Jan Maksimjuk. Ode

Sioho lita złožyłosie tak, što ja pryjiêchav z Prahi do Biłostoku na čuť ne štyry tyžni, jakraz tohdy, koli Joanna i Michał Troc provodili teatralny festyval ODE. To było četverta edycija festyvalu – až ne viêrytsie, što minuli vže try roki z hakom od času, koli Joanna poprosiła mene znajti jakojeś naše słovo dla nazvy festyvalu, kob vono, z odnoho boku, było tôlko pudlaśkie, a z druhoho – miêło „tołkove” značenie, kotore pasovało b do sytuaciji jeji Teatru Czrevo. Dumaju, što zaproponovana mnoju nazva – ODE (tut) – adekvatno „pryklejiłasie” do festyvalu, z kotoroho boku ne hlanuti. Jak u minułych litach, teper tože byli spektakli, do kotorych ja dokładav svôj hrôš abo j dva jak perekładčyk na pudlaśku movu: „PustaJa”, „Andersen po-svojomu”, „Vovčok Movčok” (premjera spektaklu dla diti), „Popeł i pameť” (jak dla mene – najvažniêjša kulturna podiêja sered biłoruśkoji menšosti za ostatni 10 liêt). To velmi fajne odčuvanie byti udiêlnikom kulturnoho procesu, kotory napravdu „čêplaje za žyvoje” našych ludi, a na dodatok – robiti spektakli i čytani tekstuv po-svojomu dla diti… Podôbne fajne odčuvanie ja miêv uže davno tomu, na počatku 1990-ch, koli prochodili peršy „Basovišča”. Z disiêjšoji perspektyvy čołoviêka, kotory divitsie na Pudlaše z odlehłosti 800 km, skažu, što „Basovišča” počatku 1990-ch i teatr Joanny Troc 2010-ch – najliêpše, što zdaryłosie v nefolklornuj kultury našoji menšosti i pujšło v naš narod posli rozpadu komunistyčnoji systemy.

Ne viêdaju, čy i po jakôm časi nastupit toj moment, koli našy lude znudiatsie teatrom na pudlaśkuj movi abo perestanut rozumiêti siêtu movu i ne schočut prychoditi na spektakli Joanny Troc i Kumpaniji. Maju nadiêju, što taki moment pryjde nechutko abo i vohule ne nastupit. U kažnum razi, spotkavšysie z Joannoju v Biłostoku pry kavi, my hodiny dviê „zmovlalisie”, što nam robiti daliêj z pudlaśkim repertuarom i naohuł z biłoruśkim nôrtom po-svojomu. Pomysłuv u nas mnužêń, ono realnosť ne pospivaje za našymi idejami – ciêły čas istniêje velika problema: skôl uziati profesijonalnych aktoruv, kotory choroše i bez pôlśkoho akcentu hovoryli b po-pudlaśki? Našy lude pudčas spektakluv zvoročujut na vymovlenie veliku vvahu, a tomu z siêtym ne može byti žadnoji chałtury. Ale kromi Joanny i Julianny (Doroš), Teatr Czrevo maje tôlko Tomka (Tarantu) i perspektyvu dołučyti Magdu (vychovanku Joanny z liceja, kotora siêtoju osenieju začała včytisie v aktorśkuj školi). Ot i na razi vsio – značyt, šče ne treba zamachuvatisie na postanôvki z bôlšoju grupoju, a daliêj praciovati z troma-štyroma aktorami…

Kadrova problema Teatru Czrevo povinnna v perspektyvi štyroch-pjati liêt rozvezatisie sama – Joanna kaže, što jôj vdałosie zacikaviti teatrom mołodych ludi z hajnuvśkoho i biêlśkoho licejuv natôlko, što v najbližšych litach do aktorśkich akademijuv planuje pujti hurma mołodych pudlašukôv. Zrozumiêło, u akademijach ne naučat jich hovoryti po-svojomu, ale poka šče žyvyje na Pudlašy lude mojoho pokoliênia, to takich jak ja, naturalnych učytelôv pudlaśkoji movy ne zabrakne. A potum – chto znaje – može začnut učyti po-pudlaśki v školi? U Hajnuvci abo v Biêlśku? Našto, zapytajete – kob pudderžati Teatr Czrevo i festyval ODE? Ne tôlko. Pered usiêm na toje, kob buduščy pokoliêni pudlaśkich biłorusuv umiêli hovoryti ne tôlko tak, jak hovorat tam, ale tože tak, jak hovorat ode.

Babina i diêdova „pravda”

– Babo, nudno tut u vas, diti do zabavy ne maju! – narykała ja kotorohoś razu v Ploskach.
– To davaj budu tebe včyti hovoryti po-ruśku, – dała proponovu baba i počała: – Skátierť – znaješ što to?
Ja ono pokrutiła hołovoju.
– To obrusok bude po-našomu, – objasniuvała mniê baba. – A kirpíč to cegła.
– A skôl vy sieje znajete? – divovałasie ja.
– Nu, z biêženstva. Jak my žyli v Rosiji, to musili koje-što navčytisie. Inakš to vony z nas smijalisie, nu, tyje lude, – objasniuvała daliêj moja baba. – O! A siélezień – viêdaješ što to takoje? To kačôr.
– A čoho vy pojiêchali v toje biêženstvo? To daleko?
– Utikali pered niêmciom. Oj daleko, velmi daleko… – zadumałasie raptom baba. – Jiêchali i jiêchali. I vse nas posyłali daliêj i daliêj. Baťki velmi nervovalisie, my z sestrami musili byti ticho, tato velmi kryčali…
Diś ja škoduju, što ne słuchała baby uvažniêj, bo mało što pomniu z toho, ob čôm mniê rozkazuvała…
– Rozkažy mniê, babo, kazku, – prosiła ja vvečery, ležačy z baboju v posteli.
– Ja žadnych kazok ne znaju, – odkazuvała vse baba. – Ale jak chočeš, to rozkažu tobiê pravdu.
I počynała:
Odin čołoviêk išov dodomu z miêsta, ale zastała joho nôč. A do domu było šče dobry kusok dorohi, i do toho liêsom. Mužčyna išov velmi dovho, až poniav, što zabłudiv. Ale raptom pobačyv, što horyt jakojeś sviêtło. Vôn pudyjšov bližej i až pudskočyv z utiêchi, bo to była chata.
– Može mene perenočujut abo choč dorohu pokažut, – podumałosie jomu.
Nedovho dumajučy, vôn postukav u dvery. Joho tam dobre pryniali, u chati žyła mati z synami. Nakormili joho, rozosłali spanie na pudłozi za pečeju, skazali, što rano pokažut dorohu do toho sioła, kudy jomu treba. Čołoviêk vytiahnuv nohi, jomu stało tepło, i vôn zadrymav. Ale raptom štoś joho obudiło. Tyje lude ne spali, ono štoś potichu hovoryli. Vôn stav prysłuchovuvatisie, i jomu až vołosy na hołovie pudnialisie.
Tyje lude namovlalisie, jak joho zabiti i obukrasti. Ale čołoviêk byv velmi viêrujuščy, i odrazu stav molitisie. Vôn stav hovoryti molitvu „Žyvyje v pomošč”. I vony stali zasynati, značytsie, tyje lude, a koli vže vsiê zasnuli, to vôn potichu vstav i vyjšov z toji chaty. I jakoś najšov dorohu, bo vže bułaviêło, i ščaslivo vernuvsie dodomu.
– Babo, a vy tuju molitvu znajete? – pytałasie ja.
– Znaju, a jak že. Zavtra i tebe stanu včyti, – obiciała mniê baba.
I chotiêła mene navčyti, ono ne miêła do siêtoho terplivosti…
A diêd mniê zahadki zahaduvav:
– Povna bočečka vina, nihde dyročki nema? Što to bude?
– A ja znaju, ja znaju, – tiêšyłasie ja. – To jicie bude.
– A siêtu znaješ? Povna bočka krup, a navercha strup?
– O! to bude makuvka! A šče, šče jakuju-leń znaješ, dziadku?
– Znaju. Povna chata ludi, ne ma okon ni dvery?
Ja dumała i dumała. Siêtoji šče ne znała.
– Zdajusie! Skažy mniê, što to je.
– O, tak lohkutko tobiê ne bude, – dražnivsie zo mnoju diêd. – Prynesi mniê kusok chliêba z kovbasoju, to skažu.
Ja letiêła do baby i prosiła kusok chliêba z kovbasoju. Ale baba dobre znała, što to ne dla mene, i ne chotiêła davati.
I tak ja litała pomiž diêdom a baboju i ne miêła času nuditisie. Narešti diêd mniê skazav, što to bude dynia, taja chata bez okon i dvery.
– Dziadku, a šče jakujuś zahadku znaješ?
– Znaju, znaju. Ale to vže potum, večerom, bo teper mušu vpravlatisie.
I što robiti? Musovo było ždati do večera.
– Što to takoje: baba v komory, a vołosy na dvorê? – pytavsie diêd uvečery.
Časom ja vže čuła zahadku vperuč, ale časom vony byli zusiêm novy. Diêd jich znav mnužêń.
Odna mniê zapometałasie navse: stojit joła sered sioła i na kažne pudvôre rozpustiła hôle. Ne skažu što to, sami podumajte.

Halina Maksimjuk

Jan Maksimjuk. Čechija

Narodnaja mudraść kaža: vialikaje lepš vidać na adlehłaści. U maim vypadku hetaja prykazka paćvierdziłasia na ŭsie sto adsotkaŭ. Mnie treba było pierajechać u českuju Prahu, kilametraŭ za 800 ad Biełastoku, kab ubačyć na Padlaššy toje vialikaje, čaho ja nia bačyŭ, kali tam žyŭ. A mienavita: na Padlaššy jość svaja admietnaja padlaskaja mova, jakoj niama ni ŭ jakim inšym miescy na śviecie, i jana nievybačalna zaniadbanaja i śpichnutaja na ŭzbočča aficyjnaha biełaruskaja (a taksama ŭkrainskaha) aktyvizmu ŭ rehijonie. Jak niešta mocna saramlivaje i zusim biesperspektyŭnaje.Kali chočacie, hetuju maju prazorlivaść na adlehłaści možacie nazvać praskaj perspektyvaj.

Mnie było ŭžo bližej da 50, čym da 40 hadoŭ, kali maje vočy narešcie raspluščylisia na hetuju padlaskuju (nie)vidavočnaść. Mahčyma, było ŭžo zapozna, kab pierastaŭlać svajo žyćcio ŭ inšuju kalainu, ale mnie padumałasia, što jašče nia pozna, kab pastaracca choć u niejkaj stupieni admalić svaju raniejšuju ślepatu. Tamu, pačynajučy z 2005 hodu, ja amal usie svaje pazaprafesijnyja zaniatki (pa-za žurnalistykaj na Radyjo Svabodnaja Eŭropa/Radio Svaboda) pastaraŭsia padparadkavać jakraz pramocyi padlaskaj movy siarod jaje karystalnikaŭ na Padlaššy i zacikaŭlenych ludziej u šyrokim śviecie.

Paradaksalna, maja „emihracyja” ŭ Čechii i heahrafičnaja addalenaść ad Padlašša tolki paspryjała ažyćciaŭleńniu pastaŭlenaha sabie zadańnia. Ujaŭlaju, kolki času mnie daviałosia b patracić biasplonna na roznyja biełaruskija imprezy, spatkańni, prezentacyi, dyskusii i „basoviščy”, kali b ja zastavaŭsia ŭ Biełastoku i sprabavaŭ tam tłumačyć, što treba zrabić z padlaskaj movaj. A tak – ja sam sfarmulavaŭ prablemu i sam staŭ pracavać nad jaje vyrašeńniem, nie raźličvajučy na ničyjnuju dapamohu, akramia žončynaj u Prazie i bratavaj u Biełastoku. Nichto z aktyvistaŭ biełaruskaha ruchu na Padlaššy mnie nie dapamahaŭ, ale j nichto nia byŭ u zmozie pieraškodzić abo zaduryć hałavu niečym inšym.

Čechija – adno z lepšych u śviecie miescaŭ, dzie možna svabodna dumać pra movy, svabodna pracavać z movami dy znachodzić prychilnikaŭ i zrazumieńnie dla svaich moŭnych idejaŭ. Sami čechi mocna i sporna papracavali, kab u daščentu aniamiečanaj krainie (što tyčycca intelektualna-kulturnaj elity i miaščanstva), pačynajučy z druhoj pałovy XIX stahodździa, adradzič českuju movu i viarnuć naležnaje joj miesca ŭ publičnym žyćci. Čechi – pazytyŭny prykład dla ŭsich, chto kaža, što niama sensu padtrymlivać niejkija moŭnyja idei z uvahi na ich mierkavanuju biesperspektyŭnaść. Na svajoj darozie ja sustreŭ adnaho takoha pazytyŭnaha čecha – prafesara movaznaŭstva Jíři Marvana (1936-2016) – ź jakim my paznajomilisia bližej i jaki nia tolki ŭchvaliŭ maje zaniatki z padlaskaj movaj, ale i padbiŭ mianie napisać artykuły pra padlaskuju movu (i pa-padlasku!) u vydańnie Karłavaha ŭniversytetu, jakoje jon redahavaŭ.

Što tyčycca padlaskaj movy, mnie zastajecca tolki adzin pracajomki prajekt, jaki daviadziecca darabić adnamu, nie spadziejučysia na dapamohu zboku. Heta „Polska-padlaski słoŭnik”, raźličany na 45-50 tysiač artykułaŭ, jaki ja pačaŭ składać u elektronnym vyhladzie na staroncy Svoja.org hadoŭ piać-šeść tamu i zrabiŭ bolš-mienš čaćviertuju častku. Usie inšyja padlaskija prajekty ja ciapier rablu ŭ supracoŭnictvie ź ludźmi z Padlašša (znajšlisia takija letucieńniki narešcie!). U hetym sensie – praskaja perspektyva majho dalejšaha žyćcia nia vielmi kab bieznadziejnaja. Nu, prynamsi nia horšaja, čym praskaja perspektyva Francyska Skaryny, jaki ŭžo paŭtysiačy hadoŭ čakaje, kali ž heta naš narod stanie havaryć i čytać na svajoj movie 🙂

Halina Maksimjuk. Łaznia.

Odnoho razu tato pryniôs z roboty bilety do łazni. Ne pometaju, kotory to byv rôk, ale my šče tohdy žyli v starôj chati. Tato vže praciovav u PGKiM (Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Bielsku Podlaskim), a łaźnia naležała do jich, i vsie praciovniki dostavali bilety dla sebe i svojeji simjiê. I ja v suboty stała choditi do toji łaźni.

Tam była tepła voda, pryšnic i vanna. Na parterovi byli kabinki dla mužčyn, a kobiêty mylisie na poverchovi. Ne raz ja zabirała z soboju i koležanku z našoji hulici. Vjadomo, nam tam velmi podobałosie. My šorovalisie i šorovalisie, kob odskrabati brud z ciêłoho tyžnia… Až časom prychodiła pani, kotora tam pratała, i vyhaniała nas, bo v koliêjci čekali inšy lude. My potum dovhovato sidiêli na korydorovi i dosušuvalisie, kob prypadkom viêtior nas ne proviêjav i my ne pochvorêli. Tam možna było počytati gazety i pohovoryti, tak što čas prochodiv pryjemno. Koli ja voročałasie dochaty pôzno, to mama poburkuvała, bo što možna tam tak dovho robiti? Mama tudy ne chodiła, ale ja i tato čuť ne kažnu subotu. Pokôl ne perevelisie do novoji chaty, de vže miêli akuratnu łazienku z vannoju i tepłoju vodoju.

Koli ja zbirałasie do łaźni, to Ania taksamo vytiahała z šafy ručnik, čyste bilijo i  pakovała vsio do torby.

– A kudy ž ty vybiraješsie?  – pytała jijiê mama.

– Idu do łazni, – odkazuvała moja sestra. – Budu čystiutka. Vykupajusie. Z Halinkoju pujdu.

Jakraz tudy ja jijiê ne mohła z soboju zabrati, bo vona była šče zamałaja. Tam mohli jijiê vpustiti tôlko z mamoju… Časom Ania velmi płakała, i ja musiła bihom utikati z chaty, kob mama mohła jak najchučêj jijiê vspokoiti. Mojôj sestrê nikoli ne pryšłosie choditi do łazni… Odne dosviêdčanie menš…

Koli ja svojim diêtiam rozkazuju pro takije rečy, to jim u hołovach ne miêstitsie, jak možna było tak žyti.

– Mamo, – zapytała odnoho razu moja dočka, – a koli ty chotiêła pobačytisie zo svojeju koležankoju, to jak vy domavlalisie bez telefona?

– Nu jak? Ja prosto biêhła do svojeji koležanki, a vona była doma abo niê, i vsio. Telefon? Ščastie, koli rover mohła vziati, kob piškom usiudy ne choditi.

– To nefajno, – skazała moja dočka i pujšła pohovoryti po skajpi, bo same do jijiê pozvoniła koležanka.

A nam było fajno. I času chvatało na tôlko rečy!

Najbôlš to ja ne lubiła škôlnych imprezuv na państvovy sviata. Naprymiêr, na Dzień Zwycięstwa my musili choditi na mohiłki soviêtskich sołdatuv až do Studzivoduv na druhi kuneć Biêlśka i słuchati jakichś beznadiêjnych promovuv. Stračany deń! Kôlko knižok ja mohła b za toj čas pročytati! Abo pohovoryti z koležankami na „považny” temy! Jakije? Nu, pro chłopci, kotory nam podobalisie, pro smutne žytie odnoji našoji koležanki, pro našy mary. Kažna z nas vzdychała i hovoryła:

– Jak uže budu dorosła…

I čoho my tôlko ne vydumuvali! My povinny vsio robiti inakš, čym našy baťki, lepi i cikaviêj miêli žyti, usio miêti. Odna z moich koležanok hovoryła, što nikoli ne bude miêti diti, bo z jimi to ono kłoput – teper maje jich četvero. Čołoviêk druhoji koležanki miêv byti bohaty, usio jôj kupovati, lubiti jak nichto inšy na sviêti, a vyjšłô tak, što prynajmi raz na miêseć vona chodiła z pudbitymi očyma, pokôl z jim ne rozvełasie. Kotoraś chotiêła vyjichati za hraniciu i tam žyti (i to zusiêm ne była ja), a vyjšła zamuž za vdovcia z troma ditima, žyve na seliê i hospodaryt. Ale ž tohdy my toho ne viêdali i maryli, maryli… A teper čołoviêk dochodit do vyvodu, što tak napravdu to najbôlš na sviêti varte zdorovje i bliźki lude kruhom nas… Koli siêtoho ne chvataje, to sviêt robitsie necikavy, a žytie smutne…

– Mamo! A dyskoteki v vašôj školi byli? – vyrvała mene z zadumy dočka.

– Nu a jakže, byli. I dyskoteki, i bali przebierańców, i choinki

– Jakije bali? – raptom zainteresovałasie Marylka.

Nu, perediahalisie my za razny zvirê, abo cihanki, abo korolevy…

Pomniu, jak odna koležanka perediahnułasie za kota v botach, a druha za perśku pryncesu, i obiêdvi vyhrali nahorody, jakijeś knižki i po čykoladi, a ja jim tak strašno zajzdrostiła. Ale na odnôm balovi ja tože dostała nahorodu. Ja była perediahnuta za ducha. Biêhała v strašnuj masci, ciêła zavinuta v ružovy materyjał, pozyčany od mojeji koležanki. Nichto ne viêdav, chto ja je, pokôl ja ne zniała maski z tvaru! To była zabava!

– A masku de kupiła?

– Jakoje – kupiła! Koležanka mniê zrobiła, a ja jôj. Ciêłe popołudnie nam siête zaniało. Lipili tyje maski i lipili. I to na tvarovi treba było vsio lipiti, takimi varstvami papiêr mokry nakładati i klejom zroblanym z muki i vody vsio zliplati.

– A pud kuneć vośmoji klasy vy miêli jakujuś zabavu? – dopytuvałasie moja dočka.

– To była zabava jak vesiêle! Nam pozvolili hulati až do odinadcetoji hodiny. Baťki pryšykovali nam jiêdło, kupili oranžadu, mamy napekli tiêsta, zaprosili vsiêch učytelôv, kotory nas učyli. Fajno było. Nakuneć usie divčata popłakalisie, chłopciam tože ne było do smiêchu, ale što ž, usio koliś kunčajetsie, i naša zabava tože skôncyłasie. Ale chorošy vspominki ostalisie.

Jan Maksimjuk. Chto zatverdžaje mo­vy?

Chto zatverdžaje mo­vy? Ja choču odkazati na siête pytanie v Czasopisi, bo odčuvaju, što bôlšosť mojich koleguv-žurnalistuv u Biłostoku ne znaje pravilnoho odkazu i ciêły čas dumaje, što siête robit Wydział Mniejszości Narodowych i Etnicznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Musit, tomu vony, kob začati pisati po-svojomu, ždut, poka z Wydziału ne pryjde papiêr z pečatkoju i bolš-menš takim zmiêstom: Szanowni Państwo Białorusini, niniejszym stwierdzamy, że w dotowanych przez MSWiA publikacjach możecie, w rozsądnych objętościach, zamieszczać teksty po-svojomu albo, jak niektórzy to określają, po podlasku.

Szanowni Państwo, takoho piśma viête ne doždetesie, bo rola państwa ne polahaje na zatverdžani novych etničnych movuv, a chutčêj na likvidaciji starych. U Varšavi čuchajut hołovy, jak profinansovati bôlšu narodžalnosť diti, a ne slonśki abo pudlaśki movy.

Možlivo, je sered mojich koleguv i takije, kotory dumajut: začnu pisati po-pudlaśki, jak tôlko profesorka biłorusistyki Nina Barščevśka, jakaja vrodiłasie i vychovałasie v siêtuj movi, skaže vhołos – tak, je takaja mova!

Pani profesorka nikoli ničoho takoho ne skaže, bo vona je profesorkoju movoznavstva, kotore pudlaśki hovôrki rozdilaje na biłoruśki i ukrajinśki i ne dopuskaje ničoho „pomiž”. Pryznati pudlaśku movu dla takoho słavista – to machnuti rukoju na svojiê naukovy dyplomy i tytuły.

To ne movoznavci postanovlajut, maje byti nova mova čy niê. Koli b tak było, nikoli ne zjavilisie b ukrajinśka i biłoruśka, tomu što vsiê movoznavci Rosijśkoji Imperyji vvažali siêty movy za „małorusskoje” i „biełorusskoje” „nariečija” „velikorusskavo jazyka”.

Ale potum inšy movoznavci stali dumati inačej. Što pominiłosie? Pominiałosie stavlenie samych nośbituv biłoruśkoji i ukrajinśkoji movuv do svojich „nariečijuv”. To vony pered usiêm stali vvažati, što to osôbny od rosijśkoji movy, i naukôvci tôlko musili pudtaknuti post factum i stvoryli osôbny hramatyki i praviła pravopisu dla biłorusuv i ukrajinciuv.

Z časom, koli začała rozvivatisie socijolingvistyka, pominialisie i mižynarodny kryteryji odrôznivania movuv i dyjalektuv.

Na sviêti teper identyfikovano i opisano 7,099 žyvych movuv (https://www.ethnologue.com/). Kažna z siêtych movuv maje trochliterovy kod – naprykład, pôlśka: pol; francuśka: fra; slonśka: szl – podług tak zvanoho mižynarodnoho standartu ISO 639-3. Siêty standart odrôznivania movuv opirajetsie na troch pudstavovych peredposyłkach:

  1. Dva vidy movy možna zaličyti do odnoji movy, koli nośbity odnoho vidu rozumiêjut druhi vid bez potrêby naučania.
  2. Dva vidy movy, uzajemno nezrozumiêły dla jich nośbituv, možna zaličyti do odnoji movy, koli istnieje spôlna literatura abo spôlna etnolingvistyčna identyčnosť siêtych nośbituv.
  3. Dva vidy movy, uzajemno zrozumiêły dla jich nośbituv, možna zaličyti do osôbnych movuv, koli istniêje dobre vstanovlana osôbna etnolingvistyčna identyčnosť sered siêtych nośbituv.

Sytuacija z pudlaśkoju movoju, očyvidno, pudpadaje pud Punkt 3 standartu ISO 639-3. Po-pudlaśki hovorat lude, kotory zaličajut sebe naohuł do biłorusuv, a ne do ukrajinciuv. I siêty lude ponimajut, što mova v jich raznitsie jak od biłoruśkoji, tak i od ukrajinśkoji. U troch našych gminach na Pudlašy (Hajnuvka, Vôrla, Čyžê) radny zatverdili jak język pomocniczy ne biłoruśku i ne ukrajinśku, a „movu biłoruśkoji nacijonalnoji menšosti”.

Ostavsie šče neveliki krok – treba pudkazati radnym v siêtych gminach, što movy na sviêti nazyvajut odnym słovom, a ne štyroma: „mova biłoruśkoji nacijonalnoji menšosti” v jich – to pudlaśka mova. I vsio. Proces zatverdžania movy bude zakônčany.

Jan Maksimiuk. Tavar toj samy, ale ŭpakoŭka novaja.

U červieńskim Časopisie redaktar Jurka Chmialeŭski papraknuŭ mianie za toje, što ja, krytykujučy nieefektyŭnyja metady pramocyi biełaruščyny siarod maładych pakaleńniaŭ na Padlaššy, naohuł nie zakranaju temu, ČYM zaachvocić i zacikavić maładych, jakija štoraz macniej palanizujucca i na hetuju pramocyju nie źviartajuć uvahi. Tak, Jurka, ja nie zakranaju hetuju temu, bo dla mianie jana akreślenaja daŭno i raz nazaŭsiody: žurnalisty, jakija absłuhoŭvujuć nacyjanalnuju mienšaść, pavinny pisać i viaščać pra svaju mienšaść i jaje žyćcio-byćcio, a nie pra Afryku z Aŭstralijaj ci Hollywood z Bollywoodam. Jakraz na biełaruskija prablemy dziaržava daje im hrošy, i jakraz pra hetyja prablemy jany viedajuć bolš za ŭsich. A pra ŭsio inšaje napišuć žurnalisty bolšaści, i nam niama patreby marnavać enerhiju, čas i finansavyja resursy na spabornictva ź imi.

Pa-mojmu, hałoŭnaja prablema našaj žurnalistyki ŭ 21-m stahodździ jakraz u tym, što jana zastałasia daloka zzadu za technalahičnymi inavacyjami i trendami ŭ raspaŭsiudžvańni infarmacyi. Naš narod (jak i polski, francuski i pakistanski narody) pierastaŭ čytać drukavanyja vydańni. Tyja ź biełarusaŭ, jakija jašče zastajucca ŭ vjoscy, asnoŭnuju infarmacyju spažyvajuć z televizii (u peŭnaj stupieni i z radyjo), a maładyja pakaleńni biełarusau u haradach i haradkach (vychavańnie jakich vyrašaje pra žyćcio abo śmierć biełaruščyny na Padlaššy) pajšli u internet, hałoŭnym čynam u sacyjalnyja sietki (serwisy społecznościowe). I jakraz tam treba nam maładuju aŭdytoryju „dastavać”, dzień za dniom. A my im prapanujem miesiačnaje vydańnie, na jakoje treba padpisacca abo pašukać miesca, dzie jaho pradajuć. Navošta im taki kłopat, kali možna kliknuć dva-try razy na svaim smartfonie i adčynić sabie ŭvieś śviet (u jakim adnak niama našaj biełaruščyny). Voś u čym ja baču asnoŭnuju pryčynu našaj nieefektyŭnaści. Nia ŭ tym, ŠTO prapanavać spažyŭcu, a JAK.

Vydavańnie papiarovaha Časopisu častkova maje sens, z uvahi na pakaleńni 50- i 60-hadovych biełarusaŭ, jakija da smartfonaŭ i ajfonaŭ užo nie pryzvyčajacca tak, jak da svaich ruk, i zastanucca pry staroj praktyčy čytańnia tekstaŭ na papiery. Ale maładych čytačoŭ treba šukać u internecie, u sacyjalnych sietkach, i zasvojvać internetnyja metady pryciahvańnia ŭvahi. Tak skazać, pradavać staroje – jakoje našy papiaredniki pradavali ŭ 1960-ch, 1970-ch i 1980-ch – u novych kramach i ŭ novaj, bolš pryvabnaj upakoŭcy. U staryja kramy z pacham „realnaha sacyjalizmu” nichto siońnia nia chodzić. Jany amal znikli. A my čamuści chočam utrymlivać hetkija relikty. Mahčyma, tamu, što ŭsio jašče dajuć nam hrošy na ich utrymańnie.

Ja, zrazumieła, moh by pačać pisać feljetony z paradami, što kankretna treba rabić, kab choć krychu nablizić biełaruskija vydańni na Padlaššy da infarmacyjnych technalohij 21-ha stahodździa. Ale heta bieskarysna. Reakcyju mahu pradbačyć na 100 adsotkaŭ: maŭlau, kali ty taki razumny, to viartajsia na Padlašša i pakažy nam, jak heta robicca. Ja pakul viartacca na Padlašša nie źbirajusia, bo ŭ mianie inšaje pracaŭładkavańnie. A toje, što mnie mahčyma rabić dla Padlašša adsiul z Čechiji i za što mnie nia płaciać hrošy, ja rablu – užo amal 20 hodoŭ. Mnie adnak škada, što ludzi, jakija zarablajuć na žyćcio ŭ suviazi z instytucyjanalnaj padtrymkaj biełaruščyny na Padlaššy, nia bačać u hetaj padtrymcy nijakaj prablemy. Prynamsi, ničoha pra heta nie havorać publična.

Jan Maksymjuk. Ci jość u nas Plan B?

Hetaje pytańnie ŭźnikaje ŭ majoj hałavie kožny raz, kali ja hladžu na štohadovyja śpisy dziaržaŭnych grantaŭ dla hramadzka-kulturnych arhanizacyj i dziejačoŭ biełaruskaj mienšaści ŭ Polščy. Jano ŭźnikaje kankretna paśla adnoj padkałodnaj dumki: a što, kali dziaržava pierastanie finansavać biełaruskuju mienšaść i nia daść hrošaj nia tolki na BHKToŭski festyval pieśni i BASaŭskaje „Basovišča”, ale j na „Nivu” i „Časopis”? Što tady zastaniecca?

Chtości moža skazać, što takaja dumka – lišniaja pieraściaroha: dziaržava daść biełarusam hrošaj pry lubych abstavinach, bo takija hrošy, pa-pieršaje, zusim nieadčuvalnyja dla dziaržaŭnaha biudžetu, i pa-druhoje, Varšava abaviazałasia pierad Bruselem padtrymlivać dziejnaść nacyjanalnych mienšaściaŭ. Značyć, Varšava nie ryzyknie papsavać adnosinaŭ z Eŭraźviazam praź niejkija dva milijony załatovak.

Jano nibyta tak, ale kali pahladzieć, jak ciapierašniaja polskaja ŭłada praciahvaje psavać adnosiny z Bruselem, to mižvoli ŭźnikajuć sumnievy, ci jość niejkaja miaža, jakuju hetaja ułada nie piarojdzie. Da taho, kali ŭ Polščy pahoršycca ekanamičnaja sytuacyja, a prahrama „Rodzina 500 plus” budzie dziejničać dalej (a jana ž budzie dziejničać, bo likvidavać jaje mohuć tolki palityčnyja samahubcy, jakich u krainie niama), to niepaźbiežna źjavicca prablema szukania rezerw budżetowych i oszczędności. I tady buduć abrezvać datacyi ŭsim – kab było spraviadliva. Usie inšyja, chutčej za ŭsio, zmohuć pražyć i biez varšaŭskaj miłaści. A ci zmohuć biełarusy, jakija i z datacyjami pamirajuć u tempie 17% na dziesiacihodźdźie?

Voś paśla dumki pra taki davoli niepryjemny i zusim nie fantastyčny scenar raźvićcia sytuacyi ŭźnikaje pytańnie: ci jość u nas Plan B – jak vyžyć biez dziaržaŭnaj datacyi?

Heta, kaniešnie, rytaryčnaje pytańnie. Ja viedaju nia horš za kaho inšaha ŭ Biełastoku, što nijakaha Planu B u padlaskich biełarusaŭ niama. Hetki plan nie źjaviŭsia ni paśla 2004 hodu, kali na łavu padsudnych trapili hałoŭny redaktar „Nivy” i jašče niekalki čałaviek ź viarchuški biełaruskaha ruchu za nibyta defraŭdacyju dziaržaŭnaj datacyi na vydavańnie tydniovika, ni paźniej, kali stała zusim jasna, što dziaržaŭnaja datacyja nie zapyniaje imklivaj asymilacyi biełaruskaj mienšaści polskaj bolšaściu.

Ja tut nie chaču skazać, što biełarusy na Padlaššy, kali b spynilisia dziaržaŭnyja granty, daduć rady finansava padtrymać vydańnie miesiačnika Czasopis, nia kažučy pra štotydniovuju Nivu. Na heta my hrošaj nie naźbirajem. Ale my mahli b stvaryć svoj fond, u jaki možna było b źbirać hrošy na czarną godzinę. Niemahčyma prafinansavać z takoha fondu darahi i pracajomki (da taho, hramadzka mała efektyŭny) praces vydańnia papiarovaha peryjodyku, ale zusim mahčyma – padtrymać dziejnaść internetnaha infarmacyjnaha resursu, jaki patrabuje značna mienšych hrošaj. Skažycie, kolki hrošaj na razkrutku internetnaj staronki Howorymo po swojomu atrymali ad dziaržavy aŭtary hetaj idei?

Ja mahu ŭjavić sabie reakcyi biełaruskich žurnalistaŭ i dziejačoŭ u Biełastoku na maje słovy: nu voś, jašče adzin dokaz, što čałaviek zusim adarvaŭsia ad realnaści ŭ toj Prazie, niasie aby-što to pra padlaskuju movu, to pra pieravod biełaruskaj piśmovaści na łacinku, a ciapier jašče pra internet i fond padtrymki jakohaści resursu… Ty našych biełarusaŭ nia viedaješ?

Ja pišu hetaje jakraz tamu, što viedaju našych biełarusaŭ. Viedaju, što nikomu ź jich i ŭ hałavu nie prychodzić, kab zahlanuć u budučyniu krychu dalej za dzień nastupnaj miesiačnaj vypłaty. Ź dziaržaŭnaj kasy.

Jan Maksymjuk. Tretie pokoliênie

Kažut, što diêti v žyci naohuł roblat naperekôr svojim baťkam, i tôlko jich diêti, to značyt, unuki jichnich baťkôv, mohut prysłuchatisie do toho, čoho učat didy-poperedniki. Takoje nibyto praviło tretioho pokoliênia. Koli ž i vnuki ne prysłuchovujutsie do didôv, značyt, sprava, kotoru robili i roblat didy, chutčêj za vsio propade naniet.

Mołodyje z Pudlaša, kotory v 1980-ch litach byli nežonatymi/nezamužnimi studentami/studentkami i zakładali BAS (Biełaruskaje Abjadnańnie Studentaŭ), kob znajti dla sebe svôjśki zaniatok i seredovišče, nini naležat do pokoliênia didôv. Najbôlš aktyvna časť z jich praciuje na vidnych mistiach u biłoruśkum ruchovi i teper učyt, jak byti biłorusami, uže ne pokoliênie svojich porovesnikuv čy diti, ale pokoliênie vnukuv. Pytanie pro vyniki siêtoho učênia – to pytanie pro žycie abo smerť biłoruśkoji menšosti na Pudlašy.

Siêty vyniki, jak usiê znajem, ne vyklikajut ni optymizmu stosôvno perspektyvy biłoruśkosti na Pudlašy, ni šêršoji hromadśkoji ochoty jijiê pudderžuvati. Objektyvnoju i bezlitosnoju miêroju našoji (ne)efektyvnosti v mociovani biłoruśkoji identyčnosti stali dva ostatni perepisy ludi v Pôlščy, u 2002 i 2011 litach.

Propała i ne vernetsie naša baza biłoruśkosti, kotoroju v 1960-ch i 1970-ch litach była pravosłavna vjoska. Pravosłavnych na Pudlašy za ostatni 50 liêt može i ne pomenšało (vony pereselilisie do miêsta i stali pravosłavnymi polakami), ale biłorusy v miêsti rozpuskajutsie jak sniêh navesniê. I tiažko ne zavvažyti, što razom z našym demografičnym prybližaniom do mežê statystyčnoji pomyłki nastupaje i kardynalna zmiêna v hromadśkum odčuvani „bytia biłorusom”.

Nam use šče zdajetsie, što jak mołody čołoviêk chodit do škoły z naučaniom biłoruśkoji movy abo vypisuje Nivu, abo pryjizdžaje na Basovišče, to vôn biłorus. Nu bo jak že inačej? Ale čym bôlš ja divlusie na toje, što odbyvajetsie na Pudlašy, tym menš maju iluziji, što škoła z naučaniom biłoruśkoji movy abo gazeta na biłoruśkuj movi istôtno pryčyniajutsie do mociovania biłoruśkosti. Učeniki chodiat na zaniatki biłoruśkoji movy, bo takaja v jich škôlna programa; vony vypisujut Nivu, bo pani abo pan u klasi prosit abo kaže jim siête zrobiti. Upłyvu na jichniu nacijonalnu identyčnosť siête može i ne miêti naohuł.

Koli ja dumaju pro aktyvnosť storônki Howorymo po swojomu v Facebookovi, mniê do hołovy prychodiat pytani, na kotory nichto poka ne dav tołkovoho odkazu: Čom po suti amatorśki i ne finansovany z varšavśkoji kasy publikator, kotory dotyčyt biłoruśko-pravosłavoho Pudlaša, maje deseť razy bôlšu audytoryju, čym nominalno profesijny Czasopis abo Niva? Čom lude, kotory tam pišut komentarê, roblat siête ne na literaturnuj movi, a po-svojomu abo po-pôlśki? Čom deveť tysiač ludi, kotory lajknuli Howorymo po swojomu, zusiêm ne zhadujut, pro što piše Czasopis abo Niva?

Môj odkaz taki: Taja biłoruśkosť, u jakôj jich choče vychovati škoła, Czasopis i Niva, na samum diêli jim necikava. Možlivo, bôlšosť audytoryji Howorymo po swojomu i ne trymała Czasopisa i Nivy v rukach. Ale jich šče cikavit svoja regijonalna biłoruśkosť

Ot i majemo my, didy z dosviêd­ča­niom mołodosti v 1980-ch, problemu tretioho pokoliênia, problemu internetnych unukuv. U jich očach my z svojeju koncepcijeju biłoruśkosti žyvemo, musit, u inšum stoliêtiji abo v inšuj prostory. Dobre šče, koli vony bačat v nas eksponaty 20-ho stoliêtija. Ale bôlšosť prosto nas ne zavvažaje.

Jan Maksymiuk. Gdy nie odrabia się pracy domowej

Chciałem w tym miesiącu zamieścić tekst o tym, że pisanie i mówienie po podlasku dla i do Białorusinów w Polsce nie jest tylko „monomanią” jednego białoruskiego dziennikarza z Pragi, ale uprawiane jest z powodzeniem i smakiem także na Podlasiu, między innymi przez Doroteusza Fionika, Wiktora Stachwiuka, Zoję Saczko, Mateusza Styrczulę, Joannę Troc… Ale zrozumiałem, że muszę chociażby króciutko odpowiedzieć na kuriozalny występ polemiczny pani Tamary Bołdak-Janowskiej w poprzednim numerze, której nie spodobało się moje nakłanianie redakcji Czasopisu, by poszła z duchem czasu i powalczyła o młodszych czytelników w Internecie.

Tekst szanownej pani Tamary pod nazwą „Toast totalny” jest 10 razy dłuższy od mojego felietonu, więc w swoich 500 słowach odniosę się tylko do dwóch wątków, w których autorka w sposób obcesowy zarzuca mi niekompetencję.

Polemistka twierdzi, że grubo się mylę, twierdząc iż licealiści wolą krótkie teksty w Internecie, a nie długie na papierze. Zacytujmy oryginał: „Z jakiejże to czarnej dupy wyciąga Pan tych licealistów, którzy czytają tylko krótkie tekściki i oglądają wyłącznie obrazki?!!!”.

Odpowiadam: Tą „czarną dupą” jest Biblioteka Narodowa w Warszawie, która w roku 2015 zamówiła kompleksowe badanie stanu czytelnictwa w kraju. Raport z badania (na reprezentatywnej próbie 3000 osób od 15 lat wzwyż) jest dostępny na stronie internetowej wspomnianej „dupy”. Tutaj zreasumuję to, co dotyczy „licealistów”: 1) Z Internetu korzysta 2/3 Polaków, przy czym najrzadziej korzystają z niego osoby starsze. Wśród osób poniżej 30 roku życia ledwie 3% zadeklarowało, że zagląda do Internetu rzadziej, niż kilka razy w miesiącu. Wśród osób powyżej 65 roku życia ten odsetek wyniósł aż 75%; 2) Najbardziej powszechną praktyką czytelniczą Polaków w Internecie jest poszukiwanie praktycznych porad i wskazówek, informacji związanych z prasą i nauką, czytanie wiadomości, prasy, korzystanie z encyklopedii; 3) W roku 2015 tylko 45,9% respondentów zadeklarowało, że przeczytało tekst dłuższy niż trzy strony maszynopisu w ciągu miesiąca poprzedzającego wizytę ankietera.

Dalsze tłumaczenie, co wyniki tej ankiety mówią o objętości czytanych tekstów i wieku czytelników w Internecie, uważam za uwłaczające inteligencji czytelników Czasopisu.

Nieprzygotowanie z tematu „Internet i czytelnictwo w Polsce”, pani Tamaro. Pała.

Drugi „zwalający z nóg” argument polemistki przeciwko przeniesieniu większej części aktywności Czasopisu do Internetu: „Podlasie nie jest w pełni zinternetowane. Poza tym takie doskakiwanie do uwspółcześnienia, hop do e-dziury i w obrazki, to prześmieszna prowincjonalna wyginanka”.

Odpowiadam: Żadne województwo w Polsce nie jest „w pełni zinternetyzowane”. Informacja o pokryciu Internetem, jak i wspomniana ankieta Biblioteki Narodowej, nie jest tajemnicą wojskową, i gdyby pani zrobiła choćby króciutki „hop do e-dziury”, to by wiedziała, że na Podlasiu to pokrycie przekroczyło obecnie poziom 60%. A w perspektywie 3-5 lat, kiedy zostanie ukończony program Unii Europejskiej „Sieć Szerokopasmowa Polski Wschodniej”, pokrycie Podlasia szybkim (światłowodowym) Internetem będzie wynosiło 89%. To nie „prowincjonalna wyginanka”, a europejski standard komunikacyjny i na to idą ciężkie pieniądze z Brukseli. Chce pani powiedzieć, że Bruksela to prześmieszna prowincja?

Pała z tematu „Internet przewodowy na Podlasiu”, pani Tamaro.

Inne „argumenty” z tego ekscentrycznego grochu z kapustą zaserwowanego przez autorkę przemilczę, bo nie mają zgoła nic lub mają niewiele wspólnego z tym, co ja staram się powiedzieć swoim krajanom.

Jan Maksimiuk. Kali nia soramna być aŭtentyčnym.

Niekalki hadoŭ tamu, kali Czasopis mieŭ u internecie inšuju staronku, čym ciapier, pad niejkim artykułam u mianie adbyłasia dyskusija sa spadaryniaj Tamaraj Bołdak-Janoŭskaj, aŭtarkaj, ź jakoj ja siońnia maju honar susiedničać u Czasopisie tekstami. Nie pryhadvaju, što było pryčynaj našaha abmienu mierkavańniami, ale pomnicca, što ja namaŭlaŭ spadaryniu Tamaru „kinuć” pisać u miesiačnik pa-polsku i pierajści na jejnuju chatniuju biełaruskuju havorku. Aŭtarka tady adniekvałasia, maŭlaŭ, u chatniaj havorcy ŭsich patrebnych joj słovaŭ niama, a litaraturnuju biełaruskuju movu ŭ škole jana nie vyvučała. A ja dakazvaŭ – pahladzicie, ja voś staŭ pisać na padlaskaj havorcy, jakoj mianie taksama nie vučyli ŭ škole, i adkryŭ, što ŭsie słovy, jakija mnie chočacca vykazać, u majoj chatniaj movie jość! Značyć, z vami budzie padobna – vy tolki pasprabujcie!

I ad niejkaha času ja z zadavalnieńniem čytaju rubryku Tamary Bołdak-Janoŭskaj u Czasopisie, u jakoj jana z tekstu na tekst štoraz śmialej piša pa-svojmu, a apošni tekst napisała na svajoj havorcy całkam. U im jana viadzie sprečku pra sens žyćcia z filozafam-fenamenolaham Maxam Schelleram – na svajoj narojskaj movie! Voś vam i „słovaŭ niama”!

Čałaviek słova, piśmieńnik, sceničny artyst – jon, biezumoŭna, vyraźniej i hłybiej čym zvyčajny bulbajed razumieje značeńnie i vahu niečaha, što možna nazvać aŭtentyčnaściu moŭnaha kantaktu z navakolnym śvietam i ludźmi. Što moža być bolš aŭtentyčnaje za kantakt na movie, jakoj nas vučyli ad kałyski? Voś jakraz takoj prahaj aŭtentyčnaści ja i tłumaču zvarot Tamary Bołdak-Janoŭskaj da movy svajho dziacinstva. Nie inakš tłumačycca i pryncypovy, prahramny vybar moŭnaj aŭtentyčnaści aktorkaj Joannaj Stelmaszuk-Troc – jana rychtuje svaje teatralnyja pastanoŭki na aŭtentyčnaj movie jaje „metavaj aŭdytoryi” (ci to na „ŭnarmavanym” padlaskim moŭnym varyjancie, ci to na „narojskim” u versii Tamary Bołdak-Janoŭskaj).

Pakolki vučyć havaryć dziaciej pa-svojmu (jak na čyžôvśkum, tak i na krynkaŭskim varyjancie) baćki ŭžo praktyčna pierastali, ja davoli pesymistyčna hladžu na perspektyvu biełaruskaści na Padlaššy. Bo prablema, viadoma ž, u tym, što razam z našaj aŭtentyčnaj movaj prapadaje i naša kulturnaja aŭtentyčnaść, abo dakładniej: aŭtentyčnaj dla našaj mienšaści spakvala stanovicca polskaja mova i polskaja kultura. Nu a ŭsio raniejšaje – svaja padlaskaja abo biełaruskaja havorka, svoj śvietapohlad i svaje zvyčai – stanovicca muzejnym ekspanatam, a ŭ najlepšym vypadku – začepkaj dla taho, kab na hminnym feście nadzieć falklornuju apratku i praśpiavać piesieńku na niezrazumiełaj dla apalačanaj publiki movie.

Ale pakul što – žyvuć jašče ludzi na Padlaššy, dla jakich isnuje svaja aŭtentyčnaść, adroznaja ad polskaj. I varta nam hetuju aŭtentyčnaść pastavić u centar usich ciapierašnich namahańniaŭ zahamavać naša kulturna-moŭnaje apalačvańnie, a nie hladzieć na našu rehijanalnuju admietnaść jak na saramlivuju marhinaliju, jakaja nie padpadaje pad mienskija standarty biełaruskaści. Mienskija standarty ničym nam nie dapamahajuć. Ujavim, što zaŭtra polskaja dziaržava spyniaje padtrymku našaj „mienskaj biełaruskaści” (heta značyć, spyniajucca finansavańnie biełaruskamoŭnych SMI i navučańnia biełaruskaj movy ŭ aśvietnaj systemie dy ŭsie granty na festyvali i patryjatyčnyja patancoŭki). Nu i što nam tady zastaniecca ad najaŭnaj biełaruskaści? Svaja havorka na rynku ŭ Bielsku i, mahčyma, u Hajnaŭcy. Ale ž jana tam była i jość biaz grantavaj łaski, i chutčej nasupierak našamu soramu za jaje biazhramatnaje tryvańnie… Kali tak, to čym nasamreč my zajmalisia i zajmajemsia?