorohi, i do toho liêsom. Mužčyna išov velmi dovho, až poniav, što zabłudiv. Ale raptom pobačyv, što horyt jakojeś sviêtło. Vôn pudyjšov bližej i až pudskočyv z utiêchi, bo to była chata.
– Može mene perenočujut abo choč dorohu pokažut, – podumałosie jomu.
Nedovho dumajučy, vôn postukav u dvery. Joho tam dobre pryniali, u chati žyła mati z synami. Nakormili joho, rozosłali spanie na pudłozi za pečeju, skazali, što rano pokažut dorohu do toho sioła, kudy jomu treba. Čołoviêk vytiahnuv nohi, jomu stało tepło, i vôn zadrymav. Ale raptom štoś joho obudiło. Tyje lude ne spali, ono štoś potichu hovoryli. Vôn stav prysłuchovuvatisie, i jomu až vołosy na hołovie pudnialisie.
Tyje lude namovlalisie, jak joho zabiti i obukrasti. Ale čołoviêk byv velmi viêrujuščy, i odrazu stav molitisie. Vôn stav hovoryti molitvu „Žyvyje v pomošč”. I vony stali zasynati, značytsie, tyje lude, a koli vže vsiê zasnuli, to vôn potichu vstav i vyjšov z toji chaty. I jakoś najšov dorohu, bo vže bułaviêło, i ščaslivo vernuvsie dodomu.
– Babo, a vy tuju molitvu znajete? – pytałasie ja.
– Znaju, a jak že. Zavtra i tebe stanu včyti, – obiciała mniê baba.
I chotiêła mene navčyti, ono ne miêła do siêtoho terplivosti…
A diêd mniê zahadki zahaduvav:
– Povna bočečka vina, nihde dyročki nema? Što to bude?
– A ja znaju, ja znaju, – tiêšyłasie ja. – To jicie bude.
– A siêtu znaješ? Povna bočka krup, a navercha strup?
– O! to bude makuvka! A šče, šče jakuju-leń znaješ, dziadku?
– Znaju. Povna chata ludi, ne ma okon ni dvery?
Ja dumała i dumała. Siêtoji šče ne znała.
– Zdajusie! Skažy mniê, što to je.
– O, tak lohkutko tobiê ne bude, – dražnivsie zo mnoju diêd. – Prynesi mniê kusok chliêba z kovbasoju, to skažu.
Ja letiêła do baby i prosiła kusok chliêba z kovbasoju. Ale baba dobre znała, što to ne dla mene, i ne chotiêła davati.
I tak ja litała pomiž diêdom a baboju i ne miêła času nuditisie. Narešti diêd mniê skazav, što to bude dynia, taja chata bez okon i dvery.
– Dziadku, a šče jakujuś zahadku znaješ?
– Znaju, znaju. Ale to vže potum, večerom, bo teper mušu vpravlatisie.
I što robiti? Musovo było ždati do večera.
– Što to takoje: baba v komory, a vołosy na dvorê? – pytavsie diêd uvečery.
Časom ja vže čuła zahadku vperuč, ale časom vony byli zusiêm novy. Diêd jich znav mnužêń.
Odna mniê zapometałasie navse: stojit joła sered sioła i na kažne pudvôre rozpustiła hôle. Ne skažu što to, sami podumajte.

Halina Maksimjuk

Jan Maksimjuk. Čechija

Narodnaja mudraść kaža: vialikaje lepš vidać na adlehłaści. U maim vypadku hetaja prykazka paćvierdziłasia na ŭsie sto adsotkaŭ. Mnie treba było pierajechać u českuju Prahu, kilametraŭ za 800 ad Biełastoku, kab ubačyć na Padlaššy toje vialikaje, čaho ja nia bačyŭ, kali tam žyŭ. A mienavita: na Padlaššy jość svaja admietnaja padlaskaja mova, jakoj niama ni ŭ jakim inšym miescy na śviecie, i jana nievybačalna zaniadbanaja i śpichnutaja na ŭzbočča aficyjnaha biełaruskaja (a taksama ŭkrainskaha) aktyvizmu ŭ rehijonie. Jak niešta mocna saramlivaje i zusim biesperspektyŭnaje.Kali chočacie, hetuju maju prazorlivaść na adlehłaści možacie nazvać praskaj perspektyvaj.

Mnie było ŭžo bližej da 50, čym da 40 hadoŭ, kali maje vočy narešcie raspluščylisia na hetuju padlaskuju (nie)vidavočnaść. Mahčyma, było ŭžo zapozna, kab pierastaŭlać svajo žyćcio ŭ inšuju kalainu, ale mnie padumałasia, što jašče nia pozna, kab pastaracca choć u niejkaj stupieni admalić svaju raniejšuju ślepatu. Tamu, pačynajučy z 2005 hodu, ja amal usie svaje pazaprafesijnyja zaniatki (pa-za žurnalistykaj na Radyjo Svabodnaja Eŭropa/Radio Svaboda) pastaraŭsia padparadkavać jakraz pramocyi padlaskaj movy siarod jaje karystalnikaŭ na Padlaššy i zacikaŭlenych ludziej u šyrokim śviecie.

Paradaksalna, maja „emihracyja” ŭ Čechii i heahrafičnaja addalenaść ad Padlašša tolki paspryjała ažyćciaŭleńniu pastaŭlenaha sabie zadańnia. Ujaŭlaju, kolki času mnie daviałosia b patracić biasplonna na roznyja biełaruskija imprezy, spatkańni, prezentacyi, dyskusii i „basoviščy”, kali b ja zastavaŭsia ŭ Biełastoku i sprabavaŭ tam tłumačyć, što treba zrabić z padlaskaj movaj. A tak – ja sam sfarmulavaŭ prablemu i sam staŭ pracavać nad jaje vyrašeńniem, nie raźličvajučy na ničyjnuju dapamohu, akramia žončynaj u Prazie i bratavaj u Biełastoku. Nichto z aktyvistaŭ biełaruskaha ruchu na Padlaššy mnie nie dapamahaŭ, ale j nichto nia byŭ u zmozie pieraškodzić abo zaduryć hałavu niečym inšym.

Čechija – adno z lepšych u śviecie miescaŭ, dzie možna svabodna dumać pra movy, svabodna pracavać z movami dy znachodzić prychilnikaŭ i zrazumieńnie dla svaich moŭnych idejaŭ. Sami čechi mocna i sporna papracavali, kab u daščentu aniamiečanaj krainie (što tyčycca intelektualna-kulturnaj elity i miaščanstva), pačynajučy z druhoj pałovy XIX stahodździa, adradzič českuju movu i viarnuć naležnaje joj miesca ŭ publičnym žyćci. Čechi – pazytyŭny prykład dla ŭsich, chto kaža, što niama sensu padtrymlivać niejkija moŭnyja idei z uvahi na ich mierkavanuju biesperspektyŭnaść. Na svajoj darozie ja sustreŭ adnaho takoha pazytyŭnaha čecha – prafesara movaznaŭstva Jíři Marvana (1936-2016) – ź jakim my paznajomilisia bližej i jaki nia tolki ŭchvaliŭ maje zaniatki z padlaskaj movaj, ale i padbiŭ mianie napisać artykuły pra padlaskuju movu (i pa-padlasku!) u vydańnie Karłavaha ŭniversytetu, jakoje jon redahavaŭ.

Što tyčycca padlaskaj movy, mnie zastajecca tolki adzin pracajomki prajekt, jaki daviadziecca darabić adnamu, nie spadziejučysia na dapamohu zboku. Heta „Polska-padlaski słoŭnik”, raźličany na 45-50 tysiač artykułaŭ, jaki ja pačaŭ składać u elektronnym vyhladzie na staroncy Svoja.org hadoŭ piać-šeść tamu i zrabiŭ bolš-mienš čaćviertuju častku. Usie inšyja padlaskija prajekty ja ciapier rablu ŭ supracoŭnictvie ź ludźmi z Padlašša (znajšlisia takija letucieńniki narešcie!). U hetym sensie – praskaja perspektyva majho dalejšaha žyćcia nia vielmi kab bieznadziejnaja. Nu, prynamsi nia horšaja, čym praskaja perspektyva Francyska Skaryny, jaki ŭžo paŭtysiačy hadoŭ čakaje, kali ž heta naš narod stanie havaryć i čytać na svajoj movie 🙂

Halina Maksimjuk. Łaznia.

Odnoho razu tato pryniôs z roboty bilety do łazni. Ne pometaju, kotory to byv rôk, ale my šče tohdy žyli v starôj chati. Tato vže praciovav u PGKiM (Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Bielsku Podlaskim), a łaźnia naležała do jich, i vsie praciovniki dostavali bilety dla sebe i svojeji simjiê. I ja v suboty stała choditi do toji łaźni.

Tam była tepła voda, pryšnic i vanna. Na parterovi byli kabinki dla mužčyn, a kobiêty mylisie na poverchovi. Ne raz ja zabirała z soboju i koležanku z našoji hulici. Vjadomo, nam tam velmi podobałosie. My šorovalisie i šorovalisie, kob odskrabati brud z ciêłoho tyžnia… Až časom prychodiła pani, kotora tam pratała, i vyhaniała nas, bo v koliêjci čekali inšy lude. My potum dovhovato sidiêli na korydorovi i dosušuvalisie, kob prypadkom viêtior nas ne proviêjav i my ne pochvorêli. Tam možna było počytati gazety i pohovoryti, tak što čas prochodiv pryjemno. Koli ja voročałasie dochaty pôzno, to mama poburkuvała, bo što možna tam tak dovho robiti? Mama tudy ne chodiła, ale ja i tato čuť ne kažnu subotu. Pokôl ne perevelisie do novoji chaty, de vže miêli akuratnu łazienku z vannoju i tepłoju vodoju.

Koli ja zbirałasie do łaźni, to Ania taksamo vytiahała z šafy ručnik, čyste bilijo i  pakovała vsio do torby.

– A kudy ž ty vybiraješsie?  – pytała jijiê mama.

– Idu do łazni, – odkazuvała moja sestra. – Budu čystiutka. Vykupajusie. Z Halinkoju pujdu.

Jakraz tudy ja jijiê ne mohła z soboju zabrati, bo vona była šče zamałaja. Tam mohli jijiê vpustiti tôlko z mamoju… Časom Ania velmi płakała, i ja musiła bihom utikati z chaty, kob mama mohła jak najchučêj jijiê vspokoiti. Mojôj sestrê nikoli ne pryšłosie choditi do łazni… Odne dosviêdčanie menš…

Koli ja svojim diêtiam rozkazuju pro takije rečy, to jim u hołovach ne miêstitsie, jak možna było tak žyti.

– Mamo, – zapytała odnoho razu moja dočka, – a koli ty chotiêła pobačytisie zo svojeju koležankoju, to jak vy domavlalisie bez telefona?

– Nu jak? Ja prosto biêhła do svojeji koležanki, a vona była doma abo niê, i vsio. Telefon? Ščastie, koli rover mohła vziati, kob piškom usiudy ne choditi.

– To nefajno, – skazała moja dočka i pujšła pohovoryti po skajpi, bo same do jijiê pozvoniła koležanka.

A nam było fajno. I času chvatało na tôlko rečy!

Najbôlš to ja ne lubiła škôlnych imprezuv na państvovy sviata. Naprymiêr, na Dzień Zwycięstwa my musili choditi na mohiłki soviêtskich sołdatuv až do Studzivoduv na druhi kuneć Biêlśka i słuchati jakichś beznadiêjnych promovuv. Stračany deń! Kôlko knižok ja mohła b za toj čas pročytati! Abo pohovoryti z koležankami na „považny” temy! Jakije? Nu, pro chłopci, kotory nam podobalisie, pro smutne žytie odnoji našoji koležanki, pro našy mary. Kažna z nas vzdychała i hovoryła:

– Jak uže budu dorosła…

I čoho my tôlko ne vydumuvali! My povinny vsio robiti inakš, čym našy baťki, lepi i cikaviêj miêli žyti, usio miêti. Odna z moich koležanok hovoryła, što nikoli ne bude miêti diti, bo z jimi to ono kłoput – teper maje jich četvero. Čołoviêk druhoji koležanki miêv byti bohaty, usio jôj kupovati, lubiti jak nichto inšy na sviêti, a vyjšłô tak, što prynajmi raz na miêseć vona chodiła z pudbitymi očyma, pokôl z jim ne rozvełasie. Kotoraś chotiêła vyjichati za hraniciu i tam žyti (i to zusiêm ne była ja), a vyjšła zamuž za vdovcia z troma ditima, žyve na seliê i hospodaryt. Ale ž tohdy my toho ne viêdali i maryli, maryli… A teper čołoviêk dochodit do vyvodu, što tak napravdu to najbôlš na sviêti varte zdorovje i bliźki lude kruhom nas… Koli siêtoho ne chvataje, to sviêt robitsie necikavy, a žytie smutne…

– Mamo! A dyskoteki v vašôj školi byli? – vyrvała mene z zadumy dočka.

– Nu a jakže, byli. I dyskoteki, i bali przebierańców, i choinki

– Jakije bali? – raptom zainteresovałasie Marylka.

Nu, perediahalisie my za razny zvirê, abo cihanki, abo korolevy…

Pomniu, jak odna koležanka perediahnułasie za kota v botach, a druha za perśku pryncesu, i obiêdvi vyhrali nahorody, jakijeś knižki i po čykoladi, a ja jim tak strašno zajzdrostiła. Ale na odnôm balovi ja tože dostała nahorodu. Ja była perediahnuta za ducha. Biêhała v strašnuj masci, ciêła zavinuta v ružovy materyjał, pozyčany od mojeji koležanki. Nichto ne viêdav, chto ja je, pokôl ja ne zniała maski z tvaru! To była zabava!

– A masku de kupiła?

– Jakoje – kupiła! Koležanka mniê zrobiła, a ja jôj. Ciêłe popołudnie nam siête zaniało. Lipili tyje maski i lipili. I to na tvarovi treba było vsio lipiti, takimi varstvami papiêr mokry nakładati i klejom zroblanym z muki i vody vsio zliplati.

– A pud kuneć vośmoji klasy vy miêli jakujuś zabavu? – dopytuvałasie moja dočka.

– To była zabava jak vesiêle! Nam pozvolili hulati až do odinadcetoji hodiny. Baťki pryšykovali nam jiêdło, kupili oranžadu, mamy napekli tiêsta, zaprosili vsiêch učytelôv, kotory nas učyli. Fajno było. Nakuneć usie divčata popłakalisie, chłopciam tože ne było do smiêchu, ale što ž, usio koliś kunčajetsie, i naša zabava tože skôncyłasie. Ale chorošy vspominki ostalisie.

Jan Maksimjuk. Chto zatverdžaje mo­vy?

Chto zatverdžaje mo­vy? Ja choču odkazati na siête pytanie v Czasopisi, bo odčuvaju, što bôlšosť mojich koleguv-žurnalistuv u Biłostoku ne znaje pravilnoho odkazu i ciêły čas dumaje, što siête robit Wydział Mniejszości Narodowych i Etnicznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Musit, tomu vony, kob začati pisati po-svojomu, ždut, poka z Wydziału ne pryjde papiêr z pečatkoju i bolš-menš takim zmiêstom: Szanowni Państwo Białorusini, niniejszym stwierdzamy, że w dotowanych przez MSWiA publikacjach możecie, w rozsądnych objętościach, zamieszczać teksty po-svojomu albo, jak niektórzy to określają, po podlasku.

Szanowni Państwo, takoho piśma viête ne doždetesie, bo rola państwa ne polahaje na zatverdžani novych etničnych movuv, a chutčêj na likvidaciji starych. U Varšavi čuchajut hołovy, jak profinansovati bôlšu narodžalnosť diti, a ne slonśki abo pudlaśki movy.

Možlivo, je sered mojich koleguv i takije, kotory dumajut: začnu pisati po-pudlaśki, jak tôlko profesorka biłorusistyki Nina Barščevśka, jakaja vrodiłasie i vychovałasie v siêtuj movi, skaže vhołos – tak, je takaja mova!

Pani profesorka nikoli ničoho takoho ne skaže, bo vona je profesorkoju movoznavstva, kotore pudlaśki hovôrki rozdilaje na biłoruśki i ukrajinśki i ne dopuskaje ničoho „pomiž”. Pryznati pudlaśku movu dla takoho słavista – to machnuti rukoju na svojiê naukovy dyplomy i tytuły.

To ne movoznavci postanovlajut, maje byti nova mova čy niê. Koli b tak było, nikoli ne zjavilisie b ukrajinśka i biłoruśka, tomu što vsiê movoznavci Rosijśkoji Imperyji vvažali siêty movy za „małorusskoje” i „biełorusskoje” „nariečija” „velikorusskavo jazyka”.

Ale potum inšy movoznavci stali dumati inačej. Što pominiłosie? Pominiałosie stavlenie samych nośbituv biłoruśkoji i ukrajinśkoji movuv do svojich „nariečijuv”. To vony pered usiêm stali vvažati, što to osôbny od rosijśkoji movy, i naukôvci tôlko musili pudtaknuti post factum i stvoryli osôbny hramatyki i praviła pravopisu dla biłorusuv i ukrajinciuv.

Z časom, koli začała rozvivatisie socijolingvistyka, pominialisie i mižynarodny kryteryji odrôznivania movuv i dyjalektuv.

Na sviêti teper identyfikovano i opisano 7,099 žyvych movuv (https://www.ethnologue.com/). Kažna z siêtych movuv maje trochliterovy kod – naprykład, pôlśka: pol; francuśka: fra; slonśka: szl – podług tak zvanoho mižynarodnoho standartu ISO 639-3. Siêty standart odrôznivania movuv opirajetsie na troch pudstavovych peredposyłkach:

  1. Dva vidy movy možna zaličyti do odnoji movy, koli nośbity odnoho vidu rozumiêjut druhi vid bez potrêby naučania.
  2. Dva vidy movy, uzajemno nezrozumiêły dla jich nośbituv, možna zaličyti do odnoji movy, koli istnieje spôlna literatura abo spôlna etnolingvistyčna identyčnosť siêtych nośbituv.
  3. Dva vidy movy, uzajemno zrozumiêły dla jich nośbituv, možna zaličyti do osôbnych movuv, koli istniêje dobre vstanovlana osôbna etnolingvistyčna identyčnosť sered siêtych nośbituv.

Sytuacija z pudlaśkoju movoju, očyvidno, pudpadaje pud Punkt 3 standartu ISO 639-3. Po-pudlaśki hovorat lude, kotory zaličajut sebe naohuł do biłorusuv, a ne do ukrajinciuv. I siêty lude ponimajut, što mova v jich raznitsie jak od biłoruśkoji, tak i od ukrajinśkoji. U troch našych gminach na Pudlašy (Hajnuvka, Vôrla, Čyžê) radny zatverdili jak język pomocniczy ne biłoruśku i ne ukrajinśku, a „movu biłoruśkoji nacijonalnoji menšosti”.

Ostavsie šče neveliki krok – treba pudkazati radnym v siêtych gminach, što movy na sviêti nazyvajut odnym słovom, a ne štyroma: „mova biłoruśkoji nacijonalnoji menšosti” v jich – to pudlaśka mova. I vsio. Proces zatverdžania movy bude zakônčany.

Jan Maksimiuk. Tavar toj samy, ale ŭpakoŭka novaja.

U červieńskim Časopisie redaktar Jurka Chmialeŭski papraknuŭ mianie za toje, što ja, krytykujučy nieefektyŭnyja metady pramocyi biełaruščyny siarod maładych pakaleńniaŭ na Padlaššy, naohuł nie zakranaju temu, ČYM zaachvocić i zacikavić maładych, jakija štoraz macniej palanizujucca i na hetuju pramocyju nie źviartajuć uvahi. Tak, Jurka, ja nie zakranaju hetuju temu, bo dla mianie jana akreślenaja daŭno i raz nazaŭsiody: žurnalisty, jakija absłuhoŭvujuć nacyjanalnuju mienšaść, pavinny pisać i viaščać pra svaju mienšaść i jaje žyćcio-byćcio, a nie pra Afryku z Aŭstralijaj ci Hollywood z Bollywoodam. Jakraz na biełaruskija prablemy dziaržava daje im hrošy, i jakraz pra hetyja prablemy jany viedajuć bolš za ŭsich. A pra ŭsio inšaje napišuć žurnalisty bolšaści, i nam niama patreby marnavać enerhiju, čas i finansavyja resursy na spabornictva ź imi.

Pa-mojmu, hałoŭnaja prablema našaj žurnalistyki ŭ 21-m stahodździ jakraz u tym, što jana zastałasia daloka zzadu za technalahičnymi inavacyjami i trendami ŭ raspaŭsiudžvańni infarmacyi. Naš narod (jak i polski, francuski i pakistanski narody) pierastaŭ čytać drukavanyja vydańni. Tyja ź biełarusaŭ, jakija jašče zastajucca ŭ vjoscy, asnoŭnuju infarmacyju spažyvajuć z televizii (u peŭnaj stupieni i z radyjo), a maładyja pakaleńni biełarusau u haradach i haradkach (vychavańnie jakich vyrašaje pra žyćcio abo śmierć biełaruščyny na Padlaššy) pajšli u internet, hałoŭnym čynam u sacyjalnyja sietki (serwisy społecznościowe). I jakraz tam treba nam maładuju aŭdytoryju „dastavać”, dzień za dniom. A my im prapanujem miesiačnaje vydańnie, na jakoje treba padpisacca abo pašukać miesca, dzie jaho pradajuć. Navošta im taki kłopat, kali možna kliknuć dva-try razy na svaim smartfonie i adčynić sabie ŭvieś śviet (u jakim adnak niama našaj biełaruščyny). Voś u čym ja baču asnoŭnuju pryčynu našaj nieefektyŭnaści. Nia ŭ tym, ŠTO prapanavać spažyŭcu, a JAK.

Vydavańnie papiarovaha Časopisu častkova maje sens, z uvahi na pakaleńni 50- i 60-hadovych biełarusaŭ, jakija da smartfonaŭ i ajfonaŭ užo nie pryzvyčajacca tak, jak da svaich ruk, i zastanucca pry staroj praktyčy čytańnia tekstaŭ na papiery. Ale maładych čytačoŭ treba šukać u internecie, u sacyjalnych sietkach, i zasvojvać internetnyja metady pryciahvańnia ŭvahi. Tak skazać, pradavać staroje – jakoje našy papiaredniki pradavali ŭ 1960-ch, 1970-ch i 1980-ch – u novych kramach i ŭ novaj, bolš pryvabnaj upakoŭcy. U staryja kramy z pacham „realnaha sacyjalizmu” nichto siońnia nia chodzić. Jany amal znikli. A my čamuści chočam utrymlivać hetkija relikty. Mahčyma, tamu, što ŭsio jašče dajuć nam hrošy na ich utrymańnie.

Ja, zrazumieła, moh by pačać pisać feljetony z paradami, što kankretna treba rabić, kab choć krychu nablizić biełaruskija vydańni na Padlaššy da infarmacyjnych technalohij 21-ha stahodździa. Ale heta bieskarysna. Reakcyju mahu pradbačyć na 100 adsotkaŭ: maŭlau, kali ty taki razumny, to viartajsia na Padlašša i pakažy nam, jak heta robicca. Ja pakul viartacca na Padlašša nie źbirajusia, bo ŭ mianie inšaje pracaŭładkavańnie. A toje, što mnie mahčyma rabić dla Padlašša adsiul z Čechiji i za što mnie nia płaciać hrošy, ja rablu – užo amal 20 hodoŭ. Mnie adnak škada, što ludzi, jakija zarablajuć na žyćcio ŭ suviazi z instytucyjanalnaj padtrymkaj biełaruščyny na Padlaššy, nia bačać u hetaj padtrymcy nijakaj prablemy. Prynamsi, ničoha pra heta nie havorać publična.

Jan Maksymjuk. Ci jość u nas Plan B?

Hetaje pytańnie ŭźnikaje ŭ majoj hałavie kožny raz, kali ja hladžu na štohadovyja śpisy dziaržaŭnych grantaŭ dla hramadzka-kulturnych arhanizacyj i dziejačoŭ biełaruskaj mienšaści ŭ Polščy. Jano ŭźnikaje kankretna paśla adnoj padkałodnaj dumki: a što, kali dziaržava pierastanie finansavać biełaruskuju mienšaść i nia daść hrošaj nia tolki na BHKToŭski festyval pieśni i BASaŭskaje „Basovišča”, ale j na „Nivu” i „Časopis”? Što tady zastaniecca?

Chtości moža skazać, što takaja dumka – lišniaja pieraściaroha: dziaržava daść biełarusam hrošaj pry lubych abstavinach, bo takija hrošy, pa-pieršaje, zusim nieadčuvalnyja dla dziaržaŭnaha biudžetu, i pa-druhoje, Varšava abaviazałasia pierad Bruselem padtrymlivać dziejnaść nacyjanalnych mienšaściaŭ. Značyć, Varšava nie ryzyknie papsavać adnosinaŭ z Eŭraźviazam praź niejkija dva milijony załatovak.

Jano nibyta tak, ale kali pahladzieć, jak ciapierašniaja polskaja ŭłada praciahvaje psavać adnosiny z Bruselem, to mižvoli ŭźnikajuć sumnievy, ci jość niejkaja miaža, jakuju hetaja ułada nie piarojdzie. Da taho, kali ŭ Polščy pahoršycca ekanamičnaja sytuacyja, a prahrama „Rodzina 500 plus” budzie dziejničać dalej (a jana ž budzie dziejničać, bo likvidavać jaje mohuć tolki palityčnyja samahubcy, jakich u krainie niama), to niepaźbiežna źjavicca prablema szukania rezerw budżetowych i oszczędności. I tady buduć abrezvać datacyi ŭsim – kab było spraviadliva. Usie inšyja, chutčej za ŭsio, zmohuć pražyć i biez varšaŭskaj miłaści. A ci zmohuć biełarusy, jakija i z datacyjami pamirajuć u tempie 17% na dziesiacihodźdźie?

Voś paśla dumki pra taki davoli niepryjemny i zusim nie fantastyčny scenar raźvićcia sytuacyi ŭźnikaje pytańnie: ci jość u nas Plan B – jak vyžyć biez dziaržaŭnaj datacyi?

Heta, kaniešnie, rytaryčnaje pytańnie. Ja viedaju nia horš za kaho inšaha ŭ Biełastoku, što nijakaha Planu B u padlaskich biełarusaŭ niama. Hetki plan nie źjaviŭsia ni paśla 2004 hodu, kali na łavu padsudnych trapili hałoŭny redaktar „Nivy” i jašče niekalki čałaviek ź viarchuški biełaruskaha ruchu za nibyta defraŭdacyju dziaržaŭnaj datacyi na vydavańnie tydniovika, ni paźniej, kali stała zusim jasna, što dziaržaŭnaja datacyja nie zapyniaje imklivaj asymilacyi biełaruskaj mienšaści polskaj bolšaściu.

Ja tut nie chaču skazać, što biełarusy na Padlaššy, kali b spynilisia dziaržaŭnyja granty, daduć rady finansava padtrymać vydańnie miesiačnika Czasopis, nia kažučy pra štotydniovuju Nivu. Na heta my hrošaj nie naźbirajem. Ale my mahli b stvaryć svoj fond, u jaki možna było b źbirać hrošy na czarną godzinę. Niemahčyma prafinansavać z takoha fondu darahi i pracajomki (da taho, hramadzka mała efektyŭny) praces vydańnia papiarovaha peryjodyku, ale zusim mahčyma – padtrymać dziejnaść internetnaha infarmacyjnaha resursu, jaki patrabuje značna mienšych hrošaj. Skažycie, kolki hrošaj na razkrutku internetnaj staronki Howorymo po swojomu atrymali ad dziaržavy aŭtary hetaj idei?

Ja mahu ŭjavić sabie reakcyi biełaruskich žurnalistaŭ i dziejačoŭ u Biełastoku na maje słovy: nu voś, jašče adzin dokaz, što čałaviek zusim adarvaŭsia ad realnaści ŭ toj Prazie, niasie aby-što to pra padlaskuju movu, to pra pieravod biełaruskaj piśmovaści na łacinku, a ciapier jašče pra internet i fond padtrymki jakohaści resursu… Ty našych biełarusaŭ nia viedaješ?

Ja pišu hetaje jakraz tamu, što viedaju našych biełarusaŭ. Viedaju, što nikomu ź jich i ŭ hałavu nie prychodzić, kab zahlanuć u budučyniu krychu dalej za dzień nastupnaj miesiačnaj vypłaty. Ź dziaržaŭnaj kasy.