Praca jako klucz do duszy Podlaszuka

Może cierpieć niedostatki, bądź cieszyć się stabilną pozycją klasy średniej. Może trwać przy spuściźnie ojców, albo zapominać własnego języka. Może dysponować siłą młodego człowieka, bądź garbić się wsparty o lasce. Obojętnie jak by wyglądał i w co wierzył, Podlaszuk jest nieodmiennie pracowity i oddany swemu najbliższemu otoczeniu. Tak żywemu, jak i nieożywionemu.

Zadbany dom w Wierzchlesiu (Fot. Mateusz Styrczula)

Niech pan patrzy. Ten dom zbudowałem sam. Sam wymierzyłem, sam heblowałem deski, sam układałem dach. Miesiące pracy tu zeszły, czasem synowie pomagali, ale dziś efekt jest imponujący. Pan wie, że tu nawet aktorzy z Warszawy do mnie przyjeżdżają wypocząć. Był pan Zaorski, reżyser. Zrobiliśmy razem grilla, pieczeń… Warszawa przyjeżdża, Wrocław, Katowice – mówiąc to gospodarz z Drahli koło Sokółki, ubrany w białą koszulę, wypinał pierś, uśmiechając się ni to dumnie, ni to szelmowsko – Teraz chcę tu jeszcze zrobić banię, saunę. Przyjezdni to lubią. No, trzeba coś zmieniać, poprawiać…

Po chwili przeszliśmy parę kroków w kierunku przylegającego do starannie przyciętego trawnika oraz równo ułożonej kostki brukowej ogródka. Cukinie, dynie, rzodkiew, sałata, zioła. Brać i wybierać. Wszystko swoje. Z tyłu starannie zbite drewniane pomieszczenia i druciane przegródki dla gromadki kur. – Są i jajka. Jest kogut. To w sumie nie dla mnie. Bardziej dla gości. Lubią czuć się jak na prawdziwej wsi, a to kogut zapieje z rana i od razu inaczej.

Nie dość, iż wszystko tu wyglądało estetycznie, to uderzała funkcjonalność i staranność wykonania. – Pokażę panu jeszcze mały wodospad, jaki zrobiłem. Faktycznie, na wschodnim skraju ogrodu znajdowało się istne cacko – wyłożony równymi, różnokolorowymi kamieniami żleb dla wartkiego strumyczka, zakończony kołem młyńskim, rzeczonym miniwodospadem, a także jeziorkiem. Woda wpływała do niego z większego jeziorka, położonego wyżej, przez którego środek przechodził drewniany mostek. Jak z bajki – powiedziałem z niekłamanym rozbawieniem. Drahle i bezpośrednia okolica Sokółki to już nie turystyczna pustynia. Meczety w Kruszynianach i Bohonikach okryły się sławą. Plany zdjęciowe z filmów traktujących o tutejszej idylli kuszą Wielkopolan, Mazurów, Małopolan. Walą drzwiami i oknami, nie mogąc się nadziwić, jak tu spokojnie. Prócz tego wygodnie. Wszędzie czyste łazienki, podjazdy, wi-fi, telewizja, kuchnia dla gości. To wszak nie robi się samo. To efekty ciężkiej pracy.

Podczas swoich licznych noclegów u podlaskich gospodarzy, parających się bardziej bądź mniej zaawansowaną agroturystyką, siłą rzeczy spotkałem już wiele osób. Równie wiele obserwowałem jako pieszy turysta we wszystkich porach roku, jak krzątali się w swych obejściach i posesjach. Pielili, kosili trawę, malowali wyblakłe płoty. To co zawsze mnie uderzało i uderzać zapewne będzie, to właśnie ten wieczny ruch, to niesłabnące zabieganie właścicieli. W miejscach, które żyją z turystyki, jeszcze rozumiem oczywistą troskę o przyciągnięcie gości, ale ileż to razy obserwowałem prawdopodobnie już samotne staruszki, walczące wszystkimi siłami z choćby śladowym nieporządkiem w obejściu. Czy to Sokólszczyzna, czy Polesie – bez różnicy.

– A wiete szo tut zbirajete? – zapytałem skuloną babcię z Wólki Nurzeckiej, związującej w pęczki zebrane zielsko. Było to już parę lat temu. Pewnie już nie żyje, ale noszę w pamięci to krótkie spotkanie.

Kropywa, zilja. Tuta-o powno toho roste. Sama żywu, dewianosto lit, a tak to i czas chuczej jde i hroszy jakijeś budut bo skuplajut siete od nas. – odpowiedziała.

– A to ne tiażko wam tak samoji żyty?

– Tiażko, bo zdorowiczko ne toje szo kolyś. Prataju chatu, a to za hrybami pijdu, ali muczuś chutko wże.

Babcia z Wólki Nurzeckiej chodziła wolno, związując zioła w pęczki siadała na schodkach, by nie męczyć się dodatkowo, ale wciąż miałem wrażenie, że było w niej więcej sił witalnych niż w o wiele młodszych emerytach z blokowisk miast. Babcia jakich wiele. Może usiąść na ławce i popatrzeć na świat, bądź porozmawiać z sąsiadami, ale dopiero gdy wszystko zostanie zrobione. Zamiecione, odśnieżone, uprzątnięte. Odwieczny gen pracowitości. Zrozumiały z punktu widzenia dawnych mieszkańców, którzy byli zdani wyłącznie na siebie i przeważnie kolebali się na granicy biedy i lichej stabilizacji. Ten gen przekazano dalej i wciąż wydaje on owoce, nawet gdy teoretycznie nie ma potrzeby napinania muskułów, bo pensja bądź emerytura, jaka by nie była, się należy. Do tego tu i ówdzie piętrzy się nowy sprzęt elektroniczny, a w garażu stoi dobrej marki samochód. Po co tak? – zapyta ktoś. Dzięki temu możliwe jest jednak zarówno podkreślenie własnej zaradności, przydatności dla pewnej grupy, jaka formułuje opinie na temat jednostki, jak też po prostu zapewnienie sobie i bliskim komfortu.

Tego roku, przechadzając się któregoś poranka po Wierzchlesiu na skraju Puszczy Knyszyńskiej, zadałem sobie trud liczenia kłód drewna, jakie piętrzyły się na tyłach niemal każdej posesji we wsi. Przypuszczalnie około 200-300 w jednym stosie. Czasami stosów o wysokości dobrych dwóch metrów bywało po trzy, po cztery. Rozumiem oczywiście surowość podlaskich zim i zasadę, która głosi, że przezorny zawsze ubezpieczony, ale czy to aby nie przesada? Prognozy pogodowe nader optymistyczne. Warstwa śniegu umiarkowanie gruba. Czy to nie zbieractwo dla zbieractwa? Otóż kluczem jest właśnie ciągnięcie dawno zaczętej historii. Choć nie grozi Podlasiu wojna atomowa, ani nagła katastrofa w dającej się przewidzieć przyszłości, to jednak chomikowanie na gorsze czasy ma swoje genetyczne uzasadnienie. Objawia się w międzypokoleniowej pamięci i obserwacji otoczenia, które zachowując się tak a nie inaczej wtapiało w świadomość młodego człowieka pewien wzorzec zachowań. Lepszy nadmiar niż niedomiar. Lepsze zapasy niż dokładne wyliczenia. Zaradność i przezorność świadcząca o człowieku i jego mocnym charakterze. Przy tym to niemal powtórzenie protestanckiej zasady, że w posiadanych dobrach materialnych, bogatym domostwie i sprawnym gospodarstwie oglądamy miłość Boga. W dziełach swych rąk przeglądamy się jak w lustrze my, a widzący to Bóg udziela nam wsparcia w kolejnych zadaniach.

Polana w rzędzie pod okapem stodoły w Kamionce Starej (Fot. Mateusz Styrczula)

Próżno by oczekiwać, że pocztówkowa kraina, jaką tego lutowego poranka zdało się być Wierzchlesie, była pogrążona w ciszy. Mimo wczesnej pory ludzie już wstali. Nadstawiałem ucha. Przechodząc z jednego końca ulicówki w kierunku Sokółki słyszałem a to warkot pił mechanicznych, a to stukot młotka, a gdzieś w jej centrum powoli toczący się traktor. Starszy mężczyzna w wojskowej panterce, uszance i wysokich butach poprosił mnie o pomoc w otworzeniu bramy. Traktor zaopatrzony w antypoślizgowe łańcuchy wjechał do podziemnego garażu, a ja zostałem zaproszony na piwo. Po co? By jako gość uczestniczyć w dość osobliwej autoprezentacji czy autopromocji.

– A wy szto tak trahtorom jeździcie zimoju? Ciepier jest wohule jakajaś robota?

– Zausze jest. Ja maju tak szto pracuju cieły rok. Hroszy powinny być. Bez parasot złotych ja z chaty nie wychadżu wohule.

Tu z nie lada zaskoczeniem spostrzegłem, jak mój rozmówca wyjmuje z kieszeni gruby plik. Na oko tysiąc złotych. Same setki. Uśmiechnął się szeroko. – Ja tut usie sprzęty maju: pryczepy, ahrehaty, piły. Jak wojna budzie, to ja toże przygotowany. Mężczyzna wyciągał z torby ku mojemu rosnącemu zdziwieniu kolejne kamizelki wojskowe, kabury, naboje do pistoletu. – Nie usio mahu wam pokazać bo szcze możecie pod***olić mianie! Aż tak to ja was nie znaju. Zaśmialiśmy się głośno. – Chadzicie do środka na haru. Wewnątrz odwiedziłem parę pomieszczeń na piętrze. Gospodarz opowiadał niemal o każdym detalu. Od sklejki, framug, desek, po kontakty. Chwalił się, że odnowił, wymienił i odmalował tutaj wszystko. Na podwórku podobnie. Sprzęty rolnicze w osobnych, zadaszonych pomieszczeniach. Maszyna do cięcia drewna zakryta przed opadami. W miejsce starej stodoły nowa. – Jak heta wichura prajszła ostatnia to u nas try stodoły rozwalilisia. Taja tam-o, tam szcze i moja. I uże pierszy nowuju postawił. – I dla koho to usio? – zapytałem. – Nu ja sam żywu niestety. Kawaler. Z mamoju tolko. Chacieuby żonku, ale nie trapiłosia jakoś. Skażycie tam w Warszawie dla dzieuczyn, szto ja dobry mużyk. Nie musi być piękna jakajaś, tolko kab pjanicoj proklatoj nie była. Takich to ja nie lublu.

Opuszczając mego rozmówcę nie mogłem się nadziwić jakiemuś wewnętrznemu samozaparciu i niesłabnącej ochocie do pracy. Jak nie zarobkowej, to dla własnej satysfakcji. Po jednej skończonej robocie dwie następne. Nie miało nań wpływu ani to, że w czasie naszej rozmowy pociągał ochoczo z butelki, ani to że próżno by szukać dziedziczących to po nim dzieci. To nie stanowiło przeszkody, by harować choćby tylko dla własnego dobrostanu. Mogę. Umiem. Potrafię. Jestem przydatny.

A podlaskie święta, zabawy? Stoły uginające się pod ciężarem niemożliwych do przyswojenia potraw? Niemożliwych nie przez wzgląd na smak lecz nadludzką ich ilość. Stanowiły i stanowić będą niepisaną nagrodę i swego rodzaju zapłatę za trud. Zaczynam rozumieć to dopiero teraz, bo też dopiero teraz wszystkie elementy tej podlaskiej układanki złożyły się w logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Ciąg, którego kluczem jest praca i zaradność. Niech nas nie zwiodą niszczejące i ziejące pustką chałupy, mijane w coraz to większej ilości wsi. Może to kolidować z porządkiem w sąsiednich obejściach, ale to nie meliny wyrzutków społecznych. Jeśli niszczeją, to tylko dlatego, że stoją niezamieszkałe od dawna. Póki jest w nich choć jeden staruszek, póty jest i troska.

Ciekawy wydaje się być tutaj również fakt kompletnego oderwania analizowanej materii od kontekstu wyznaniowego. To, iż wsie prawosławne pustoszeją, a katolickie nie aż w takim stopniu, jest zauważalne już od lat, ale wiara konkretnych jednostek nie wpływa na skłonność do oddawania się pracy. Zarówno katolik z Kropiwna, który o swych białoruskich korzeniach raczej nie chce słyszeć, jak i prawosławna babcia z Rutki oddają się potrzebie pracy w podobny, równie ofiarny, sposób. Czy będzie to polegało na wykonaniu ozdobnych ornamentów w Krainie Otwartych Okiennic, czy zbudowaniu piwniczki z podsokólskiego kamienia. Kontrast pojawia się zaś na zachód od białoruskiego Podlasia, co jako bądź co bądź Mazowszanin mówię z dużą przykrością. Przejeżdżając przez okolice Zambrowa bądź Ostrowi Mazowieckiej daje się odczuć pewną bylejakość. Niby więcej betonu niż drewna, więc pozornie bogaciej, a jednak wrażenie nieporządku pozostaje.

Może więc kluczem do Podlasia i jego mieszkańców nie jest owa błogość i cisza, żubry, puszcze, tołkanice, wielowyznaniowość czy co ktoś tam jeszcze wymyśli. Może tkwi po prostu w zdolnych, a przede wszystkim nader pracowitych ludziach. Parafrazując mego rozmówcę z Wierzchlesia – skazau tak dla dzieuczyn w Warszawie. Może która do niego przyjedzie…

 

Mateusz Styrczula

Дзень Волі ў смартфоне

Сэльфі якое зрабіла Любоў Дзядзікіна ў Дзень Волі імгненна стала сімвалам мірных пратэстаў у Менску (nn.by)

Дашкевіч на Валадарцы. Напэўна ўсе мф’цы тут, а БЛ у амерыканцы” – такі допіс 25 сакавіка у 12:05 ў сацсетках пакінула Наста, жонка Змітра Дашкевіча (лідара «Маладога фронту»), які за апошнія месяцы вырастае на аднаго з лідароў грамадскага супрацьстаяння ў Беларусі. Хаця рэжым і яго адносіны з народам не мяняюцца, менскі Дзень Волі ўпершыню можна было з дапамогай інтэрнэту назіраць амаль ужывую. Здаецца што нават і тое не дапамагло звярнуць вочы Еўропы ды свету на Менск.

Напружаная сітуацыя ў Беларусі пачалася ў лютым у якасці пратэстаў выкліканых прэзідэнцкім Дэкрэтам №3 «Аб папярэджанні сацыяльнага ўтрыманства». Новы закон у народзе вядомы як падатак на дармаедства давёў да шматлікіх маршаў абураных беларусаў, якіх прымушаюць плаціць дзяржаве грошы за тое што ў іх няма працы. Першы з іх пачаўся 17 лютага ў Менску, потым беларусы выйшлі на вуліцы такіх гарадоў як Берасце, Горадня, Гомель, Магілёў, Бабруйск ці Баранавічы. Удзельнікі патрабавалі адмены дэкрэта, за тым таксама і адстаўкі прэзідэнта Лукашэнкі, які 23 год пры ўладзе. Новы падатак, які кранаў ажно 470 тысяч грамадзянаў, стаў прычынай першых такіх масавых за апошнія 20 год пратэстаў, у якіх прынялі ўдзел у большасці беларусы якія не мелі раней дачынення да палітычных пратэстаў і ці апазіцыі. Арганізатараў маршаў штрафавалі і судзілі, а 9 сакавіка Лукашэнка прыпыніў дзейнасць дэкрэта. У той час напрыканцы лютага прайшла таксама акцыя абароны Курапатаў, у якіх планавалася будаўніцтва бізнэс-цэнтру ў ахоўнай зоне мэмарыялу. Лукашэнка добра ведаў, што ў Дзень Волі можа паўтарыцца 2010 год, калі пасля выбараў на вуліцы Менска выйшлі тысячы людзей.

На спробы святкавання 99. угодкаў абвяшчэння БНР улады адказалі запалохваннем ды сілай. Да Дня Волі службы правялі прэвентыўную зачыстку, было затрыманых шмат актывістаў, якія трапілі на суткі зняволення. У інтэрнэце пісалася, што нехта ўзламаўся ў акаунт палітыка Міколы Статкевіча і паведаміў што пратэст адмянаецца. Збор удзельнікаў акцыі планаваўся пры Акадэміі Навук у 14.00 гадзін, хаця ўлады адмовілі арганізатарам у яе правядзенні. Нягледзячы на забарону, апазіцыйныя палітыкі заклікалі сустрэцца ў запланаваны час. Негледзячы на пагрозы, 25 сакавіка некалькі тысяч жыхароў рушылі ў кірунку Акадэміі навук.

Улады падрыхтаваліся да разгону грамадзян выдатна. Цэнтр горада выглядаў як у ваенны час – з унутраным войскам, спецназам, дзесяткамі аўтазакаў. Усё дзеля мірнай акцы,і якая не магла стаць беларускім майданам. АМАПаўцы ўварваліся ў офіс праваабарончай арганізацыі „Вясна”, затрымана пару сотняў чалавек. Метро ды гарадскі транспарт не прыпыняліся побач станцыі Акадэмія Навук. Улады баяліся лідараў палітычнай апазіцыі. У пэўны момант не было звестак пра месца знаходжання Міколы Статкевіча, які ўзяў на сябе адказнаць за правядзенне акцыі. На ходніках ад плошчы Якуба Коласа і парка Чалюскінцаў міліцэйскія не прапускалі анікога апроч журналістаў. Кожны хто здолеў усё ж такі прайсці, быў на месцы затрымліваны і закідваны супрацоўнікамі АМАП у аўтазак – у тым ліку пажылыя ды жанчыны. Жорсткія затрыманні распаўсюджваліся на відэа ды фота ў СМІ амаль ужывую. Тысячы назіральнікаў сачылі за падзеямі седзячы перад камп’ютарамі. Вельмі моцнае ўражанне рабілі допісы як ‘нехта грукае ў дзверы, каля пад’езда бачу машыну з просьбай тэлефанаваць калі нешта з ім дрэннага здарыцца. Сучасная тэхніка стала новай зброяй у барацьбе з уладамі, хаця –  як некаторыя звярталі ўвагу – у цэнтры горада кепска працавала мабільная сувязь – верагодна, спецслужны блакавалі.

Паводле звестак СМІ, лік затрыманых людзей якіх развезлі па ўсіх раённых РАУСах дасягнуў 1000 чалавек. Наступныя дні сталі пад знакам суда за „удзел у несанкцыянаванай акцыі”. Ёсць звесткі аб збіцці некаторых людзей. „Майдан не атрымаўся” – казалі прыхільнікі ўладаў. Сваю ацэнку Лукашэнкі памяняў маршалак польскага Сенату Станіслаў Карчэўскі, які яшчэ пару месяцаў назад пісаў пра кіраўніка РБ як пра „цёплага чалавека”. Зараз у сацсетках заявіў, што той «страціў шанец на збліжэнне з ЕС ды Польшчай, яго дэкларацыям супярэчаць жорсткія падаўлення мірных дэманстрацыяў ды арышты». Тымчасам прэзідэнт заявіў, што ён з Уладзімірам Пуціным як «родныя браты».

 

Тамаш Суліма

Ewa Zwierzyńska. „Święta Ruś” na bagnach

Kładka przez bagna do skitu – pustelni o. Gabriela (Фота Міры Лукшы)

 

 

  1. Skit w Odrynkach

Kładkę z każdej strony oblewa woda, podobnie jak i całą wysepkę, na której ojciec Gabriel zbudował skit, czyli prawosławną pustelnię. Dopiero teraz, na wiosnę, widać, że pustelnia naprawdę zbudowana jest na bagnach. Nad wodą lecą gęsi, pierwszy znak zbliżającej się wiosny, zza grubych chmur pobłyskuje od czasu do czasu słońce, odbijając promienie w złotych kopułach cerkwi. Przed wejściem na kładkę, na niewielkim parkingu w sosnowym lasku, stoi kilkadziesiąt samochodów. Większość ma rejestracje białostocką, ale są też z daleka, z Warszawy, z Poznania. Mimo że Odrynki są wsią prawie całkowicie wymarłą, na niedzielne nabożeństwo przyjeżdża wiele osób. Ściąga ich sława tego miejsca, może duchowe tęsknoty, poszukiwanie duchowej głębi. Coś sprawia, że zamiast do swojej cerkwi w Hajnówce czy w Narwi wolą przyjechać tutaj, do ojca Gabriela.

Jestem trochę spóźniona, w cerkwi trwa nabożeństwo. Uczestniczy w nim około stu osób. Cerkiewka kilka miesi­cy temu została częściowo spalona, prawdopodobnie było to celowe podpalenie. Uważa się, że zrobili to polscy nacjonaliści, którym nie w smak obecność prawosławnych na Podlasiu. Wcześniej ojciec Gabriel był nachodzony, straszony, grożono mu. Kilka lat temu pustelnia została zdemolowana przez nieznanych sprawców. Dzisiaj po pożarze nie ma już śladu. Cerkiew została obudowana, drewniane ściany lśnią nowością, a nowe ikony złotem. Przyglądam się im. Próżno w cerkwi szukać ikon unickich, których pełno w starych cerkwiach Podlasia. Nie znajdziesz tu barokowych aniołków i zlatynizowanych Madonn. Wszystko ma być prawowierne, zgodne z kanonem. Po lewej stronie zatem carskich wrót na wiernych patrzy  bizantyńska Bogurodzica, po prawej wizerunek Chrystusa wzorowany na ikonie z klasztoru św. Katarzyny na Synaju.

Po nabożeństwie pora na ogłoszenia cerkiewne. Pustelnię czeka moc inwestycji, ale ojciec nie chce o nich mówić, bo jak się za dużo wie, to głowa zaczyna boleć. Dość wiedzieć, że w Odrynkach ma być wylany asfalt. Poza tym ojciec chce podzielić się z wiernymi swoimi przemyśleniami na temat przyjmowania uchodźców. – Otóż uchodźcy nie są nam do niczego potrzebni – mówi. – Powinniśmy jako obywatele być przeciwni ich przyjmowaniu. Widzimy co dzieje się w krajach, do których przybyli – niepokoje, konflikty, same problemy. Muzułmanie przyjeżdżają, zabierają nam nasze chrześcijańskie świątynie i zamieniają je w meczety, niszczą naszą kulturę. Jeśli ich przyjmiemy – zniszczą także nas, a my, prawosławni, chcemy po prostu nadal żyć tutaj w spokoju i chodzić spokojnie do cerkwi, jak nasi przodkowie. Władze naszego kraju powinny wzorować się na Putinie. Jeśli chcesz uchodźco zamieszkać w Rosji, to tylko na wizę turystyczną i co dwa dni obowiązkowo meldować się na policji. Ci, którzy uciekają przed wojną, niech szukają pomocy u swoich, na przykład u nafciarzy z Arabii Saudyjskiej. Tak, ci mają pieniądze, by ich przygarnąć i im pomóc. Byle dalej od nas, bo my im pomagać nie chcemy – wnioskuję, że archimandryta miał na myśli uchodźców wojennych z Syrii.

Skit w Odrynkach gromadzi coraz więcej sympatyków. – Chciałem żyć w pustelni i w biedzie – kontynuuje ojciec Gabriel, a przyszło się żyć z ludźmi i w bogactwie. Miejscowe kobiety przychodzą pomagać ojcu we wszystkim, jedna z nich co niedzielę gotuje wielki gar zupy, by po liturgii każdy mógł dostać miskę gorącej strawy. To sympatyczny gest ze strony gospodarza, wyraz gościnności. Mężczyzna zajmujący się sprzedażą świec przyjeżdża tu z Bielska Podlaskiego. Służy też za przewodnika całkiem sporej grupie turystów, jaka się tu zgromadziła. Prowadzi ich do mniejszej cerkiewki i opowiada: – Pięknie rzeźbiony ikonostas z drewna dębowego powstał w Kursku w Rosji. Wszystkie ikony zostały napisane przez siostry zakonu w Zwierkach na Podlasiu. Wszystko jest nasze i wykonane przez prawosławnych, za prawosławne pieniądze. Ojciec Gabriel ani złotówki nie wziął od obcych, bo z Zachodu idzie samo zło i zepsucie, jak na przykład małżeństwa partnerskie czy bezstresowe wychowanie dzieci – są to jak wiadomo nauki od demona, dlatego na terenie całego skitu nie znajdziecie tablicy, że cokolwiek w tym miejscu zostało dofinansowane przez Unię Europejską.

Nabożeństwo skończone, zupa zjedzona, wierni wracają do domów.

Poglądy ojca Gabriela są surowe i grubo ciosane, podobnie jak bale, z których wybudował na bagnach swoją cerkiewkę. Gdyby wypowiedział je jakiś zwykły, niewykształcony zjadacz chleba na ulicy – można byłoby je skwitować wzruszeniem ramion, gdy wypowiada je kapłan, który naucza swoje owieczki – wzbudzają niepokój, a gdy mówi je archimandryta, którego pustelnia wyrasta na drugi – obok Grabarki – ośrodek promieniowania prawosławia na Podlasiu – wymagają reakcji. Ojciec Gabriel w niuanse się nie bawi. Prosty czarno-biały świat jest łatwiejszy do ogarnięcia i wytłumaczenia. Zagłębienie się w temat wymaga bowiem jakiegoś wysiłku, chociażby intelektualnego, a po co tracić siły i czas tak potrzebne do budowania prawowitego prawosławnego świata w Odrynkach. Wszystko od wieków jest bowiem jasne i wiadome, więc i analizować zbytnio nie ma czego. Do jednego worka wpadają więc imigranci zarobkowi, uchodźcy wojenni, Putin i bezstresowe wychowanie – mix tyle kuriozalny, co mało oryginalny, z logiką opartą na dychotomii myślenia i starej jak świat figurze „swój-obcy”. Wyłania się z tego twarz dość ponura, zamknięta w sobie i ksenofobiczna, ale przede wszystkim – mocno wystraszona. Słowa archimandryty o uchodźcach skupiają w sobie jak soczewce lęki nie tylko Podlaszuków, żyjących gdzieś na rubieżach naszego kraju, są odbiciem dyskusji, jakie na ten temat przetaczają się w ogólnopolskich mediach. I nie chodzi o to, czy lęki te wydają się być przesadzone w sytuacji, gdy polski rząd nie chce słyszeć o przyjęciu żadnego imigranta, bardziej o to, jaką postawę prezentujemy my, przedstawiciele mniejszości narodowej i potomkowie bieżeńców wobec hipotetycznego „obcego” który może stanąć na naszym progu i naszej pomocy potrzebować. Co tak naprawdę różni postawę polskiego nacjonalisty, który podpala prawosławną cerkiew, prezentując niechęć do ludzi według niego „obcych”, ludzi „innej wiary”, których on uważa za zaburzających jednolity i jedynie słuszny obraz katolickiej i prawowiernej Polski,
a postawą jednoznacznej niechęci do „obcego” i „innej wiary” uchodźcy, który może zaburzyć nasz spokojny podlaski, prawosławny świat. Może tylko skala, gdyż w pierwszym przypadku posunięto się do czynów, w naszym obracamy się wciąż w sferze słów i deklaracji. Zawsze jednak i każda sprawa rozpoczyna się od słów. Słowa tworzą rzeczywistość. Niechęć, zarówno w jednym jak i w drugim wypadku, ma to samo źródło. Jest nim strach i brak akceptacji dla „innego”.

 

  1. Uchodźcy – problem stary
    jak sama ludzkość

Uchodźca był zawsze, nawet przez samą swoją obecność, problemem dla otoczenia, w którym się znalazł. Człowiek wygnany, człowiek w potrzebie, chociażby to był żebrak na ulicy, stwarza w nas dyskomfort już przez samą swoją obecność. Działa na nasze sumienie. Wytrąca nas z naszej strefy komfortu. Domaga się naszej reakcji. Nie lubimy żebraków i nie lubimy uchodźców, bo nie lubimy, gdy sytuacja zmusza nas do przekroczenia własnego egoizmu i oddania czegoś innemu człowiekowi zupełnie bezinteresownie. Dlaczego nie pójdzie do pracy – myślimy – a niech kto inny mu pomoże, dlaczego akurat ja, a co robi opieka społeczna, są chyba jakieś powołane do tego organizacje, niech oni się tym zajmą. Ja mam swoje życie, swoją rodzinę i swoje problemy. Być może tak, ale uważanie się za chrześcijan chyba do czegoś nas zobowiązuje. A jeśli dodatkowo sami uważamy się za potomków uchodźców wojennych, którzy przetrwali dzięki pomocy innych – zobowiązuje nas podwójnie. Niedawno hucznie świętowaliśmy setną rocznicę bieżeństwa. Odbyło się mnóstwo wykładów, wystaw, została wydana książka. Uchodźstwo wojenne z 1915 roku stało się jednym z najważniejszych  wydarzeń, wokół których krystalizuje się tożsamość prawosławnej ludności Podlasia. Mamy pewien moralny obowiązek, być może nawet dług do spłacenia. Naszych pradziadów obcy ludzie przyjmowali pod dach, dzielili się swoim chlebem. Dzisiaj nikt nie wymaga od nas, żebyśmy kogokolwiek przyjmowali pod swój dach. Może wystarczyłaby jedynie deklaracja, że w razie gdyby, że jakby hipotetyczny ktoś w hipotetycznym kiedyś, ktoś kto jest w rozpaczliwie sytuacji życiowej, potrzebowałby jakiejś, choćby symbolicznej pomocy, to przynajmniej nie byłby u nas aż tak niemile widziany. Widać, nawet to bywa za trudne.

Pamięć ludzka szybko zaciera szczegóły. Przejawiamy jako ludzie skłonność do mitologizacji i idealizacji własnej przeszłości. Dokumenty historyczne przekazują, że „nasi” bieżeńcy nie byli jakimiś wyjątkowymi uchodźcami. Nie okazywali się być bardziej szlachetni czy lepsi od innych uchodźców w dziejach. Podobnie reakcje otoczenia powielają pewne uniwersalne schematy. Okazuje się, że bieżeńcy spotykali się nie tylko z sympatią i pomocą ludności rosyjskiej. Fala uchodźców wyzwoliła różne, czasem skrajnie negatywne postawy. W 11(3012) numerze tygodnika Polityka (15.03-21.03.2017) pisze o tym Aneta Prymaka-Oniszk, autorka książki „Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy”: „W 1915 roku rosyjskie imperium zalała kilkumilionowa fala uchodźców m.in. z polskich ziem. Ich tragedia wyzwoliła niespotykaną obywatelską pomoc. Ale też niechęć. Mówiono, że niosą zarazę i przestępczość, nie chcą pracować i są roszczeniowi. (…) Mieszkańcy mijanych miejscowości szepczą, że są oni gorsi niż szarańcza. Po ich przejściu zostaje tylko kupa końskiego nawozu i ludzkich odchodów. Do tego kradną. Pasą zwierzęta na cudzej trawie, zabierają snopy i siano ze stogów, kopią ziemniaki i warzywa, wycinają drzewa i łamią płoty na ogniska. „Widzi pan – nigdy nie kradłem, byłem uczciwym człowiekiem. A teraz stałem się złodziejem” – mówi bieżeniec przyłapany na kradzieży drewna (na ognisko, by ogrzać rodzinę). Jego towarzysz nie kaja się: „No i co z tego, że wzięliśmy? A czy naszego dobra nie zabrał Niemiec?” – pyta. Gdy mijana wieś sama szykuje się do wyjazdu, nikt raczej nie broni bieżeńcom brać, co chcą. Ale dalej od frontu dwory wystawiają straże z widłami i psami. Lokalne gazety donoszą o demoralizacji bieżeńców i złości miejscowych, donoszą, że nastroje są tak napięte, że może dojść do zamieszek, że może polać się krew. (…) W głębi imperium nikt nie jest przygotowany na przyjęcie milionów schorowanych, głodnych ludzi. Nie ma infrastruktury szpitalnej ani mieszkaniowej; brakuje jasnych wytycznych i rozwiązań prawnych. Lokalne władze bezskutecznie próbują odmawiać przyjęcia bieżeńców. Także zwykli ludzie, wśród których uchodźcy mają żyć, są pełni obaw. Czy nie zarażą nas swoim tyfusem? Czy nie zjedzą całych zapasów żywności? Kto ich będzie utrzymywać? Ponoć nie chcą pracować! Ponoć nie chcą pić kawy z mlekiem, żądają śmietanki! W gazetach pisze się o uchodźcach, którzy najmują się na służbę, a w nocy uciekają z majątkiem gospodarzy. Przecież wraz z normalnymi ludźmi ewakuowano też więzienia! Pisze się o prawdziwych bieżeńcach, biednych i uczciwych, oraz o „rzekomych bieżeńcach”, bieżeńcach w cudzysłowie”.

Skit schowany na bagnach w Odrynkach gromadzi coraz więcej sympatyków o. Gabriela (Фота Міры Лукшы)

 

  1. Ewangeliczne przesłanie

Chrześcijaństwo od swego zarania było i pozostało religią moralnie niezwykle wymagającą  i w swej istocie – rewolucyjną. Jego uniwersalizm nieuchronnie prowadził do zderzenia wartości, które uznajmy za wielkie, z jeszcze większymi, i do rezygnacji z tych pierwszych w imię miłości do Boga i bliźniego. Kto jest moim bliźnim? – zapytywał Chrystusa pewien pobożny i uczony w zakonie bożym Żyd. W odpowiedzi Jezus przytacza opowieść o miłosiernym Samarytaninie, która ma dowodzić, że bliźnim naszym jest każdy człowiek który potrzebuje naszej pomocy, niezależnie od swej narodowości i wyznania. „Mi­osierdzia chcę, a nie ofiary” – poucza swoich apostołów Chrystus. Uniwersalizm i głęboki humanizm chrześcijaństwa dobrze odczytali współcześni Chrystusowi przywódcy religijny narodu żydowskiego, arcykapłani, którzy następnie podjęli decyzję o wydaniu go na śmierć Rzymianom, a czynili to powodowani troską o dobrostan swego narodu i wiernością wobec religijnej tradycji, o czym wspomina ewangelia Jana 11: 48: „Cóż uczynimy? Człowiek ten dokonuje wielu cudów. Jeśli go tak zostawimy, wtedy przyjdą Rzymianie i zabiorą naszą świątynię i nasz naród. Lepiej jest dla nas, żeby jeden człowiek umarł za lud, niż żeby wszystek ten lud zginął”. Przesłanie uniwersalnej miłości przypieczętował apostoł Paweł, który w Liście do Galacjan pisał: „Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie”. Dla wielu jego współczesnych, szczególnie dla Żydów przywiązanych do idei narodu wybranego, zrównanie w prawach wszystkich ludzi, w tym nieczystych w ich oczach pogan, okazało się nie do przyjęcia i stało się jednym z powodów, dla których naród żydowski odrzucił chrześcijaństwo. Przywiązani do swoich tradycyjnych wartości, na których zbudowana była ich narodowa tożsamość, nie byli w stanie przekroczyć wewnętrznych, psychologicznych ograniczeń, w tym poczucia wyższości wobec innych, i wykluczyli samych siebie ze wspólnoty „Nowego Izraela”, czyli szybko rozrastającego się Kościoła chrześcijańskiego, w którym każdy, niezależenie od statusu społecznego, płci i narodowości mógł stać się bliski Bogu. Ostatecznie bowiem wszystkie wartości, do których jesteśmy przywiązani tu na ziemi,  narodowe i religijne tradycje, w których wyrośliśmy, rodzaj obrzędów, w których uczestniczymy, nie mają żadnego znaczenia przed Bogiem, dla którego jedynym wyznacznikiem prawdziwej duchowości jest nasz stosunek do bliźniego.

 

  1. Bizantyński kosmopolityzm

Skoro nie w ewangelii, to gdzie tkwią korzenie prezentowanej filozofii i postawy życiowej? Myśli mimowolnie wędrują do Bizancjum, do którego prawosławie tak ochoczo nawiązuje. Trop ten, jakkolwiek atrakcyjny, wiedzie donikąd, bowiem Bizancjum w swej istocie pozostawało kosmopolityczne. Stanowiło wielkie wielonarodowe imperium, otwarte na przybyszów z zewnątrz, więcej – w ich obecności upatrywało szansę na rozwój. Jan Tzetzes, filolog z XII wieku, opisuje w wierszu stolicę Konstantynopol, witając w nim gości z różnych stron świata i popisując się jednocześnie swoją znajomością języków: „Znajdziecie mnie Scytą pośród Scytów, łacinnikiem pośród łacinników, także do Persów zwracam się po persku, do Alanów mówię w ich języku: Dzień dobry, mój panie, moja archontisso, skąd przybywacie? Tapanchas mesfili chsina korthi kanda i tak dalej (…). Do Arabów, jako że są Arabami, zwrócę się po arabsku, powitam też Rusinów wedle ich zwyczaju, Sdraste, brate, sestrica, mówię, i dobra deni, Do Żydów odezwę się jako przystoi po hebrajsku (…)”. Fragment ten daje nam wyobrażenie o kulturowym i narodowościowym tyglu, zamieszkującym imperium, a nie wspomniał on przecież o wielu grupach, takich jak na przykład Waregowie, służący w gwardii cesarskiej, Niemcy, Skandynawowie, Aglosasi, Katalończycy, którzy służyli nie tylko w armiach, ale budowali potęgę gospodarczą kraju, jako kupcy czy wykwalifikowani robotnicy, przybywali też handlarze z Mezopotamii, Babilonu, Persji, Egiptu i Palestyny. Ówczesne cesarstwo bizantyńskie odznaczało się o wiele większą tolerancją i otwartością na obcych niż ówczesna Europa Zachodnia, ogarnięta religijnym fanatyzmem i prześladująca mniejszości. W Bizancjum też, w przeciwieństwie do cesarstwa zachodniego, każdy cudzoziemiec, niezależnie od warstwy, z której pochodził, miał szansę na karierę, która sta­a otworem przed każdym, o ile wykazywał się zdolnościami i wykształceniem. Chociaż pochodzenie zawsze miało znaczenie, to w większym stopniu o awansie decydowały względy merytoryczne. Zdolni rusińscy niewolnicy, złapani gdzieś w gęstych puszczach Polesia czy na terenie obecnej Polski, nierzadko robili wielkie kariery na cesarskim dworze, dochodząc do wcale znacznych stanowisk. Kobiety, nawet ze stanów najniższych, miały szansę do poprawę swojej sytuacji poprzez dobre zamążpójście, mogły stać się nawet żonami cesarza. Silna tożsamość, poczucie własnej wartości i kulturowej atrakcyjności, ufność we własne siły w przypadku Bizancjum – podobnie jak i w każdym przypadku – sprzyjały otwartości i tolerancji. Postawy ksenofobiczne i zamykanie się w oblężonej twierdzy świadczą jedynie o poczuciu własnej słabości, niezdolnej do stawienia czoła wyzwaniom współczesnego świata.

Poglądy ojca Gabriela są surowe i grubo ciosane, podobnie jak bale, z których wybudował na bagnach swoją cerkiewkę (Фота Міры Лукшы)

 

  1. Kim jest prawosławny Chrystus?

Narracja ojca Gabriela nie jest przypadkiem odosobnionym. Podobne postawy czy wypowiedzi miałam okazję nieraz obserwować tu i tam pośród prawosławnej społeczności Podlasia i jej duchowych przewodników. Jej źródła odnajduję w mentalności prawosławnego wschodu, a ściślej rzecz ujmując – w rosyjskim nacjonalizmie i słowianofilstwie. Alain Besançon, francuski filozof i historyk, w swoim genialnym eseju „Święta Ruś” dokonuje szczegółowej wiwiseksji tego oglądu świata i mentalności, u zarania moskiewskiej, następnie rosyjskiej, a w końcu przejętej przez sowietów i kontynuowanej w Rosji współczesnej. Chociaż religijne fundamenty Rosji powstały w Bizancjum, zostały zmodyfikowane i dostosowane do odmiennych okoliczności historycznych. „Rosja długo była krajem słabym i zagrożonym. Nie chodziło tutaj o ataki ze strony Zachodu, który zazwyczaj pozostawiał Rosję w jej lasach. Nacjonalistyczna historiografia bardzo przesadnie eksponuje zagrożenie zachodnie” – pisze Besançon. Do ukształtowania się mitu „świętej Rusi” jako ziemi wybranej przez Boga dochodzi w wieku XV, wraz z objęciem tronu przez wielkiego księcia moskiewskiego Iwana III Srogiego, dziadka pierwszego cara Iwana Groźnego. Upadek Konstantynopola i małżeństwo Iwana Wasiljewicza z bizantyńską księżniczką Zoą Paleolog sprawia, że Moskwa uznaje się za jedyną prawowierną spadkobierczynię Bizancjum, a Filoteusz z Pskowa wypowiada słynne słowa: „Dwa Rzymy upadły, ale trzeci trwa i czwartego nie będzie. Pod całym niebem jest jeden car u chrześcijan… w Moskwie”.

Autorytaryzm Iwana Groźnego doprowadził do przekształcenia się państwa moskiewskiego w sektę, która zamknęła się w sobie na całe stulecia. Na jej terenie nie mogli przebywać katolicy ani Żydzi. Zmarginalizowana na własne życzenie Ruś była biedna, niedoinwestowana i słabo zaludniona, panował w niej terror, barbarzyńskie obyczaje i pijaństwo, nie przeszkadzało to jednak Rusinom pławić się w nieprawdopodobnej megalomanii, uznając swoje państwo za jedyne królestwo boże na ziemi oraz jedynego spadkobiercę imperium cesarzy. Car-kat uznawany był za dar boży dla ludu, za jego bicz, smagaj­cy za nieprawości i grzechy (co lud winien znosić w pokorze i milczeniu), podczas gdy sam car staje ponad prawem. Autorytarne tradycje kontynuują następnie wszyscy rosyjscy władcy. Nie ujmuje to niczego ludowi, wręcz przeciwnie, upodabnia do go cierpiącego Chrystusa. Im bardziej cierpi, tym lepiej, gdyż tym większa dosięga go łaska, więcej – im bardziej nurza się w grzechu, tym lepiej, gdyż łaska zbawienia i miłosierdzia okazuje się tym większa. Pojawiają się twierdzenia typu „Ogromu cierpienia narodu rosyjskiego nie może nikt zrozumieć, trzeba je poczuć” lub „W Rosję trzeba wierzyć”. Rosyjska dusza, tkliwa i sentymentalna, łatwo roni łzy wzruszeń, co nie przeszkadza jej za chwilę przechodzić obojętnie wobec ogromu krzywd innych. W świadomości ludu nigdy nie nawiązała się zależność zbawienia od moralnego postępowania. Wiara prawosławnego Rosjanina nie polega na jurydycznym wypełnianiu dobrych uczynków. Etyka i moralność mają znaczenie drugorzędne. Większą rolę odgrywają emocje, mistyka, poczucie „zjednoczenia w Bogiem”, duchowa kontemplacja – rzeczy nie poddające się żadnym opisom i nieosiągalne dla zracjonalizowanych zachodnioeuropejskich umysłów. Takie stanowisko w historii nie jest niczym nowym ani oryginalnym, gdyż zbliża to duchowość prawosławną do systemów gnostyckich, obecnych w łonie chrześcijaństwa niemalże od samego początku.

 

  1. Szeroka dusza rosyjska kontra
    zachodni racjonalizm

„Cudzoziemców zawsze dziwiły sprzeczności, jakie rozdzierają człowieka rosyjskiego – pisze Besançon. Zaskakuje ich pobożność, napady łagodności, hojność, niewielkie przywiązanie do dóbr tego świata. Z drugiej strony szokuje ich brutalność, napady okrucieństwa, łupieżcze skąpstwo (…), ich materializm i spirytualizm. Anioł i bestia w jednym człowieku (..). Literatura rosyjska czerpie dumę z tych kontrastów. Pogardza złotym środkiem, rozsądnym stylem bourgeois, który jest jej wstrętny, a opiewa „szeroką duszę” rosyjską, skłonną do skrajnych wahań. To właśnie dlatego Rosja cieszy się, że nie jest częścią Europy. Czuje się z niej wykluczona zarówno przez swoją naturę, jak i przez łaskę. Głośno przeklina porządek europejski, jednocześnie czując wobec niego zazdrość. Nierzadko widzi się Rosjanina przyjmującego postawę uniżenia, nawet wobec cudzoziemca. W żaden sposób nie zmienia to jednak poczucia wyższości ontologicznej w porządku chrześcijańskim, gdyż żywa świadomość własnej grzeszności pozwala czuć mu się w sensie mistycznym lepszym od letniego cudzoziemca z jego bezużytecznymi cnotami”.

Przekonanie, iż Rosjanie są narodem wybranym, jest sta­łym wątkiem twórczości rosyjskich słowianofilów, do których zalicza się takich pisarzy jak Puszkin, Dostojewski czy Tołstoj. Idea ta, kontynuowana przez Kirejewskiego, który swoją twórczość koncentruje na krytyce i odrzuceniu kultury europejskiej i udowadnianiu, iż jedynie w narodzie rosyjskim  a przede wszystkim w Świętej Cerkwi Prawosławnej, tkwią żywe źródła. Dostrzega on, iż pomimo tego cywilizacja nie rozwinęła się w Rosji tak samo bujnie jak w Europie, ale znajduje na to prostą odpowiedź: bo Rosjanie zamiast kultywować swoje tradycje nieustannie starają się ową Europę naśladować. Wątki słowianofilskie w takiej formie powracają potem nieustannie w twórczości m.in. Chomiakowa, Askakowa, Danilewskiego, Leontiewa. Doprowadziło to do ukształtowania literatury rosyjskiej, która często podejmuje temat przebóstwienia rosyjskiego ludu, lecz „Chrystus zmieszany z rosyjskim ludem staje się bożkiem. Chrystus jest ikoną, synem Rosji, nie Boga” – uważa Besançon – „Chrystus i Duch Święty zostali znacjonalizowani, ponieważ mogą zostać prawidłowo zrozumiani jedynie przez Kościół wschodni i rosyjski”.Tradycje te w mniejszym lub większym stopniu pozostają obecne w Rosji do dziś. Bierdiajew, kolejny rosyjski słowianofil, analizował pod tym kątem nawet komunizm. Uważał, że komunizm z jego totalitaryzmem, szpiegomanią, państwem policyjnym był w istocie powtórzeniem rządów rosyjskich carów. Jednocześnie czuje wobec Lenina i Stalina wdzięczność, gdyż uważa, że komunizm uchronił Rosję od wpływów „zgniłego kapitalizmu” i przyjęcia burżuazyjno-liberalnych europejskich wartości, co poczytywałby jza największą hańbę.

 

Podsumowanie

Myśl słowianofilska zakorzeniła się głęboko w literaturze i mentalności człowieka wschodu. Powraca ona nieustannie i jest podejmowana na nowo przez różne, nie tylko literackie, środowiska. Nie ewoluowała ona jakoś szczególnie przez całe stulecia, raczej powtarzając monotonnie w różnych formach jeden i ten sam temat. Może więc nie to jest jej celem. Na pewno przechowała pewną tradycję. Tropienie korzeni tych tradycji wydaje mi się fascynujące. Zawsze bowiem warto bardziej świadomie podchodzić do tego, co w wydaje nam się ważne w otaczającej rzeczywistości, otaczającej nas z każdej strony jak ocean, nieustannie falującej, zmieniającej się i niosącej kolejne wyzwania. Niezależnie od niestabilnych czasów czy zmieniającej się sytuacji społeczno-politycznej, wyzwania, przed którymi przychodzi stawać kolejnym pokoleniom, są w swej naturze podobne. Profesor Władysław Bartoszewski, który przeżył czas wojny i był więźniem Auschwitz, zapytany o to, w jaki sposób w skomplikowanych warunkach podejmować właściwe decyzje, odpowiedział: „Na wszelki wypadek zawsze warto postępować przywozicie”. I niech to pozostanie mottem tego artykułu.

 

Ewa Zwierzyńska

Юрыю Баену – 60

Юрый Баена нарадзіўся 24 сакавіка 1957 года ў Бельску-Падляшскім. Родам ён з вёскі Мокрае на Бельшчыне. Паэт, настаўнік, грамадскі дзеяч.

Юрый Баена (Фота Міры Лукшы)

Выпускнік Агульнаадукацыйнага ліцэя з беларускай мовай навучання ў Бельску-Падляшскім (1976). Закончыў геаграфію ў Люблінскім універсітэце ім. М. Кюры-Складоўскай. Шматгадовы настаўнік геаграфіі Комплекса школ з дадатковым навучаннем беларускай мовы ў Бельску-Падляшскім (раней Пачатковая школа н-р 3).

Дэбютаваў на старонках «Нівы» ў 1973 г. Аўтар зборнікаў вершаў «Лісты блакітных успамінаў» (Бельск-Падляшскі, 1991), «Вечар над светам» (Беласток., 1998), «Крык дзікай ружы» (Беласток, 2003), «Пад нашым небам» (Беласток, 2007), «Бераг надзеі» (Беласток, 2013), «Шкатулка святла» (Беласток, 2013), «Вочы зялёнай душы» (2016).

Ю. Баена з’яўляецца арыгінальным пісьменнікам сярод творцаў Беларускага літаратурнага аб’яданння «Белавежа», яго вершы вылучаюцца асацыятыўнасцю і незвычайнай вобразнасцю. «Навізна паэзіі Юркі Баены – у глыбокай творчай здольнасці аўтара шукаць і знаходзіць на старыя пытанні не старыя адказы, насычаць іх новымі шматзначнымі ўяўленнямі пра свет, уласнымі назіраннямі, вопытам дарог, грамадзянскай мудрасцю пазнання яго набалелых праблем і шчаслівых радасцей» – пісаў Сярей Чыгрын, паэт, публіцыст і краязнавец са Слоніма.

Старшыня Бельскага аддзела Саюза польскіх настаўнікаў (ад 1994 г.). Радны Гарадской рады Бельска-Падляшскага (1990 – 2010) і Рады павета Бельск-Падляшскі (2010 – 2014). Дзеяч Беларускага грамадска-культурнага таварыства (намеснік старшыні Галоўнага праўлення 2005 – 2013).

Узнароджаны Крыжам заслугі, Медалём Камісіі нацыянальнай адукацыі, адзнакамі «Заслужаны Беласточчыне» і «Заслужаны для польскай культуры».

 

Міра Лукша: – Раскажы, адкуль ты родам, з якой Ты сям’і, з якой вёскі, і які гэта мела ўплыў на тое, што стаў Ты пісаць.

Юрый Баена: – Нарадзіўся я 24 сакавіка 1957 г. у Бельску, родам я з вёскі Мокрае, куды і вярнуўся. Тут жылі мае бацькі – Зінаіда і Уладзімір, а таксама дзяды з матчынага боку – Сцепаніда і Рыгор Прафірукі. Бацька штодня ездзіў у Бельск, дзе працаваў пераважна ў будаўляных прадпрыемствах. Дзед, баба і мама займаліся сельскагаспадарчымі і хатнімі справамі. Дадаткова дзед быў кавалём. У кузню прыходзілі аднавяскоўцы і прыязджалі некаторыя сяляне з суседніх вёсак. Вялі пры нагодзе звыклыя размовы, але і аповеды пра бежанства, Кастрычніцкую рэвалюцыю, Другую сусветную вайну, пра Польшчу, Расію і Амерыку.

Бабулін бацька, а мой прадзед Васіль Юзвюк пайшоў на Першую сусветную вайну, невядома калі і дзе загінуў, асіраціўшы траіх малых дзетак. Раз толькі з фронту прыбыў пешшу дадому, пераначаваў, а ўжо перад узыходам сонца вярнуўся ў сваю ваенную часць. Было гэта яго апошняе развітанне з сям’ёй, якая праз некалькі дзён падалася ў бежанства, у глыб Расійскай імперыі. Вельмі магчыма тое, што загінуў ён у баі недзе на Бельшчыне.

Бабулін дзед, а мой прапрадзед Мікіта Філіпюк (цесць Васіля Юзвюка) быў апошнім царскім войтам тэрытарыяльна разлеглай гміны ў Дубяжыне. Памёр у бежанстве ва ўсходняй Беларусі ў снежні 1918 года.

Другая баба – Ольга – жыла ў вёсцы Сабятын Сямятыцкага павета. Дзеда Ігната Баену, ураджэнца вёскі Жэрчычы, я ніколі не бачыў, бо раптоўна памёр ён у горадзе Прушкаў 5 сакавіка 1953 года (дарэчы, у той самы дзень памёр Іосіф Сталін). У Прушкаў дзед паехаў да замужняй там сястры. Сястра пахавала брата на каталіцкіх могілках.

У мае вучнёўскі гады ў Мокрым існавала 4-класная пачатковая школа. У першым класе ўсе прадметы вяліся на беларускай мове, а польскі «Элемэнтаж» уваходзіў у другім класе. Макрэнская моладзь і старэйшыя людзі мелі беларускую нацыянальную свядомасць. Зімой пры нагодзе школьнай навагодняй ёлкі маладыя жыхары вёскі выступалі ў беларускіх «камедыйках» – пастаноўках такіх вядомых беларускіх п’ес як «Дзесяць гектараў», «Мікітаў лапаць», «Конская кніжка» або «Пярэстая красуля».

Памятаю добра, як у маленстве дзед Рыгор браў мяне на калені і чытаў пры стале або перад печкай казкі
і вершы рускіх аўтараў. Памятаю таксама, як матуля, перш-наперш па-беларуску, вучыла чытаць. Разам мы рысавалі і лічылі.

Мама памерла 1 студзеня 1973 года. Меў я ўсяго 15 гадоў. Была гэта найвялікшая драма ў маім жыцці. Бацька неўзабаве другі раз ажаніўся, а я застаўся ў родным Мокрым, разам з бабай і дзедам. Пакута, боль, туга звязаныя з заўчаснай росстанню з матуляй спарадзілі патрэбу ратунку – напісання верша. З гэтага моманту
і пачалася мая прысутнасць у паэзіі.

Неўзабаве адбыўся твой сур’­ёзны дэбют.

– Дэбютанцкі верш «Дом» з’явіўся на белавежскай Літстаронцы 1 красавіка 1973 года. Быў я тады вучнем першага класа белліцэя. Публікацыя вершаванага твора падняла мяне на духу, акрыліла і прыдала ўпэўненасці ў выбранай творчай дарозе.

Бася Гаральчук (таксама аўтарка вершаў) частуе Юрыя Баену прысмакамі на фэсце ў іх роднай вёсцы (Фота Міры Лукшы)

Твой жыццёвы і працоўны шлях меў несумненны адбітак у тваёй творчасці.

– У гадах 1968 – 72 вучыўся я ў Пачатковай школе
ў Дубяжыне (класы V– VIII). У 1976 г. зкончыў Агульнаадукацыйны ліцэй з беларускай мовай навучання імя Браніслава Тарашкевіча ў Бельску-Падляшскім як яго найлепшы вучань. Вышэйшую адукацыю атрымаў на факультэце геаграфіі Люблінскага ўніверсітэта імя М. Кюры-Складоўскай. Настаўніцкую працу пачаў у 1980 годзе ў Пачатковай школе ў Красным Сяле. Адзін год адслужыў у арміі – у Кашаліне і Голдапі. У афіцэрскай школе ў Кашаліне заспела мяне ваеннае становішча.

У чарговы раз працаваў я ў Пачатковай школе ў Дубяжыне. З 1983 г. шмат часу я вучыў геаграфіі ў Комплексе школ з дадатковым навучаннем беларускай мовы ў Бельску- Падляшскім, ранейшай «тройцы». У 1994 г. выбралі мяне старшынёй Бельскага аддзела Саюза польскіх настаўнікаў (гэтыя абавязкі выконваю я да сёння). 24 гады быў я радным Гарадской рады Бельска-Падляшскага (5 кадэнцый) і Рады Бельскага павета (1 кадэнцыю). Дзейнічаю ў Беларускім грамадска-культурным таварыстве, быў намеснікам старшыні ГП ад 2005 да 2013 года. Я член Беларускага літаратурнага аб’яднання «Белавежа» і ганаровы сябра Саюза беларускіх пісьменнікаў. Аўтар сямі паэтычных кніг.

Жанаты я. Усе мае дзеці (чацвёра) ведаюць беларускую мову. Кожны з іх вучыўся ў Бельскім белліцэі. Зараз я таксама дзед сваіх унукаў.

Дзякуючы асабістаму ўдзелу ў грамадскім жыцці гарызонты маёй творчасці намнога расшырыліся. Люблю я прыглядацца людзям, аналізую іх імкненні і паводзіны, стараюся заглянуць у глыбіню чалавечай душы. Шляхам гадоў на польска- беларускім памежжы ў няпросты перыяд сацыяльна-палітычных змен змяняўся
ў народзе падыход да маральна-этычных каштоўнасцей, да нацыянальнай спадчыны. Таму, як паэту, хочацца сказаць так: Разам з сябрамі з Літаб’яднання «Белавежа» родным словам здаўна я чытачам чарчу карту пагоды.

Чым для Цябе ёсць верш?

– Верш – гэта найбольш скандэнсаваня форма выказвання. Заўсёды хочацца, каб была яна поўная асацыятыўнай шматзначнасці.

Верш нараджаецца ад жаху або ад захаплення. Узнімае ён у сэрцы і розуме пачуццё халявання і роздуму, праменна пранікаючы да іхніх глыбінь. Дазваляе таксама захаваць светласць сэрца, жыццялюбства, веру
ў чалавека і надзею на лепшае.

Верш – зялёны лісток душы, мае крылы, зямля, неба, споведзь і малітва да Бога. У паэтычных словах шукаю адказаў на простыя і складаныя пытанні. У вершах павінна быць усё – ад кропелькі расы па космас. Дзякуючы тварэнню кожны раз мой свет адраджаецца, каб у бляску і красе лунаць усімі колерамі вясёлкі.

Кожнага паэта радуе першы крык новага верша. Малаважная колькасць паэтычных твораў, найбольш істотная іх якасць. Разлічваю на надыходзячы добры час для творчай самарэлізацыі. Мне ўжо пахне папера наступных томікаў.

Якія ў Цябе літаратурныя і жыццёвыя планы?

– Хачу пісаць таксама лірычную прозу. Гэта вельмі надзейны напрамак. Сям’я надалей будзе ў цэнтры ўвагі. Мы ў 2012 годзе перабраліся з Бельска ў Мокрае між іншым таму, каб дзеці і ўнукі мелі добрае месца для адпачынку (і працы, калі захочуць), каб як мага найчасцей былі ўсе мы разам, каб любавацца роднымі краявідамі і каб хадзіць дарогамі дзядоў і прадзедаў.

Няхай так будзе! Дзякуем Табе за размову і віншуем з юбілеем!

 

Размаўляла
Міра Лукша

Датацыі прызнаны за другім разам

Міністэрства ўнутраных спраў і адміністрацыі спярша на траціну скараціла фінансаванне нацыянальных і этнічных меншасцей. Пасля трох месяцаў, як было заяўлена, разгледзены былі абскарджэнні адкінутых праектаў. І вось 28 лютага такое рашэнне было прынята і большасць тых жа праектаў сапраўды атрымала датацыі. Астаецца, пытанне, навошта была гэта ўся блытаніна. Тым больш, што паўскладняла гэта дзейнасць арганізацый. Бо на падрыхтоўку мерапрыемстваў засталося менш часу, паколькі звычайна плануюцца яны нашмат раней.

Ніжэй пералічаны датацыі, канчаткова прызнаныя МУСіА на праекты беларускай меншасці, якія за першым разам былі адкінуты або цяпер была пабольшана  датацыя. У дужках падаецца велічыня грошай з мінулага года (у выпадку, калі была складзена заява).

 

Białoruskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne

■ białoruskie festyny ludowe w dziesięciu miejscowościach – 60 000 (60 000)

■ Spotkanie zespołów artystycznych w Bondarach „Bandaroŭskaja Haścioŭnia” – 12 000 (12 000)

■ Konkurs „Śpiewające rodziny” – 0,00 (10 000)

■ Dożynki Białoruskie – 0,00 (0,00)

■ V Festiwal „Kultura bez Granic – Siemiatycze ‘2017” – 0,00

■ Międzynarodowa Konferencja Naukowa „Droga ku wzajemności” – 0,00

■ Międzynarodowy Festiwal Piosenki Polskiej i Białoruskiej „Białystok – Grodno” – 0,00

■ Remont schodów w budynku przy ulicy Warszawskiej 11 w Białymstoku – 0,00

 

Towarzystwo Kultury Białoruskiej  (bliźniacza organizacja BTSK)

■ wydanie płyty CD z piosenkami zespołu mlodzieżowego „Kałaski” – 0,00

Stowarzyszenie Muzeum i Ośrodek Kultury Białoruskiej w Hajnówce:

■ „Muzyka bez zastrzeżeń” – 6 000 (6 000)

 

Szczyty – Związek na rzecz Edukacji i Promocji Kultury Białoruskiej

■ XXIV Festiwal Białoruskiej Poezji Śpiewanej i Piosenki Autorskiej „Bardauskaja vosień 2016” – 50 000 (53 000)

■ Majovyja Sustreczy u Szczytach 2017 – 12 000 (6 700)

■ Zakup wyposażenia Szczyty – Związku na rzecz Edukacji i Promocji Kultury Białoruskiej – 0,00 (0,00)

■ Modernizacja instalacji grzewczej w budynku Centrum Edukacji i Promocji Kultury Białoruskiej Szczyty – 0,00 (0,00)

■ Wsparcie funkcjonowania oraz administrowania stowarzyszeniem Szczyty-Związek na rzecz Edukacji
i Promocji Kultury Białoruskiej w 2017 roku – 22 000 (0,00)

 

Białoruskie Towarzystwo Historyczne

■ Dotacja podmiotowa dla Białoruskiego Towarzystwa Historycznego na obsługę finansowo-księgową i koszt eksploatacji lokalu – 22 000 (24 000)

■ Digitalizacja archiwalnych numerów Tygodnika Białorusinów w Polsce Niwa z lat 1985-1990 – 0,00

 

Rada Programowa Tygodnika „Niwa”

■ XX Polsko-Białoruskie Warsztaty Literackie „Biazmieżża” – 11 000 (11 000)

■ Wydanie książki Mirosławy Łukszy „Śpiew drzew” w języku białoruskim – 9 900

■ Wydanie w języku białoruskim książki Hanny Kondratiuk-Świerubskiej „Па Прыпяці па Нобель” – „Po Prypeci do Nobla” – 12 000

 

Centrum Edukacji Obywatelskiej Polska – Białoruś

■ Spowodowanie nadawania audycji radiowych w języku białoruskim dla mniejszości białoruskiej zamieszkującej Białystok i Białostocczyznę w 2017 roku (w Radiu Racja) – 160 000 (200 000) 

 

Stowarzyszenie AB-BA

■ Letnie warsztaty etnograficzne „Ja nara­dziŭsia tut” –  15 000 (15 000)

■ Działalność grupy tanecznej „Padlaski wianok” – 11 000

■ 20 lat nauczania języka białoruskiego w szkołach Białegostoku – promocja edukacji białoruskiej – 5 000

 

Stowarzyszenie Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach

■ Wydanie tomu poezji Włodzimierza Sosny, twórcy ludowego ze wsi Paszkowszczyzna – 5 000

■ Prolog – III Dni Piśmiennictwa Słowiańskiego, poświęcone 500-leciu białoruskiej sztuki drukarskiej – 0,00 (0,00)

■ Białoruskie warsztaty etnograficzno-muzyczne na Ziemi Nadbużańskiej – 0,00 (8 800)

 

Fundacja Villa Sokrates

■ „Miniatury” Sokrata Janowicza – audiobook w języku białoruskim – 8 000

■ „Stulecie oszołomów” – tłumaczenie „Chatniaho stahoddzia” Sokrata Janowicza – 0,00

 

Białoruskie Zrzeszenie Studentów

■ Festiwal Muzyki Młodej Białorusi BASowiszcza 2017 – 70 000 (100 000)

 

Fundacja Muzyka Cerkiewna

■ Mniejszość białoruska w kulturze regionu – Jubileuszowe XV Białowieskie Integracje Artystyczne „Peretocze 2017” – 23 000 (23 000)

 

Fundacja im. Księcia Konstantego Ostrogskiego

■ Wydawanie ukazującego różnorakie aspekty społeczno-kulturalnego życia zamieszkujących w Polsce mniejszości narodowych miesięcznika „Sami o Sobie” (dodatek do „Przeglądu Prawosławnego”) – 60 000 (60 000)

■ „Biblia Franciszka Skoryny i inne stare druki” – 0,00

 

Białowieski Ośrodek Kultury

■ Ruczajok – zespół białoruskiej mniejszości narodowej – 2 800 (2 800)

■ Wieczorki białoruskie w Białowieży– 3 000 (3 000)

■ Suniczki – dziecięco-młodzieżowy zespół białoruskiej mniejszości narodowej– 2 200

 

Gminny Ośrodek Kultury w Czyżach

■ XIII Festyn „Kupalinka” – 13 000 (13 000)

■ XXIV Jesienne Spotkania z Folklorem Białoruskim – 11 500 (11 450)

■ „Na meży” – integracja kulturalna gmin mniejszościowych – 0,00

 

Gminne Centrum Kultury w Gródku

■ Cykl zabaw letnich przy muzyce białoruskiej w gminie Gródek– 15 000 (15 000)

■ Międzynarodowy Festiwal „Siabroŭskaja Biasieda 2017” – 40 000 (40 000)

 

Gminny Ośrodek Kultury w Michałowie

■ Białoruskie Spotkania Folkowe / Biełaruskija Folk Sustreczy 2017 – 30 000 (30 000)

■ Wydanie zbioru „Pieśni białoruskie Ziemi Michałowskiej / Biełaruskija pieśni Michałouskaj ziamli” – 0,00 (0,00)

 

Gminne Centrum Kultury w Dubinach

■ Rozwój i ochrona kultury niematerialnej mniejszości białoruskiej poprzez wsparcie zespołu folklorystycznego „Żawaranki”– 0,00

 

Stowarzyszenie Inicjatywa Wolna Białoruś

■ Założenie i prowadzenie na początkowym etapie białoruskiej biblioteki w Warszawie – 0,00

Jan Maksymiuk. Gdy nie odrabia się pracy domowej

Chciałem w tym miesiącu zamieścić tekst o tym, że pisanie i mówienie po podlasku dla i do Białorusinów w Polsce nie jest tylko „monomanią” jednego białoruskiego dziennikarza z Pragi, ale uprawiane jest z powodzeniem i smakiem także na Podlasiu, między innymi przez Doroteusza Fionika, Wiktora Stachwiuka, Zoję Saczko, Mateusza Styrczulę, Joannę Troc… Ale zrozumiałem, że muszę chociażby króciutko odpowiedzieć na kuriozalny występ polemiczny pani Tamary Bołdak-Janowskiej w poprzednim numerze, której nie spodobało się moje nakłanianie redakcji Czasopisu, by poszła z duchem czasu i powalczyła o młodszych czytelników w Internecie.

Tekst szanownej pani Tamary pod nazwą „Toast totalny” jest 10 razy dłuższy od mojego felietonu, więc w swoich 500 słowach odniosę się tylko do dwóch wątków, w których autorka w sposób obcesowy zarzuca mi niekompetencję.

Polemistka twierdzi, że grubo się mylę, twierdząc iż licealiści wolą krótkie teksty w Internecie, a nie długie na papierze. Zacytujmy oryginał: „Z jakiejże to czarnej dupy wyciąga Pan tych licealistów, którzy czytają tylko krótkie tekściki i oglądają wyłącznie obrazki?!!!”.

Odpowiadam: Tą „czarną dupą” jest Biblioteka Narodowa w Warszawie, która w roku 2015 zamówiła kompleksowe badanie stanu czytelnictwa w kraju. Raport z badania (na reprezentatywnej próbie 3000 osób od 15 lat wzwyż) jest dostępny na stronie internetowej wspomnianej „dupy”. Tutaj zreasumuję to, co dotyczy „licealistów”: 1) Z Internetu korzysta 2/3 Polaków, przy czym najrzadziej korzystają z niego osoby starsze. Wśród osób poniżej 30 roku życia ledwie 3% zadeklarowało, że zagląda do Internetu rzadziej, niż kilka razy w miesiącu. Wśród osób powyżej 65 roku życia ten odsetek wyniósł aż 75%; 2) Najbardziej powszechną praktyką czytelniczą Polaków w Internecie jest poszukiwanie praktycznych porad i wskazówek, informacji związanych z prasą i nauką, czytanie wiadomości, prasy, korzystanie z encyklopedii; 3) W roku 2015 tylko 45,9% respondentów zadeklarowało, że przeczytało tekst dłuższy niż trzy strony maszynopisu w ciągu miesiąca poprzedzającego wizytę ankietera.

Dalsze tłumaczenie, co wyniki tej ankiety mówią o objętości czytanych tekstów i wieku czytelników w Internecie, uważam za uwłaczające inteligencji czytelników Czasopisu.

Nieprzygotowanie z tematu „Internet i czytelnictwo w Polsce”, pani Tamaro. Pała.

Drugi „zwalający z nóg” argument polemistki przeciwko przeniesieniu większej części aktywności Czasopisu do Internetu: „Podlasie nie jest w pełni zinternetowane. Poza tym takie doskakiwanie do uwspółcześnienia, hop do e-dziury i w obrazki, to prześmieszna prowincjonalna wyginanka”.

Odpowiadam: Żadne województwo w Polsce nie jest „w pełni zinternetyzowane”. Informacja o pokryciu Internetem, jak i wspomniana ankieta Biblioteki Narodowej, nie jest tajemnicą wojskową, i gdyby pani zrobiła choćby króciutki „hop do e-dziury”, to by wiedziała, że na Podlasiu to pokrycie przekroczyło obecnie poziom 60%. A w perspektywie 3-5 lat, kiedy zostanie ukończony program Unii Europejskiej „Sieć Szerokopasmowa Polski Wschodniej”, pokrycie Podlasia szybkim (światłowodowym) Internetem będzie wynosiło 89%. To nie „prowincjonalna wyginanka”, a europejski standard komunikacyjny i na to idą ciężkie pieniądze z Brukseli. Chce pani powiedzieć, że Bruksela to prześmieszna prowincja?

Pała z tematu „Internet przewodowy na Podlasiu”, pani Tamaro.

Inne „argumenty” z tego ekscentrycznego grochu z kapustą zaserwowanego przez autorkę przemilczę, bo nie mają zgoła nic lub mają niewiele wspólnego z tym, co ja staram się powiedzieć swoim krajanom.

Tamara Bołdak-Janowska. Piśmo da prezidenta

Spadar Łukaszenka, ja Wam sztoś raskażu na prastoj mowie, jakaja stała mnie darahaja. Joj zaŭsza było bliżej da polskaj mowy, czym da rasiejskaj. A ŭ Was mowa cełasno abrusieła. Ja Wam raskażu pra nasza byłoja, pra stary akacapszczany stoł i pra seks. Czytajcia, i hlańcia, szto możno apawiadać na prastoj mowie. Prastaja mowa heta ni trasianka. Heta biełaruskaja mowa biez pana, jaki wymachwaŭby z nahajkaju ŭ ruce: hawary tak, a ni tak. Czamu ż heta ni możam apawiadać pra ŭsio na mowie, jakoju hawaryli, buduczy dziaćmi? Choć ad czasu da czasu, jak ja? Możno jaje raźwiwać, na joj pisać i hawaryć. Wy skazali, szto sztoś razumnaja skazać można tolki na rasiejskaj i na anhielskaj mowie. Na kożnaj sławianskaj mowie możno hawaryć razumno, Spadar, a jich mnoho, ni tolki rasiejskaja. Na anhielskaj? Ci Wy adureli, Spadar? Sławianie majuć swaji mowy. Czamu ż heta Sławianie musiać hawaryć pra sibie na anhielskaj mowie, kali majuć swaji słowy i swaji litery, dy roznyja alfabety, adny dla nas zruczniejszyja, druhija mieńsz? Możno wybirać, jany ż suisnujuć, a my ż ludzi raznaj sławianskaj kultury, a ni adnoj – nasza terytoryja heta styki raznaj kultury i raznych alfabetaŭ, jakija my dobro razumiejam. Anhielszczynaju zastupać sławianskija mowy? Hetak mohuć rabić tolki tubylcy neafity, jakija ni adczuwajuć, szto jana heta ahresija czużoj kultury. Ahresija, ni szto druhoja. Najhorsz, kali robim trasianku anhielszczyny z naszymi mowami, a nasza mowa robicca lakalszczynaj, abaryhiennaj damaŭszczynaj. Polskija emihranty majuć takuju trasianku: poglisz. Ale my na swajom miescy, ni ŭ emihracyji i nijaka trasianka, jakajaś bellisz-srellisz nam ni patrebna. Prastaja mowa heta biełaruskaja ŭ adnom z jaje likaŭ, a jaje likaŭ mnoho, tamu jaje trudno nawuczycca. Trudno? Jaje trebo stwarać, bo ŭ jaje mnoho swabody, a heta rozkasz dla razuma, heta jaje świeżańkaść. Jana daje mahczymaść prawierki, ci nasz razum zmoża stwarać ŭłasny styl, majuczy razkosznuju wolu i biezlicz leksyki, i niemaiwiernuju siłu mowy dla słowaŭtwaralnaści. Da pracy, kaliśniejszaja dzicia! I ja, i Wy, Spadar.

Ja naradziłasia ŭ niceły hod paśla wajny i ŭ nas ni było tady ni stała, ni kała, ni dwara. Ŭ abojich baćkoŭ ŭsianiutko zabrała wajna. Pierad ŭsim jich chaty i kwatery. Baćko źbiŭ z jakichś belkaŭ czasowy krywy stoł na krywych kryżakach i takija czasowyja taburetki. Patom kupiŭ nasz arechawy wielizarny razkładany stoł, jaki da sich por piarachowywaja maja daczka ŭ chaci ŭ Narejkach. Szkada wykidać. Kupiŭ kruhławyja arechawyja kresła. My tady żyli ŭ kaszarcy, carskaj jaszcze murawancy. Ja była zaŭsim małaja, ali ŭsio pomniu. Z czasam i ŭ kuchni pajawiŭsa nowy stoł z biełych toŭstych dosak, zroblany praz maho dziadźku Tolika; stoł z toŭstymi nahami i hłybokimi szufladami.  Hety sam dziadźko zrabiŭ nam czatery taburetki z dyrkami, kab jich lahczej było brać ŭ ruki i pierastaŭtalać. Rucznaja rabota. Ja jaje lublu. Baćko pamalawaŭ jich biełaju śmiardziaczaju emaljaju, jakoj ŭże nima ŭ pradaży. Jana sochła praz sutki, dy jaszcze daŭżej. Baćko siarjozno prykazaŭ ŭsim, pahrażajuczy palcam, kab ni siadali na hetyja taburetki, pakul ni wysachnuć, a hawaryŭ heta siedziaczy na świeżo pamalawanaj taburetcy. Kali ŭstaŭ, paczuŭ ciażar taburetki z zadu – jana prylapiłasa. I kryknuŭ: o ż twaja mać! I pahrażajuczy palac ŭcisnuŭ ŭ kułak i zahraŭ jim na swajom łobi piesiańku: szto ty robisz! Leć adarwaŭ taburetku ad kalajowych hanawicaŭ. I stwaryłasa sytuacja rychtyk z filmu „Padstryżyny” na asnowie apawiadańnia Hrabala, dzie pajaŭlajacca padobnaja scenka. Usie stali rahatać, najhałaśniej ja. Baćko ni moh nijak paczyścić hanawicaŭ, nawat rastwaralnikam, i jich wykinuŭ, złosny na jich i na majo rahatańnie. Ja heta ŭże apisywała, ali ni na prastoj mowie.

U nas biełaruskich i wiaskowych ni całkam prapaŭ panteizm. I jon ni prapaŭ ŭ tych miastowych, chto wyras ŭ wioscy, jeździć ŭ swaju wiosku i jaje ceły czas pamiataja. Pamiataja dzikuju wysokuju hruszu, jaka zaŭsza stajała adna pamiż mnohich pałoskaŭ i sypała maleńkimi hruszkami, katoryja mianialisa ŭ sałodkija hniłki, a my jich jeli, biaruczy pryharszczami. Chto jaszcze siońnia znaja sałodki smak hniłkaŭ? Siońniajszyja kuplanyja hniłyja hruszy ad razu horkija. My pad hetaju hruszaju siadali ŭ jaje chaładku, apiralisa ab jaje toŭsty lohko nahrety stwoł, padściłajuczy staranno złożanaju lnianuju radziużku. Dla nas ŭsio było żywoja, nawat wiaczerniaja ciamnata, zima i wiasna. Jany: prychodzili. U sławianskich mowach piarachawałaso dla jich słowo „prychodzić”. Przychodzili naszy bahini ŭ wyhladzie wiasny ci wosieni. My ich witali jak haścichaŭ na naszych padworkach, ŭ chatach, na palach.

Wiadomo, byli plotki ŭ wioskach, ali jany tyczylisa raspaskudżanych życharoŭ, niraszliwych babaŭ. Ich brali na jazyki. Bahini byli żywuczyja, choć biez swaich starych imionaŭ, i jich ni aplotkoŭwali. Jany byli, jak byli, z ŭsimi swajimi prykmietami. Dy ŭsialakija duchi byli żywuczuja, damawiki, palawiki, niebawiki. Ŭ horadzi my z jich abłysieli, i dobro, szto ni da tła. Tak czy siak, ŭ horadzi damawikoŭ nima. Kab jany pajawilisa, trebo żyć doŭho na adnom padworku, razam z ŭnukami i nawat z praŭnukami, i nisko, na ziamle, a nie ŭ wysaczennych skrynkach ŭ wobłakach razam z lotajuczymi ptuszkami. A 21 stahodźje razmiataja ludziej, wymiatajuczy z narmalnych chataŭ, i jak hawaryŭ Sakrat, robić z jich jeŭrosirotaŭ. I heta praŭda. My tam, dzie mahiłkaŭ naszych baćkoŭ i dziedaŭ nima. Nikoli ŭ sibie. Daloko i jaszcze dalej ad sibie. I ŭ sztoraz wyżejszaj skryncy.

Niekataryja naszyja mużyki ceły dzień malilisa maciuhami. Druhija nikoli. Maja baba Paŭla maciuhałasa jak mieńsz cywilizowany mużyk, jaszcze biehajuczy pa chaci z kaczarhoju ci kijom, kab kahoś ździalażyć ni za szto. Maja maci jaje ni lubiła. Maji baćki ŭciakli ad jaje na kaszarku. Kaszarka, hetaja pierszaja, staraja carskaja murawanka, poŭna była damawikoŭ. Kali jaje kaleja razburyła i pastawiła nam nowyju dziarawianyju chatu, ni było ŭ joj damawikoŭ. U staroj chaci jany hrali swaju muzyku nad pieczkaju ci ŭ kaminach, płakali tam. Pierastaŭlali gamaszy ŭ druhi kutok. Kidali szapku za palicu ŭ sieniach, a my jaje znachodzili tam czeraz dziesiać let. Praŭda stali padazrawać uże ni damawikoŭ, ali szto chtoś z ludziej nam jaje ukraŭ. Chto taki? Na peŭno chtoś, chto prychodziŭ pazwanić pa dochtara z naszaho kalejowaho cilifonu. Durnawaty domysł. Damawiki ŭ nacze wyjadali chleb i hubili łożki. My amal baczyli jich cieni ŭ kutkach i pad nahami. I my jich u nowaj chaci ni wyhadawali, a moża jany jaszcze ni piarasialilisa. U nowaj chaci niczoho ni hubili. Ŭsio lażało i stajało na swajich miescach. Wiadomo, nowaja chata, ta trebo dbać, kab ŭsio lażało, dzie trebo, kab ŭsio wylażało swajo miesco, kab da jaho iści naŭhad. Pajawiłaso radziwo i my zabylisa pra damawikoŭ. Jich zastupiŭ hołas radziwa. Patom baćko kupiŭ telewizar. U pierszyja telewizary trebo było bić kułakom, kab ni śniażyła.

U chatu ŭwarwalisa czużyja hołasy. My chutko wyjachali ŭ horad. Patom i hetu nowuju chatu kaleja razburyła. Nichto nowy ni chacieŭ ŭ joj żyć. Daloko ad raboty. Dy i kalejowaj raboty ŭże tam ni stało. Rejsy zjadaja wielizarnaja trawa i ciesnyja karczy. Ziamla zaniała miesco pajazdoŭ. Staroja miesco znasiłaso jak znaszajacca świtka.

Maja dwajuradnaja siastra, ŭże pamierszaja, zbirała pakaleczanych katoŭ, leczyła jich, karmiła. Adnamu dzieci wykałali woko. Druhomu piarałamali łapku. Śmijalisa z jaje. Kryczali za joju: miau! Żychary na hetaj wulicy liczyli jaje zdurełaju. My z Tolam zachodzili da jaje. Trudno było wytrymać ŭ jaje kwatery. Śmiardzieło kacinaju moczaju. Upiarod żyła ŭ naszaj dalokaj swajaczki ŭ chlawie na Bajarach, piararoblanym ŭ ciesny pakoik z pieczkaju burżujkaju i adnym wakoncam. Tak joj chaciełaso żyć ŭ horadzi, szto i chleŭ na paczatak chwaciŭ. Hety paczatak nowaho żyćcia piaraciahnuŭsa na dwaccać hadoŭ ŭ hetym chlawie. Jana była wuczycielka, a pracawała kanduktorkaju ŭ aŭtobusach, i ŭ nacznych. Ni mahła znajści wuczycielskaj raboty. Mahła na wioscy, ali jej nadto ż chaciełaso ŭ horad. Ja była tady licealistkaju, żyła nidaloko ŭ hetaj samaj naszaj dalokaj swajaczki, ali ŭ jaje domi, ŭ narmalnym pakoi, na druhom kancu padworka. I czasam niańczyła małoja dzicia hetaj dwajuradki, kali jana pracawała noczju. Takoja było nasza haradskoja żyćcio. Mużyk dwajuradki byŭ armiejskim aficeram i pracawaŭ na polska-niamieckaj miaże, na druhom kancu Polszczy. Za nielehalny giszeft niamieckimi dziciaczymi cackami jaho pasadzili ŭ turmu na doŭhija hody. Taty ŭ jaje jaszcze ni było katoŭ, bo jany mieli prastoru, bo tam byli wakruh szyrokija aharody i nichto katoŭ ni kryŭdziŭ. Haradskija dzieci stali kryŭdzić niczyjich katoŭ dzieś u waśmidziesiatyja hody. Znaczyć zamiesto lepszych dziaciej, jak moża chaciełaby pryroda ci Boh, ci źwiozdy, pryszli horszyja. I stało mieńsz aharodaŭ ŭ horadzi.

U prawasłaŭji nima takoho Franciszka z takoj Azisi, ali jeść mnoho rańniaj chryścianskaj panteistycznaści, choć pazabywali imiony starych bohaŭ i bahiniaŭ. My ŭsio lubim ziamlu z jaje ŭsimi stwareńniami. Lubim drewy, kwietki, ptuszki i pczoły. Lubim zachaplacca dażdżom i wobłakami.

Ŭ naszych wierszach ceły czas mnoho żyćcia ziamli. Tak samo ŭ wierszach rasiejcaŭ. Heta drugi pohlad na żyćcio. Jon ni horszy, ali jaho ni chochuć. Dla Jeuropy my jak padazrycialnyja demany. A my ni demany. My ceły czas panteisty. Praz ceły czas my krychu jazyczniki. Sakrat hawaryŭ, szto heta kiepsko. Ja hawaru, szto heta dobro. Jakraz astatki panteistycznaj skłonnaści heta dobro.

My razumieli nasza miesco ni pa parciejnamu, ali praz toja, jakoja państwo majam nad naszymi haławami. My ni hawaryli „dziarżawa, a „państwo”. My ni hawaryli „ajczyzna”.

U adno żyćcio ŭwachodziło raznaja państwo, ali ni ajczyna. Adno nas muczyło, druhoja pazwalało wuczycca i pracawać. My zwiazywalisa z pryrodaju, ni z panstwam. Panstwo abo pazwalało żyć, abo zamuczywało, a hetych lepszych panstwaŭ było jak kot napłakaŭ. Pa praŭdzi ta jano było tolki adno, sacyjalistycznaja. My jaho ni to, szto kachali, szto darażyli. Heta ni tak. My ŭ jim stali ludźmi. Ali my ŭ jim skrywali, chto my. Znaczyć jano tak samo ni całkam było dla nas. Wiedajam heta tolki cipier, ŭ 21 stahodźji. Pozno.  Poznyja wiedy nas ni razwiwajuć, a tolki strymowyŭwajuć na ślozach i spaminach, dy i to ŭ starych i starejuczych ludziej.

My kaliś hawaryli: Ty ni kryŭdujsa na mnie. Jon ceły czas kryŭdujacca na jaje, ali jana ż zhodliwy czaławiek. My hawaryli: czyhnuŭ ŭ les. Kot dzieś czyhnuŭ. Na polskaj mowie hawaryli „czchnął” – Doroszewski daje polskaja znaczeńnie: opędzać, się uciekać. Naszaja „czyhać” (czmychać) heta ni toja, szto naszaja „czchać” (kichać). My kaliś hawaryli: Ŭsie jaho narowy piarajszli na daczku. Ŭsio dobro, tolki ŭ jaho narowy hadkija. Ja ni lublu jaho narowaŭ. Naszy „narowy” byli tym samym, szto „wychadki”. Usie jaje wychadki jak ŭ staroj Darocichi. Było kaliś ŭ nas mużczynskaja imia Darafiej. Abo Darachwiej. Abo Darot. A „Darocicha” heta forma dla żonki. Hawaryli pra żonkaŭ, biaruczy imia mużyka: Michasicha, Majsiejicha, Pilipicha, Jakaŭlicha, Maksimicha, Wasilicha. Kaliś minie heta śmiaszyło.

Było u nas jaszcze słowo „bzdrynkać” (brzdąkać). Kali baćko ćwiczyŭ ihru na skrypcy, jon ceły dzień bzdrynkaŭ nam nad wucham, probujuczy pizzicato pamiż ihroju smyczkom. Smyczok i pizzicato, pizzicato i smyczok.  Maci wyhaniała z chaty. Iszoŭ na chleŭ i tam bzdrynkaŭ da woli, ali na hetaj woli jon ni moh daczucca wucham ŭsich hukaŭ skrypki. Jich zabiraŭ wieciar. Czasam ja bzdrynkała na jaho skrypcy. Mnie wielmi padabałaso pizzicato. Heta ihra biez smyczka, palcami pa strunie. Baćko ihraŭ Polku Pizzicato Johanna Straussa. Jana stworana na mnoho skrypkaŭ, a baćko ihraŭ jaje na adnoj swajej, i ŭśmiachaŭsa. I pierad majimi waczami raźćwitała rabina swajimi bubami. Ja wielmi lublu hetu polku.

Baczycia, Spadar Łukaszenko, skolko możno swabodno skazać na prastoj mowie? Ni ŭbiwajcia ŭ ludziej, szto prastaja mowa ni nadajecca, kab ŭ joj dumać, Spadar.

Міхал Мінцэвіч. Следам прызвання

Змаганне суправаджае чалавечае жыццё. Гэта змаганне паміж любоўю і самалюбствам. Любоў у адступленні.

Мой жыццёвы досвед падказвае, што хрысціяне асабліва думаюць пра Бога толькі, у прынцыпе, двойчы ў год: у Ражджаство і Вялікдзень. Ну, і, вядома, калі здарыцца нейкае няшчасце ў найбліжэйшым акружэнні, паводле народнай мудрасці: „Калі трывога, то да Бога”. Факт – слова „Бог” людзі ўжываюць штодзённа, забываючы, што Свяшчэннае Пісанне забараняе ўжываць яго „всуе” – дарэмна. Але ёсць людзі, якія Богу прысвячаюць вялікую долю свайго жыцця.

Па-мойму, прызванне, гэта перакананне, што трэба трымацца нейкага акрэсленага ладу жыцця. Бог у сваёй вялікай дабрыні дае людзям мноства дароў, напрыклад сілу, здароўе, мудрасць. Чалавек быў першым адлюстраваннем Бога. Нашы істоты Бог стварыў на свой вобраз і падабенства і вызначыў кожнаму чалавеку нейкае даручэнне, місію. Кожны чалавек мае нейкі Божы дар, які нас радуе, які трэба берагчы і памнажаць – дзякуючы такім чынам Богу – раздзяляючы яго
з іншымі.

Некаторыя людзі служаць Богу ў якасці місіянераў, манахаў, пустэльнікаў, святароў ці катэхетаў. У некаторых гэта частка доўгай сямейнай традыцыі, іншыя прывязваюцца да Царквы з наймалодшых гадоў. Заўважаю таксама, што такая прывязанасць часам бывае метадам пракладкі жыццёвай дарогі, ангажавання – афіцыйнага ці неафіцыйнага – у палітыку розных узроўняў.

Калі я вучыўся ў сярэдняй школе, адзін мой аднакласнік прызнаваўся мне, шо марыць мець маёнтак і багацце, каб яго паважалі. Меў ён вясёлы і лагодны характар, не прападаў за мацнейшым і прысмакамі, але вельмі цягнула яго да дзяўчат. Нішто не прадвяшчала, што адыдзе ён ад вывучанай прафесіі механіка. Але так здарылася, што апынуўся ён у Амерыцы, дзе стаў бацюшкам.

Да прызвання адносяцца па-рознаму нават асобы духоўныя. Вось такі адзін, родам з поўдня краіны, з якім я вёў інтэрв’ю, здзівіўся перада мною: «Прызванне – а што гэта такое?». Я не мог яму адказаць. І пакінуў гэтую тэму.

Мне асабіста сфера духоўнасці таемная, іншая ад рэчаіснасці, задзіўляючая і прыцягальная. Хаця я ад яе збоку, то ўсё ж люблю пра духоўнасць чытаць, пісаць, гутарыць з людзьмі, а найбольш люблю фатаграфаваць; лічу, што гэта таксама мой атрыманы ад Бога дар. Ад трыццаці двух гадоў сістэматычна фатаграфую падзеі з жыцця Арлянскага прыхода, важнейшыя святы, візіты іерархаў, прыхаджан, збудаванні. Мяркую, што ў будучыні ўдасца мне наладзіць фотавыставу і мультымедыйную прэзентацыю, у тым ліку і з маімі артыкуламі ў беларускіх газетах, на гэтую тэму. Бо ж, можна так сказаць, і газеты спрыяюць майму дару ад Бога.

Настаяцелем Арлянскага прыхода ад восені мінулага года а. Славамір Хвойка. Ад некалькіх гадоў у Орлі таксама малады а. Андрэй Жукавіцкі. Ад 15 жніўня 1996 года ў Орлі вікарый а. Анатоль Такаюк. Настаяцелем ад 1962 года быў а. Аляксандр Такарэўскі, народжаны ў 1929 годзе, зараз ён ганаровым настаяцелем і ў кожную нядзелю даязджае ў Орлю з Бельска-Падляшскага; так мне прызнаўся:

– Святарскае прызванне, мабыць, было ў мяне з дзяцінства. Вялікае значэнне меў таксама і той факт, што некаторыя мае сямейнікі здаўна працавалі ў карысць Царквы. Дзед Пётр Такарэўскі быў псаломшчыкам у Корніцы. Дзядзька быў святаром у Бельску-Падляшскім і шмат часу выконваў абавязкі благачыннага. І мой лёс так склаўся, што пасля смерці бацькі ў 1942 годзе жыў я ў свайго дзядзькі, які тады быў святаром у Мілейчычах. Ён ставіўся да мяне як да роднага сына, быў для мяне аўтарытэтнай асобай. Любіў я гутарыць з ім на розныя тэмы, суправаджаць яго ў ягоных вандроўках. Сістэматычна наведваў я царкву, удзельнічаў у службах: чытаў, спяваў, прыслугоўваў. Ужо тады вывучаў я «часаслоў» на памяць. Усё гэта мела ўплыў на маё святарскае прызванне.

Айцец Аляксандр Такарэўскі служыць у Орлі ўжо пяцьдзесят пяць гадоў. Тут людзі яго вельмі паважаюць за сумленнасць, добрае кіраванне прыходам у мінулым і – асабліва – за сардэчныя і ўважлівыя адносіны да іх.

З Арлянскага прыхода выводзіцца многа святароў, у іх ліку і ўжо не жывучы сын настаяцеля Георгій; шмат з вёскі Пашкоўчына. Фама Стэмпа з Тапычкал, які тэалогію вывучаў у Варшаве і Румыніі, прызнаваўся мне, што ягоныя жыццёвыя планы фарміраваліся з дапамогай нашага настаяцеля, калі з пятага-шостага класа пачатковай школы аж да трэцяга класа ліцэя прыслугоўваў у арлянскай царкве, пазней прымаў удзел у з’ездах праваслаўнай моладзі на Грабарцы, паломнічаў з беластачанамі і гайнавянамі. Айцец Фама падкрэсліваў: «Вельмі важна не забываць пра сваю рэлігію, пра атрыманую ў спадчыне ад продкаў веру. Трэба працягваць традыцыю і рупіцца пра сваё духоўнае развіццё. Нельга забываць, што на першым месцы Бог, бо тады ўсё будзе складвацца па Ягонай і нашай волі».

Людзі, прагныя ідэальна здзяйсняць прынцыпы сваёй рэлігіі, яднаюцца ў ордэны. З Арлянскага прыхода выводзяцца таксама многія манахі і манашкі.

Рэцензіі, прэзентацыі (02/2017)

Вера Радзіванюк (Фота Міры Лукшы)

Каб дабрыня была прыкметнай

У Нараўцы ў 2015 годзе свет пабачыла кніжка вершаў старэйшай паэткі з Міхнаўскіх палеткаў, як адзначыла ў прадмове да кніжкі Міра Лукша, Веры Радзіванюк „Бабіна лета”. Бабіна лета – гэта цёплая пара ў канцы верасня–напачатку кастрычніка, перыяд уборкі агародніны. Агародніцтва лічылася жаночай, «бабскай», справай, адсюль і назва. У адных рэгіёнах Беларусі Бабіна лета лічылі з Першай Прачыстай (інакш – Усплення, 28 жніўня) да Галавасека (або Калінавіка, 11 верасня), у другіх – з Галавасека да Цудаў 19 верасня, а часам – з Галавасека да Другой Прачыстай (Багача, 21 верасня), ці гэта быў тыдзень да Трэцяй Прачыстай (Пакровы, 14 кастрычніка).

У спадарыні Веры сваё Бабіна лета – гэта натхнёная, спакойная, шчаслівая пара, калі можна доўга, седзячы за сталом, пісаць пра вёску. Пра родную вёску, якая знаёмая да драбніц. Паэтка далей і не лезе, ёй добра ў вёсцы, дзе шумяць бярозкі, рабіны, ліпы, хвоі, дубы, дзе заўсёды бачыш уласнымі вачыма і пяшчотна адчуваеш восень, зіму, вясну і лета, дзе кожны дзень сустракаеш то зайцаў, казуль, лісаў, вожыкаў, то коцікаў і мышэй, дзе цвітуць ландышы, тыя ландышы, якія некалі дарыў на спатканнях хлопец. Гэта ўся прыгажосць была і застаецца побач з Верай Радзіванюк – беларускай паэткай, жанчынай, маці, бабуляй і прабабуляй. Вера Радзіванюк – паэтка вёскі, дрэў, траў, кветак, жывёл. Каб пра іх прыгожа і шчыра пісаць, то трэба іх добра ведаць, любіць, шанаваць. Любіць так, як любіць вясковая паэтка:

Расцвіў ландыш
У маім садочку.
Прыгожы, пахучы,
Белыя званочкі…

Ніл Гілевіч неяк сказаў, што паэт пачынаецца са слова, з адчування слова як сродку выказаць сябе і свае адносіны да навакольнага свету, з адчування сэнсавых і гукавых магчымасцей слова. Запас слоў у Веры Радзіванюк невялікі, але шчыры, просты, звычайны. Аўтарка зборніка не лічыць сябе паэткай, але яна не мае прыроднай глухаты да слова – яе словы і выразы даволі глыбокія, ад народа, бо наш народ заўсёды з’яўляўся майстрам-моватворцам. І аўтарка „Бабінага лета” па-свойму моватворца і вобразатворца: „крумкач чорны закрычыць; непаслухмяны сталі рукі; пракаціў па хмары гром; зіма засядзелася; машыны гоняць як дурныя; прыйшоў Пятро, забраў цяпло; думку з ветрам прынясло; ходзіць з посахам мароз і г.д.

У зборніку „Бабіна лета” вельмі шмат радкоў, у якіх паэтка апявае поры года. Яна аднолькава любіць зіму і лета, вясну і восень. У адным вершы паэтка сядзіць ля вакна і разважае, успамінаючы мінулае, што некалі ніхто не чысціў ад снегу дарог, „змагаліся самі як маглі”, а „зімы цяжкія бывалі”. У другім вершы пра зіму аўтарка разважае пра мароз, які на рэчках будуе масты без жалеза і без бетону і яны былі слізкімі і гладкімі як шкло. У трэцім зімовым вершы аўтарка перажывае, што „ад холаду мерзнуць птушкі і звяры, таму што „пад грубым снегам ім ежы не знайсці”. У чацвёртым вершы паэтка любуецца, калі „сонца свеціць, то блішчаць сняжынкі”. У пятым зімовым вершы аўтарка разважае пра лес зімой, які сумуе і ў якім няма жыцця, бо не спяваюць птушкі і ўсюды стаіць цішыня.

Але чытаючы кнігу Веры Радзіванюк, чытач не застанецца сумаваць зімой, бо і вясновых вершаў у зборніку шмат. У вершы „Вясна заблудзілася” паэтка папярэджвае, што „ідзе па зямлі ўжо красавік”. А ў вершы „Вясной” піша пра сонца, якое „абудзіла ўсіх птушак, каб вітаць хутчэй вясну”.  У вершы „Вясенні дзень” аўтарка хораша апявае вясновы дзень, калі „прагрымеў магутны гром і выйшла цёмная хмара”. Адрасавала паэтка свае радкі і вясновым кветкам, калі „вясны прыгажосць па зямлі разаслалася…”. Не мінула спадарыня Вера і вясновы вечар, калі спяваў дзявочы хор каля рэчкі пад калінай. Любіць паэтка і вясновы май, той май, што па зямлі рассыпаў кветкі.

Пасля вясны надыходзіць лета, якому таксама ў зборніку адведзена шмат паэтычных радкоў. Аўтарка радуецца гэтай пары года, яна любіць лета:

Вось і прыйшло лета
З новым ураджаем,
З залатою нівай,
Свежым караваем…

А ў вершах „Канец лета” і „Лета праляцела” аўтарка сумуе аб тым, што лета хутка скончылася.  Праўда, наперадзе ўсіх чакае Бабіна лета, тое лета, калі

На кустоўі, на травах
Дзе ні кінеш вокам,
Ляжыць тонка павуцінка
На палях шырокіх…

Апрача прыродаапісальных радкоў, зборнік багаты і на вершы-роздумы, вершы-успаміны аб маладосці. Многія з іх нясуць фальклорна-песенную афарбоўку, што надае яе радкам рухавасць, гуллівасць, гарэзлівасць і памяркоўнасць, а часам нейкую рамантычную наіўнасць. Але ўсё гэта не шкодзіць жанчыне выказаць свае ўласныя думкі ў рыфму ці без рыфмы, але ад душы шчыра і светла. І мае рацыю Міра Лукша, калі ў прадмове да зборніка сказала, што „у Веры Радзіванюк вялікая сувязь з усім, што жыве тут навакол – і людзьмі, і прыродай. І Вера піша, як дыхае”. Сапраўды, піша, як дыхае, а дыхае – бо жыве сваёй маленькай радзімай, а на радзіме павінна быць усё добра. І жанчына піша пра ўсё добрае. Клапоціцца паэтка, каб наша дабрыня была ўсюды прыкметнай і адчувальнай. Інакш нельга.

 

Сяргей Чыгрын

Kulturowo-językowe dziedzictwo Podlasia

W końcu 2016 roku Katedra Białorutenistyki Uniwersytetu Warszawskiego w Warszawie wydała trzytomową pracę naukową (1 100 stronic) pt. „Kulturowo-językowe dziedzictwo Podlasia” pod redakcją Niny Barszczewskiej, Mikołaja Chaustowicza i Mikołaja Timoszuka. Recenzenci: Helena Głogowska i Michał Sajewicz.

W pierwszym tomie zawarte są teksty o tożsamości narodowej na pograniczu kulturowo-językowym, o Białorusinach w Polsce (historia i stan obecny), na temat edukacji w języku białoruskim, o statusie prawnym języka białoruskiego i polityce oficjalnej, o zachowaniach językowych mieszkańców we wschodniej części Podlasia w warunkach bilingwizmu, o języku białoruskim w mediach, o różnorodności wyznaniowej mieszkańców Podlasia i o języku a świadomości narodowej młodego pokolenia na pograniczu polsko-białorusko-ukraińskim. Jest też charakterystyka wschodniosłowiańskich nazw miejscowości oraz nazw terenowych. W jednym z rozdziałów są opisane wschodniosłowiańsie gwary podlaskie.

W drugim tomie są trzy rozdziały: „Człowiek” (wesele, narodziny, pogrzeb, wierzenia tradycyjne), „Rodzina” i „Dom. Gospodarstwo”. Tom zawiera cenne wypowiedzi respondentów o pracy na roli i w gospodarstwie domowym mieszkańców wsi wschodniej Białostocczyzny w minionym stuleciu, opisy dawniej wykorzystywanych narzędzi pracy, jak wyglądała kiedyś tradycyjna orka, sianokosy, młocka, tkactwo. Te materiały folklorystyczno-lingwistyczne barwnie ilustrują życie i byt wschodniosłowiańskiej mniejszości (Białorusinów).

Trzeci tom w całości poświęcony jest twórczości ludowej. Są w nim teksty pięknych dawnych pieśni, m. in. wiosennych, wielkanocnych, letnich, żniwnych, miłosnych, lirycznych, weselnych, rekruckich. Są też wiersze poetów ludowych m. in. Tadeusza Kuncewicza z Eliaszuk, Konstantego Ciełuszeckiego z Lewkowa Nowego, Wiery Radziwoniuk z Michnówki, Konstantego Jaroszuka z Nowin i Konstantego Korolko z Kapitańszczyzny. Wszyscy z gminy Narewka.

Nagrań folklorystyczno-dialektologicznych i historyczno-kulturowych dokonano w powiatach białostockim, bielskim, hajnowskim i sokólskim. W powiecie hajnowskim zapisano ciekawe wypowiedzi mieszkańców wielu wsi: Białowieża, Czechy Orlańskie, Czeremcha, Czyże, Dubicze Cerkiewne, Dubicze Osoczne, Eliaszuki, Kapitańszczyzna, Kotłówka, Lewkowo Nowe, Lewkowo Stare, Łuka, Michnówka, Mikłaszewo, Mochnate, Narewka, Nowiny, Ochrymy, Odrynki, Olchówka, Orzeszkowo, Podlewkowie, Rakowicze, Rutka, Skupowo, Szostakowo, Tyniewicze Duże, Zaleszan y i Zbucz. W powiecie hajnowskim bezkonkurencyjna jest gmina Narewka, w której nagrań dokonano aż w trzynastu wsiach.

 

Jan Ciełuszecki

Minął miesiąc (04/2017)

W regionie. Oleg Łatyszonek, historyk, profesor Uniwersytetu w Białymstoku, przewodniczący Białoruskiego Towarzystwa Historycznego, napisał list otwarty do prezesa TVP, w którym wyraził zaniepokojenie gloryfikowaniem przez telewizyjne „Wiadomości” postaci „Burego” (kpt. Romualda Rajsa), którego oddział dokonał mordu na ludności białoruskiej kilku wsi Białostocczyzny w 1946 r. Profesor Oleg Łatyszonek w latach 80. ubiegłego wieku działał w białostockich strukturach NSZZ „S”, za co był aresztowany. W 2008 r. został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

3 marca otwarto kolejną dużą halę produkcyjną firmy Pronar. Tym razem w Narewce (trzy miesiące wcześniej podobna hala powstała w Siemiatyczach). W uroczystości wzięli udział wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin, wojewoda podlaski Bohdan Paszkowski, marszałek województwa Jerzy Leszczyński oraz starosta hajnowski Mirosław Romaniuk. Gospodarzem uroczystości był szef Pronaru Sergiusz Martyniuk. Pronar, mający swoją siedzibę w Narwi, produkujący maszyny rolnicze i komunalne, to jeden z największych podlaskich pracodawców. W siedmiu zakładach na terenie województwa zatrudnia ponad 2 tys. osób. Pronar planuje też otwarcie nowej fabryki w Hajnówce.

3 marca w Centrum im. Zamenhofa w Białymstoku odbyło się spotkanie z czwórką twórców nominowanych do tegorocznej edycji Nagrody Literackiej Prezydenta Białegostoku im. Wiesława Kazaneckiego. W budynku przy Warszawskiej gościli Natalia Fiedorczuk, Piotr Janicki, Aneta Prymaka-Oniszk i Szymon Teżewski. Werdykt kapituły został ogłoszony 24 marca w Centrum im. Ludwika Zamenhofa. Nagroda Literacka Prezydenta Białegostoku im. Wiesława Kazaneckiego za ubiegły rok jednogłośnie została przyznana książce z dziedziny literatury faktu „Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy” Anety Prymaki-Oniszk. Pochodząca z Knyszewicz koło Sokółki autorka odebrała statuetkę i 25 tys. zł (brutto) z rąk prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego. W tym roku do nagrody zgłoszono 22 publikacje. Gratulujemy autorce zasłużonej nagrody!

Прэзентацыя каталога „Galeria Krynki Галерэя Крынкі. Krynki Gallery. 2011–2016” 4 сакавіка ў беластоцкім клубе „Zmiana Klimatu”. Першы злева Лявон Тарасэвіч (Фота Міры Лукшы)

Лявону Тарасэвічу – 60!

14 сакавіка вядомаму мастаку праф. Лявону Тарасэвічу споўнілася 60 гадоў. Жыве ў Валілах у роднай Гарадоцкай гміне, хаця ўвесь час ёсць у дарозе. З’яўляецца выкладчыкам Варшаўскай акадэміі мастацтваў. Свае карціны і мастацкія праекты паказвае па ўсёй Польшчы і ў Еўропе.

Лявон Тарасэвіч адначасова з маладосці ёсць верным беларусам, надта адданым беларускай справе, таму вельмі вядомы ён у нашым асяроддзі.

У 80-х гадах уключыўся ў дзейнасць Брацтва Праваслаўнай Моладзі, якое па сёння карыстаецца запраектаваным ім лагатыпам. Арганізаваў таксама незалежны беларускі студэнцкі рух у Польшчы, выдаваў і рэдагаваў студэнцкі часопіс Сустрэчы. У 90-ыя гады вельмі дапамагаў праводзіць фестывалі Басовішча, тады быў таксама менеджэрам рок-гурта Р.Ф. Брага. У Гарадку арганізаваў Беларускае Дэмакратычнае Аб’яднанне, якое рашуча выйграла першыя самаўрадавыя выбары ў гміне, а ён стаў адным з радных. Пасля шмат гадоў быў апорай штомесячніка Гарадоцкія навіны. Дапамог таксама і нашаму Часопісу, запраектаваў новы лагатып.

Лявон Тарасэвіч цяпер узначальвае Фонд Віла Сакратас у Крынках як працяг ідэі памерлага ў 2013 г. вядомага беларускага пісьменніка Сакрата Яновіча.
Многая лета, Лёнік! Няхай надалей не пакідае цябе энергія. Жадаем шмат здароўя, памыснасці і задавальнення з жыцця! (рэд.)

4 marca w białostockim klubie Zmiana Klimatu odbyła się prezentacja katalogu „Galeria Krynki”, podsumowującego pięć lat działalności tej niezwykłej placówki artystycznej. Prowadzi ją Fundacja Villa Sokrates, której prezesem jest wybitny malarz Leon Tarasewicz. W galerii prezentowali się zarówno lokalni, samorodni artyści, jak i wielkie sławy, w tym m.in. słynny polski rzeźbiarz Mirosław Bałka. Podczas spotkania o działalności galerii i fundacji opowiadał Leon Tarasewicz, zaś o publikacji jej redaktorzy – Paweł Grześ (artysta-fotograf pochodzący z Gródka) i Jan Gryka (pochodzący z Hajnówki wykładowca Wydziału Artystycznego UMCS w Lublinie). Katalog został wydany dzięki dotacji Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Polsce oraz przy wsparciu finansowym Muzeum Podlaskiego w Białymstoku. Czyt. str. 49

12 marca w Hajnówce odbyła się debata publiczna „Pokonajmy różnice”, zorganizowana przez burmistrza Jerzego Siraka w odpowiedzi na marsz nacjonalistów z 26 lutego. Jak powiedział organizator spotkania, jego celem jest dążenie do pokonywania różnic, ale poprzez rozmowę, a nie wychodzenie na ulice. Burmistrz zaprosił do debaty jako panelistów m.in. przedstawicieli Instytutu Pamięci Narodowej, wydziału historii Uniwersytetu w Białymstoku, rodzin ofiar „Burego”, posłów, duchownych, wojewodę, reprezentantów urzędu marszałkowskiego, a także współorganizatora marszu – Dawida P. z Narodowej Hajnówki. Posłowie PO i PiS nie skorzystali z zaproszenia, nie było też nikogo z IPN.

Przeciętne wynagrodzenie w województwie podlaskim w 2016 r. to 3200 zł brutto, wynika z podsumowania Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń, prowadzonego przez portal wynagrodzenia.pl. W województwach tzw. Ściany wschodniej, w tym na Podlasiu, są najniższe zarobki w Polsce. W badaniu przeprowadzonym na podstawie odpowiedzi mieszkańców z całej Polski uwzględniono dane 115 tys. 163 respondentów. Najwięcej zarobili pracownicy sektora bankowego, najmniej pracujący w mediach, wydawnictwach i reklamie.

 

W kraju. Książka „Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy” Anety Prymaki-Oniszk znalazła się wśród dziesięciu pozycji nominowanych do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki 2016. Wyróżnienie jest przyznawane od 2010 r. z inicjatywy m.st. Warszawy i Gazety Wyborczej. Do nagrody za 2016 r. zgłoszono 108 pozycji, w tym 33 autorów zagranicznych. Finałowa piątka zostanie ogłoszona w kwietniu,
a laureata poznamy 19 maja. Zwycięzca otrzyma nagrodę w wysokości 50 tys. złotych.

Анэта Прымака-Онішк за кнігу „Бежанства 1915. Забытыя ўцекачы” стала лаўрэаткай сёлетняй літаратурнай прэміі Прэзідэнта Беластока імя Веслава Казанэцкага (Фота Міры Лукшы)

Ministerstwo kultury rozstrzygnęło konkursy w ramach tzw. programów ministerialnych (pierwszy nabór). Przyznano pieniądze na wydarzenia z zakresu: muzyka, kultura ludowa czy taniec. Ze znanych imprez na Podlasiu wsparcie otrzymały m.in. XXXVI Międzynarodowy Festiwal Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej (organizowany przez Stowarzyszenie Miłośników Muzyki Cerkiewnej) – 175 tys. zł, XXXVI Międzynarodowy Festiwal Muzyki Cerkiewnej „Hajnówka 2017” w Białymstoku (organizowany przez Fundację Muzyka Cerkiewna) – otrzyma 209 tys. zł., XXII Festiwal Wielu Kultur i Narodów „Z wiejskiego podwórza” w Czeremsze – 90 tys. zł. Nie otrzymały dofinansowania m.in. Muzyczne Dialogi nad Bugiem, czy Międzynarodowy Festiwal Cerkiewnego Dzwonienia w Supraślu.

Anastasiya Niakrasava z Białorusi została jedną z laureatek konkursu Interstudent 2017 dla najlepszych zagranicznych studentów uczących się w Polsce. Białorusinkę wyróżniono w kategorii doktorantów – jest studentką muzykologii na Uniwersytecie Warszawskim. W tym roku do konkursu napłynęło ponad 100 zgłoszeń studentów pochodzących z pięciu kontynentów. Gala wręczenia nagród odbyła się 27 lutego w Krakowie.

Minister Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, oznajmił, iż Polska nie jest zainteresowana zakupem prądu z elektrowni atomowej, budowanej w Ostrowcu w Białorusi (jej uruchomienie jest zapowiadane w przyszłym roku). Dodał też, że Polska wspiera protesty Litwy przeciw tej inwestycji. Poinformował ponadto, iż państwowa spółka PSE rozbierze transgraniczną linię przesyłu energii między Białymstokiem a miejscowością Roś w Białorusi.

23 marca polscy parlamentarzyści z komisji spraw zagranicznych spotkali się w Warszawie z przedstawicielami białoruskiej opozycji. Polscy posłowie w specjalnej uchwale, która została przyjęta jednogłośnie, wezwali władze w Mińsku do zaprzestania represji wobec opozycji i niezależnych mediów. Komisja zaapelowała do polskiego MSZ o pilną interwencję u białoruskich władz.

24 marca przed ambasadą Białorusi w Warszawie odbył się happening, podczas którego domagano się uwolnienia wszystkich zatrzymanych podczas antyrządowych protestów w białoruskich miastach. Kilkudziesięciu polskich i białoruskich anarchistów, działaczy stowarzyszeń wolnościowych skandowało hasła: „Tak wygląda dyktatura” i „Władza precz”. Organizatorzy akcji wyrazili solidarność z represjonowanymi przez białoruski rząd opozycjonistami, dziennikarzami, blogerami, aktywistami i wszystkimi ludźmi zatrzymanymi podczas protestów. Demonstracja miała spokojny przebieg.

Według danych GUS następuje silne ożywienie w wymianie handlowej z krajami Europy Środkowo-Wschodniej (spoza Unii Europejskiej). W styczniu eksport na Wschód zanotował wzrost o 26,2 proc. rok do roku (najszybciej od ponad 4 lat). Średnia dynamika wzrostu eksportu na Wschód za ostatnie 3 miesiące wyniosła 22 proc. rok do roku.

Фота Міры Лукшы


Дзень Волі на Беласточчыне

25 сакавіка ў дзень 99-ай гадавіны абвяшчэння Беларускай Народнай Рэспублікі ўрачыстыя святкаванні традыцыйна прайшлі ў беластоцкім клубе „Zmiana Klimatu”. Арганізатарамі былі: Беларускі Саюз у Рэчыпаспалітай, Аб’яднанне ў карысць дзяцей і моладзі, якія вывучаюць беларускую мову АБ-БА і Беларускае аб’яднанне студэнтаў. Падчас вечарыны прэзентавана была кніга „Гісторыя беларусаў Падляшша”, выдадзеная нядаўна Беларускім гістарычным таварыствам.
Традыцыйна былі ўручаны букеты бел-чырвона-белых кветак асобам заслужаным у дзейнасці на беларускай ніве. На гэты раз кветкі атрымалі прафесар Алег Латышонак і Славамір Іванюк – суаўтары прэзентаванай кнігі, а таксама Славамір Назарук, радны горада Беласток (глядзіце здымак побач).

У гэты дзень святкаванні з нагоды найважнейшага нацыянальнага беларускага свята прайшлі таксама ў Музеі і асяродку беларускай культуры ў Гайнаўцы. Былі паказы дакументальных фільмаў і канцэрт Віктара Шалкевіча.

 

W Republice Białoruś. Zakończyła się trwająca dwa tygodnie akcja obrony Kuropat przed ekspansją inwestora budowlanego. Budowę wstrzymano, a inwestor zapowiedział, „że rozumie intencje obrońców i nie chce z nimi konfrontacji, ponieważ również szanuje pamięć pomordowanych w pobliżu ofiar NKWD”.
Z placu budowy zabrano ciężki sprzęt. Teren ma zostać obsadzony zielenią.

– Marsz w Hajnówce to cyniczna prowokacja, mająca na celu spowodowanie napięć pomiędzy Polakami i Białorusinami – tak Andrej Naumowicz, przewodniczący komisji praw człowieka w białoruskim parlamencie i zarazem szef polsko-białoruskiej grupy parlamentarnej, skomentował 2. Marsz Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce. Białoruski parlamentarzysta zwrócił się też się do swoich polskich kolegów, by osądzili podobne działania i przeciwdziałali im w przyszłości.

6 marca milicjanci i funkcjonariusze Komitetu Śledczego wkroczyli do biura aktywistów prodemokratycznych w Orszy i pod pretekstem poszukiwania fałszywych banknotów skonfiskowali sprzęt komputerowy oraz drukarki i kserokopiarki. Grupa kilkunastu osób przygotowywała w biurze m.in. ulotki wzywające do udziału w marszu protestacyjnym przeciw osławionemu podatkowi „od darmozjadów”.

8 marca odbył się w Mińsku koncert zespołu BRUTTO. Ogromną salę Mińsk-Areny wypełnił kilkutysięczny tłum. Po pięcioletniej przerwie lider grupy Siarhiej Michałok mógł znowu wystąpić ze swoimi rewolucyjnymi piosenkami w Białorusi. Wcześniej, gdy znalazł się na „czarnej liście” artystów krytykujących prezydenta Łukaszenkę, nie zezwalano mu na koncerty. Artysta wyjechał więc na Ukrainę, gdzie obecnie mieszka. BRUTTO koncertował nie tylko w Mińsku – na jego trasie znalazły się i inne białoruskie miasta.

10 marca organizacja Eksperci w Obronie Kuropat i członkowie białoruskiej opozycji zainicjowali zbiórkę podpisów pod listem otwartym do ministerstwa kultury, w którym proponują poszerzenie stref ochronnych wokół miejsca pochówku ofiar represji stalinowskich. Proponowany przebieg granic stref ochronnych zabezpieczy Kuropaty przed „zasłonięciem” przez obiekty komercyjne, a także zagwarantuje m.in., że nie dojdzie do zniszczenia tzw. drogi śmierci, którą ofiary były prowadzone na egzekucje. Kopia pisma została przesłana także premierowi Andrejowi Kabiakouowi.

Przez cały marzec w wielu miastach Białorusi przetaczały się zapoczątkowane w lutym manifestacje, wyrażające sprzeciw wobec prezydenckiego dekretu nr 3 „o zapobieganiu pasożytnictwu społecznemu”. To największe protesty od wielu lat. W myśl tego dekretu osoby pracujące w ciągu roku mniej niż 183 dni zobowiązano do zapłacenia ok. 800 zł podatku. Za rok 2016 należało go uiścić do 20 lutego. Urzędy podatkowe wystawiły ponad 500 tys. nakazów zapłaty, co wywołało falę oburzenia. Przepisom podporządkowało się ok. 50 tys. obywateli, reszta odmówiła zapłacenia pod różnymi pretekstami. Demonstracje zaczęły obejmować coraz więcej miast i to mimo zawieszenia przez prezydenta Łukaszenkę obowiązywania dekretu przez najbliższy rok. Chociaż demonstracje odbywały się legalnie, władze dokonywały zatrzymań wielu ich uczestników – ocenia się, że w sumie do aresztów trafiło ok. 50 osób. Prezydent Łukaszenka na specjalnej naradzie z udziałem szefów resortów siłowych, pokazywanej przez wszystkie państwowe kanały telewizje, zapowiedział zdecydowaną walkę z „oszołomami”. – Majdanu na Białorusi nie będzie – mówił białoruski prezydent.

Blisko 20 dziennikarzy Telewizji Biełsat, relacjonujących od 12 marca protesty społeczne w Białorusi, zostało łącznie zatrzymanych przez milicję. Władze zarzucały im nielegalny „wyrób i rozpowszechnianie produkcji medialnych”, czyli pracę bez akredytacji państwowej lub też udział w nielegalnym zgromadzeniu. Część
z nich została ukarana grzywnami, niektórzy odsiadywali kilkunastodniowe kary aresztu. Prześladowanie dziennikarzy w Białorusi było przez cały miesiąc opisywane i szeroko komentowane we wszystkich polskich mediach.

13 marca sąd w Homlu zaocznie skazał Maksima Filipowicza za udział w nielegalnym zgromadzeniu na 13 dni aresztu. Ten najbardziej chyba znany w Białorusi „oburzony”, jak przyjęło się nazywać protestujących, zasłynął z zamieszczanych w Internecie filmów dotyczących jego przypadku i relacjonujących manifestacje; relacje Filipowicza miały ponad 4 mln odsłon w sieci. Transmisję jego zatrzymania, którą prowadził do ostatniej chwili, oglądało ponad 20 tys. osób.

15 marca z wizytą w Mińsku gościł wicepremier, minister spraw zagranicznych Belgii Didier Reynders. Spotkał się prezydentem Łukaszenką. Białoruski przywódca zapewnił go o swoim pozytywnym stosunku zarówno do Belgii, jak i całej Unii Europejskiej, którą nazwał „potężną podporą dla naszej planety”.

16 marca doszło do spotkania prezydenta Aleksandra Łukaszenki z przedstawicielką Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE Kristine Mutanen. Tematem rozmowy było m.in. przestrzeganie praw obywatelskich w Białorusi zgodnie z europejskimi standardami. Łukaszenka zapewnił swoją rozmówczynię, że Białoruś to kraj europejski, w którym demokracja i prawa człowieka są przestrzegane, zaś wszelkie zastrzeżenia w tej kwestii to – jak się wyraził – „przesądy”.

16 marca uroczyście otwarto nowo wybudowane miasteczko wojskowe, w którym zamieszkają żołnierze mający ochraniać elektrownię atomową w Ostrowcu. Samodzielna jednostka nr 7473 wchodzi w skład wojsk wewnętrznych i jest podporządkowana Ministerstwu Spraw Wewnętrznych.

Białoruś przekazała białostockiemu oddziałowi IPN listę 21 ofiar represji stalinowskich. Dokumenty wręczył przedstawicielom polskich władz w czasie jesiennej wizyty w Polsce minister spraw zagranicznych Białorusi Uładzimir Makiej, a wiadomość na ten temat udostępnił dopiero teraz prokurator Janusz Romaniuk, szef pionu śledczego białostockiego oddziału IPN, gdzie trafiły białoruskie materiały. Na liście przekazanej przez ministra Makieja wymienione są osoby zatrzymane w okresie od 1939 r. do maja 1941 r. oraz w latach 1945, 1949, i 1950, skazane przez organa sądowe BSRR i ZSRR.

21 marca prezydent Łukaszenka poinformował o zatrzymaniu kilkudziesięciu uzbrojonych bojówkarzy. Mieli to być prowokatorzy szkoleni w kraju i za granicą. Jak twierdzi Łukaszenka, jeden z takich obozów szkoleniowych mieścił się w Białorusi, w okolicach Bobrujska i Osipowicz. Inne znajdowały się poza granicami kraju – na Ukrainie i być może na Litwie, a nawet w Polsce. To przez te dwa ostatnie kraje miały przepływać pieniądze dla niedoszłych bojowników. Prezydent zapewnił, że wkrótce opinia publiczna zostanie szczegółowo poinformowana o przygotowywanej prowokacji. Zapowiedział też zdecydowaną rozprawę z prowokatorami. Państwowa telewizja pokazała też broń rzekomych bojowników, która zdaniem wielu osób okazała się być atrapami bądź replikami, używanymi m.in. do strikeballu i innych militarnych zabaw.

Zatrzymania i pobicia działaczy opozycji, niezależnych komentatorów politycznych i dziennikarzy przez ubranych po cywilnemu funkcjonariuszy milicji stały się powszechną praktyką władzy, która w ten sposób próbowała zastraszyć uczestników trwających w Białorusi protestów. Przykładem takiej brutalnej akcji było zatrzymanie 22 marca Alesia Łahwińca, politologa, działacza ruchu „O wolność”. Aresztowany opozycjonista wprost z rozprawy sądowej trafił do szpitala. Tego samego dnia zatrzymano również lidera Młodego Frontu Źmiciera Daszkiewicza i jego współpracowników. Wszyscy byli zaangażowani w przygotowania obchodów Dnia Woli 25 marca. Milicja dokonywała też zatrzymań przypadkowych osób, znajdujących się w pobliżu miejsc, gdzie odbywały się protesty. Większość, przez orzekające w ekspresowym tempie sądy, była skazywana na kilkanaście dni aresztu za „drobne chuligaństwo” i „niepodporządkowanie się poleceniom funkcjonariusza”.

Блакада сілавікоў цэнтра Мінска перад удзельнікамі дэманстрацыі ў 99-ыя ўгодкі абвяшчэння Беларускай Народнай Рэспублікі (Радыё Рацыя)

Nawet ponad 400 osób mogła zatrzymać milicja i służby specjalne, uniemożliwiając tym samym obchody Dnia Wolności w Mińsku. Na ulice ściągnięto sprzęt do rozpędzania manifestacji i funkcjonariuszy w bojowym ekwipunku. Zablokowano miejsca zbiórki manifestantów, a wielu z nich zatrzymano i zamknięto w specjalnych samochodach – milicyjnych „budach”. OMON wkroczył też do biura Centrum Obrony Praw Człowieka Wiasna. Zatrzymano kilkadziesiąt osób, w tym szefa Wiasny, byłego więźnia politycznego Alesia Bialackiego, znaną aktywistkę Nastę Łojkę oraz przewodniczącego Białoruskiego Komitetu Helsińskiego Aleha Hułaka. W drodze z Warszawy do Mińska zatrzymano byłego kandydata na prezydenta Uładzimira Niaklajewa, w ręce milicji trafił też jeden z liderów Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji Dzianis Sadouski.

Дзень Волі ў Мінску разбіты міліцыяй

Гарадскія ўлады Мінска не далі згооды на правядзенне ў гэтым годзе шэсцяў і мітынгаў 25 сакавіка, прымеркаваных да 99-х угодкаў абвяшчэння Беларускай Незалежнай Рэспублікі і заадно як пратэс супраць дэкрэту „аб дармаедах”. І так гарачую атмасферу ў краіне ў сувязі з пратэстамі ад паловы лютага падагрэў яшчэ прэзідэнт Аляксандр Лукашэнка, які 21 сакавіка паінфармаваў, што сілавыя структуры не дапусцілі да планаванай узброенай правакацыі, фінансаванай з-за мяжы. У прэсе, радыё і тэлебачанні інфармавалася пра лагеры, дзе нібыта рыхтаваліся баевікі, м.інш. у Польшчы.

Несанкцыянаванае шэсце 25 сакавіка, аднак, адбылося. Колькасць удзельнікаў цяжка ацаніць, бо яшчэ да пачатку акцыі міліцыя разбіла дэманстрантаў на групы. Пачаліся затрыманні. Супраць мірных удзельнікаў дэманстрацыі былі выстаўлены кардоны сілавікоў з вадамётамі. Арыштаваных было сотні чалавек і дзесяткі журналістаў.

На жудасныя падзеі ў Мінску запрэтаставалі Еўропа і ЗША. Польскае міністэрства замежных спраў заклікала беларускія ўлады, каб перасталі праследаваць сваіх грамадзян. „Лукашэнка траціць шанц наблізіцца да Еўрапейскага Саюза і Польшчы” – напісаў у твітэры маршалак польскага Сената Станіслаў Карчэўскі, які яшчэ зімою апраўдваў кіраўніка беларускай дзяржавы. (Чыт. стар. 24)

Białoruś zamierza zwiększyć tempo prywatyzacji. Komitet Majątku Państwowego poinformował o podjęciu prac nad sprzedażą akcji spółek i przedsiębiorstw należących do państwa. Władze mają zamiar sprzedać pakiety akcji między innymi linii lotniczych Belavia, białoruskich linii kolejowych, petrochemii Naftan, fabryki samochodów ciężarowych MAZ i producenta maszyn budowlanych i górniczych BiełAZ, a nawet kanału telewizyjnego BT-2. W dalszej kolejności pod młotek pójdą akcje firm zbrojeniowych. Decyzję o sprzedaży poszczególnych przedsiębiorstw będzie podejmował osobiście prezydent Łukaszenka. Spis wszystkich 514 prywatyzowanych spółek akcyjnych ma zostać ujawniony wkrótce na stronie Komitetu Majątku Państwowego.

Białostocki zespół ILO&Friends, mający w swoim repertuarze utwory śpiewane po białorusku, ze swoją nową płytą „Koło/Circle”, znalazł się na liście nominowanych do niezależnej nagrody Experty. Experty.by to najpoważniejsze medium muzyczne w Białorusi. W tym roku spośród 150 białoruskich albumów muzycznych nominowano do nagrody 11 tytułów. Płyty oceniali nie tylko dziennikarze muzyczni z Białorusi, ale też krytycy z krajów ościennych – Polski, Rosji, Ukrainy, Litwy i Łotwy. Grupę Ilo&Friends tworzą: Ilona Karpiuk – wokal, Marcin Kochanowicz – gitara, Andrzej Grześ – perkusja, Piotr Ignatowicz – bas, Paweł Ambrożewicz – klawisze. Na płycie na akordeonie wspomaga ich Alaksandr Yasinki.

Homelski sąd skazał na karę śmierci 32-letniego mężczyznę, mieszkańca Narowli w obwodzie homelskim za brutalne zabójstwo dwóch osób. To pierwszy wyrok śmierci w 2017 r. Białoruś jest jedynym krajem w Europie i Wspólnocie Niepodległych Państw, gdzie stosuje się karę śmierci. Jest ona przewidziana za najcięższe zbrodnie i nie można na nią skazać kobiet i mężczyzn powyżej 65. i poniżej 18. roku życia.

 

Na świecie. Do natychmiastowego wstrzymania wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej wzywa Polskę unijny komisarz do spraw środowiska Karmenu Vella. Komisarz podczas posiedzenia komisji ochrony środowiska, zdrowia publicznego i bezpieczeństwa żywności Parlamentu Europejskiego powołał się na raporty organizacji pozarządowych monitorujących sytuację w Puszczy Białowieskiej. Zapowiedział, że w najbliższym czasie KE ma przejść do ostatniego etapu procedury w sprawie naruszania przez Polskę wspólnotowego prawa – będzie mogła pozwać nasz kraj do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Gazowy konflikt rosyjsko-białoruski wciąż nie gaśnie. Żadna ze stron nie chce ustąpić – Rosjanie żądają uregulowania białoruskiego długu za gaz według nowych stawek cenowych, a Białoruś chce obniżki cen błękitnego paliwa. Rozmowy na poziomie ministrów nie przyniosły rezultatów. Według rosyjskiej gazety „Komsomolska Prawda” konflikt się tak zaostrzył, że rozwiązać mogą go jedynie bezpośrednie rozmowy między przywódcami obydwu krajów.

Jeszcze przed 2020 r. Litwa wybuduje wzdłuż swojej granicy z Białorusią i Rosją ogrodzenie i zainstaluje nowoczesny system monitoringu. W litewskim budżecie na 2017 r. przewidziano 3,6 mln euro na inwestycję na granicy Litwy z obwodem kaliningradzkim.