Nasze piękne słowa – Tamara Bołdak-Janowska (9/2014)

felietonisci-05Pamiętacie nasze piękne wiejskie słowo „la”? Piękne? Uchodziło za niezbyt eleganckie, pospolite i właśnie – wiejskie. Mówić „la”, to jak pokazywać coś palcem. Używane w znaczeniu: o, tu to jest. Gdzie? A ni baczysz? La!
Aby pokazanie czegoś było pełne bez pokazywania palcem, trzeba było to coś pokazać twarzą, zadzierając głowę i wysuwając brodę. La! Tam heta lażyć.
Czasem mówiono: la, la, la! La-la-la! La, la, la! Hladzi! Chodziło o coś, o jakieś zjawisko, które jest ulotne i nie należy tego przegapić. Czasem używano „la”, aby pokazać, że rzecz wcale się nie zawieruszyła i la, na wiarchu pad samym nosam lażyć.
O, la, la, la, na niebi samalot, tam, hladzi, jon stralaja. La, la, la, tam! Uciakajmo!
Nie ma „la”, nie ma naszej kultury, nie ma nas. Powstaje w tym miejscu jakieś zmanipulowane dziwadło. Dziwadło to milczy i potakuje zmanipulowanym wiadomościom. Taż jany wiedajuć, szto haworać, janyż nam haworać praǔdu, a jak im ni wieryć, ta kamu wieryć? Janyż musiać hawaryć prauǔdu, taż jany tam byli i baczyli.
Tia… Byli tam, baczyli, ali ci skażuć, szto baczyli?
Ten, kto pierwszy krzyknął la, la, la, hladzi, stralajuć, ten widział. Może go prawdomówni pokażą i rzetelnie pokażą, co widział. Może sam nagrał telefonem komórkowym to, szto baczyǔ, i heta ukinia u internet. W Internecie jednak mnóstwo zmanipulowanych obrazków. Aż się wierzyć nie chce, że człowiek posługujący się najnowocześniejszą maszyną daje się na nie nabrać. Przy pomocy programów graficznych można stworzyć propagandowe cuda dla naiwnych. O la, nahladzieǔsa i ǔ wa ǔsio ad razu wieryć. Mamy w 21. wieku następującą sytuację: manipulatorów obrazkami i odbiorców biegłych tylko w klikaniu, a w istocie analfabetów, bardzo wierzących w obrazki.
Już przed laty pisałam o hodowli człowieka znieczulonego przy pomocy zmasowanej propagandy i obrazków dla bardzo wierzących w nie. Jak obuchem po głowie powtarza się to samo, to samo i jeszcze raz to samo. A idźcie wy wszyscy w cholerę – woła w końcu człowiek jeszcze myślący i wrażliwy, zmęczony tym propagandowym obuchem.
Coraz więcej ludzi znieczulonych i o lodowatym sercu.
Ale i ten wrażliwy i myślący czuje, jak mu lodowacieje serce. W związku z nieustającą wojenną propagandą, z manipulacją przy obrazkach, z codziennym pokazywaniem cywilnych trupów, ja również czuję, jak mi lodowacieje serce. To moja kapitulacja. Nie cieszę się z tego.
Człowiek zamyka się w domowym kręgu i coś tam mówi. Ot, coś o sprawach wąskich, codziennych, a jeśli odrobinę szerszych, to plemiennych. To za mało, aby nam rozwijał się krytyczny umysł, dotyczący egzystencji i świata, a taki być musi, inaczej będziemy jak zwierzęta, to znaczy będziemy gorsi niż zwierzęta, wszak bez krytycznego umysłu nie istniejemy w ogóle. Człowiek nieopowiedziany i nieopowiadający świata w sposób krytyczny przemija jak kot albo wróbel. Nie posiada treści. Treść podają mu media. On nie żyje sobą. Co innego mówi w domu, a co innego publicznie. Publicznie mówi to, co mu podają media. A co mówi w domu? A kto to wie! La, jaki czaławiek. Niczoho ni skaża i ja jaho bajusa.
W takiej sytuacji umiera sztuka, a przede wszystkim sztuka słowa. W mediach słowach pędzą jak durnieńkie.
La! Heta ty. Pohladzi na siabie. Możasz tolki rabić wojny? Na szto jakijaś razhawory, kali można zrabić wajnu i da woli nakraść trafiejaǔ. Jany uże niczyje. Biary da woli.
Bez krytycznego umysłu człowiek jest srającą bombą. Brydko hawaru? Heta patrafić zaǔsza. Jon zahłuszaja haworaszczych ludziej, srajuczy swajeju bombaju.
Czasem ktoś na wskazanie „la” odpowiadał: la, ciala. Albo odwrotnie. To wskazujący gdaknął złośliwie: la, ciala.
Twaja hołka lażyć la – dzie. „La – dzie”, czyli „tutaj”. Skróciliśmy sobie „la – dzie” na „la”. Albo inaczej: było „la, dzie”, czyli: „o, tutaj”. W „la – dzie” akcent kładliśmy na pierwszą sylabę.
Szkoda naszego „la”. Odeszło na zawsze. Może nie. Może żyje w jakiejś wiosce. Wioski jednak żyją dziś naśladownictwem miasta i same sobie niszczą swoje barwne języki.
Nie spotkałam w poezji Białorusinów naszego pięknego „la”.
Pamiętacie inny nasz krótki dźwięk: „ha”?
Jeśli ktoś czegoś nie usłyszał, pytał: ha?
Jeśli ktoś kogoś wezwała po imieniu, wezwany odpowiadał: ha?
Czasem ktoś złośliwie skomentował czyjeś niesłyszenie: ha, kaczarha.
Osoba, stale niesłysząca nas, stale odpowiadająca „ha”, zbyt często tak odpowiadająca, zyskiwała przydomek „hakało”? A ty jakojaś hakało, hetaho ni czujasz, taho ni czujasz. Usio ha dy ha. Hakało. Ustaǔ sabie słuchaǔku u wucho abo choć zapałkaju u wuchu padziubaj, bo zaǔsim ahłoch.
Polski pytający dźwięk „a?” Ma inne znaczenie: i co, widzisz, co narobiłeś? Aha? Masz za swoje.
Nasze „ha” oprócz „co?” miało znaczenie: tu jestem!
Dźwięki tego typu to wykrzykniki. Dużo ich. A, ach, aha, yhy, bach, bach-barach, buch, cap, tfu. Nie ma sensu wyliczanie, bo ich długą listę można zobaczyć na Wikipedii czy w spisach słów podlaskich, a w życiu to już mniej.
Charakterystyczny i niezapisywalny jest wykrzyknik, będący połączeniem „m” i h”, ale nie „mhm”, tylko w znaczeniu naszego „ha”, kiedy nie chce się otwierać ust, a ktoś wzywa nas po imieniu, i pyta „słyszysz”? I wtedy wymrukujemy to „em” plus „ha” przy zamkniętych ustach.
Najstraszniejsza sytuacja: wszystko ulegnie takiej zmianie, która cię likwiduje. Kolejny raz cytat z Maxa Schelera: „Jestem tu, gdzie nikt i nic nie jest mną”. To zdanie nie daje mi spokoju.
Bez „la”, bez „ha” nikt i nic nie jest mną. Żyje wewnątrz ogromnej straty.
Wszystko ulega takiej zmianie, która mnie likwiduje. To jest rewolucja, zmiana ustroju, likwidacja literatury.
Sztuka. Literatura. Język.
Językiem dominującym, duszącym języki „tubylcze”, zawsze i wszędzie jest język kolonizatora. Jeśli jakiś język umiera, to przez kolonizatora. Język polski nie umarł, choć był duszony przez kolonizatorów przez całe wieki. Język polski wręcz ożywał pod butem kolonizatora, ale przede wszystkim jednego: Rosji. To wobec Rosji język polski zachowywał zdeterminowaną odwagę istnienia. Inny (współczesny) kolonizator bardzo łatwo może zniszczyć ten język. Tak się dzieje, kiedy kolonizator dudni przez całą dobę, że przynosi wolność i cywilizuje.
Wszystko, co „ważne” lud tubylczy ma głosić w języku kolonizatora. Kolonizator, głoszący, że przynosi wolność i cywilizuje, ogłasza szereg konkursów i wymaga swego języka, bo inaczej nie zapewnia „sławy”, czy to w konkursach piosenek, czy nauki, czy czegoś innego, co trzeba wysłowić. W ten sposób język tubylców staje się wtórny i zaprzestaje rozwoju. Nawet stare piosenki żołnierskie zostają zamienione na piosenki kolonizatora. Upada rodzimy folklor, rodzima literatura i wszystko, co przez wieki kształtowało dany naród. Młode pokolenie żyje bez pamięci historycznej, bez tożsamości, ponieważ żyje życiem narzuconym przez kolonizatora, który zapewnia sławę, sukces, karierę i dobrze płaci. Bo to przecież jest wolność, bo to przecież cywilizuje. Z całą pewnością w tej sytuacji starsi ludzie mogą z bólem powtórzyć słowa Maxa Schelera: „Jestem tu, gdzie nic i nikt nie jest mną”. Ludzie starsi, jeśli są intelektualni, jeśli zachowali krytyczny umysł, będą uchodzić za dziwaków, niedoceniających wolności i tych nowych warunków, jak chce kolonizator – cywilizujących, i będą wykluczani z mediów, ze sztuki, z nauki, z literatury. Będą umierali jako ludzie głęboko nieszczęśliwi.
Nowy typ kolonizatora wszędzie tępi komunizm. Komunizm a stalinizm to są dwie różne sprawy. Trzeba by nad tym podyskutować, ale kolonizator nie pozwala. Komunizm to zło, najgorsze zło świata, i basta. Każdy ustrój ma swoje zło i basta, i widać to aż za dobrze. Jest taki arcydzielny film Julie Taymor o meksykańskiej genialnej malarce Fridzie Kahlo. W filmie z ust malarza Diega Rivery padają następujące słowa: „Wszyscy wielcy artyści to komunistyczne świnie”.
Rzeczywiście tak jest?
Czym jest komunizm? Co takiego daje, że Diego może śmiało, bez najmniejszego zażenowania, powiedzieć, a reżyserka zachowuje to i uwypukla: „Wszyscy wielcy artyści to komunistyczne świnie”? Te słowa z filmu pozostają na długo w pamięci.
Egalitaryzm i wspólnota własności były charakterystyczne dla wspólnoty pierwotnej, a tęsknota za nią drzemie w każdym człowieku. To tęsknota za stanem bez relacji pan-niewolnik. Tylko i aż tyle. Rewolucje pożerają własne dzieci, więc reżimy komunistyczne zrobiły to – własne dzieci pożarły z nadzwyczajnym smakiem, w systemie łagrów. Jednak bez tęsknoty za życiem bez relacji pan-niewolnik i śladów walki o taki stan nie uda się żaden ustrój. A już na pewno nie uda się ustrój, kiedy to nowy kolonizator przechwytuje „walkę o wolność, demokrację i ucywilizowanie tubylców”.

Od redaktora – Jerzy Chmielewski (10/2014)

Jerzy ChmielewskiW listopadzie we władzach samorządowych w Polsce nastąpi nowe otwarcie. Kampania wyborcza w naszym regionie wydaje się na razie trochę niemrawa, ale widać że zdecydowanie więcej niż w poprzednich kadencjach wójtów, burmistrzów i radnych będzie ubiegać się o reelekcję. W Gródku na przykład, gdzie pracuję, chęć ponownego kandydowania zadeklarował zarówno wójt, piastujący to stanowisku już trzy kadencje, jak też niemal cały skład obecnej rady gminy. Podobnie jest w innych samorządach. Z pewnością czynnik materialny nie jest decydującym motywem. Co prawda zarobki wójtów i burmistrzów małe nie są, bo wielu z nich z różnymi dodatkami pobiera co miesiąc nawet ponad dziesięć tysięcy złotych, ale jest to praca niezwykle absorbująca, często kosztem życia prywatnego, także zdrowia. Diety radnych są natomiast raczej symboliczne, wynoszą z reguły kilkaset złotych miesięcznie.
Skąd zatem się bierze taki pęd do władzy? Myślę, że chodzi głównie o wyższą pozycję społeczną. Oprócz prestiżu zasiadanie w samorządzie daje też możliwość rozwiązywania problemów najbliższego środowiska, polepszenia warunków życia w miejscu zamieszkania. Radni na sesjach domagają się przede wszystkim załatwienia bliskich sobie spraw, najczęściej budowy dróg i ulic we własnym rejonie, niekoniecznie kierując się przy tym interesem całej gminy. W tych wyborach radni zostaną wybrani już wszędzie – poza gminami z siedzibą w miastach na prawach powiatu – w okręgach jednomandatowych i takie postawy będą jeszcze bardziej widoczne. Swoją drogą jest to dobre rozwiązanie dla demokracji lokalnej. Bo dotychczas radni byli wybierani według metody preferującej silne ugrupowania i potem nie zawsze było wiadomo, czyim kto dokładnie jest reprezentantem. Teraz mieszkańcy wybiorą wreszcie swych konkretnych przedstawicieli i będą potem wiedzieli kogoi z czego rozliczać.
Za wprowadzeniem okręgów jednomandatowych sam niejednokrotnie optowałem, także na łamach Cz. Bo takie rozwiązanie daje też pełną możliwość wyboru swoich radnych przez mieszkańców miejscowości zamieszkałych przez naszą mniejszość. Szkoda tylko, że nastąpiło to tak późno, kiedy już sprawa tożsamości białoruskiej ze względu na procesy asymilacyjno-polonizacyjne zeszła nieco na dalszy plan także dla naszych samorządowców. Mimo to na tym polu można jeszcze coś zdziałać. Zachęcam kandydatów spośród mniejszości białoruskiej, aby otwartym głosem podnosili w swych programach wyborczych i takie kwestie, nie tylko gospodarcze. Aby deklarowali, że jako samorządowcy będą nie tylko domagać się remontów dróg, budowy chodników we wsi, przyciągania inwestorów do gminy i tworzenia miejsc pracy, ale też będą troszczyć się o kulturową i historyczną spuściznę swych przodków, zabiegając o pieniądze z budżetu gminy na białoruskie imprezy i inicjatywy.
Wprowadzenie okręgów jednomandatowych prawdopodobnie przetasuje składy rad gmin. Może więc nowi radni z większym przekonaniem niż poprzednicy podejmą inicjatywę wprowadzenia u siebie urzędowych nazw polsko-białoruskich. Zwłaszcza, że zostanie obniżony próg z 20 do 10 proc. mieszkańców, którzy w spisie zadeklarowali narodowość białoruską.
Aby tak się stało, muszą też zmienić się wójtowie i burmistrzowie, szczególnie ci, którzy okoniem stają wobec tych pomysłów lub unikają tematu, czekając na inicjatywę radnych. Ale ci, wiadomo, spoglądać zawsze będą przede wszystkim na włodarza i czekać na jego ruch. To sytuacja patowa. A tematu podwójnych nazw bać się nie należy, co pokazała Orla. Trzeba przede wszystkim zacząć od uświadamiania mieszkańców, że to tylko usankcjonowanie tutejszej tradycji, prawdy historycznej. Swoją drogą to niesprawiedliwe, aby o nadaniu nazw dwujęzycznych białoruskim wsiom decydowali pojedynczy staruszkowie, którzy w nich się ostali oraz coraz liczniejsza tam polska ludność napływowa. Tysięcy ludzi, którzy w Polsce deklarują przecież narodowość białoruską, nie tylko w niejednoznacznych spisach powszechnych, nikt nawet nie pyta, czy chcą, aby tam skąd wyszli były takie nazwy.
Oprócz okręgów jednomandatowych należałoby wprowadzić do kodeksu wyborczego jeszcze jedną zmianę – ograniczenie liczby kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast do dwóch. Taki pomysł pojawił się już dawno. Na początku 2013 r. Ruch Palikota (teraz Twój Ruch) złożył nawet w sejmie projekt nowelizacji przepisów. W głosowaniu Sejm jednak go odrzucił. Przeciwnicy powtarzali, że przecież co cztery lata włodarze samorządów są rozliczani przez mieszkańców. Wiadomo jednak, że chodziło o utrzymanie posad w samorządach dla swoich ludzi, którzy w obecnych realiach są nie do ruszenia często od wielu już kadencji. Poza tym w przypadku wprowadzenia ograniczenia kadencji do dwóch odchodzącym wójtom należałoby zapewnić jakąś przyszłość, umożliwić podjęcie jakiejś pracy. Pojawił się nawet pomysł, aby mogli przechodzić na wcześniejszą emeryturę.
Od ponad dwudziestu lat funkcjonowanie samorządów lokalnych obserwuję z bliska, sam uczestnicząc w tej sferze życia publicznego. Moje spostrzeżenia i doświadczenia jednoznacznie przemawiają za tym, aby wójtowie nie mogli sprawować swych urzędów bezgranicznie. W demokracjach zachodnich od dawna obowiązuje ograniczenie kadencji do dwóch. Tak jest w USA, gdzie wprowadzono takie rozwiązanie, gdyż okazało się, że piastowanie wysokich stanowisk publicznych przez dłuższy czas jest korupcjogenne i prowadzi do podporządkowania władzy interesom wąskiej grupy obywateli, ignorowania przepisów prawa, a nawet zastraszania obywateli. Niedawno osobiście się o tym przekonałem, gdy nieoczekiwanie wszedł mi w drogę burmistrz Michałowa. W ciągu trzech kadencji podporządkował on sobie gminny samorząd, a jego ambicje zaczęły sięgać coraz wyżej.
У лістападаўскіх выбарах, на жаль, чарговы ўжо раз не будзе спіскаў Беларускага вабарчага камітэта. Што тут не гаварыць і чым не тлумачыць, ёсць гэта перадусім доказ слабасці беларускага асяроддзя на Беласточчыне. Нашы дзеячы проста здаліся, бо можна было б яшчэ пазмагацца, каб выбраць сваіх войтаў, бурмістраў і радных у гмінах ці паветах ды хаця б аднаго прадстаўніка ў соймік (рэальны шанц павялічвае пашырэнне бельска-гайнаўскай акругі – менавіта і для таго). Але асобы, якія калісь так моцна ангажаваліся ў беларускую выбарчую справу, цяпер знайшлі сабе цёплыя месцы – хто на Радыё Рацыя, Белсаце, хто ва ўніверсітэце ці іншых установах або фірмах… Хаця нядобрай з’явай ёсць, калі хтосьці ідзе ў палітыку, каб дарабляцца, што было відавочна калісь і найчасцей ёсць так надалей, у кожным асяроддзі, не толькі нашым. І прыклады ёсць, як паслы ці ваяводскія радныя, якія рэпрэзентуючы нібыта беларускія інтарэсы дабіліся і асабістых. Але гэта ёсць прызнака яшчэ слаба развінутай польскай дэмакратыі. На захадзе ідуць у палітыку тыя, якім не трэба дарабляцца. Мабыць і ў нас такія калісь з’явяцца, толькі што будзе ўжо позна, бо свядомых і адкрытых беларусаў з кожным годам робіцца штораз менш. І каго будуць тады рэпрэзентаваць нейкія бізнесмены ці іншыя багацеі з беларускім радаводам? За чые інтэрэсы будуць яны змагацца?

Mova nanova – kursy patriotyzmu Ewa Zwierzyńska (Cz 9/2014)

Ewa Zwierzyńska

Celem naszych spotkań jest nie tyle nauka języka białoruskiego, co kształtowanie światopoglądu. Język białoruski – tak jak każdy zresztą język – tworzy swój odrębny świat. Jest to świat paralelny do świata języka rosyjskiego, dominującego w naszym kraju. Chcemy ludziom stworzyć możliwość dołączania do świata białoruskiego – mówi Ihar Kuźminicz, który wraz z Volhą Astrouską prowadzi w Grodnie kursy języka białoruskiego „Mova nanova”.

Niewielka salka zapełniona jest po brzegi, spóźnialscy tłoczą się koło drzwi, pozostały im już tylko miejsca stojące. Na spotkanie przyszło ok. 50 osób, w większości młodzież, ale jest też kilka osób starszych, a nawet całe rodziny. Od czasu rozpoczęcia spotkań, czyli od marca bieżącego roku, kursy cieszą się niesłabnącą popularnością. Na sali panuje swobodna, radosna atmosfera. Swój udział mają w tym prowadzący – entuzjastyczni i pełni zapału do pracy. Białoruskość rozlewa się w powietrzu jak elektryczność. Wszyscy mówią po białorusku, oddychają wolnością, w której mogą bez skrępowania rozmawiać w swoim ojczystym języku. Tą radość można przyrównać do radości z powrotu do własnego domu.

Każde spotkanie ma swój temat wiodący, dzisiejsze poświęcone będzie poezji, ale najpierw blok dla najmłodszych. Dzieciaki oglądają „Świnkę Pepę” po białorusku, potem uczą się słów grzecznościowych: dzień dobry, dziękuję, przepraszam. Każde z nich dostaje rysunek do pokolorowania. Powtarzają nazwy pór roku i miesięcy, a potem układają wierszyki o dniach tygodnia. Prowadzący przygotowali mnóstwo multimedialnych materiałów: filmy, pliki audio, piosenki. Grupa młodzieży przygotowała swoje wystąpienie, poświęcone białoruskiemu poecie Ryhorowi Baradulinowi. Podczas czytania jego poezji w pewnej chwili wszyscy uczestnicy powstali i zjednoczyli się recytując jego wiersz: „Hatowy usio addać, i tym bahaty, my-Biełarusy, My-narod taki”. Na sali zapanowała podniosła, uroczysta atmosfera. Słowa Ihara Kuźmicza o zanurzaniu się w białoruski świat nie okazały się pustym frazesem. Te spotkania to nie tylko nauka języka ale też białoruskiego patriotyzmu.

fot. Ewa ZwierzyńskaBezpłatne, społeczne kursy języka białoruskiego dla wszystkich chętnych rozpoczęły się w styczniu 2014 roku w Mińsku. Pomysłodawcami byli filolog Alesia Litwinouskaja i dziennikarz Hleb Łabadzienka. W założeniu kursy mają być nauką języka, prowadzone w sposób ciekawy, lekki i nieformalny, na zasadzie interakcji z uczestnikami i z pomocą nowoczesnych środków multimedialnych. Od początku cieszyły się ogromnym powodzeniem. Na cotygodniowe zajęcia w Mińsku przybywa każdorazowo kilkaset osób. W krótkim czasie podobne kursy zorganizowano w innych większych miastach Białorusi: Baranowiczach, Grodnie, Bobrujsku, Nieświeżu i Homlu. Na portalach społecznościowych kursy reklamują się jako „modne”. To świadomy zabieg organizatorów, którzy chcą przełamać negatywne stereotypy nagromadzone wokół języka białoruskiego, uważanego przez większość Białorusinów za język „gorszy” kojarzony z wsią i kołchozami, i wykreować modę wśród młodzieży na język białoruski, jako na język inteligencji, ludzi światłych, przywiązanych do swego dziedzictwa kulturowego. Kursy „Mova nanova” pojawiły się jako odpowiedź na zapotrzebowanie tej części społeczeństwa białoruskiego, jaka jest zainteresowana pielęgnowaniem swojej narodowej tożsamości.

Sytuacja języka białoruskiego jest katastrofalna i nieustannie pogarsza się. Język białoruski został uznany przez UNESCO za jeden z języków zagrożonych wyginięciem. W ciągu dziesięciu lat pomiędzy dwoma spisami powszechnymi – w 1999 i 2009 roku odsetek osób używających języka białoruskiego w domu spadł z 37 do 23%. Podczas ostatniego spisu język białoruski jako ojczyzny wskazało 53% Białorusinów, czyli o 20% mniej niż w poprzednim. Odsetek osób stale rozmawiających po białorusku jest jeszcze mniejszy: w przeciągu ostatnich 3 lat obniżył się z 5,8 do 3,9%. Pomimo, iż język białoruski jest oficjalnym językiem państwowym obok rosyjskiego, w praktyce został całkowicie przez niego zdominowany. W życiu publicznym, w urzędach państwowych, w mediach i na ulicach używa się prawie wyłącznie języka rosyjskiego. Podobnie rzecz ma się w szkołach, gdzie język białoruski posiada status równy językowi obcemu.

Tylko 16,4 proc. uczniów na Białorusi uczy się w języku białoruskim – wykazał sondaż przeprowadzony przez główny urząd statystyczny Biełstat, a do białoruskojęzycznych przedszkoli uczęszcza jedynie 11,4% dzieci. Na uczelniach jest jeszcze gorzej, zaledwie 700 studentów uczy się w języku ojczystym, co stanowi jedynie 0,2%. To mniej niż 3 lata temu, kiedy po białorusku uczyło się 20% dzieci w wieku szkolnym, a studiowało 0,9%.

Ostracyzm i brak przyzwolenia społecznego nie zachęcają do używania języka białoruskiego na co dzień. Ihar Kuźminicz mówi wprost o dyskryminacji języka białoruskiego – Język białoruski nie jest oczywiście zabroniony, oficjalnie jest uznawany za język państwowy, ale w praktyce z jego używaniem wiążą się różne problemy np. w państwowych urzędach proszą, by nie przynosić dokumentów napisanych po białorusku, nie odpowiadają na skargi złożone w języku białoruskim, i wiele innych, drobnych spraw, które składają się na to, że w ostatecznym rachunku język białoruski spychany jest na gorszą pozycję. W Grodnie nie ma ani jednej szkoły, ani nawet klasy, w której prowadzone byłoby nauczanie w języku białoruskim. Aby stworzyć taką klasę wymaganych jest co najmniej 20 podpisów rodziców. Nam udało się zebrać o wiele więcej, a jednak taka klasa nie została utworzona. Już sam fakt, że w białoruskim państwie wymagane jest zbieranie podpisów, aby dzieci mogły uczyć się po białorusku świadczy o dyskryminowaniu tego języka. Ja rozmawiam wyłącznie po białorusku, nawet jeśli ktoś do mnie zawraca się po rosyjsku. Z wyraźnie negatywną reakcją spotkałem się tylko raz, w urzędzie. Urzędniczka zapytała mnie, czy nie wstyd mi, że uparcie odpowiadam po białorusku, skoro ona rozmawia ze mną po rosyjsku. Wtedy ja ją zapytałem, czy to ona nie wstydzi się rozmawiać ze mną po rosyjsku skoro ja zwracam się do niej po białorusku? To moja ziemia, gdzie ja mam rozmawiać po białorusku jak nie w swoim własnym kraju? Dla niej to był szok. Po raz pierwszy dotarło do niej, że mam prawo w swoim własnym kraju rozmawiać w ojczystym języku.

fot. Ewa Zwierzyńska

fot. Ewa Zwierzyńska

Jak w społeczeństwie przyjmowane są osoby posługujące się na co dzień językiem białoruskim? Z reguły obojętnie, ale wciąż używanie języka białoruskiego wymaga przełamania się i wewnętrznej odwagi. Młodzież, która przychodzi na kursy „Mova nanova” to mali bohaterowie, tacy jak Hanna i Kasia, 19-letnie studentki medycyny – Chcemy przeciwstawić się dominującemu na Białorusi poglądowi, że język białoruski to mowa albo kołchoźników, albo opozycjonistów, którzy nie cieszą się w społeczeństwie dobrą sławą. Chcemy pokazać, że wykształceni ludzie z miast też rozmawiają po białorusku, i że jest to dla nas nobilitacja. Podejmujemy od czasu do czasu próby rozmowy w języku białoruskim na co dzień , ale jest to bardzo trudne, ponieważ całe nasze otoczenie jest rosyjskojęzyczne, a to stanowi niemałą barierę.

– Ja podjęłam próbę rozmawiania na uczelni tylko po białorusku – opowiada Kasia – zwracałam się tak do kolegów, w tym języku odpowiadałam na pytania wykładowców, ale wytrzymałam tylko dwa tygodnie. Wszystkie podręczniki napisane są po rosyjsku, dlatego używanie języka białoruskiego wymagało dodatkowego wysiłku. Reakcje otoczenia były różne, wykładowcy na ogół reagowali pozytywnie, koledzy również, niektórzy sami nawet zaczęli zawracać się do mnie po białorusku, ale zdarzały się też reakcje agresywne, domagano się, bym rozmawiała „tak jak wszyscy”, czyli w języku rosyjskim.

23-letni Vadim, student historii, który na kursy „Mova nanova” przyszedł po raz pierwszy, sam siebie określa jako żywy dowód na odradzanie się języka białoruskiego. Po białorusku rozmawia z babcią na wsi, i czasem z kolegami, ale chce rozmawiać częściej. – Jestem Białorusinem i powinienem rozmawiać po białorusku, jak powiedział nasz poeta Franciszak Bahuszewicz: „Nie pakidajcie movy naszaj naszaj biełaruskaj, kab nie umiorli”. Jeśli zapomnimy swój język, to zapomnimy i o swojej tożsamości, o tym kim jesteśmy – dodaje. – Młodzież, która tutaj przychodzi, to osoby szczególnie, wyjątkowe – dzieli się swoimi wrażeniami Volha Astrouskaja – nastawieni są bardzo entuzjastycznie, oni naprawdę chcą rozmawiać po białorusku! To oni stają się moim natchnieniem do dalszej pracy, dla takich ludzi chcesz dawać coraz więcej i więcej, nasze zajęcia samonakręcająca się maszyna wspólnego dawania i brania. Język białoruski jest tak bogaty, że można z niego czerpać bez końca, jak ze studni bez dna, zawsze będzie o czym opowiadać, i co pokazywać. Widzę to, kiedy przygotowuję kolejne zajęcia, tematów nigdy nie zabraknie! Kiedy poruszam jeden temat, zaraz zaczyna wyłaniać się kolejny, pojawiają się wciąż nowe pomysły. Zobaczyłam w tym wielki potencjał również dla mego osobistego rozwoju. Przede wszystkim chcemy przekazać młodzieży, aby nie bali się rozmawiać po białorusku. Oni na tym miejscu nie boją się, nie wstydzą, a potem wychodzą na ulicę i zauważam, że w dalszym ciągu rozmawiają, przenoszą ten język do sklepów, do bibliotek, do domów. Najważniejsze, żeby stali się dobrymi ludźmi. My takie pojęcia jak białoruskość, Białorusin nie chcemy rozpatrywać wyłącznie w wąskiej, nacjonalistycznej kategorii, ale uważamy, że być Białorusinem to być dobrym człowiekiem. Chcemy opowiadać im o wybitnych Białorusinach, o ich sposobach życia, postępowania, aby z jednej strony zachowywali swój język i białoruskość, a z drugiej pamiętali o wartościach i moralności. Nasze szkoły starają się wychowywać młodzież w duchu patriotyzmu, ale ten patriotyzm opiera się trochę na innej płaszczyźnie, głównie na kulcie „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”.

Kursy językowe „Mova nanova” to jedna z największych, i najpopularniejszych inicjatyw na Białorusi promująca ojczysty język, ale nie jedyna. Pojawiło się kilka jaskółek zwiastujących narastające zainteresowanie językiem białoruskim. W 2012 roku została wprowadzona ustawa, zgodnie z którą urzędnik musi pisemnie odpowiadać petentowi w języku, w jakim zostało złożone pytanie. Ministerstwo handlu nakazało, aby we wszystkim restauracjach menu było dostępne również w języku białoruskim. Pojawiają się inicjatywy prywatne, jak ta prowadzona przez prywatnego przedsiębiorcę z Homla produkującego meble „Slavia”, który obiecuje 10 proc. rabatu dla każdego kupującego, jeśli zamówienie zostanie złożone w języku białoruskim. Społeczności internetowe propagują akcję zostawiania książek w języku białoruskim w komunikacji miejskiej w każdy czwartek, by pasażerowie mogli je czytać. Sporo dla popularyzacji języka białoruskiego robi też kampania „Budźma Biełarusami”, która co roku organizuje m.in. festiwal reklamy białoruskojęzycznej. Ten trend zaczyna być coraz bardziej popularny, po białorusku zaczęły reklamować się takie firmy jak Adidas, Samsung i Renault. Za reklamę języka białoruskiego wzięło się również Ministerstwo Kultury, od kilku lat usiłuje przekonać Białorusinów do używania ojczystej mowy poprzez billboardy na których pojawiają się hasła „Mama = mowa. Kochasz mamę?”. Ihar Kuźminicz krytycznie ocenia wpływ, jaki mogą one wywierać na świadomość młodego pokolenia, upatrując w nich jedynie chęć zademonstrowania poparcia dla języka białoruskiego, bez praktycznych działań na jego rzecz. – Takie plakaty oczywiście są pozytywnym zjawiskiem – mówi – jednak bez wbudowania ich w szersze działania niemożliwym jest, by mogły coś zmienić. Realną zmianę może przynieść jedynie zmiana systemu edukacji na wszystkich poziomach: przedszkolnym, szkolnym i uniwersyteckim, a także zmiana nastawienia mediów do języka białoruskiego, a tego niestety brak.

Czy te 50-100 osób które pojawia się na zajęciach w 300-tysięcznym Grodnie to mało, czy dużo? Volha i Ihar nie mają wątpliwości: – Wszystko wielkie zaczynało się od małego. Można powiedzieć, że ta grupa która przybyła dzisiaj, to niedużo, ale Chrystus także miał tylko dwunastu uczniów, a zdołali oni przewrócić cały świat! Siła tych ludzi polega na tym, że po wyjściu z tej sali nie przestają rozmawiać w ojczystym języku, ale przekazują go dalej. Nie zajmowalibyśmy się działalnością, która byłaby pozbawiona sensu.

fot. Ewa Zwierzyńskafot. Ewa Zwierzyńska

W Republice Białoruś (7-8/2014)

31 maja ambasada RP w Mińsku zorganizowała piknik pod gołym niebem z okazji 10. rocznicy rozszerzenia UE. Impreza odbyła się na działce, gdzie powstanie nowa polska placówka dyplomatyczna. Wśród drzew porastających jej teren przy Trakcie Starowileńskim ustawiono stoiska, na których państwa członkowskie prezentowały swoje dania i napoje. Na stoiskach Polski można było spróbować m.in. kaszanki, a na stoisku Węgier gulaszu, było też np. słowackie i estońskie piwo. Spośród dziesięciu państw, które w 2010 r. przystąpiły do UE, siedem ma swoje ambasady w Mińsku – wszystkie wzięły udział w pikniku.
Ihar Babkou otrzymał tegoroczną Nagrodę im. Jerzego Giedroycia za najlepszą książkę prozatorską w języku białoruskim w 2013 r. Doceniono jego powieść „Chwilka: trzy historie”. Uroczyste wręczenie nagrody, ustanowionej przez polską ambasadę oraz Instytut Polski w Mińsku, a także Białoruski PEN-Centr i Związek Pisarzy Białoruskich, odbyło się 2 czerwca w Mińsku w obecności polskiego ambasadora Leszka Szerepki. Zwycięzca otrzymał 10 tys. euro. Laureaci drugiej i trzeciej nagrody – Artur Klinaŭ i Winceś Mudroŭ – otrzymają tzw. urlopy twórcze na szwedzkiej Gotlandii oraz stypendium we Wrocławiu. Głównym celem Nagrody im. Jerzego Giedroycia, której patron urodził się w Mińsku, jest popularyzowanie białoruskiej literatury w
Zmarł gen. Wojciech Jaruzelski
30 maja w Warszawie na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach został pochowany ostatni przywódca PRL, gen. Wojciech Jaruzelski. W lipcu skończyłby 91 lat. Do historii przeszedł jako autor stanu wojennego, wprowadzonego 13 grudnia 1981 r. Z tego powodu w III RP IPN postawił mu zarzut popełnienia zbrodni przeciwko narodowi polskiemu. Jednak przeważająca część społeczeństwa podziela opinię, iż tamta dramatyczna decyzja uchronił kraj przed wojną domową.
Wojciech Jaruzelski pochodził z rodziny ziemiańskiej. Mimo że przez większość życia deklarował się jako człowiek niewierzący, kilkanaście dni przed śmiercią wyspowiadał się, przyjmując święte sakramenty od kapłana katolickiego. Sam pogrzeb miał charakter świecki. Towarzyszyły mu gwizdy i okrzyki przeciwników pochówku autora stanu wojennego na Cmentarzu Powązkowskim, na którym spoczywa bardzo wielu znanych i zasłużonych Polaków.

W dniach 2-6 czerwca, pod hasłem „Religia a wielokulturowość: wyzwania dla Kościołów chrześcijańskich w Europie”, obradowało w Mińsku IV Europejskie Forum Prawosławno-Katolickie. Wzięło w nim udział ponad 40 hierarchów prawosławnych i katolickich, w tym metropolita wołokołamski Hilarion, który jest szefem Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego, przewodniczący Rady Konferencji Biskupich Europy kardynał Peter Erdoe oraz białoruscy i polscy biskupi. Jednym z tematów poruszanych podczas spotkania była kara śmierci, wykonywana w Białorusi. Prawosławni i katoliccy duchowni stwierdzili zgodnie, że oba Kościoły są za jej zniesieniem.
9 czerwca w Mińsku odbyły się spotkania dyrektor białostockiego oddziału IPN Barbary Bojaryn i sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Kunerta z wiceministrami obrony, kultury i spraw zagranicznych Białorusi. Wizyta polskich urzędników dotyczyła nawiązania lepszej współpracy w kwestii dostępu do białoruskich archiwów oraz poszukiwania miejsca pochówku ofiar tzw. obławy augustowskiej. Omówiono również kwestie współpracy białorusko-polskiej w sferze ochrony miejsc pamięci. Zarówno strona polska, jak i białoruska pozytywnie oceniły rezultaty rozmów.
10 czerwca przed grodzieńskim sądem stanęła szefowa Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi Weronika Sebastianowicz. Oskarżono ją za rzekomy przemyt pomocy żywnościowej dla członków Stowarzyszenia. Sprawę przeciwko 83-letniej Sebastianowicz skierował do sądu urząd celny w Grodnie. Dotyczy ona ponad 70 paczek od polskiego Stowarzyszenia Odra-Niemen z pomocą dla kombatantów Armii Krajowej w Białorusi, które zarekwirowano 2 kwietnia; zawierały one typową pomoc żywnościową: cukier, mąkę, czekoladę, olej itp. Wykroczenie administracyjne, popełnione przez Sebastianowicz, zagrożone jest karą grzywny o równowartości od 250 do 1400 zł.
10 czerwca jeden z pasażerów samolotu lecącego z Kutaisi w Gruzji do Mińska podjął próbę porwania maszyny do jednego z państw europejskich. Dzięki zdecydowanemu działaniu pilotów i białoruskich służb specjalnych udało się bezpiecznie wylądować w Mińsku i zatrzymać niedoszłego porywacza, którym okazał się być 41-letni obywatel Gruzji.
11 czerwca w Mińsku odbyło się posiedzenie grupy roboczej ds. granic w ramach Partnerstwa Wschodniego. Obecna tam szefowa misji dyplomatycznej UE w Białorusi Maira Mora oświadczyła m.in., że „granica Białorusi i Unii Europejskiej jest jedną z najbezpieczniejszych”. Według przytoczonych przez nią danych, przepływ nielegalnej migracji z innych kierunków, szczególnie południowego, wynosi około 50 tys. przypadków rocznie, podczas gdy na granicy białoruskiej – około 1,7 tys. – To ogromna zasługa białoruskich pograniczników – powiedziała Mora, dodając że granicę z Białorusią udało się wzmocnić między innymi dzięki współpracy z
Памёр Генадзь Бураўкін
30 траўня ў Мінску на 78-м годзе жыцця памёр выдатны беларускі паэт і дзяржаўны дзеяч, Генадзь Бураўкін. На жалобнае набажэнства ў праваслаўны Свята-Петрапаўлаўскі сабор прыйшлі родныя, сябры, грамадска-палітычныя дзеячы, літаратары. Адпяванне прайшло на беларускай мове. Генадзя Бураўкіна пахавалі на сталічных Усходніх могілках.
Генадзь Бураўкін на пачатку 1990-х гадоў быў прадстаўніком Беларусі ў Арганізацыі Аб’яднаных Нацый і як першы ўзняў там нацыянальны бел-чырвона-белы сцяг. У свой час узначальваў Таварыства Беларускай мовы, у любой сітуацыі стараўся прамаўляць па-беларуску.
Генадзь Бураўкін пакінуў па сабе выдатную паэтычную творчасць. Вядомы, таксама на Беласточчыне, спявак Зміцер Вайцюшкевіч на вершы паэта ў апошні час запісаў два альбомы. Апошні – гэта Варанок у музычным стылі беларускага шансону (у канцы сакавіка ўпершыню быў ён прэзентаваны ў Беластоку).

UE. W posiedzeniu grupy roboczej w Mińsku uczestniczyli m.in. przedstawiciele Komisji Europejskiej, unijnej agencji ochrony granic Frontex, służb granicznych i celnych państw Partnerstwa Wschodniego orazMSZ Białorusi.
12 czerwca wyższa izba białoruskiego parlamentu, Rada Republiki, przyjęła poprawki do ustawodawstwa, dotyczącego służby wojskowej, zgodnie z którymi wojskowi nie będą mogli otrzymywać Karty Polaka. Jak wyjaśnił minister obrony Białorusi Jury Żadobin, poprawki dotyczą zakazu otrzymywania przez wojskowych, a także pracowników organów i pododdziałów ds. sytuacji nadzwyczajnych, od państw obcych dokumentów uprawniających do ulg i przywilejów związanych z poglądami politycznymi, religijnymi i przynależnością narodową. Na początku czerwca poprawki te przyjęła niższa izba parlamentu – Izba Reprezentantów.
16 czerwca minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow spotkał się w Mińsku z prezydentem Aleksandrem Łukaszenką i białoruskim ministrem spraw zagranicznych Uładzimirem Makiejem. Podczas spotkania rozmawiano o sytuacji na Ukrainie oraz o rozwijaniu Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej Rosji, Białorusi i Kazachstanu (w najbliższym czasie planowane jest przyłączenie się do niej Armenii, a następnie Kirgistanu). W Mińsku omawiano też dalsze losy inicjatywy Partnerstwa Wschodniego.
Od 1 lipca białoruskie władze zamierzają dać firmom państwowym wyłączne prawo importu towarów, których odpowiedniki są produkowane w Białorusi, w tym sprzętu gospodarstwa domowego. Wśród towarów, których prawo importu otrzymałyby do końca roku firmy państwowe, może znaleźć się także sprzęt radiowy i telewizyjny, sprzęt rolniczy, ciężarówki czy łożyska. Jako firmy, mogące otrzymać prawo importu, agencja BiełTA wymienia m.in. producenta samochodów MAZ, producenta traktorów MTZ czy wytwórcę sprzętu gospodarstwa domowego Atlant. Zdaniem ekspertów w dziaW
dniach 6-8 czerwca w Grodnie odbył się jubileuszowy X Festiwal Republikańskich Kultur Narodowych. Organizowany jest on co dwa lata. Podczas tegorocznej jubileuszowej edycji swoją kulturę prezentowali przedstawiciele 22 narodowości obecnych w Białorusi. Po raz pierwszy pokazali się Anglicy, Bułgarzy, Hiszpanie, Włosi i Tatarzy Krymscy. Każda z narodowości miała własne, charakterystyczne dla swojej kultury, „podwórko”, na którym serwowano narodowe potrawy, prezentowano ludowe pieśni i tańce oraz rękodzieło.
Na polskim „podwórku”, które mieściło się na terenie Nowego Zamku, na wysokiej skarpie Niemna, swój dorobek kulturalny prezentowały zespoły i szkoły polskie działające pod egidą Związku Polaków na Białorusi (łukaszenkowskiego), oraz zaproszone z Polski chóry ludowe – z Gminnego Ośrodka Kultury w Goniądzu i kurpiowskie grupy ze Zbójnej koło Łomży.
Na polskim stoisku kulinarnym serwowano flaki, bigos i śledzia po warszawsku.
Aleś Bialacki na wolności
22 czerwca z kolonii karnej w Bobrujsku został zwolniony Aleś Bialacki, który odsiadywał wyrok 4,5roku więzienia za niepłacenie podatków od pieniędzy otrzymywanych na zagraniczne konta w Polsce i na Litwie w celu finansowania działalności Centrum Praw Człowieka „Wiasna”, którego był szefem. W więzieniu spędził prawie trzy lata. O uwolnienie Bialackiego zabiegała UE oraz międzynarodowe organizacje praw człowieka. Prezydent Aleksandr Łukaszenka był jednak nieustępliwy, mówiąc że nie ułaskawi żadnego więźnia, jeśli sam więziony o to nie poprosi.
Kilka miesięcy temu na jednej z pokazowych konferencji prasowych z ust dziennikarza padła jednak sugestia, że Bialacki powinien wyjść z więzienia, gdyż strata finansowa wobec państwa, której miał się dopuścić, została już naprawiona (to równowartość 90 tys. dolarów, którą zebrali przyjaciele i zapłacili zaraz po jego aresztowaniu). Łukaszenka dał wówczas do zrozumienia, że Bialacki, „gdy to się potwierdzi”, mógłby wyjść na wolność.

łaniach władz chodzi o to, by w kraju powszechniej kupowano białoruskie odpowiedniki sprzętu z importu i aby zmniejszały się zapasy w magazynach. Białoruś od dłuższego czasu boryka się z problemem przepełnienia magazynów krajowymi towarami, które nie znajdują nabywców.
Prawie 50 tys. pracowników z około 300 przedsiębiorstw państwowych nie otrzymało w czerwcu wypłat na czas. Zdaniem ekonomistów, wszystkiemu winne jest odgórne obniżenie produkcji w celu zmniejszenia importu surowców przemysłowych. Dzięki temu poprawił się bilans w handlu zagranicznym. Obniżenie produkcji ma pomóc również w rozładowywaniu magazynów. W ten sposób białoruskie władze walczą z nadmiernym popytem na zagraniczne waluty. Przyczyną problemów walutowych jest również fakt, że sami Białorusi sporą część swoich dochodów lokują w twardej walucie. W maju popyt na dolary przewyższył podaż o 300 mln. W połowie bieżącego roku ujemne saldo na rynku walutowym wyniosło już 740 mln dol. Białoruś liczy na ustabilizowanie swojego rynku walutowego dzięki rosyjskiemu kredytowi państwowemu w wysokości 2 mld dol.
Białoruś stała się kolejnym krajem, w którym będzie można dokonywać płatności przez system Paypal. Paypal pozwala na płatności osobom posiadającym dostęp do Internetu oraz kartę płatniczą. Do tej pory na świecie było 148 milionów aktywnych kont w serwisie Paypal, w 26 walutach na 193 rynkach. Każdego dnia serwis obsługuje przeszło 9 mln płatności. W pierwszym kwartale 2014 r. przez serwis dokonano płatności na kwotę 52 miliardów dolarów. Założona w 1998 r. firma jest światowym liderem w dziedzinie płatności cyfrowych.
Na świecie. Od 1 czerwca Białorusini mogą wjeżdżać do Turcji bez wizy. Weszło w życie dwustronne porozumienie o zniesieniu wiz między obydwoma krajami. Obywatele Białorusi mogą przebywać nieprzerwanie na terytorium Turcji bez wizy przez 30 dni od momentu wjazdu. W ciągu roku mają prawo wielokrotnego przyjazdu do tego kraju, ale łączny czas pobytu nie może przekraczać 90 dni. Według danych strony tureckiej co roku Turcję odwiedza ponad 100 tys. obywateli Białorusi. 97 proc. z nich przyjeżdża w sezonie turystycznym. Z kolei Białoruś do tej pory rocznie wydawała obywatelom Turcji ok. 10 tys. wiz.
10 czerwca Biały Dom poinformował na swojej stronie internetowej o przedłużeniu na kolejny rok sankcji wobec niektórych przedstawicieli władz Białorusi, polegających na zakazie wjazdu do USA i zamrożeniu ich aktywów. Uzasadniając przedłużenie sankcji prezydent Obama argumentował, że działania i polityka niektórych członków rządu Białorusi nadal stwarzają nadzwyczajne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej USA. Sankcje obowiązują od 2006 r. i co roku są przedłużane. Białoruskie MSZ oficjalnie skrytykowało decyzję Stanów Zjednoczonych. ■
13-14 чэрвеня ў Маладзечне прайшоў ХІV Нацыянальны фесты-валь беларускай песні і паэзіі. У гарадскім амфітэатры была м.інш. паказана асобная праграма «70 гадоў Перамогі». Выступілі таксама герой сёлетняга «Еўрабачання» Тэа (Юрый Вашчук) і вядомыя беларускія артысты, як Ядзвіга Паплаў-ская і Аляксандр Ціхановіч, ансамблі «Бяседа», «Харошкі» і «Песняры»
W Białorusi truskawki są o ponad połowę tańsze niż u nas – kosztują 1,20-1,50 zł za kg