Jan Maksimjuk. Chto zatverdžaje mo­vy?

Chto zatverdžaje mo­vy? Ja choču odkazati na siête pytanie v Czasopisi, bo odčuvaju, što bôlšosť mojich koleguv-žurnalistuv u Biłostoku ne znaje pravilnoho odkazu i ciêły čas dumaje, što siête robit Wydział Mniejszości Narodowych i Etnicznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Musit, tomu vony, kob začati pisati po-svojomu, ždut, poka z Wydziału ne pryjde papiêr z pečatkoju i bolš-menš takim zmiêstom: Szanowni Państwo Białorusini, niniejszym stwierdzamy, że w dotowanych przez MSWiA publikacjach możecie, w rozsądnych objętościach, zamieszczać teksty po-svojomu albo, jak niektórzy to określają, po podlasku.

Szanowni Państwo, takoho piśma viête ne doždetesie, bo rola państwa ne polahaje na zatverdžani novych etničnych movuv, a chutčêj na likvidaciji starych. U Varšavi čuchajut hołovy, jak profinansovati bôlšu narodžalnosť diti, a ne slonśki abo pudlaśki movy.

Možlivo, je sered mojich koleguv i takije, kotory dumajut: začnu pisati po-pudlaśki, jak tôlko profesorka biłorusistyki Nina Barščevśka, jakaja vrodiłasie i vychovałasie v siêtuj movi, skaže vhołos – tak, je takaja mova!

Pani profesorka nikoli ničoho takoho ne skaže, bo vona je profesorkoju movoznavstva, kotore pudlaśki hovôrki rozdilaje na biłoruśki i ukrajinśki i ne dopuskaje ničoho „pomiž”. Pryznati pudlaśku movu dla takoho słavista – to machnuti rukoju na svojiê naukovy dyplomy i tytuły.

To ne movoznavci postanovlajut, maje byti nova mova čy niê. Koli b tak było, nikoli ne zjavilisie b ukrajinśka i biłoruśka, tomu što vsiê movoznavci Rosijśkoji Imperyji vvažali siêty movy za „małorusskoje” i „biełorusskoje” „nariečija” „velikorusskavo jazyka”.

Ale potum inšy movoznavci stali dumati inačej. Što pominiłosie? Pominiałosie stavlenie samych nośbituv biłoruśkoji i ukrajinśkoji movuv do svojich „nariečijuv”. To vony pered usiêm stali vvažati, što to osôbny od rosijśkoji movy, i naukôvci tôlko musili pudtaknuti post factum i stvoryli osôbny hramatyki i praviła pravopisu dla biłorusuv i ukrajinciuv.

Z časom, koli začała rozvivatisie socijolingvistyka, pominialisie i mižynarodny kryteryji odrôznivania movuv i dyjalektuv.

Na sviêti teper identyfikovano i opisano 7,099 žyvych movuv (https://www.ethnologue.com/). Kažna z siêtych movuv maje trochliterovy kod – naprykład, pôlśka: pol; francuśka: fra; slonśka: szl – podług tak zvanoho mižynarodnoho standartu ISO 639-3. Siêty standart odrôznivania movuv opirajetsie na troch pudstavovych peredposyłkach:

  1. Dva vidy movy možna zaličyti do odnoji movy, koli nośbity odnoho vidu rozumiêjut druhi vid bez potrêby naučania.
  2. Dva vidy movy, uzajemno nezrozumiêły dla jich nośbituv, možna zaličyti do odnoji movy, koli istnieje spôlna literatura abo spôlna etnolingvistyčna identyčnosť siêtych nośbituv.
  3. Dva vidy movy, uzajemno zrozumiêły dla jich nośbituv, možna zaličyti do osôbnych movuv, koli istniêje dobre vstanovlana osôbna etnolingvistyčna identyčnosť sered siêtych nośbituv.

Sytuacija z pudlaśkoju movoju, očyvidno, pudpadaje pud Punkt 3 standartu ISO 639-3. Po-pudlaśki hovorat lude, kotory zaličajut sebe naohuł do biłorusuv, a ne do ukrajinciuv. I siêty lude ponimajut, što mova v jich raznitsie jak od biłoruśkoji, tak i od ukrajinśkoji. U troch našych gminach na Pudlašy (Hajnuvka, Vôrla, Čyžê) radny zatverdili jak język pomocniczy ne biłoruśku i ne ukrajinśku, a „movu biłoruśkoji nacijonalnoji menšosti”.

Ostavsie šče neveliki krok – treba pudkazati radnym v siêtych gminach, što movy na sviêti nazyvajut odnym słovom, a ne štyroma: „mova biłoruśkoji nacijonalnoji menšosti” v jich – to pudlaśka mova. I vsio. Proces zatverdžania movy bude zakônčany.

Jan Maksimiuk. Tavar toj samy, ale ŭpakoŭka novaja.

U červieńskim Časopisie redaktar Jurka Chmialeŭski papraknuŭ mianie za toje, što ja, krytykujučy nieefektyŭnyja metady pramocyi biełaruščyny siarod maładych pakaleńniaŭ na Padlaššy, naohuł nie zakranaju temu, ČYM zaachvocić i zacikavić maładych, jakija štoraz macniej palanizujucca i na hetuju pramocyju nie źviartajuć uvahi. Tak, Jurka, ja nie zakranaju hetuju temu, bo dla mianie jana akreślenaja daŭno i raz nazaŭsiody: žurnalisty, jakija absłuhoŭvujuć nacyjanalnuju mienšaść, pavinny pisać i viaščać pra svaju mienšaść i jaje žyćcio-byćcio, a nie pra Afryku z Aŭstralijaj ci Hollywood z Bollywoodam. Jakraz na biełaruskija prablemy dziaržava daje im hrošy, i jakraz pra hetyja prablemy jany viedajuć bolš za ŭsich. A pra ŭsio inšaje napišuć žurnalisty bolšaści, i nam niama patreby marnavać enerhiju, čas i finansavyja resursy na spabornictva ź imi.

Pa-mojmu, hałoŭnaja prablema našaj žurnalistyki ŭ 21-m stahodździ jakraz u tym, što jana zastałasia daloka zzadu za technalahičnymi inavacyjami i trendami ŭ raspaŭsiudžvańni infarmacyi. Naš narod (jak i polski, francuski i pakistanski narody) pierastaŭ čytać drukavanyja vydańni. Tyja ź biełarusaŭ, jakija jašče zastajucca ŭ vjoscy, asnoŭnuju infarmacyju spažyvajuć z televizii (u peŭnaj stupieni i z radyjo), a maładyja pakaleńni biełarusau u haradach i haradkach (vychavańnie jakich vyrašaje pra žyćcio abo śmierć biełaruščyny na Padlaššy) pajšli u internet, hałoŭnym čynam u sacyjalnyja sietki (serwisy społecznościowe). I jakraz tam treba nam maładuju aŭdytoryju „dastavać”, dzień za dniom. A my im prapanujem miesiačnaje vydańnie, na jakoje treba padpisacca abo pašukać miesca, dzie jaho pradajuć. Navošta im taki kłopat, kali možna kliknuć dva-try razy na svaim smartfonie i adčynić sabie ŭvieś śviet (u jakim adnak niama našaj biełaruščyny). Voś u čym ja baču asnoŭnuju pryčynu našaj nieefektyŭnaści. Nia ŭ tym, ŠTO prapanavać spažyŭcu, a JAK.

Vydavańnie papiarovaha Časopisu častkova maje sens, z uvahi na pakaleńni 50- i 60-hadovych biełarusaŭ, jakija da smartfonaŭ i ajfonaŭ užo nie pryzvyčajacca tak, jak da svaich ruk, i zastanucca pry staroj praktyčy čytańnia tekstaŭ na papiery. Ale maładych čytačoŭ treba šukać u internecie, u sacyjalnych sietkach, i zasvojvać internetnyja metady pryciahvańnia ŭvahi. Tak skazać, pradavać staroje – jakoje našy papiaredniki pradavali ŭ 1960-ch, 1970-ch i 1980-ch – u novych kramach i ŭ novaj, bolš pryvabnaj upakoŭcy. U staryja kramy z pacham „realnaha sacyjalizmu” nichto siońnia nia chodzić. Jany amal znikli. A my čamuści chočam utrymlivać hetkija relikty. Mahčyma, tamu, što ŭsio jašče dajuć nam hrošy na ich utrymańnie.

Ja, zrazumieła, moh by pačać pisać feljetony z paradami, što kankretna treba rabić, kab choć krychu nablizić biełaruskija vydańni na Padlaššy da infarmacyjnych technalohij 21-ha stahodździa. Ale heta bieskarysna. Reakcyju mahu pradbačyć na 100 adsotkaŭ: maŭlau, kali ty taki razumny, to viartajsia na Padlašša i pakažy nam, jak heta robicca. Ja pakul viartacca na Padlašša nie źbirajusia, bo ŭ mianie inšaje pracaŭładkavańnie. A toje, što mnie mahčyma rabić dla Padlašša adsiul z Čechiji i za što mnie nia płaciać hrošy, ja rablu – užo amal 20 hodoŭ. Mnie adnak škada, što ludzi, jakija zarablajuć na žyćcio ŭ suviazi z instytucyjanalnaj padtrymkaj biełaruščyny na Padlaššy, nia bačać u hetaj padtrymcy nijakaj prablemy. Prynamsi, ničoha pra heta nie havorać publična.

Jan Maksymjuk. Ci jość u nas Plan B?

Hetaje pytańnie ŭźnikaje ŭ majoj hałavie kožny raz, kali ja hladžu na štohadovyja śpisy dziaržaŭnych grantaŭ dla hramadzka-kulturnych arhanizacyj i dziejačoŭ biełaruskaj mienšaści ŭ Polščy. Jano ŭźnikaje kankretna paśla adnoj padkałodnaj dumki: a što, kali dziaržava pierastanie finansavać biełaruskuju mienšaść i nia daść hrošaj nia tolki na BHKToŭski festyval pieśni i BASaŭskaje „Basovišča”, ale j na „Nivu” i „Časopis”? Što tady zastaniecca?

Chtości moža skazać, što takaja dumka – lišniaja pieraściaroha: dziaržava daść biełarusam hrošaj pry lubych abstavinach, bo takija hrošy, pa-pieršaje, zusim nieadčuvalnyja dla dziaržaŭnaha biudžetu, i pa-druhoje, Varšava abaviazałasia pierad Bruselem padtrymlivać dziejnaść nacyjanalnych mienšaściaŭ. Značyć, Varšava nie ryzyknie papsavać adnosinaŭ z Eŭraźviazam praź niejkija dva milijony załatovak.

Jano nibyta tak, ale kali pahladzieć, jak ciapierašniaja polskaja ŭłada praciahvaje psavać adnosiny z Bruselem, to mižvoli ŭźnikajuć sumnievy, ci jość niejkaja miaža, jakuju hetaja ułada nie piarojdzie. Da taho, kali ŭ Polščy pahoršycca ekanamičnaja sytuacyja, a prahrama „Rodzina 500 plus” budzie dziejničać dalej (a jana ž budzie dziejničać, bo likvidavać jaje mohuć tolki palityčnyja samahubcy, jakich u krainie niama), to niepaźbiežna źjavicca prablema szukania rezerw budżetowych i oszczędności. I tady buduć abrezvać datacyi ŭsim – kab było spraviadliva. Usie inšyja, chutčej za ŭsio, zmohuć pražyć i biez varšaŭskaj miłaści. A ci zmohuć biełarusy, jakija i z datacyjami pamirajuć u tempie 17% na dziesiacihodźdźie?

Voś paśla dumki pra taki davoli niepryjemny i zusim nie fantastyčny scenar raźvićcia sytuacyi ŭźnikaje pytańnie: ci jość u nas Plan B – jak vyžyć biez dziaržaŭnaj datacyi?

Heta, kaniešnie, rytaryčnaje pytańnie. Ja viedaju nia horš za kaho inšaha ŭ Biełastoku, što nijakaha Planu B u padlaskich biełarusaŭ niama. Hetki plan nie źjaviŭsia ni paśla 2004 hodu, kali na łavu padsudnych trapili hałoŭny redaktar „Nivy” i jašče niekalki čałaviek ź viarchuški biełaruskaha ruchu za nibyta defraŭdacyju dziaržaŭnaj datacyi na vydavańnie tydniovika, ni paźniej, kali stała zusim jasna, što dziaržaŭnaja datacyja nie zapyniaje imklivaj asymilacyi biełaruskaj mienšaści polskaj bolšaściu.

Ja tut nie chaču skazać, što biełarusy na Padlaššy, kali b spynilisia dziaržaŭnyja granty, daduć rady finansava padtrymać vydańnie miesiačnika Czasopis, nia kažučy pra štotydniovuju Nivu. Na heta my hrošaj nie naźbirajem. Ale my mahli b stvaryć svoj fond, u jaki možna było b źbirać hrošy na czarną godzinę. Niemahčyma prafinansavać z takoha fondu darahi i pracajomki (da taho, hramadzka mała efektyŭny) praces vydańnia papiarovaha peryjodyku, ale zusim mahčyma – padtrymać dziejnaść internetnaha infarmacyjnaha resursu, jaki patrabuje značna mienšych hrošaj. Skažycie, kolki hrošaj na razkrutku internetnaj staronki Howorymo po swojomu atrymali ad dziaržavy aŭtary hetaj idei?

Ja mahu ŭjavić sabie reakcyi biełaruskich žurnalistaŭ i dziejačoŭ u Biełastoku na maje słovy: nu voś, jašče adzin dokaz, što čałaviek zusim adarvaŭsia ad realnaści ŭ toj Prazie, niasie aby-što to pra padlaskuju movu, to pra pieravod biełaruskaj piśmovaści na łacinku, a ciapier jašče pra internet i fond padtrymki jakohaści resursu… Ty našych biełarusaŭ nia viedaješ?

Ja pišu hetaje jakraz tamu, što viedaju našych biełarusaŭ. Viedaju, što nikomu ź jich i ŭ hałavu nie prychodzić, kab zahlanuć u budučyniu krychu dalej za dzień nastupnaj miesiačnaj vypłaty. Ź dziaržaŭnaj kasy.

Jan Maksymjuk. Tretie pokoliênie

Kažut, što diêti v žyci naohuł roblat naperekôr svojim baťkam, i tôlko jich diêti, to značyt, unuki jichnich baťkôv, mohut prysłuchatisie do toho, čoho učat didy-poperedniki. Takoje nibyto praviło tretioho pokoliênia. Koli ž i vnuki ne prysłuchovujutsie do didôv, značyt, sprava, kotoru robili i roblat didy, chutčêj za vsio propade naniet.

Mołodyje z Pudlaša, kotory v 1980-ch litach byli nežonatymi/nezamužnimi studentami/studentkami i zakładali BAS (Biełaruskaje Abjadnańnie Studentaŭ), kob znajti dla sebe svôjśki zaniatok i seredovišče, nini naležat do pokoliênia didôv. Najbôlš aktyvna časť z jich praciuje na vidnych mistiach u biłoruśkum ruchovi i teper učyt, jak byti biłorusami, uže ne pokoliênie svojich porovesnikuv čy diti, ale pokoliênie vnukuv. Pytanie pro vyniki siêtoho učênia – to pytanie pro žycie abo smerť biłoruśkoji menšosti na Pudlašy.

Siêty vyniki, jak usiê znajem, ne vyklikajut ni optymizmu stosôvno perspektyvy biłoruśkosti na Pudlašy, ni šêršoji hromadśkoji ochoty jijiê pudderžuvati. Objektyvnoju i bezlitosnoju miêroju našoji (ne)efektyvnosti v mociovani biłoruśkoji identyčnosti stali dva ostatni perepisy ludi v Pôlščy, u 2002 i 2011 litach.

Propała i ne vernetsie naša baza biłoruśkosti, kotoroju v 1960-ch i 1970-ch litach była pravosłavna vjoska. Pravosłavnych na Pudlašy za ostatni 50 liêt može i ne pomenšało (vony pereselilisie do miêsta i stali pravosłavnymi polakami), ale biłorusy v miêsti rozpuskajutsie jak sniêh navesniê. I tiažko ne zavvažyti, što razom z našym demografičnym prybližaniom do mežê statystyčnoji pomyłki nastupaje i kardynalna zmiêna v hromadśkum odčuvani „bytia biłorusom”.

Nam use šče zdajetsie, što jak mołody čołoviêk chodit do škoły z naučaniom biłoruśkoji movy abo vypisuje Nivu, abo pryjizdžaje na Basovišče, to vôn biłorus. Nu bo jak že inačej? Ale čym bôlš ja divlusie na toje, što odbyvajetsie na Pudlašy, tym menš maju iluziji, što škoła z naučaniom biłoruśkoji movy abo gazeta na biłoruśkuj movi istôtno pryčyniajutsie do mociovania biłoruśkosti. Učeniki chodiat na zaniatki biłoruśkoji movy, bo takaja v jich škôlna programa; vony vypisujut Nivu, bo pani abo pan u klasi prosit abo kaže jim siête zrobiti. Upłyvu na jichniu nacijonalnu identyčnosť siête može i ne miêti naohuł.

Koli ja dumaju pro aktyvnosť storônki Howorymo po swojomu v Facebookovi, mniê do hołovy prychodiat pytani, na kotory nichto poka ne dav tołkovoho odkazu: Čom po suti amatorśki i ne finansovany z varšavśkoji kasy publikator, kotory dotyčyt biłoruśko-pravosłavoho Pudlaša, maje deseť razy bôlšu audytoryju, čym nominalno profesijny Czasopis abo Niva? Čom lude, kotory tam pišut komentarê, roblat siête ne na literaturnuj movi, a po-svojomu abo po-pôlśki? Čom deveť tysiač ludi, kotory lajknuli Howorymo po swojomu, zusiêm ne zhadujut, pro što piše Czasopis abo Niva?

Môj odkaz taki: Taja biłoruśkosť, u jakôj jich choče vychovati škoła, Czasopis i Niva, na samum diêli jim necikava. Možlivo, bôlšosť audytoryji Howorymo po swojomu i ne trymała Czasopisa i Nivy v rukach. Ale jich šče cikavit svoja regijonalna biłoruśkosť

Ot i majemo my, didy z dosviêd­ča­niom mołodosti v 1980-ch, problemu tretioho pokoliênia, problemu internetnych unukuv. U jich očach my z svojeju koncepcijeju biłoruśkosti žyvemo, musit, u inšum stoliêtiji abo v inšuj prostory. Dobre šče, koli vony bačat v nas eksponaty 20-ho stoliêtija. Ale bôlšosť prosto nas ne zavvažaje.

Jan Maksymiuk. Gdy nie odrabia się pracy domowej

Chciałem w tym miesiącu zamieścić tekst o tym, że pisanie i mówienie po podlasku dla i do Białorusinów w Polsce nie jest tylko „monomanią” jednego białoruskiego dziennikarza z Pragi, ale uprawiane jest z powodzeniem i smakiem także na Podlasiu, między innymi przez Doroteusza Fionika, Wiktora Stachwiuka, Zoję Saczko, Mateusza Styrczulę, Joannę Troc… Ale zrozumiałem, że muszę chociażby króciutko odpowiedzieć na kuriozalny występ polemiczny pani Tamary Bołdak-Janowskiej w poprzednim numerze, której nie spodobało się moje nakłanianie redakcji Czasopisu, by poszła z duchem czasu i powalczyła o młodszych czytelników w Internecie.

Tekst szanownej pani Tamary pod nazwą „Toast totalny” jest 10 razy dłuższy od mojego felietonu, więc w swoich 500 słowach odniosę się tylko do dwóch wątków, w których autorka w sposób obcesowy zarzuca mi niekompetencję.

Polemistka twierdzi, że grubo się mylę, twierdząc iż licealiści wolą krótkie teksty w Internecie, a nie długie na papierze. Zacytujmy oryginał: „Z jakiejże to czarnej dupy wyciąga Pan tych licealistów, którzy czytają tylko krótkie tekściki i oglądają wyłącznie obrazki?!!!”.

Odpowiadam: Tą „czarną dupą” jest Biblioteka Narodowa w Warszawie, która w roku 2015 zamówiła kompleksowe badanie stanu czytelnictwa w kraju. Raport z badania (na reprezentatywnej próbie 3000 osób od 15 lat wzwyż) jest dostępny na stronie internetowej wspomnianej „dupy”. Tutaj zreasumuję to, co dotyczy „licealistów”: 1) Z Internetu korzysta 2/3 Polaków, przy czym najrzadziej korzystają z niego osoby starsze. Wśród osób poniżej 30 roku życia ledwie 3% zadeklarowało, że zagląda do Internetu rzadziej, niż kilka razy w miesiącu. Wśród osób powyżej 65 roku życia ten odsetek wyniósł aż 75%; 2) Najbardziej powszechną praktyką czytelniczą Polaków w Internecie jest poszukiwanie praktycznych porad i wskazówek, informacji związanych z prasą i nauką, czytanie wiadomości, prasy, korzystanie z encyklopedii; 3) W roku 2015 tylko 45,9% respondentów zadeklarowało, że przeczytało tekst dłuższy niż trzy strony maszynopisu w ciągu miesiąca poprzedzającego wizytę ankietera.

Dalsze tłumaczenie, co wyniki tej ankiety mówią o objętości czytanych tekstów i wieku czytelników w Internecie, uważam za uwłaczające inteligencji czytelników Czasopisu.

Nieprzygotowanie z tematu „Internet i czytelnictwo w Polsce”, pani Tamaro. Pała.

Drugi „zwalający z nóg” argument polemistki przeciwko przeniesieniu większej części aktywności Czasopisu do Internetu: „Podlasie nie jest w pełni zinternetowane. Poza tym takie doskakiwanie do uwspółcześnienia, hop do e-dziury i w obrazki, to prześmieszna prowincjonalna wyginanka”.

Odpowiadam: Żadne województwo w Polsce nie jest „w pełni zinternetyzowane”. Informacja o pokryciu Internetem, jak i wspomniana ankieta Biblioteki Narodowej, nie jest tajemnicą wojskową, i gdyby pani zrobiła choćby króciutki „hop do e-dziury”, to by wiedziała, że na Podlasiu to pokrycie przekroczyło obecnie poziom 60%. A w perspektywie 3-5 lat, kiedy zostanie ukończony program Unii Europejskiej „Sieć Szerokopasmowa Polski Wschodniej”, pokrycie Podlasia szybkim (światłowodowym) Internetem będzie wynosiło 89%. To nie „prowincjonalna wyginanka”, a europejski standard komunikacyjny i na to idą ciężkie pieniądze z Brukseli. Chce pani powiedzieć, że Bruksela to prześmieszna prowincja?

Pała z tematu „Internet przewodowy na Podlasiu”, pani Tamaro.

Inne „argumenty” z tego ekscentrycznego grochu z kapustą zaserwowanego przez autorkę przemilczę, bo nie mają zgoła nic lub mają niewiele wspólnego z tym, co ja staram się powiedzieć swoim krajanom.

Jan Maksimiuk. Kali nia soramna być aŭtentyčnym.

Niekalki hadoŭ tamu, kali Czasopis mieŭ u internecie inšuju staronku, čym ciapier, pad niejkim artykułam u mianie adbyłasia dyskusija sa spadaryniaj Tamaraj Bołdak-Janoŭskaj, aŭtarkaj, ź jakoj ja siońnia maju honar susiedničać u Czasopisie tekstami. Nie pryhadvaju, što było pryčynaj našaha abmienu mierkavańniami, ale pomnicca, što ja namaŭlaŭ spadaryniu Tamaru „kinuć” pisać u miesiačnik pa-polsku i pierajści na jejnuju chatniuju biełaruskuju havorku. Aŭtarka tady adniekvałasia, maŭlaŭ, u chatniaj havorcy ŭsich patrebnych joj słovaŭ niama, a litaraturnuju biełaruskuju movu ŭ škole jana nie vyvučała. A ja dakazvaŭ – pahladzicie, ja voś staŭ pisać na padlaskaj havorcy, jakoj mianie taksama nie vučyli ŭ škole, i adkryŭ, što ŭsie słovy, jakija mnie chočacca vykazać, u majoj chatniaj movie jość! Značyć, z vami budzie padobna – vy tolki pasprabujcie!

I ad niejkaha času ja z zadavalnieńniem čytaju rubryku Tamary Bołdak-Janoŭskaj u Czasopisie, u jakoj jana z tekstu na tekst štoraz śmialej piša pa-svojmu, a apošni tekst napisała na svajoj havorcy całkam. U im jana viadzie sprečku pra sens žyćcia z filozafam-fenamenolaham Maxam Schelleram – na svajoj narojskaj movie! Voś vam i „słovaŭ niama”!

Čałaviek słova, piśmieńnik, sceničny artyst – jon, biezumoŭna, vyraźniej i hłybiej čym zvyčajny bulbajed razumieje značeńnie i vahu niečaha, što možna nazvać aŭtentyčnaściu moŭnaha kantaktu z navakolnym śvietam i ludźmi. Što moža być bolš aŭtentyčnaje za kantakt na movie, jakoj nas vučyli ad kałyski? Voś jakraz takoj prahaj aŭtentyčnaści ja i tłumaču zvarot Tamary Bołdak-Janoŭskaj da movy svajho dziacinstva. Nie inakš tłumačycca i pryncypovy, prahramny vybar moŭnaj aŭtentyčnaści aktorkaj Joannaj Stelmaszuk-Troc – jana rychtuje svaje teatralnyja pastanoŭki na aŭtentyčnaj movie jaje „metavaj aŭdytoryi” (ci to na „ŭnarmavanym” padlaskim moŭnym varyjancie, ci to na „narojskim” u versii Tamary Bołdak-Janoŭskaj).

Pakolki vučyć havaryć dziaciej pa-svojmu (jak na čyžôvśkum, tak i na krynkaŭskim varyjancie) baćki ŭžo praktyčna pierastali, ja davoli pesymistyčna hladžu na perspektyvu biełaruskaści na Padlaššy. Bo prablema, viadoma ž, u tym, što razam z našaj aŭtentyčnaj movaj prapadaje i naša kulturnaja aŭtentyčnaść, abo dakładniej: aŭtentyčnaj dla našaj mienšaści spakvala stanovicca polskaja mova i polskaja kultura. Nu a ŭsio raniejšaje – svaja padlaskaja abo biełaruskaja havorka, svoj śvietapohlad i svaje zvyčai – stanovicca muzejnym ekspanatam, a ŭ najlepšym vypadku – začepkaj dla taho, kab na hminnym feście nadzieć falklornuju apratku i praśpiavać piesieńku na niezrazumiełaj dla apalačanaj publiki movie.

Ale pakul što – žyvuć jašče ludzi na Padlaššy, dla jakich isnuje svaja aŭtentyčnaść, adroznaja ad polskaj. I varta nam hetuju aŭtentyčnaść pastavić u centar usich ciapierašnich namahańniaŭ zahamavać naša kulturna-moŭnaje apalačvańnie, a nie hladzieć na našu rehijanalnuju admietnaść jak na saramlivuju marhinaliju, jakaja nie padpadaje pad mienskija standarty biełaruskaści. Mienskija standarty ničym nam nie dapamahajuć. Ujavim, što zaŭtra polskaja dziaržava spyniaje padtrymku našaj „mienskaj biełaruskaści” (heta značyć, spyniajucca finansavańnie biełaruskamoŭnych SMI i navučańnia biełaruskaj movy ŭ aśvietnaj systemie dy ŭsie granty na festyvali i patryjatyčnyja patancoŭki). Nu i što nam tady zastaniecca ad najaŭnaj biełaruskaści? Svaja havorka na rynku ŭ Bielsku i, mahčyma, u Hajnaŭcy. Ale ž jana tam była i jość biaz grantavaj łaski, i chutčej nasupierak našamu soramu za jaje biazhramatnaje tryvańnie… Kali tak, to čym nasamreč my zajmalisia i zajmajemsia?

Jan Maksimjuk. Svoja soročka bližej tiêła?

U Czasopisi za vereseń 2011 Aleksander Maksymiuk napisav słova, od kotorych ja choču začati svôj ninišni tekst:

Sproba vyvadu padlaskaj movy (havorki) u lik piśmovych movaŭ – adzinaja jakasna novaja ideja, jakaja stała ažyćciaŭlacca ŭ biełaruskm asiarodździ na Padlaššy ŭ hady novaj demakratyčnaj Polščy. Usie prajekty pa zachavańni biełaruskaj litaraturnaj movy – taki abo inšy praciah ci paŭtor pamknieńniaŭ, što isnavali i pry Narodnaj Polščy. Adradžeńniem padlaskaj movy (havorki) možna było zajmacca i 20, 30 ci 40 hadoŭ nazad, a nia tolki tady, kali mova apynułasia ŭ fatalnym stanie.

U siêtych troch frazach mojoho brata, napisanych u zvjazku z premjeroju peršoho teatralnoho spektaklu na pudlaśkuj movi v lipeni 2011 u Ščytach, vykazana kvintesencija našoji biłoruśkoji konservatyvnosti i nepospivania za svojim časom.

Posli rozvału komunizmu my narešti usviêdomili sobiê našu demografično-movnu sytuaciju na Pudlašy: dla 7 z 10 biłorusuv chatnioju (rôdnoju) movoju je pudlaśka hovôrka bez dziekańnia/ciekańnia i akańnia/jakańnia. Ale tôlko try biłoruśki organizaciji z bôlš čym dvadceti, kotory vystupajut z prôśbami dofinansovania do Varšavy, berut pud uvahu siêtu odmiêtnosť pudlaśkoji biłoruśkosti: Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach, Teatr Czrevo i Czasopis, kotory od jakohoś času stav drukovati teksty po-svojomu. Usiê inšy dotacijny subjekty mają gdzieś gwary białoruskie z okolic Bielska i Hajnówki.

Posli rozvału komunizmu odbyłasie radykalna informacijno-technologična revolucija: drukovany zasoby informaciji (gazety, časopisy, brošury, knižki) diś zajmajut tôlko neveličku i mało vpłyvovu časť informacijnoho rynku. Značno pobôlšała rola televiziji, môcno vpało značenie radiva i vybuchovo vyrus internet, kotory dla mołodych pokoliêniuv je teper najvažniêjšym medyjum žyvoji komunikaciji. Ale biłoruśki publikatory i organizaciji na Pudlašy ne majut NI ODNOHO ŽYVOHO SAJTU v interneti. Usiê našy biłoruśki sajty majut na samum diêli archivalny charakter: vony ne obnovlajutsie kažnodenno i ne vedut nijakoho rozhovoru z audytoryjeju. Aby byli, ale našto – nichto tołkom ne znaje. Nu i vsiê vony tôlko na literaturnuj movi, na kotoruj u pudlaśkum interneti ne piše praktyčno nichto kromi žurnalistuv.

Z paperovymi Czasopisom i Nivoju jak hołôvnymi zasobami komunikaciji i edukaciji biłoruśka menšosť na Pudlašy ostajetsie technologično tam, de vona była na počatku budovania demokraciji 25 liêt tomu: u 19-m stoliêtijovi. Pro jaki vpłyv na mołodych pudlašukôv možna ode kazati? I čy treba divovatisie, što my vmirajemo v tempi čuť ne 20% na desetiliêtije?

Bez pudlaśkoji movy jak osnôvnoho instrumentu budovania biłoruśkoji identyčnosti nam ne obujtisie. Bo to odina rêč, kotora šče može miêti emocijonalny vpłyv na 70% pudlaškich biłorusuv. Koli v mołodoho čołoviêka ne bude ochoty hovoryti i čytati na movi joho diêda i baby z-pud Dubič Cerkovnych, to skôl voźmetsie ochota hovoryti i čytati na movi diêda i baby joho znakomoho/znakomoji z-pud Krynok? Siête napravdu ne dochodit do našych žurnalistuv?

Môć chatnioji, babino-diêdovoji movy v budovani regijonalnoji kulturnoji identyčnosti poniali v Polščy vsiê, tôlko ne my. Poniali łemki, kašuby, slonzaki, krakowiacy i górale, kurpy i mazury. Dla jich svoja chatnia mova stała najvažniêjšoju kulturnoju ciênnostieju. Bo mova, jak chtoś skazav, to odeža dušê. I svoja regijonalna soročka bližej tiêła i dušê, čym kazionna ohulnoderžavna rubaška.

A my daliêj klejim durnia i hierojśko produkujem kupu kazionnoji i nečytelnoji makulatury, nazyvajučy siête pudderžuvaniom biłoruśkosti na Pudlašy.

Jan Maksimiuk. Raźvitańnie z 19-m stahodździem

Praviły stvareńnia papiarovaha peryjadyčnaha vydańnia nie źmianilisia ciaham dvuch apošnich stahodździaŭ.

Za 200 apošnich hadoŭ źmianilisia metady vytvarańnia papiery, a taksama technalohija druku i sposaby razpaŭsiudu papiarovych hazetaŭ i časopisaŭ, ale asnova žurnaliscka-vydavieckaha pracesu zastałasia raniejšaj. Spačatku treba teksty, ad štatnych žurnalistaŭ abo ad vonkavych karespandentaŭ ci dapiščykaŭ; potym idzie redakcyjnaje planavańnie, apracoŭka i makietavańnie vydańnia; potym razmnažeńnie vydańnia ŭ drukarni; narešcie razpaŭsiud siarod čytačoŭ praz sietku prodažu abo padpisku. Heta davoli doŭhi i pracajomki praces, jaki z vydaviecka-redakcyjnaha boku anhažuje ludziej z roznymi prafesijnymi kvalifikacyjami.

Z boku spažyŭca-čytača taksama patrabujecca niemały vysiłak – treba kupić vydańnie ŭ kijosku abo aformić padpisku, a potym pazbavicca makulatury. Nijakaha takoha vysiłku nia robiać maje dzieci. U ichnim žyćci papiarovyja hazety i časopisy NIE PRYSUTNIČAJUĆ. Usio, što jim treba i chočacca pračytać, jany znachodziać u internecie i čytajuć tam, na ekranie ci to kamputera, ci to roznych multymedyjalnych pryładaŭ i cacak, nazvy jakich mnie staromu i ŭ hałavu nia lezuć.

Ja dumaju, što padobnyja čytackija pavodziny svaich dziaciej nahladaje siońnia pieravažnaja bolšaść baćkoŭ na śviecie. Niama ŭ našych dziaciej času i achvoty čytać artykuły ŭ papiarovych vydańniach, navat kali takija vydańni i znojducca pad rukoju, bo našmat zručniej uklučyć kamputar, pahladzieć fotki i videaklipy ŭ Facebook’u, Instagram’ie ci na YouTube.

Siońnia ŭžo niemahčyma ŭjavić sabie surjoznaje papiarovaje vydańnie biez svajoj internetnaj versii. Novyja peryjadyčnyja vydańni ŭźnikajuć naohuł tolki ŭ internetnaj versii, a niekatoryja šyrokaviadomyja mižnarodnyja vydańni admovilisia ad raniejšaj papiarovaj versii (naprykład, Newsweek u 2013 hodzie). Taki majem suśvietny trend, i jaho nastupstvy datyčać taksama našych papiarovych biełaruskich peryjodykaŭ u Biełastoku.

Sučasnyja technalohii raspaŭsiudu infarmacyi ŭ internecie dazvolili źvieści ŭsie raniejšyja vydaviecka-redakcyjnyja funkcyi praktyčna da adnaho čałavieka z „mašynaj”, jakaja źmiaščajecca ŭ kišeni.

Kali ja pačynaŭ žurnalisckuju karjeru ŭ Nivie naprykancy 1980-ch, nakład tydniovika byŭ kala 3,5 tysiač. Siońnia jon try razy mienšy. Ja nia viedaju, jak źmianiŭsia nakład Czasopisu za apošnija 25 hadoŭ, ale ž jon napeŭna nie pavysiŭsia, praŭda?

Biezumoŭna, isnuje nie adna, a niekalki pryčynaŭ taho, što ludzi na Padlaššy čytajuć biełaruskija peryjadyčnyja vydańni ŭ štoraz mienšaj stupieni (pra niekatoryja pryčyny, źviazanyja z prablemami viedańnia litaraturnaj movy i kiryličnaj azbuki u nas, ja pisaŭ u raniejšych feljetonach).

Siońnia mnie zachaciełasia źviarnuć uvahu na jašče adnu pryčynu hetaha zaniapadu – anemičnuju, amal nieprykmietnuju aktyŭnaść našych biełaruskich vydańniaŭ u internecie, kudy ŭžo pieraniesłasia pieravažnaja bolšaść aktualnych čytačoŭ Czasopisu i dzie zdaŭna znachodziacca ŭsie jaho patencyjalnyja čytačy.

Skažu koratka: internetnaja versija Czasopisu pavinna stać pieršasnaj, a papiarovaja – druhasnaj. Heta značyć, siły i finansavyja srodki redakcyi treba pieraraźmierkavać na častaje (najlepš – štodzionnaje) abnaŭleńnie MULTYMEDYJALNYCH žurnalisckich materyjałau na internetnaj staroncy, kali redakcyja jašče choča paspadziavacca na čytackuju padtrymku siońniašnich školnikaŭ i liceistaŭ. Ich nijakim tekstam na papiery ŭžo nie zavabiš. Im treba prykolnyja fotki i videaklipy dy… minimum tekstu. Siońnia takuju žurnalistyku ŭmiejuč rabić na svaich smartfonach navat 12-hadovyja žeŭžyki, i ŭ niekatorych ź ich „spažyvieckaja publika” ŭ dziasiatki razoŭ bolšaja, čym u Czasopisu.

Hučyć strašna, ja viedaju. Ale kali my nie raźvitajemsia z našaj addanaściu žurnalistycy rodam z 19-ha stahodździa, my prapali.

Jan Maksimjuk. Biłoruśkosť na našu mi­ru.

cz10_2016_cz-b-6Hrôm ne vdyryt, mužyk ne perežegnajetsie, kažut našy lude. Polaki na podôbnu mužyćku sytuaciju majut svoju vłasnu pohovôrku: mądry Polak po szkodzie.

Problema z nami, na odminu od polakuv, u tôm, što my i posli hromu ne stanovimsie mudrjšymi. Bo hrôm môcno vdyryv u našuj okolici vže prynajmi dva razy.

Peršy raz na počatku 2004 roku, koli opublikovany vyniki perepisu 2002 roku pokazali, što biłorusuv na Pudlašy je menš čym 50 tysiač.

Druhi hrôm udyryv posli perepisu 2011 roku, koli vyjaviłosie, što nas uže i 40 tysiač ne nazbirajetsie.

čom otrymałasie takaja ponura statystyka – i to v časi, koli svoboda biłoruśkoji kulturno-osvitnoji praci i finansova pudderžka biłôruśkoji menšosti z boku deržavy byli najlipšy v historyji Pôlščy? Nu bo ž posli rozvału komunizmu chto tôlko schotiv, toj i zarejestrovav svoju organizaciju i pisav „projekty” pud granty z Ministerstva na „pudderžku biłoruśkosti”. I vsi „projektanty” naohuł tyje granty dostavali. A objektyvno vyjšło tak, što „projekty” i granty praciovali, ale, musit, perevažno na autoruv, a ne na hromadskosť.

Dla mene jasno, što toj model biłoruśkosti, jaki vže 25 lit u nekomunistyčnuj Pôlščy proponujetsie „mainstreamom” biłoruśkich organizacij, ne natchniaje našych ludi na identyfikaciju z biłoruśkostieju. Pered usim ne natchniaje mołodyh, movno čuť ne zusim spolonizovanych, ale nostalgično šče môcno zvjazanych z svojim „nepôlśkim” simijnym naslidstvom.

Tut, na moju dumku, roblatsie dvi strategičny pomyłki i odna technična.

Po-perše, i mołodych, i starych u nas velmi słabo, a to j naohuł ničohutki ne obchodit, što na samum dili odbyvajetsie v Respublici Biłoruś. Ale na prezentaciju jakraz toho, što nikoho z pudlašukôv ne obchodit, ide jak minimum 80% vysiłku, času i vynachôdlivosti našych aktyvistuv. Z punktu pohladu regijonalnoho biłoruśkoho interesu – to zusim pusty zaniatok.

Po-druhie, jak 25, 35 i 45 lit tomu, tak i diś biłoruśki „mainstream” ignoruje, što v našuj biłoruśkosti najoryginalnijše – pudlaśki hovôrki pomiž Narvoju i Buhom, z jakich nekotory „marginały” (ułučno z vašym autorom) budujut, i ne bez šansuv na vdaču, povnoformatnu pisanu movu. Najmucnijša sentymentalna vjaź 70% pudlaśkich biłorusuv z svojim biłoruśkim naslidstvom – z pudlaśkoju movoju svojich baťkôv i didôv – zanechajana našymi „oborônciami od polonizaciji”. Koli sitoho ne nazyvati sabotažom, to jak?

Nu i po-tretie: kirylična azbuka drukovanoji produkciji našoho „mainstreamu” to diś „turećka hramota” dla čuť ne vsich potencijalnych mołodych biłorusuv, naveť dla tych, kotory šče chodiat na biłoruśku movu v školi.

Storônka „Howorym po swojomu” w Facebookovi maje koło 9 tysiač prychilnikuv, i nikomu z jich do hołovy ne prychodit pisati kirylicieju čy domahatisie, kob inšy tak pisali. Tłumačyti šče? Slipomu, jak toj kazav, okularuv ne pudšukaješ.

Naša biłoruśkosť u svojôj naj­tverdijšuj pudstavi je regijonalna i provincijonalna. To ne pryčyna dla kompleksuv čy dla stydu. My vže takije je: urodilisie koliś bez pomoščy BSSR i žyvemo teper bez pomoščy RB. U nas realny problemy vyhladajut inačej, čym u Minśku.

Odkaz na ohulnobiłoruśkie pytanie – čom Cerkva ne hovoryt po-biłoruśki? – dla nas mało istotny. Prosto v našuj Cerkvi inšy „projekty” i granty.

Dla nas žyciovo važnym je odkaz na site pytanie: čom našy „oborônci” i „intelektuały” ne hovorat i ne pišut na rôdnuj movi 70% svoho narodu?