Bez poczucia krzywdy?

niczyporuk
Przemawia Sergiusz Niczyporuk (Fot. Michał Iwaniuk)

W Zaleszanach i Bielsku Podlaskim odbyły się uroczystości związane z 70. rocznicą pacyfikacji białoruskich wsi i zabójstwa furmanów dokonanych przez oddział 3. Wileńskiej Brygady NZW-PAS pod dowództwem kpt. Romualda Rajsa „Burego”. Rada miasta Bielsk Podlaski i rada powiatu hajnowskiego wystosowały oświadczenia w sprawie uczczenia tej tragedii. Rocznicowym obchodom towarzyszyła premiera najnowszego filmu Jerzego Kaliny „Siaroża”, opowiadającego o losach pochodzącego z Zaleszan przedsiębiorcy Sergiusza Niczyporuka.

Wieloletnią tradycją w Zaleszanach stała się już wizyta duszpasterska z modlitwą o. Mikołaja Kiełbaszewskiego, proboszcza parafii w Kleszczelach, akurat 29 stycznia. Odwiedziny u wiernych, choć niewielu ich już pozostało, duchowny kończy zawsze panichidą w centrum wsi pod krzyżem upamiętniającym ofiary pacyfikacji. Najwyższy krzyż został ufundowany w 2011 roku przez Eugeniusza Czykwina.

W tym roku wśród zgromadzonych, poza mieszkańcami i rodzinami ofiar, byli również przedstawiciele inteligencji białoruskiej, lokalnych władz i więcej niż zwykle dziennikarzy. Burmistrz Kleszczel, Aleksander Sielicki, mówił o pamięci i podjął temat odszkodowań, które należą się rodzinom ofiar (synowi „Burego” zostało ono wypłacone). Krótka homilia o. Kiełbaszewskiego nawiązywała do chrześcijańskiego pojednania, co niektórzy przyjęli z pewnym zaskoczeniem.

Mieszkańcy zaprosili wszystkich zgromadzonych na poczęstunek do świetlicy, gdzie podzielono się chlebem. Podejrzewam, że w ten sam, gościnny sposób, ich rodzice i dziadkowie postąpili 29 stycznia 1946 roku, przyjmując na odpoczynek przyszłych oprawców. Mimo że ów pobyt opłacili pożogą i śmiercią, nie wyczuwałem wśród zgromadzonych poczucia krzywdy. Siaroża Niczyporuk wypowiedział za stołem ważne słowa o tym, iż żadne złoto nie wróci życia jego rodzinie, dlatego domaganie się odszkodowań jest żenujące. Został nagrodzony za to oklaskami, podobnie jak pan Zygmunt z Czeremchy, który mówił o konieczności pielęgnowania własnej historii, nawet jeśli jest tak tragiczna. Mieszkańcy Zaleszan to prości ludzie, którzy nie rozumieli polityki siedemdziesiąt lat temu, nie rozumieją jej również dzisiaj.

Pewna osiemdziesięcioletnia kobieta opowiedziała mi o niewielkim busie, który latem podjechał do wsi od strony Saków. Wysiadło kilku ogolonych chłopaków w paramilitarnych strojach. Po krótkim salucie zabrali się do roboty. Okleili obelisk, przystanek autobusowy, drzwi świetlicy a także znaki przy wjeździe do wsi napisami, których mieszkańcy nie zrozumieli. Przeczuwając coś złego, zanieśli je do proboszcza. Ten nakazał naklejki zerwać, przeżegnać i spalić. Były na nich określenia gloryfikujące „Burego” i jego żołnierzy.

Grobem furmanów opiekuje się dzisiaj parafia Opieki Matki Bożej w Bielsku Podlaskim. Odkąd w 1997 roku na bielski cmentarz wojenny przeniesiono szczątki pomordowanych pod Puchałami Starymi, uroczystości odbywają się w Bielsku. Takie było życzenie rodzin ofiar. Teraz przyjeżdżają i spotykają się tutaj przynajmniej raz w roku. 70. rocznica egzekucji furmanów przypadła akurat w niedzielę. Po liturgii w pokrowskiej cerkwi odprawiono panichidę i odczytano imiona wszystkich ofiar tragedii. Na cmentarzu przed pomnikiem o. Jan Szmydki odprawił krótką litiję w intencji pomordowanych.

Uroczystości rocznicowe w Bielsku, podobnie jak w Zaleszanach, zgromadziły dużo więcej osób niż w latach poprzednich. Ważnym akcentem był wieniec, złożony przez przewodniczącego bielskiej rady miasta Igora Łukaszuka i radnych. Burmistrz Jarosław Borowski wraz z wicestarostą Piotrem Bożko złożyli również wieniec od Koalicji Bielskiej. Taki hołd pamięci oddany przez przedstawicieli lokalnych władz nie był wpisany do programu uroczystości, która miała charakter prywatny.

Na styczniowej sesji rady miasta bielscy radni przyjęli uchwałę, upamiętniającą wydarzenia sprzed 70 lat. Choć nie została podjęta jednogłośnie, to biorąc pod uwagę obecne uwarunkowania polityczne, można ją uznać za istotny głos sumienia lokalnej społeczności, broniącej wielowiekowej tutaj koegzystencji różnych narodów i wyznań.

Stanowisko radnych powiatu hajnowskiego zabrzmiało mocniej, choć szkoda, że nie zostało skonsultowane z historykami. Radni zdecydowanie potępili próby gloryfikacji kpt. Romualda Rajsa „Burego” przez niektóre polskie środowiska.

W marcu ubiegłego roku zapowiedziano odsłonięcie pamiątkowej tablicy w hajnowskim soborze Świętej Trójcy. Szkoda, że plan nie zrealizowano. W moim przekonaniu nie jest to kwestia odwagi i nadstawiania policzka, a wiary w siebie i własny naród.

Po uroczystości na cmentarzu zorganizowano pokaz filmu „Siaroża” w reż. Jerzego Kaliny. Jego bohater, Sergiusz Niczyporuk, po projekcji odniósł się do ważnych spraw związanych z tą historią. Mówił, że ci młodzi ludzie, którzy dziś są zafascynowani tragiczną postacią „Burego”, nigdy na wojnie nie byli i nie wiedzą, czym jest okrutna śmierć najbliższych. Dlatego też niezrozumiałe są motywy działania hajnowskiego radnego PiS, Bogusława Łabędzkiego, który wystosował do premier Beaty Szydło petycję, domagając się ochrony prawnej Romualda Rajsa „Burego” przed tymi, którzy uważają go bandytę.

Pamiętam jak rok temu, w lutym, na Mazurach z państwowymi honorami chowano szczątki żołnierzy „Burego”. Biskup ełcki Jerzy Mazur podczas homilii nazwał ich prawdziwymi bohaterami, o których pamięć miała zostać wytarta, jednak nadal trwa. Mówił tak m.in. o NN „Modrzewiu”, dwudziestokilkulatku spod Lwowa, któremu UPA wymordowała całą rodzinę. Chłopak zapisał się do Pogotowia Akcji Specjalnej podziemnego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, bo poza krwawą zemstą już nic mu nie pozostało. Pewnie dlatego bez oporów wziął udział w egzekucji furmanów, bo prawdopodobnie wziął ich za Ukraińców. Tak później zeznawano w śledztwie. Jeden z kompanów, Marian Maliszewski ps. „Wyrwa” twierdził, że „Modrzew” „wyżywał się i miał coś nie w porządku”. Z kolei towarzysz broni z bitwy pod Orłowem Stanisław Myśliwiec, ps. „Orzech” tak opisywał ostatnie chwile życia partyzanta: „Biegł razem z jakimś erkaemistą. W pewnym momencie ten dostał, a „Modrzew” złapał jego erkaem i tak na stojąco zaczął strzelać do nacierających Ruskich. Zaraz jednak złapał się za brzuch, pewnie i on dostał. Stał jeszcze, gdy wyjął spluwę i strzelił sobie w głowę”. Żołnierz wyklęty przez los, stracony przez Boga, zyskany przez diabła.

W Białymstoku, kiedy radni podjęli uchwałę o nadaniu jednemu z rond w mieście imienia „Żołnierzy Wyklętych” większych sprzeciwów nie było. Mówiono, że kto chce może uznać, że taki patron nie obejmuje Rajsa. Z całej mocy nie zostali napiętnowani też ci, którzy pod koniec minionego roku prowokacyjnie w Bielsku (między innymi na ogrodzeniu zespołu szkół z dodatkową nauką języka białoruskiego) i Hajnówce umieścili transparenty gloryfikujące „Burego”.

Temat „Burego” ponownie powrócił do głośnego dyskursu publicznego równo dziesięć lat po zakończeniu przez białostocki IPN śledztwa, w którym uznano, iż doszło w tym przypadku do zbrodni o znamionach ludobójstwa, to znaczy takiej, w której zabija się ludzi tylko ze względu na ich narodowość, rasę czy religię – prokurator Dariusz Olszewski. Motywem działań oddziału była chęć wyniszczenia grupy ludzi należących do konkretnej grupy narodowościowej i wyznaniowej. Mimo to w ostatniej opinii konsultacyjnej podpisanej przez obecną dyrektor oddziału IPN, Barbarę Bojaryn-Kazberuk, sporządzonej na prośbę bielskiego urzędu miasta, napisano, że motywy tej tragedii miały podłoże polityczne, a nie narodowe czy wyznaniowe, czyli zaprzeczono wnioskom z własnego śledztwa.

Za obronę dobrego imienia „Burego” wzięli się historycy tacy jak Piotr Szubarczyk, związany z gdańskim oddziałem IPN oraz Michał Ostapiuk, przygotowujący biografię (czy może hagiografię) Rajsa. Niedawno Wojciech Muszyński, również pracownik naukowy IPN, redaktor naczelny półrocznika naukowego „Glaukopis”, na stronie kresy.pl w komentarzu do nowego filmu Jurka Kaliny napisał nieprawdę, że mieszkańcy pacyfikowanych wsi mieli broń, a gdy pojawił się tam oddział „Burego”, doszło do walk…

Wciąż niepewne jest wydanie przez białostocki IPN książki Anny Moroz z Hajnówki, której promotorem jest aktualny wicepremier prof. Piotr Gliński. Książka opowiada o prawie do pamięci i sporo miejsca pozostawia rodzinom ofiar oraz społeczności białoruskiej.

70 lat to bardzo wiele. Nie wszyscy dożywają takiego wieku. Mieszkańcy Zaleszan, Wólki Wygonowskiej, Szpaków, Zań i Końcowizny od siedemdziesięciu lat żyją z piętnem tej tragedii. Kilkadziesiąt wsi wokół żyło przez te lata w strachu, który bez wątpienia przyczynił się do zahamowania rozwoju kultury i społecznego życia Białorusinów. Ten strach został chyba jednak wreszcie przezwyciężony. Odbudowane Zaleszany są nadal gościnne – także dla obcych.

 

Tomasz Sulima

Komentarze

  1. IFLqee You made some first rate points there. I seemed on the web for the issue and found most people will associate with together with your website.

  2. „Thanks for the points shared on your own blog. Another thing I would like to convey is that losing weight is not information on going on a dietary fads and trying to shed as much weight as you can in a couple of days. The most effective way to lose weight is by having it slowly and obeying some basic guidelines which can allow you to make the most through your attempt to shed weight. You may know and be following some tips, however reinforcing know-how never hurts.”